Dodaj do ulubionych

Rozpocząłem kurs na kat. C

09.11.05, 23:51
Dzisiaj dowiedziałem się co to znaczy taki trójkątny znak i jaka jest definicja drogi...

Aaaale lipa. Zajecie z kociarstwem co na B zdaje razem :P
Obserwuj wątek
    • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 11.11.05, 00:00
      Dzisiaj byłem na "badaniach". Pan lekarz spytał, czy jestem zdrowy, ja powiedziałem że jestem, pan mi zadał parę szczegółowych pytań, ja odpowiedziałem "nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie i nie". I tyle. Trochę się zdziwiłem, że to tylko tyle, ale lekarz powiedział, że to i tak pic na wode, i to chodzi o to, żeby od ludzi kase wycziagnac, bo i tak sie robi porzadne badania do swiadectwa kwalifikacji. Powiedzialem, ze ja nie bede musial robic swiadectwa kwalifikacji, troche sie strapil, ale pocieszyl sie, ze w UK pewnie mnie porzadnie przebadaja.

      Ja tam akurat wiem, ze jestem zdrowy bo niedawno robilem badania w innym celu, ale jezeli to tak ma wygladac, to ja dziekuje...
      • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 14.11.05, 21:15
        Kolejne zajęcia.

        Inny pan, dużo ciekawiej mówił (bo nie na temat :P)

        Potem były znaki zakazu - zakaz wjazdu, zakaz parkowania szmery bajery, wjazd powyżej 7ton - a to nas nie dotyczy.

        Zaprotestowałem, ze dotyczy - a co, płacę za ten kurs C, nie?

        Pan powiedział, że to zakaz wjazdu poj. o DMC pow. 7t. Nie miał racji, ja uważam, że to chodzi o rzeczywistą masę a nie DMC. Delikatnie zapytałem czy jest pewien i czy się nie myli, bo ja uważam inaczej. Sprawdził w kodeksie - ja miałem rację (a już mu trochę byłem gotów uwierzyć - ta siła autorytetu... ciekawe do ilu volt bym doszedł w tym słynnym doświadczeniu o autorytetach).

        Może teraz nie będzie spoglądał na mnie z wyrzutem jak się bawię komórką - bo na czytanie się nie zdecydowałem jeszcze - jakoś taki mało bezczelny jestem jak tylko trochę osób na sali...
        • crannmer Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 14.11.05, 22:21
          tomek854 napisał:

          > Kolejne zajęcia.
          >
          > Inny pan, dużo ciekawiej mówił (bo nie na temat :P)

          Przypominasz mi moj kurs CE.
          Oczywiscie teoria tez szla ob ovo. Ale lepiej bylo wykazac sie aktywnoscia i
          znajomscia przepisow, niz rozpraszac uwage na zbytki (czegos takiego, jak
          telefonow kieszonkowych jeszcze nie bylo =:-0). Albwiem kurs by co prawda za
          darmo, ale kursanci mieli na ramionach po belce, a prowadzacy co najmniej
          szewrony sierzanta sztabowego.

          A nie zostaje sie sierzantem sztabowym bez posiadania umiejetnosci skutecznego
          op...lania podwladnych.

          > Potem były znaki zakazu - zakaz wjazdu, zakaz parkowania szmery bajery, wjazd
          > powyżej 7ton - a to nas nie dotyczy.

          Nam wyjasnili to tak: jak na znaku jest literka t z cyframi, to chodzi o mase
          rzeczywista w chwili przejazdu, a jak jest symbol ciezarowki, to o DMC.

          MfG

          C.
          • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 14.11.05, 23:03
            > Nam wyjasnili to tak: jak na znaku jest literka t z cyframi, to chodzi o mase
            > rzeczywista w chwili przejazdu, a jak jest symbol ciezarowki, to o DMC.

            A u nas to ja wyjaśniłem im a nie oni nam :-)

            A tak poza tym, to się ciekawych rzeczach dowiedziałem o normach w budowaniu autostrad, bo pan kursowiec z tej branży. że inżynier poznałem już po pierwszym rysunku jaki zrobił na tablicy ;-)
    • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 30.11.05, 18:56
      Pan wykładowca ma firmę zajmującą się sygnalizacją świetlną.

      Często zbacza z tematu i mówi bardzo ciekawe rzeczy. Dzisiaj opowiadał o historii światłoulicznictwa (czy jak to nazwać) a przy okazji napomknął o tym, że nie mają prawa się świecić światła z dwóch stron zielone. Pozwoliłem się z nim niezgodzić bo moja jedyna stłuczka w życiu właśnie z tego wynikła, a przez 10 miesięcy istnienia sytuacji takiej własnie pod wrocławskim kerfurem zginęło 9 osób. Pan uparcie twierdził że to niemożliwe i wina tego byla w przeładowaniu skrzyżowania. Moim zdaniem przeładowanie skrzyżowania powoduje po prostu korki a nie śmiertelne wypadki, ale Pan jest w końcu fachowcem. Nie mniej moje dalsze próby dyskusji potęgowały tylko irytację, a zapytanie której firmy Pan jest przedstawicielem zakończyło ją całkowicie...

      Może to ta firma projektowała to skrzyżowanie? :)

      Po za tym na zajęciach dalej to samo - ciekawe dygresje przecinane nudnymi podstawami. Jednak co cenne dużo jest omawianych debilizmów, które trzeba znać, ale chyba poza egzaminem nigdzie w życiu nie występują (ja sie przynajmniej przez 8 lat nie spotkałem). To ważne, bo jak zobaczyłem jakie kretyńskie pytania są w teście to mi się włos zjeżył na głowie.

      nie ma co- trzeba po prostu testy na pamięć wyryć i tyle...
    • pizza987 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 06.12.05, 11:21
      Nie przejmuj się. Jak chodziłem na kategorię A to byłem jedyny wśród kandydatów na B. Raz nawet dostałem ochrzan od wykładowcy że jeżdżę samochodem bez prawa jazdy... Musiałem mu okazać dokument i zaproponować sprawdzenie na liście, że ja robię tylko A mając już B....
      • tomek854 Wkroczyłem w fazę testów: 08.12.05, 18:57
        parę przykładowych pytań na kat. C, które oblałem:

        1.
        strzałka narysowana prosto i w prawo (oznaczenie poziome)

        Kierujący pojazdem z tego pasa:
        -może skręcić w prawo
        -może jechać prosto
        -nie może skręcić w lewo.

        Zaznaczyłem ABC, bo kierujący pojazdem, którego wymiary uniemożliwiają skręt z pasa do tego przeznaczonego może to zrobić z innegto pasa. Komentarz prowadzącego "pan za dużo wie"

        2.
        Autobus z silnikiem wysokoprężnym jakimśtamm wysuwa z siebie kłeby czarnego dymu.
        Prezyczyną jest
        - zużycie wtryskiwaczy
        - awaria czegoś tak
        - cośtam jeszczse

        Co to k..., egzamin na diagnostę autobusowego?

        Ja muszę wiedzieć jako kierowca, że jak coś się będzie źle działo, to mam się zatrzymać i dzwonić po serwis. A jak będę smrodził, to policja ma prawo zatrzymać mi dowód...

        Takich kretynizmów jest na pęczki. Dowiedziałem się też, że przy reanimacji metodą usta usta należy podnieść nogi ofiary do góry - pierwsze słyszę...

        A po za tym ulubiony temat twórców testów to jakże często spotykane przewożenie osób w cięzarówce na pace. Test ma 18 pytań, zrobiłem już z 5 testów i za każdym razem były min. 2 pytania z tej dziedziny. Takie nieważne i zupełnie niezdarzajće się sprawy jak parkowanie nie pojawiły się jeszcze.

        Po za tym przy okazji próbnego testu ujawniła się jedna sympatyczna dziewczynka, która też robi C (ja zrobiłem 7 błędow a ona 11 >:))
        • mrzagi01 Re: Wkroczyłem w fazę testów: 09.12.05, 08:49
          tomek854 napisał:

          > parę przykładowych pytań na kat. C, które oblałem:
          >
          > 1.
          > strzałka narysowana prosto i w prawo (oznaczenie poziome)
          >
          > Kierujący pojazdem z tego pasa:
          > -może skręcić w prawo
          > -może jechać prosto
          > -nie może skręcić w lewo.
          >
          > Zaznaczyłem ABC, bo kierujący pojazdem, którego wymiary uniemożliwiają skręt
          z
          > pasa do tego przeznaczonego może to zrobić z innegto pasa. Komentarz
          prowadzące
          > go "pan za dużo wie"

          mogą ci zalecić usunięcie części kory mózgowej jako warunek zaliczenia
          egzaminu ;)


          >
          > 2.
          > Autobus z silnikiem wysokoprężnym jakimśtamm wysuwa z siebie kłeby czarnego
          dym
          > u.
          > Prezyczyną jest
          > - zużycie wtryskiwaczy
          > - awaria czegoś tak
          > - cośtam jeszczse
          >
          > Co to k..., egzamin na diagnostę autobusowego?

          ciekawe, że konkretnie pytanie jest o autobus. to coś znaczy ;)
          >

          > Takich kretynizmów jest na pęczki. Dowiedziałem się też, że przy reanimacji
          met
          > odą usta usta należy podnieść nogi ofiary do góry - pierwsze słyszę...

          a może na bok ?! :P

          >
          > A po za tym ulubiony temat twórców testów to jakże często spotykane
          przewożenie
          > osób w cięzarówce na pace. Test ma 18 pytań, zrobiłem już z 5 testów i za
          każd
          > ym razem były min. 2 pytania z tej dziedziny. Takie nieważne i zupełnie
          niezdar
          > zajće się sprawy jak parkowanie nie pojawiły się jeszcze.
          >
          bo te testy to pewnie siedzą genami w latach 50-tych kiedy ciężarówka służyła
          do podwożenia kołchozowych wiochmenów na masówki z udziałem towarzysza bieruta
          (no i w przypadku kiedy twój pojazd wysuwał kłęby czarnego dymu to sobie mogłeś
          zadzwonić.... łyżeczką po szklance ;)

          BTW: czytujesz już "Polskiego Truckera" ? ;)
        • crannmer Re: Wkroczyłem w fazę testów: 10.12.05, 13:01
          tomek854 napisał:

          > Takich kretynizmów jest na pęczki. Dowiedziałem się też, że przy reanimacji
          > metodą usta usta należy podnieść nogi ofiary do góry - pierwsze słyszę...

          Podniesienie nog jest jednym z elementow terapii przeciwwstrzasowej. AFIK
          podczas reanimacji raczej niestosowanym. Natomiast po albo przy szoku bez
          koniecznosci reanimacji jak najbardziej.

          MfG

          C.
        • qrakki999 Re: Usta - usta?? 20.12.05, 16:20
          Czy nie dysponując akurat przypadkiem (zupełnie jak Słodowy) poduszką, belką,
          czymkolwiek i będąc samemu - mozliwe jest podniesienie osobie nieprzytomnej nóg
          i robienie usta-usta?
          Chyba tylko niejaki Walujew mógłby to uczynić - bo trzeba mieć dwumetrowe łapy
          i siłe niedźwiedzia:)

          pzdr
          Q
    • tomek854 Testy wewnętrzne zdane, w piątek zaczynam jeździć 12.12.05, 18:46
      Głupoie te testy, ale to nic.

      Oczywiście (norma) będzie przewałka w papierach, bo w naszym mądrym kraju nie jest tak, że masz mieć wszystkie godziny wyjeżdżone w momencie _egzaminu_ tylko w momencie zapisu. A terminy oczywiscie sa dlugie. Czyli konczysz kurs i czekasz na egzamin miesiac - bez sensu. Nawet zeby zdawac sama teorie musisz miec wszystko wyjezdzone zeby sie w ogole na egzamin zapisac.

      Dlatego moj tok nauczania bedzie szedl inaczej fizycznie a inaczej w papierach, tak, abym jazdy tuz jeszcze przed egzaminem mial.

      Co tam wiecej, jakis maly jest ten egzaminacyjny mercedesik - sobie go obejrzalem dzisiaj. Jest mniej wiecej taki:
      www.matic-promet.hr/vozila/1.MB-Atego-817.jpg
      a ten egzaminacyjny jest ten:
      www.word.wroc.pl/images/txt/poj_merc.jpg
      Ale co tam, posutawiam sobie najwyzej pacholki ciasniej ;-)

      w ogole lipa, bo miala byc od 1 stycznia zmiana i nie mialo byc pacholkow juz, ale niestety chyba to odsuna (jest polowa grudnia, a jeszcze nikt nic nie wie)

      Za to poznalem dzisiaj pana instruktora, calkiem sympatyczny facet, jak sie dowiedzial, ze jezdzilem sprinterem, to mowi, ze bedzie luzik. Mam nadzieje ze ma racje.

      W piatek zdam relacje co dalej. :)
    • tomek854 Pierwsza jazda 16.12.05, 18:13
      Samochodzik zadbany, choć nie pierwszej juz młodości (430 000 na liczniku).

      Coś tam się czasem potrafi zatelepać czy zabrzęczeć, ale jeździ normalnie.

      Wsiadłem, zrobiłem parę razy jazdę po łuku (tym szerokim, dla przyczepy) bo tak naprawdę chodziło o to, żebym się oswoił. Generalnie technicznie rzecz biorąc nei jest to nic zaskakującego, choć wszystko raczej topornie, ale dla kogoś kto miał dużego fiata a nawet jeździł nysą żaden szok nie nastąpi. Biegi trochę inaczej, jedynka po lewej na dole, ale się jeździ z dwójki i tak.
      Żadnych bajerow nie ma (tempomat taki mechaniczny tylko).
      Kierownica wielkości koła od roweru ale idzie się przyzwyczaić.

      Za to z hamowaniem jest zabawnie, bo on ma jakieś dwustopniowe hamulce - lekko dotykasz żeby delikatnie przyhamować, troszkę mocniej i już lądujesz nosem na szybie :-)

      Potem pojechaliśmy na miasto - nie było tak źle, tylko dwa krawężniki przyciąłem. Za to całkiem nowym dla mnie doświadczeniem był przejazd po dziurach na ulicy krakowskiej - w moich dotychczasowych jazdach ciężarówkami to to była albo szkocja, albo w trasie gdzieś stopem, więc jak przy 40 mało co nie wyleciałem przez okno to się trochę zdziwiłem.

      Aż strach pomyśleć, co będzie, jak będę tam starem pomykał (bo na C+E to się wciąż starem jeździ).

      Potem pojeździwszy tu i ówdzie wróciliśmy na placyk. Ja chciałem ambitnie na mały łuk już wjeżdżać, ale instruktor kazał sobie po tym dużym ćwiczyć, no to se ćwiczyłem. Z nudów zacząłem się bawić na jeżdżenie na 5 cm od prawej linii a potem na dojeżdżanie do lewego krawężnika - jak się już pojeździło trochę busem, to juz jest łatwo, zasada ta sama, tylko rozmiary wieksze.

      Trochę nie mam wyczucia gdzie to się z tyłu kończy, ale przyjdzie z czasem.

      Istruktor powiedział mi jak jest to zaznaczone na placu egzaminacyjnym - znaczy podobno akurat przypadkiem jakaś deska leży tam, gdzie ma zatrzymać się tylna oś. I ci co to mają wiedzieć, to wiedzą... Pewnie gdyby nie to, to w ogóle nikt by nie zdawał ;-)

      Trochę brakuje mi tego listerka po prawej górnego, ale że łuk będę robił tylko w prawo to niech im tam będzie.

      No to tyle, po następnej jeździe jak się coś nowego dowiem to napiszę (nawet jak nikt tego teraz nie czyta, to może potem, kiedyś się komuś przyda).
        • tomek854 Re: Pierwsza jazda 20.12.05, 15:32
          Dzisiaj po mieście jeździło mi się już nieco odważniej. Co prawda co chwilę krzyczą na mnie że za blisko do prawej (faktycznie, tuż przy krawężniku jadę) ale żadnego krawężnika nie zaliczyłem.

          Na manewrach wcinałem się dzisiaj w ten łuk, co myślałem, że dla osobowych jest :-)

          W życiu bym nie pomyślał, że się zmieszczę :-)

          Nawet to mi idzie chyba łatwiej niż osobowym, bo kanciasta ta ciężarówka, w lusterkach koła widzę i jest git. Tylko co chwila mi wiatr pachołki przestawia :(
          • pizza987 Re: Pierwsza jazda 20.12.05, 15:48
            Pograj sobie w 18 Wheels of Steel. Dobre przygotowanie do jeżdżenia truckiem ;-). Ale najbardziej podobał mi się Twój pomysł żeby wziąć na wykład przenośkę i zacząć nawijać z chłopakami siedzącymi na radiu ;-)). Życzę powodzenia i czekam na dalsze relacje.
            Pzdr.
    • pawel_1976 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 21.12.05, 00:05
      Tomek!
      Wiem że to nielogiczne ale jak już będziesz robił egzamin, to ruszaj z jedynki!
      Auto niezaładowane, duże przełożenie pierwszego biegu, ale panowie w "WORD-zie"
      chcą być świętsi od papieża i nie uznają ruszania z dwójki.
      Ciekaw jestem czy u Ciebie na kursie będzie choć trochę obsługi samochodu, bo.
      np. wg testów "w okresie zimowym należy codziennie rano usunąć skondensowaną
      wodę ze zbiornika powietrza ukł. hamulcowego" Albo "odpowietrzanie układu
      paliwowego rozpoczyna się od filtra"itd. Ale jak to zrobić to na kursie się nie
      dowiedziałem....
      • tomek854 Re: Co nowego na kursie?? 05.01.06, 23:58
        Nic

        Zalatwilem sobie papiery o jego ukonczeniu, zeby sie moc zapisac na egzamin, zobaczyc kiedy jest, i tak sobie rozlozyc jazdy rozsadnie :-)

        Ale zajalem sie pisaniem licencjatu, robie to po nocach, zegar biologiczny calkiem mi sie przestawil, i juz dwa razy zaspalem po te papiery bo biuro jest czynne tylko do 17 :P
    • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 19.01.06, 13:26
      A ja sie "pochwale", ze 24 stycznia o godzinie 14:15 w Wojewodzkim Osrodku
      Ruchu Drogowego we Wroclawiu odbedzie sie moj egzamin teoretyczny na prawo
      jazdy kategorii B, zas o 15 egzamin praktyczny ;) Zobaczymy jak pojdzie, bo
      jazdy mialem ciagle "pod" stary egzamin, ehh. Ale grunt to pozytywne myslenie ;)
      • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 24.01.06, 23:45
        I zdalem... :) Eh, "z przygodami" bylo. Najwazniejsze jednak, ze zdane i
        niedlugo moge odebrac dokument ;). Jakby ktos byl zainteresowany przebiegiem,
        to moge opisac :). Tak "bez powodu" tego jednak nie zrobie, bo ciezko pisze sie
        ze zmiazdzonym palcem (skutek zamykania zmarznietych drzwi samochodowych, eh).
          • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 25.01.06, 11:06
            Nieruszany przez kilka dni tych mrozow samochod "domowy" zamarzl. Nie mozna
            bylo zamknac przednich drzwi pasazera (nie lapaly), wiec za wszelka cene
            chcialem udowodnic, ze ja je zamkne. Przy ktorejs z prob, miedzy drzwiami a
            slupiem wyladowal moj palec wskazujacy. Reszty opisywac nie ma chyba sensu ;).
            To tyle na temat palca. Teraz egzamin.
            Egzamin laczony, tj. najpierw teoria, a zaraz potem jazdy. Na teorie dotarlo 11
            osob (1 zaginela). Tam poszlo latwo, mily Pan. Zdalo 10 osob.
            Po jakichs 15-stu minutach mielismy sie stawic na placu manewrowym. Przyszlo
            dwoch egzaminatorow. Jeden poprosil numery 1-6, drugi 7-12. Jeszcze gdy bylismy
            razem, zostalismy poinformowani o przebiegu egzaminu. Moj egzaminator
            powiedzial o obowiazku np. sprawdzenia poziomu oleju, na co ja zadalem
            oczywiste pytanie, ze "ale czym? dostaniemy jakas szmatke chociaz?" - nie
            spodobalo im sie to pytanie. Odpowiedz wypowiedziana lodowatym (nie tylko z
            powodu temperatury -15 stopni) glosem, brzmiala "Prosze sie nie przejmowac na
            zapas, WORD zapewni Panstwu wszystko, co konieczne". Aha, wsrod 10 osob, 3 to
            mezczyzni, a 7 to kobiety. U mnie w grupie ja i 4 panie. Poprosil o zostanie
            mnie (bo numer 1), a reszcie kazal odejsc. Poprosil mnie o otwarcie maski...
            Pandy. Uslyszal na to, ze dobrze, ale ja na Punto mialem zdawac. "Aha, halo!
            Panie na Pandzie czy Punto?". Odpowiedzialy, ze Panda. Wyladowalem na koncu
            kolejki. Cdn. (bo palec boli, a i sie spiesze) ;)
            • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 25.01.06, 13:14
              Co za głupota :-)

              Umiejętność otwierania maski w pandzie jest widać niezbędna dla bezpiecznego prowadzenia pojazdu :-)

              Ja, zawodowy kierowca, przez 3 dni nie mogłem znaleźć otwieracza do maski w sprinterze (bo buce schowali angielscy nie po tej stronie, co trzeba) i jakoś wszyscy żyją :-)
            • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 26.01.06, 09:53
              W 8 osob udalismy sie do "Poczekalni", aby przez szyby patrzec na dokonanie
              innych. U mnie w grupie - dziewczyna oblala, bo nie wiedziala co jest co pod
              maska. W grupie drugiej oblal chlopak, ktory nie wiedzial, jak w Pandzie wlacza
              sie swiatla drogowe. W mojej grupie bilans wygladal tak: 1 dziewczyna
              oblala "za maska", druga "za swiatla", a dwie zdaly. W grupie drugiej bylo
              gorzej... Z 5 osob nie zdal nikt. Kiedy ja jeszcze bylem, oblaly 3 osoby (w tym
              ten chlopak "za swiatla" i dwie dziewczyny za luk (obie cofajac i w tym samym
              miejscu), o pozostalej dwojce - chlopaku i dziewczynie (oboje tez za luk)
              dowiedzialem sie po powrocie "z miasta". Tak wiec po placu manewrowym, na
              kolejnym placu - tym razem placu boju - pozostala zaledwie trojka "uczestnikow
              walczacych o upragniona nagrode - uzyskanie uprawnien do kierowania pojazdami
              kategorii B!" (ponioslo mnie teraz ;)). Cdn?
                  • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 27.01.06, 21:09
                    mrzagi01 napisał:
                    > typson napisał:
                    >
                    > > i gdzie ten CDN?
                    > w palca wdał się gangren?

                    Nie, palec prawie zdrowy ;). Czasu nie mialem.
                    Tak wiec nadeszla moja kolej. Pan Egzaminator podstawil "ognistego rumaka" -
                    czerwonego Fiata Punto. Golasa. Nawet obrotomierza nie mial. Chociaz kiedys tez
                    nie bylo i ludzie sobie radzili :). Podchodze i slysze "prosze otworzyc maske".
                    Otwieram. "Prosze pokazac, gdzie wlewa sie olej?". Pokazalem. Od razu tez
                    pokazalem inne wlewy i bagnet. Tak na zapas. "Prosze zamknac maske". Pozniej
                    swiatla. Banalne. Chociaz.. Ja z natury nie stresuje sie w "waznych" momentach,
                    ale tutaj chyba pietnastostopniowy mroz pomogl - zapomnialem, ktory pedal, to
                    pedal hamulca. Nic. Po prostu pustka. A mialem sprawdzic swiatla stopu. Po
                    chwili olsnienie i bezbledne (trudno inaczej ;)) "trafienie". Trwalo to pewnie
                    sekunde, ale dla mnie wiecznosc. Wszystko do tej pory dobrze. Zrobilem luk, bez
                    problemu. Ruszylem na gorce, bez problemu. Stanalem, wsiadl Egzaminator i
                    powiedzial "to prosze, jedziemy na miasto". Wyluzowany wlaczylem swiatla (na
                    placu jezdzi sie bez), delikatnie ruszam... zgasl.
                    Chcecie dalej? ;)
                      • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 28.01.06, 11:35
                        ecikp napisała:
                        > jasne, ze chcemy. A na placu egzaminacyjnym jeździ się ze światłami, ale
                        > niektóre ośrodki "oszczędzają". Pisz dalej, zapowiada się ciekawie. Acha - jak
                        > Ci się podobał nowy łuk ?

                        Mozliwe, ze ze swiatlami jest jak piszesz - ja zdawalem tylko we Wroclawiu ;).
                        Luk? Bardziej sprawdza panowanie nad samochodem, "wyczucie" go. Przedtem lusterka w dol i tylko wedlug linii - bzdura. Teraz o wiele lepiej, choc dla wiekszosc o wiele trudniej.
                        A wracajac...
                        Tak wiec zgasl. Przedobrzylem. Niby nic, ale pojawil sie juz w zwiazku z tym stres. Wyjezdzajac z bramy WORDu, nie bylem juz "delikatny". A nawet zrobilem wrecz przeciwnie, co Egzaminator skwitowal "tylko spokojniej, bo dzisiaj bardzo slisko jest". Zaraz po wyjezdzie musielismy "przebic sie" przez ul. Armii Krajowej (kilka pasow, tory, kilka pasow). Czekalem, czekalem. Kiedy zrobilo sie miejsce... zgasl. Ehh. Szybko odpalilem i przejechalem. A Egzaminator zaczal notowac sobie. Stres. Wjechalismy w strefe. 30 km/h. Skrzyzowania rownorzedne. Bardzo proste i przyjemne. Progi zwalniajace. Wszystko spokojnie. Deliktanie. On notuje. Malutka, ledwie widoczna uliczka, ale po prawej, wiec z pierwszenstwem. Taki "haczyk", bo jej nie widac, a jest. Ale pamietalem o niej. "Prosze wjechac w te uliczke tylem i zawrocic". Bez najmniejszego problemu. Wjezdzamy w bardzo waska uliczke. Samochody zaparkowane z obu stron, a na drodze lod i zamarzniety snieg. "Widzi Pan te dwa auta? prosze zaparkowac miedzy nimi". "Widze, ale tam ciasno troche, no i sam lod". Nic sie na to nie odezwal. Zaczynam wiec parkowac rownolegle. Wjezdzam tylem. Delikatnie. Za delikatnie. Kraweznik lewym tylnym kolem. "Na kraweznik nie dojezdzamy". Ciasno bardzo, moze jakies 4,5 m. Niby calkiem calkiem jak na 3-drzwiowe Punto, ale ja jednak malo cwiczylem na miescie (prawie caly kurs pod stare zasady, czyli plac, a tam jednak zupelnie inaczej). No nic. "Moge zrobic korekte?". "Tak, prosze". Wyjechalem. Chce juz cofac, a slysze "Mam tylko nadzieje, ze ma Pan swiadomosc, ze Pan poprawia manewr. Korekta jest na miejscu, a Pan robi od nowa. Nie mozna poprawiac.". Zatkalo mnie. Oblalem. Ale powstrzymalem sie, nie zaczalem sie klocic (o co wszyscy prosili: tylko nie kloc sie), tylko zacisnalem zeby i zapytalem sie, czy mam jeszcze parkowac. "Tak, jak juz zaczelismy, to skonczmy. Tylko porzadnie". Mowi i ma. Wjechalem, ale bylo tak ciasno, ze i tak korekta. Podjechalem pod samochod z przodu. Wstal (!) z miejsca. Wychylil sie, zeby zobaczyc czy sie zmieszcze. On, ktory doskonale zna krawedzie auta. Zmiescilem. Z "dzika satysfakcja". Zaparkowalem podrecznikowo. Zdenerwowanie (bo juz nie stres, skoro oblalem) pomoglo. Kazal mi wyjechac. To byla jakos 5 moze 10 minuta jazdy (a ta trwa teraz 40 minut). O wyniku dowiadujemy sie na koncu, wiec i tak sie jedzie. Wiec sobie pojezdzilem. O ile przedtem np nie omijalem dziur (moj instruktor: lepiej nie, bo czesto trzeba choc minimalnie wyjechac, czyli kierunkowskaz-lusterko-skret; lepiej nie ryzykowac), tak teraz "dbalem o swoja pupe". Predkosci nie przekroczylem ani razu, ale "dynamika" byla jak na "L" zaskakujaca. Na tyle, ze Egzaminator w pewnym momencie chwycil sie za raczke drzwi. Skrzyzowanie Borowskiej z Gliniana (?). Lewoskret. Godzina 17:00, wiec spory ruch. Czekam. Czekam. Wsciekly conajmniej. Z poczatku chcialem do niego cos zagadac, ale po parkowaniu nie odezwalem sie juz slowem. Czekam. Dosc. Malutka luka. Duzo gazu. Bez problemu. Nic nie powiedzial. Dalej notowal. Wlasciwie bez przerwy. Po jakichs 20-25 minutach jazdy, wrocilismy do WORDu. "Widzi Pan otwarta hale? Prosze tam stanac." Przez zeby "rownolegle czy prostopadle?". "Prostopadle, prosze". Stanalem. Siedze i czekam na omowienie. Na co slysze wypowiedziane ciurkiem "proszewszystkowylaczyczdalpan". Zatkalo mnie. "Ale.. ale.. ale jak to?". "Normalnie, zdal Pan". "I... i... co ja teraz mam zrobic?". Usmiechnal sie i powiedzial tylko "isc zaplacic za wydanie i szerokiej drogi zycze". Podziekowalem, dalej bedac w szoku.

                        Epilog
                        Przedwczoraj zaplacilem i za 2 tygodnie odbieram swoje Prawo Jazdy :)
                        • ecikp Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 28.01.06, 14:44
                          tia - ja pamiętam w jakim ja byłam szoku gdy po powrocie z miasta facet
                          mówi "było pare drobnych błedów nie wpływających jednak na bezpieczeństwo,
                          egzamin pozytyny, prosze zgłosic się do wydziału komunikacji ok 10 stycznia".
                          Szok, myślałam, że go ucałuję. Szczerzyłam się do wszystkich i wszystkiego
                          przez caly dzień. A w wydziale komunikacji wylądowałam już 6-go o 8:05 :) Ale
                          najciekawiej było gdy tego samego dnia mąż przyjechał po mnie i przesiadł się
                          na miejsce pasażera. Ciemno, ślisko a my jedziemy o 17-ej z Grochowa przez
                          Siekierkowski na Ursynów. Następnego dnia pojechał w delegację i MUSIAŁAm sama
                          sobie poradzić. Od tego czasu jeźdźę sama gdy tylko mogę, a na wiosnę zapewnę
                          on kupi sobie coś do jeżdżenia, a Accencik zostanie dla mnie. Teraz dopiero
                          jest nauka :)
                        • typson Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 30.01.06, 12:36
                          fajne. Dobry egzaminator. Zauwazyl, ze widzisz swoje bledy i je poprawiasz. Ze
                          potrafisz sie zebrac na lewoskrecie, etc. Ale z ta wiara we wlasne sily to
                          sugeruje sie troche powstrzymac. Ja po dwoch latach jezdzenia zweryfikowalem
                          swoje poczynania jako swiezaka i lekko sie zmarszczylem.

                          szerokiej drogi
                          • ecikp Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 30.01.06, 14:23
                            ja właśnie jestem na tym etapie :(
                            na szczęście mam męża-instruktora i on mnie "weryfikuje" - ale dzięki temu
                            szybciej sie dowiem co robię nie halo. W weekend czeka mnie nauka dynamicznej
                            jazdy. Ciekawa jestem :)
                          • kamiill Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 30.01.06, 19:47
                            Oj, do wiary we wlasne mozliwosci to mi daleko. Wbrew pozorom :). Wydaje mi sie tylko, ze jezdze niezle... jak na kogos zaraz po kursie. Do zwyklego kierowcy brakuje mi jeszcze bardzo, bardzo duzo. Wie o tym :). Ciesze sie tylko, ze np podczas kursu mialem mozliwosc jazdy w jednych z najwiekszych od lat opadach sniegu (wykrecilem wtedy "baczka" na srodku skrzyzowania, podczas lewoskretu) czy po oblodzonej drodze. Aha, na "calorocznych" oponach. Teraz nie bede az tak zaskoczony. A zeby dobrze jezdzic? Praktyka, praktyka, praktyka... :)

                            Za zyczenia bardzo dziekuje :)
        • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 07.02.06, 18:23
          Chuj kurwa dupa cipa, za przeproszeniem.

          Odbiłem sie od okienka, i musze ponownie iść do lekarza.

          "Bo ten lekarz w zasadzie to nie musiał panu wykreślać tutaj na tym formularzu, ale skoro już powykreślał, to tu mu sie za długa kreseczka zrobiła, to pan pójdzie do niego i niech jeszcze raz wystawi"

          I nie dociera do biurwy, że przecież skoro i tak nie musiał wykreślać i dał zaznaczenie w krzyżyku na wszystkie kategorie, to znaczy, że jestem wystarczająco zdrowy na C, C/E, D, D/E itd...

          Wrrrrr...

          Juz takie drobiazgi, jak to, że isę muszę wylegitymować pięć razy, zeby się zapisać na egzamin, i to, że nie przyjmują pieniędzy w okienku, bo ich okienko od pieniędzy jest na drugim końcu miasta, ale za to w sąsiednim okienku jest agencja PKO....(2.50, promocja).

          Wrrrr

          Znowu mi się ta piosenka przypomniała:

          Klient nasz pan

          podanie pieczątka metryka stempelek
          2 znaczki skarbowe, życoirys, numerek
          Świadectwo z przedszkola, panieńskie nazwisko
          Swej matki i babci spis dzieci
          to wszystko:
          Na kartce czytelnie i w trzech egzemplarzach
          Wypełnić nie zwijać nie zginać nie mazać
          Ołówkiem kopiowym, nie grubo, nie cienko
          Podpisać a zresztą... Następne okienko

          Zachowaj ciszę - tu się pracuje
          Szesć zdjęć, lewy profil tu słownie tam kwota
          Akt zgonu pradziadka podatek za kota
          Stosunek do wojska, stosunek do żony
          Wzrost, znaki szczególne, ordery, dyplomy
          Co stwierdza Wasserman, czy z władzą jest w zgodzie
          Na kogo głosował, czy był na zachodzie
          Oprawić w skoroszyt i przynieśc to spięte
          Spinaczem! A zresztą... Na dzisiaj zamknięte

          Po odejściu od kasy reklamacji nie uzwzględnia się, oj nie!

          Spraw dobry Panie Boże gdy biurowa kawa
          Wypita po raz setny przyniesie mu zawał
          Gdy nagły na druczki atak go powali
          By go przynajmniej dlabli do piekł anie brali
          Posadź go za to panie na wieczność w okienku
          Niech co rano powtarza do tłumu klientów:

          Dzień dobry, czym mogę usłużyć dziś panu?
          Lodówka szwankuje, czy leje się z kranu?
          Załatwiam od ręki bez świstków każdemu
          Wycieczka do Grójca czy do RFN-u?
          Talonik na fiata? A może bilety
          Na cukier potrzebne? Tam leżą gazety
          Siąść proszę w fotelu, zjeść drugie śniadania
          Wszak klient mój pan jest! Więc służe Ci panie..."
            • pawel_1976 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 26.02.06, 23:56
              "..Egzamin teoretyczny... TADAMMM!!! 8 marca!"
              Jeśli teoretyczny 8-go to praktyczny też, co? ;)
              Może uznasz ze to śmieszne, ale...warto wykupić dzień wcześniej dodatkową
              godzinę na placu coby sobie odświeżyć umiejętności, a także pojezdzić sobie
              osobówką na mieście po trasie egzaminacyjnej-jej przebieg można sprawdzić w
              WORD-zie.
              Tak czy inaczej będę trzymał kciuki
              • tomek854 Re: Rozpocząłem kurs na kat. C 27.02.06, 12:20
                Własnie nie. Wziąłem sobie samą teorię - wszyscy wiemy jak to jest z tymi testami. Jakbym wziął oba na raz i zawalił teorię, to 160 złotych za egzamin praktyczny poszłoby się jeb.. smerfować ;-)

                Jak zdam teoretyczny, to się zapiszę na praktyczny i wznowię jazdy tak, aby ukończyć je tuż przed terminem właśnie...

                I nie, nie można sprawdzić przebiegu trasy w WORDzie. Trasy egzaminacyjne są podane tylko dla tych pojazdów, co egzaminator nie jedzie z Tobą czyli na A i T.
            • tomek854 Jutro idę na teorię 07.03.06, 17:59
              A tymczasem obawiam się, że przed wyjazdem nie zdążę zrobić przyczepy - na trzydziestu kilku egzaminatorów dziesięciu już siedzi za jakieś afery łapówkarskie i terminy są chore...
                • tomek854 Re: Jutro idę na teorię 08.03.06, 22:47
                  Zdanie teorii to była betka. Kretyńskie są te przyciski., czy oni uważają, że ludzie są za głupi na myszkę?
                  Najbardziej mi się podobała instrukcja "przycisk NIE słuzy do potwierdzenia,,,"

                  Więc tak. Teoretycznie mogę już jeździć ciężarówką. 0 błędów.

                  Zapisałem się już na praktyczny. Pierwszy wolny termin dopiero dziewiętnastego...


                  ....kwietnia, KURWA!!!

                  Co ciekawe na tablicy ogłoszeń artykuły o tym, jak to uczciwie jest w ośrodku jakoś znikły.... Co prawda tablioca z kalendarium prób oszustwa i łapownictwa jest zaktualizowana do marca 2006 ale o aresztowanych 10 egzaminatorach nie ma ani słowa...

                  Al eo przyczepie moge zapomnieć. :( Chyba, że bym jakąś machloję zrobił.

                  A może w innych miastach z terminami lepiej wyglada? Bym se pojechał np. na egzamin do mrzagiego, albo do legnicy...
                    • ecikp Re: Jutro idę na teorię 10.03.06, 05:58
                      ano jest. a przynajmniej powinno być. Ale sami widzicie - kolejni panowi poszli
                      siedzieć ;) to i na terminy to nie wpłynie najlepiej. Może rzeczywiście spróbuj
                      do Legnicy. Tam jak na razie nic się nie dzieje i dyrekcję mają dość sensowną -
                      może się uda wcześniej.

                      trzymam kciuki.
                            • tomek854 Re: Jutro idę na teorię 17.03.06, 19:46
                              Dzisiaj miałem pożądną jazdę (i oprócz instruktora jeszcze pasażera na silniku - okazuje sie ze ciężarówka może być zarejestrowana na 3 osoby, chociaż ma tylko dwa siedzonka - bez sensu:P).

                              Zrobiłem pierwsze Grzzzzzzzzz dzisiaj, bo na dziurze zamiast trójka wpadła mi jedynka (no pierwszej młodosci to to sprżęt nie jest i nie tacy jak ja go maltretowali). Brzmi prawie jak w żuku, ale pan instruktor się trochę wkurzył.

                              Za to na manewrach szło mi super - bo już będę zdawał na nowych zasadach, więc wszystko mam o 50 cm szerzej ;-) Bramke przodem, tyłem i jazde po łuku już jak chcę sobie robię :-) Nawet w tych dlugich terminach sie okazuje, ze sie znalazl jakis pozytyw.

                              Wkurza mnie takie jezdzenie troche - ktos mnie puszcza, ale nie moge pojechac, bo bedzie oblany egzamin. Skrecam w lewo, lewy pas mam wolny,prawym jade, ale nie moge jechac na lewy pas, bo bedzie oblany egzamin. nie moge zawrocic tam, gdzie wszyscy zawsze zawracaja, bo bedzie oblany egzamin. I jeszcze trzeba pamietac o stawaniu na strzalkach i takie tam ;-)
                              • tomek854 Nauka jazdy a nauka kultury nie ida w parze... 12.04.06, 22:50
                                Narażam sie instruktorowi - raz, że dzisiaj nie dotarłem na jazdy (nie zawsze autostop sie udaje - dzisiaj jechalem 6 godzin z krakowa, a liczylem, ze 4 mi zajmie...)

                                dwa, ze mam manie dojezdzania do skrzyzowania na luzie. Ale argument, ze trzeba miec silnik, zeby w razie czego uciec do mnie nie przemawia - jak mam dojezdzac na piatce, to akurat uciekne. Juz szybciej by bylo trojke z luzu wrzucic. A przeciez nikt normalny nie bedzie zonglowal biegami po kolei wszystkimi zeby zahamowac - moze jeszcze przegazowki mam robic? Czasy opisywane przez Hlaske i tamta technika jazdy juz chyba nie wroci....

                                trzy, ze jestem za uprzejmy - tu puszcze, tam puszcze - ZLE.

                                Stoje w korku, ktos wyjezdza z bocznej - puszczam go - "gdyby to byl egzamin, to bys oblal"
                                Autobus wyjezdza z zatoki, ma pierwszenstwo, ale nie jest pewien. Mrugam mu dlugimi - "tak nie wolno"
                                Wyprzedza mnie TIR, deszcz pada, mrugam mu, zeby sobie zjechal na prawy pas "nieuzasadnione uzycie sygnalow swietlnych"
                                Zmieniam pas na lewy, passacik mruga mi, ze mnie puszcza. Ale mi nie wolno pojechac, bo wtedy bedzie wymuszenie i obleje.... To co mamy obaj stac jak kretyni?

                                Ale z drugiej strony zmieniam pas, ciagly sznur samochodow - "pchaj sie, wiekszy jestes"...

                                Do dupy taka nauka - potem sie dziwia, ze u nas takie chamstwo na drodze
        • tomek854 Re: Jutro o 12 egzamin! 19.04.06, 17:05
          Sam jesteś star :-)

          Ja się takim dzisiaj bujałem www.word.wroc.pl/images/txt/poj_merc.jpg . I jeszcze się pobujam, bo się okazało ze jak coś waży 18 ton, to nie mozna wjeżdżać tam, gdzie max jest 9 ton (znak przegapiłem :( )

          Ale jeździ się tym zajebiście - nie to co tym terkotkiem co na nim robiłem kurs :-) Tylko 160 złotych za pół godzinki jazdy to przesada :(
            • tomek854 Re: Jutro o 12 egzamin! 19.04.06, 17:39
              > reszta egzaminu byla bez zastrzezen?

              Na placyku powtarzałem łuk przodem, bo się za wcześnie zatrzymałem - ta kabina jest dużo większa i wyższa i nie miałem wyczucia.

              Jeśli chodzi o miasto, to było luzik. Pan egzaminator, którego pytałem po egzaminie o inne uwagi, powiedział, ze moja jazda podobała mu się, że poruszam się pewnie i że nie ma żadnych zastrzeżeń, podejmuję trafne decyzje i że bardzo mu przykro, że mnie musiał oblać, no ale niestety i zaczął mi tłumaczyć i pokazywać w przepisach . Na co ja powiedziałem, ze oczywiście, rozumiem, że to jest mój błąd i nie podlegam dyskusji i rozstaliśmy się z życzliwymi pozdrowieniami.

              A co, jak się nie mogę pochwalić prawkiem, to chociaż tyle się pochwalę :(
          • tomek854 Egzamin 19.04.06, 23:50
            Było nas pięciu, w czym jeden mający wszystkie kategorie, ale zabrane prawko jazdy i muszący zdawać wszystko od nowa. Co prawda mówi, że A i T już nie chce, ale każą mu zdawać - bez sensu, nie?

            Atego jest z wielką kabiną, wszystko pneumatyka, amorki, buja się i w ogóle. Skrzynia chodzi jako tako lekko (już w tym starym klonkrze co kurs robiłem chodziła ładniej). Gałka od ręcznego spada. Po za tym pachnie nowością.

            Kamer oczywiście nie ma.

            Ruszyłem sobie na jedynce i manewry pojechałem w tempie ślimaczym. Brak wyczucia tej kabiny zaowocował powtórzeniem łuku do przodu - za daleko stanąłem. Pewnie miałem ze 115 cm zamiast np. 90... :P

            wylosowana była zatoczka (wąska, ale zrobiłem) i górka (tu dałem ognia, ale też się dało - u mnie na placyku górki nie było, a Wrocław płaski, więc jak na pierwszy raz w życiu całkiem fajnie poszło)

            Na łuku pojechałem po linii i po wysiądnięciu z ciężarówki żeby zobaczyć czemu mi nie zalicza, zapomnialem zapiąć pasów. Ale pan nie zwracał na takie debilne rzeczy uwagi - za nieużywanie kierunkowskazów innemu zdającemu tylko pogroził palcem..

            Oczywiście manewry są na sposób - na przykład jedyna możliwość zattrzymania sie sensownego jadąc tyłem to obserwowanie pewnej latarni ;-)

            Potem na miasto. Pierwszy kolega, co wyjeżdżał (z 4 co przeszła na miasto) przepuszczał dziewczyny, a one jego. Chciał pojechać a egzaminator po heblach i mówi "ja wiem, że to jest normalne, ale tu nas jeszcze widać, chce Pan żebym robotę stracił?"

            NIe dziwię się mu - 1/3 jgo koegów już siedzi...

            No przyszła na mnie kolej. Powolutku toczę się, rzuca mną od sufitu do podłogi (ta bujana kabina i wrocławskie dziury to nie najlepsze połączenie) wszystko mi idzie jak z płatka aż do przegapienia znaków. Pan egzaminator nie był surowy - pozwolił mi skorzystać z cudzej uprzejmości, nic nie powiedział, jak mi wsteczny wskoczył zamiast dwójki i nawet zdarzało mu się coś sympatycznie powiedzieć...

            Generalnie: ja dałem dupy, egzaminator naprawdę w porządku, a WORD to tylko zaorać...
            • tomek854 I jeszcze takie refleksje co do WORDu i egzaminów: 19.04.06, 23:55
              W normalnym życiu zawsze jak biorę nowy samochód to sobie przejadę parę metrów w te i we wte po
              parkingu żeby go wyczuć albo sobie na przykład przyhamuję wyjeżdżając - dla mnnie to oczywiste - na egzaminie tak nie można. Co jest chore moim zdaniem. Każdy powinien miec prawo do rundy próbnej. A szczególnie ktoś taki początkujący jak ja.

              Co do samochodu:

              Mercedes Atego może mieć ileś długości podwozi ( i rozmiarów kół) ileś rozstawów osi, ileś wysokości osadzenia kabiny (
              i ileś rodzajów kabin) - w sumie ponad 40 kombinacji. Mój to był starszy model, o wymiarach zewnętrznych dość zbliżonych
              do tego, ale siedziało się z metr niżej i kabina była mniejsza i bardziej kanciasta - to bardzo zmienia punkt widzenia.
              Dodatkowo ten miał skrzynię szerszą od podwozia, więc w lusterku nie widziałem tylnych kół, do czego się
              przyzwyczaiłem. To, że patrzy się na świat z innej pozycji nie dodało mi pewności, i stąd zaabsorbowany mieszczeniem się
              między dwoma rzędami lrzywo stojących osobówek przegapiłem znak.

              Moim zdaniem głupotą jest kupowanie takiej wypasionej cięzarówki na egzamin: żadnej ze szkół nie będzie stać na taką
              samą nową, a przy mnogości kombinacji trafienie na taką samą używaną jest praktycznie niemożliwe. I co z tego, ze ta
              ciężarówka ma wszystkie opcje, skoro i tak się nie nauczę z nich korzystać - tempomatu nie dotykałem, ustawienia fotela
              poza przód tył i góra dół pan egzaminator prosił zeby nie ruszać, co mi po 16 biegach, skoro wolno mi korzystać ze
              skrzyni tylko na "górnych połówkach"... Wydaje mi się, że w miarę zadbany star w zupełności wystarczył by do sprawdzenia
              czy ktoś nie pozabija wszystkich jadąc takim dużym potworem. A reszty i tak się musi nauczyć sam. Więc po co płacić za
              kupę opcji, z których i tak się nie korzysta?

              Niemniej jednak choć system egzaminów uważam za kretyński prawda jest taka, że znak mogłem równie dobrze przegapić mając
              ciężarówkę w małym palcu i 20 lat doświadczenia - nie raz w życiu przegapiłem znak, i na pewno wielu z Was tez. No cóż
              - na egzaminie nie wolno - więc niby słusznie oblałem.


              A co do WORD: 40 dni czekania na następny termin. I oni się chwalą ISO? W poczekalni wywieszone są artykuły prasowe - wywiad z szefem, co mówi, ze u nich nie ma korupcji, lista udaremnionych prób przekupstwa (szkalująca przy okazji instruktorów juz samym tytułem).

              Szkoda, że nie ma artykułów z wyborczej i słowa o tym, jak wsadzali jednego po drugim egzaminatora i za co. Zwykła przyzwoitość nakazywała by moim zdaniem temu szefowi ośrodka napisać "bardzo przepraszamy zdających, ale z powodu braku egzaminatorów, których nie ma, bo siedzą w arescie., terminy sie wydłużają". A potem pan Szef Ośrodka powinien oddać ISO i podać się do dymisji, bo gówno i nie uwierzę że on nie wiedział o łapownictwie na taką skalę.Cały Wrocław wiedział. A nawet jeżeli nie wiedział, to to dupa a nie szef, więc tymbardziej...

              Tyle moich refleksji.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka