mejson.e
27.09.04, 23:43
(Puściłem ten wątek na "AM" ale brakowało mi Waszych wypowiedzi, więc
przenoszę go tutaj, bo tam już dawno utonął. M.)
Tygodnik "Motor" w nr 36 popisał się przeprowadzonym testem, który polegał na
porównaniu czasów i sposobów przejazdów na trasie Warszawa-Kraków dwoma
identycznymi samochodami ale przy różnych sposobach jazdy.
Jeden kierowca miał jechać całkowicie przepisowo, a drugi - "jak inni"
kierowcy, tzn. "bezpiecznie ale bez szaleństw i spowalniania ruchu".
W efekcie prędkość średnia przejazdu "legalisty" to 72 km/h a "jak-inni" 89 km/h.
Kto jeździł już trochę po polskich drogach, ten wie, że uzyskanie prędkości
rzędu siedemdziesiątki poza autostradami i dwujezdniowymi, w normalnym ruchu,
wymaga sprawnej jazdy, króciutkich postojów i ... kupy szczęścia.
A uzyskanie średniej rzędu 90/h to już spory udział jazdy z chwilową
prędkością powyżej 130/h.
I to wszystko na trasie, gdzie sporo terenów zabudowanych, czasami ciągnących
się kilometrami. Nie ma szansy bez nie grzania przez takie wioski stówą albo i
lepiej!
Komentarze w stylu "przed zwężeniem 60 km/h. Kierowca, który tak zwolnił
zablokował ruch stwarzając spore zagrożenie (...) niespodziewane dla innych
hamowanie, nie mające zresztą większego uzasadnienia, może doprowadzić do
zderzenia", "przed skrzyżowaniem postawiono 40/h - kto aż tak zwolni?",
stwarzają wrażenie, że przepisy w Polsce są zupełnie do niczego.
Wymaganie, by kierowcy zwolnili ze 140 na dwujezdniówce do 80, potem 60 na
wjeździe na jednojezdniówkę, "nie ma uzasadnienia" i wprowadza "spore zagrożenie".
Redakcja umieściła zdjęcie pokazujące przykład "prawdziwej zmory" -
ograniczenia na prostej drodze do 60/h.
Na zdjęciu jest przejście dla pieszych, skrzyżowanie, zajęte pobocze i to
wszystko na jednojezdniowej drodze.
Jeśli takie podejście do przepisów lansuje redakcja, bądź co bądź,
opiniotwórczego tygodnika, to nie dziwi narastające bezhołowie i chuligaństwo
wśród "normalnych" użytkowników dróg.
To wszystko elegancko zapowiada we wstępie numeru redaktor naczelny - pan
Burmajster, zaczynając od przytoczenia przykładu szwedzkiego sposobu na
wytyczenie chodników na nowym osiedlu - patrzy się, którędy chodzą ludzie i
tam się buduje chodniki.
A przepisy i drogi są dla ludzi - mają im służyć jak najlepiej.
Wniosek z tego taki, że jeśli większość "wydeptuje sobie ścieżki" w ruchu
drogowym jeżdżąc szybciej niż pozwalają przepisy, należy te przepisy zmienić!
A w ogóle, to po co nam jakiekolwiek przepisy?
Ludzie sami wiedzą, jak powinno się jeździć!
Tylko proszę więcej nie wołać "Gdzie jest policja?!"
Bo w krzakach też już jej nie będzie...
Policja zrobi sobie większy zapas czarnych worków i specjalne formularze na
opis śmiertelnego wypadku - by było szybciej zaznaczy się "ptaszki" w
poszczególnych okienkach i można się będzie zabrać za następny.
Rutyna!
Oj wstyd, Panie redaktorze!
Mejson