qrakki999
16.11.04, 10:23
Na końcu będzie motyw motoryzacyjny:)
Byłem na długi łikenw Pradze (czeskiej) no i siłą rzeczy miałem kontakt z
Czechami w różnych sytuacjach i jedyną osobą która była uśmiechnięta był
taksówkarz z ktorym wracaliśmy pierwszego wieczoru. Reszta w sklepach,
knajpach, metrze, autach na ulicach jakaś taka smutna, nieprzyjemna? Czy Oni
tak mają cały rok czy to juz jesienny dół?
A miało być o motoryzacji to będzie.
Przyjechaliśmy do naszego pensjonatu który był położony prawie na
przedmiściach. Gospodyni powiedziała, ze taxi z centru to koszt ok. 300Kc.
Pierwszego wieczoru po zwiedzaniu, knedliczkach i paru pivach dorwaliśmy pod
Hradczanami taxi. Facet był uśmiechnięty, sprawdził gdzie jest nasza ulica,
powiedział, że bedzie ok. 300 Kc i pojechaliśmy. Po drodze trochę sobie
pogadalismy. Na miejscu wyszło 291 Kc - jako, daliśmy 350 KC z napiwkiem,
życzylismy sobie dobrej nocy i pojechał. Był to jedyny uśmiechniety Czech
jakiego spotkaliśmy w ciągu 3 dni?
Na drugi dzień wieczorem (też ok 23.00) zaczelismy szukac taxi i jaki było
nasze zdziwienie gdy na Vaclavskich nemesti krzykneli 800 Kc!?!?!?!
Powiedział im, ze chyba oszaleli, i poszlismy, ale krzyczeli jeszcze
500...400 ale my twardo przed siebie. Koniec końców wszyscy taksówkarze tego
wieczora oszaleli i krzyczeli 800 więc na nas nie zarobili bo po 18 Kc za
łepka wsiedlismy w metro i wrócilismy do domu:)
Zastanwiam się tylko czy wyjątkiem był ten uprzejmy i normalny taksówkarz,
czy w drugiego dnia wszyscy w Pradze dostali pierdolca?
pzdr
Q