sherlock_holmes
04.11.04, 08:44
Pani Grażyna chciała kupić w Niemczech samochód do przewozu niepełnosprawnych. Pomagała jej firma, którą kieruje Maria Konczak. Firma rozesłała zapytania do dealerów. Zamiast odpowiedzi z konkretnymi ofertami, dostała pozew do sądu i grozi jej 250 tys. euro grzywny. – Nie stać mnie na samochód dostępny na polskim rynku – mówi mieszkająca w Łodzi 44-letnia Grażyna Wiktorowicz. – Dlatego cały czas szukałam czegoś w internecie. W końcu znalazłam firmę, która obiecała, że będzie pośredniczyć w poszukiwaniach. Samochód to moje jedyne okno na świat. Kiedy byłam młodsza, ojciec mógł przenieść mnie z wózka do auta. Teraz jest to niemożliwe i dlatego szukam samochodu z rampą i obniżoną podłogą, żeby zmieścił się wózek. Nie dysponuję dużą kwotą pieniędzy i dlatego w grę nie wchodzi duży wóz.
Charytatywna reklama?
Firma, którą kieruje Maria Konczak, w sprawie znalezienia samochodu rozesłała ponad 200 pism do dealerów samochodowych na terenie Niemiec. – To były standardowe pisma opatrzone naszym logo – opowiada Konczak. – Pisaliśmy, że zwracamy się z prośbą znalezienia wozu, który kosztowałby nie więcej niż 8 tys. euro. Musiałby też rzecz jasna być odpowiednio przystosowany. Po pewnym czasie uzyskaliśmy odpowiedź od jednego z autosalonów. Wielkie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że dealer pozywa nas do sądu. Adwokaci firmy wykorzystali pewną lukę w prawie: nie mogliśmy wysłać pytania o samochód za pomocą faksu, bo może być to traktowane jako... reklama, która podlega karze grzywny!
Niemieckie prawo zabrania wysyłania faksów reklamowych, które nakłaniają odbiorców do zakupu produktów lub usług, jeśli firmy nie były wcześniej w kontakcie biznesowym lub nadawca nie otrzymał wcześniej zgody na wysyłkę faksu dla odbiorcy. – Nasz faks nie był reklamą – zapewnia Maria Konczak. – Po prostu przedstawiliśmy sytuację pani Wiktorowicz i prośbę o pomoc. Nie byliśmy w stanie obdzwonić wszystkich dealerów, żeby zapytać czy wyrażają zgodę na przesłanie takiego pisma.
Słony zarobek
Grażyna Wiktorowicz czuje się bezsilna. – Ktoś wykorzystuje kruczki prawne żeby wyciągnąć jakieś pieniądze – mówi inwalidka. – Żałuję, bo po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć firmę, która zechciała mi pomóc. Nie znam niemieckiego, a wiem, że w Niemczech można kupić używany samochód za mniejsze pieniądze niż w Polsce. Pani Konczak zobowiązała się przetłumaczyć wszystkie informacje. Liczyłam po prostu na to, że wreszcie ziści się moje marzenie. Moi rodzice są już w podeszłym wieku. Ojciec mógłby prowadzić wóz, a ja robić zakupy i załatwiać inne sprawy. Skoda, że tak się to skończyło, bo po raz pierwszy ktoś się moją historią zainteresował.
Firma, która miała pomóc pani Grażynie, ma swoją główną siedzibę w Dreźnie. Jak mówi jej szefowa, utrzymuje się ze sprzedaży ogłoszeń na swoich stronach internetowych. – Nie pobieramy prowizji ani od dealerów, ani od potencjalnych klientów, którzy się do nas zwracają – zapewnia Maria Konczak. – Tak samo było w przypadku pani Wiktorowicz. Teraz przyjdzie nam za to słono zapłacić.
Pierwsza rozprawa odbędzie za dwa tygodnie. Za nieuczciwą reklamę firma Marii Konczak może zapłacić nawet 250 tys. euro kary.
kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1198568&KAT=239
Prawde mowiac to mi cala ta sprawa smierdzi. Przeciez faksu z prosba o pomoc nie mozna uznac za reklame. W kazdym razie cieszy to, ze nie tylko u nas sa popier...ncy.
Zreszta - wszyscy wiedza, ze dobry prawnik to martwy prawnik :)