tomek854
21.11.04, 20:09
...po nieznanych drogach
Jechalem sobie do Miedzygorza, po sniegu, prowadzilem seicento pelne kulturalnych imprezowiczow ( dobre winko, kozie sery, plesniaczki :) ) no i jak mi nagle nie poleci, to ja kontre zalozylem, ujalem gazu, i to juz byla kaplica bo juz wogole nie wiedzialem co sie dzieje. - to sa odruchy z jazdy duzym fiatem... Nigny nie zdarzylo mi sei jezdzic przednionapedowymi po zasniezonych gorach...
Wyratowalem sie w sposob moze debilny, i taki z tych, co "nigdy tak nie rob, to sie nie uda" ale szanse 1 na milion sprawdzaja sie w 9 przypadkach na 10 :) - kompletnie nie wiedzialem co sie ze mna dzieje gdzie mam przyczepnosc a gdzie nie, wiec nacisnalem na moment hamulec. Wtedy natychmiast sie zorientowalem, ze jade sobie prawymi drzwiami w kierunku jazdy, a nosem w strone drzewek na wewnetrznej - i tego wlasnie sie spodziewalem. Wtedy kolka w prawo, troszke gazem pomoglem i udalo mi sie zatrzymac na lewym poboczu i nawet w dobra strone przodem :)
Potem jeszcze prawie wpadlem do strumyczka. Jak lokalny kierowca zwalnia i zjezdza do prawego pobocza, to nie znaczy ze bedzie parkowac i ze trzeba go wyprzedzic, tylko ze w takim sniegu wlasnie tu nalezy zaczac hamowac przed zakretem na mostek :P
Wlascicielka seicenta nawet nie krzyczala ( szczerze mowiac miala juz na tyle bombe, ze swietnie sie bawila - tak mysle ;P ) ale w powrotna droge ruszyl bardziej doswiadczony kolega, ktory w tamta strone caly czas narzekal ze jade za wolno, albo za ostroznie. NIe mniej jednak na tym samym zakrecie co ja nie wyciagnal nauki z cudzego bledu i znowu zwiedzilismy pobocze - tym razem zewnetrzne ;) Do samego Wroclawia juz sie nie popisywal :)
Chyba jak spadnie troche sniegu bede musial wyciagnac tate na jakis plac z jego Fabia... Bo teraz kiedy nie mam wlasnego autka jezdze cudzymi, a malo kto ma tylny naped... A te pare tysiaczkow zrobionych fiacikiem pewne pdruchy wyrobilo...