mejson.e
08.10.04, 20:48
Jechałem rano do pracy.
Boczna droga wzdłuż lasu.
Szczyty drzew toną jeszcze we mgle, rożnokolorowe liście opadają i wirują
razem z tymi leżącymi na drodze tworząc małe trąby powietrzne.
Przez otwarte okno wpada wilgotny zapach lasu.
W radiu najnowszy utwór "Vaja Con Dijos".
Pełna jesień.
Jakoś tak smutno i ponuro, mimo że kolorowo.
Wchodzę w ostry zakręt - znam go dobrze - przy 40/h ładnie się wychodzi z
lekkim gazem.
Clio przede mna też ładnie wychodzi i nagle zaczyna wykonywać dziwne ruchy, w
końcu hamuje, ale nie do końca - jedzie dalej.
Spod kół wyskakuje brązowy kształt - wyglądało na kawałek szmaty, ale później
rozpoznaję wiewiórkę z puszystym ogonem.
Potrącona przez Clio skacze na przeciwnym pasie w konwulsjach co chwila wysoko
jak bardzo sprężysta piłeczka.
Wpada na nią Seicento i widzę później w lusterku jak drobne ciałko podryguje
już tylko niemrawo przy krawężniku.
Czułem bezradność i żal obserwując dopełnienie kolejnego życia.
Bardzo smutne.
Chociaż to tylko wiewiórka.
Nie lubię jesieni.
Mejson