Dobra żona nie jest zła

23.10.04, 23:11
Z niecodziennym przeciwnikiem musieli się zmierzyć legniccy policjanci.

Zaatakowała ich żona kierowcy, którego usiłowali zatrzymać do kontroli. "Kobieta rzuciła się na funkcjonariuszy i podrapała ich po twarzach" - poinformował w piątek PAP Sławomir Masojć, rzecznik legnickiej policji.

Dodał, że 51-letni kierowca auta i jego 44-letnia żona byli pijani i trafili do izby wytrzeźwień. Mężczyzna w wydychanym powietrzu miał wtedy ok. dwa promile alkoholu, zaś kobieta jeden promil.

Do zdarzenia doszło w czwartek w centrum Legnicy, gdy policjanci próbowali zatrzymać do kontroli samochód dostawczy. Jego kierowca zignorował jednak ich sygnały. Funkcjonariusze ruszyli więc za samochodem, cały czas pokazując, że kierowca ma się zatrzymać.

"Ten jednak w ogóle na to nie zwracał uwagi i spokojnie dojechał do celu swojej podróży. Dopiero tam wysiadł z wozu, a gdy policjanci obezwładnili go, niespodziewanie zostali zaatakowani przez pasażerkę - jak się okazało żonę kierowcy. Kobieta biła ich pięściami, drapała i skoczyła na plecy jednemu z nich" - opisał Masojć.

Zaznaczył, że prawdopodobnie krewka legniczanka odpowie teraz za czynną napaść na policjantów.

motoryzacja.interia.pl/news?inf=555001
Kiedys mialem ciekawa sytuacje w Roznowie - sa tam dwa waskie mosty (dwa auta sie nie mieszcza) no i oczywiste jest,ze jak ktos z jednej strony wjechal, ten z drugiej musi poczekac. No i raz jechalismy w 4 samochody (ja prowadzilem "kolumne") i bylismy mniej wiecej w 3/4 dlugosci mostu,gdy z przeciwka wjechal burak z zona. Stanelismy ok. 30m od konca mostu, gosc wysiada i mowi,ze to my mamy sie cofnac, bo on ma pierwszenstwo. Powiedzialem mu,ze pierwszenstwo ma ten, kto juz wjechal na odcinek zwezony i to on ma sie cofnac. Na co zoneczka buraka wyskoczyla z auta z ryjem na mnie, na co ja rowniez z ryjem na nia zeby sie zamknela i wsiadla do samochodum, bo zaraz wezwe policje i ich oskarze o napasc. Przy okazji zaprezentowalem jej jeszcze komicznosc jej ekspresyjnego wyrazania mysli :)
Taak, dobra zona zawsze stanie w obronie meza - a juz szczegolnie wtedy gdy maz za grosz nie ma racji. Brawo dla tej pani (z artykulu)! Nie dosc,ze sama pijana, do tego pozwolila prowadzic pijanemu mezowi i jeszcze napadla na policjantow...
    • mejson.e Pijana lwica? 23.10.04, 23:14
      Takie są gorsze od facetów.
      Nawet nie można sprzedać w ryj...

      Mejson
      • tomek854 Re: Pijana lwica? 24.10.04, 01:07
        e tam nie mozna... Rownouprawnienie jest ( same chcialy) :)
      • undercover_brother Re: Pijana lwica? 24.10.04, 10:10
        Nie? A ja myslalem, ze kobiety walcza o rownouprawnienie... :D.
      • tipper Re: Pijana lwica? 24.10.04, 10:29
        mejson.e napisał:

        > Takie są gorsze od facetów.
        > Nawet nie można sprzedać w ryj...
        >
        > Mejson

        Ale mozna zlamac paznokiec albo potargac slicznie ulozona fryzure :)))
    • qrakki999 Nie o żonie a o zwężeniu:) 25.10.04, 16:18
      Jakies 2 tygodnie temu na TVP 3 pokazywano śmieszną akcję. Rzecz się działa
      bodajże w Łodzi pod Urzędem Miasta. Wielki parking i jeden wjazd/wyjazd. W
      wyjeździe na chodniku zaparkowane auta powodujące zwężenie tegoż (dwa auta się
      nie miną) no i najważniejsze dwa pępki świata w koronach. jeden wjeżdżał drugi
      wyjeżdżał. Żaden nie chiał ustąpić.
      Wyjeżdżający twierdził że to wjeżdżajacy powinien ustąpić bo ma większe pole
      manewru niż on na parkingu. Ponadto z czystej kuluty osobistej najpierw puszcza
      się wychodzących.

      Wjeżdżający twierdził zaś, że on ma piwrwszeństwo bo auta zaparkowane na
      chodniku blokowały lewą stronę jezdni czyli nie jego.

      Straż miejska nie potrafiła rozstrzygnąć paragrafem również policja. Kolesie
      blokowali wjazd na parking dorbą godzinę. Wszystko filmował jakiś reporter TVP
      3 hi, hi, hi. Dopiero z urzędu chciał wyjechac bodajże jakiś radny albo ktoś
      taki, podszedł do klienta wyjeżdząjącego i poprosił aby zlitował się bo ludziom
      się śpieszy. he, he, he,

      A tak swoją drogą to kto w tej sytuacji ma pierwszeństwo?

      Pzdr
      Q
      • sherlock_holmes Re: Nie o żonie a o zwężeniu:) 25.10.04, 21:06
        Przede wszystkim ten, ktory pierwszy wjechal na zwezony odcinek. Jesli rownioczesnie, to wg mnie wyjezdzajacy.
        • qrakki999 Re: Nie o żonie a o zwężeniu:) 26.10.04, 09:22
          No własnie obydwaj pojawili sie na zwężonym odcinku równocześnie:)

          Wg. policjanta który przybył na miejsce, niemożliwe było zdecydowane wskazanie
          pojazdu ktory ma pierwszeństwo, dlatego, że zwężenie nie było spowodowane
          reorganizacją ruchu i nie było oznakowane. Nie ma też żadnego przepisu czy
          pierwszeństwo mają wyjeżdżający czy wjeżdżający na parking.

          Stąd przez ponad godzinę trwała sytuacja patowa.
          Koniec końców wycofał się facet wyjeżdżający bo do niego pierwszego podszedł
          radny (swoją drogą gratulacje dla tego Pana, że potrafił w kulturalny sposób
          rozwiązać ten problem he, he, he)

          Cóż jakies 3 tygodnie temu miałem podobną sytuację. Ze względu na budowę bloku
          przy jednej z ulic, zwęzona była jedna jej strona. Ja jechałem tą stroną która
          była wolna. Gdy dojeżdżałem do zwężenia z przeciwka mykały juz auta przy 6 była
          przerwa więc ruszyłem, jednak rozpędzony koleś z przeciwka uznał, że zdąży -
          spotkaliśmy się po środku. I też nie dałem z a wygraną, tutaj zwężenie było
          oznakowane i musiał kolo się wycofać.:) Ale trwało to chwilę zanim
          przeanalizował sytuację;-)

          pzdr
          Q
          • jorn Re: Nie o żonie a o zwężeniu:) 27.10.04, 14:23
            Ja miałem troche inną, ale podobną sytuację: wjeżdżam na drogę jednokierunkową
            (chyba tymczasowo) o 2 pasach ruchu, z których prawy był rozkopany i odgrodzony
            barierkami tak, że trzeba było jechać lewym pasem. Nagle widzę kobietę jadącą z
            przeciwka i migającą światłami jednoznacznei dając mi do zrozumienia, że mam
            się wycofać, bo ona jedzie. Wycofałem się do najlizszego roszerzenia wolnej
            części jezdni, bo uświadomiłem sobie, ze nie pamiętam na 100%, czy rzeczywiście
            był znak informujący, że jest to jezdnia jednokierunkowa (był, a od jej strony
            był znak 'zakaz wjazdu'), a poza tym nie chciałem się z babą kłócić w języku
            może niezupełnie dla mnie obcym, ale jednak (rzecz miała miejsce pod Paryżem)

            Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja