mejson.e
04.01.05, 21:16
Lało dzisiaj wieczorem przez całe 60 km przebijania się z pod- przez- i za-
Warszawę.
Spodziewałem się okrutnych korków, le jakoś nie było strasznie.
Może jeszcze nie wszyscy wrócili a może część postanowiła przed feriami nie
wsiadać za kółko?
Ale wracam do deszczu.
Sytuacja się odwróciła - normalnie często jestem wyprzedzany, moja przepisowa
prędkość jest dla wielu nie do przełknięcia i z reguły często ogladam coraz to
inne tylne zderzaki.
A dzisiaj nie dość, że mnie nie wyprzedzano - z wyjątkiem wielopasmówek - to
jeszcze sam często musiałem wyprzedzać znajome, spotykane codziennie
samochody, które dzisiaj dość często znikały w tyle.
Okazuje się, że spora grupa kierowców jeżdżących w dobrych warunkach dość
szybko, w zwykłym, choć ulewnym deszczu ma problemy z określeniem krańca
jezdni, wejścia w bardziej śliski zakręt i zmianą pasa.
Wyleczyłem dzisiaj wszystkie kompleksy sunąc swoje piećdziesiatparę po mieście
i 80-90 poza.
Po prostu niektórym rura zmiękła - może rozmiękła?
Fajnie jest czasami się popisywać...;-)
Pozdrawiam,
Mejson
--
"Ruch jest przyczyną wszelkiego życia."
(Leonardo Da Vinci)