mrzagi01
14.11.05, 10:44
wczoraj, prawie w tym samym miejscu (100 m dalej) w którym na wiosne
tryknąłem citroena o mały włos przyładował bym w kadeta powożonego przez
kolejnego matołka. okoliczności też podobne- jechałem z familią na basen.
sytuacja wyglądała tak (z mojej strony) - droga z pierwszeństwem przejazdu na
skrzyżowaniu poprowadzona byłoa w lewo (o czym informował stosowny zestaw
znaków) ja miałem jechać prosto w podporządkowaną. cymbał który wyjechał z
lewej i chciał skręcić w tą samą ulicę co ja, uznał że jego pierwszeństwo
jest bezwzględne i wpieprzył mi sie przed maskę. szczęśliwie udało mi się go
bezkolizyjnie myknąć z prawej, a ten ciul jeszcze za mną trąbił i machał
łapami. akurat jechaliśmy w to samo miejsce i parkowaliśmy niedaleko (on też
z żoną i z dzieckiem) chyba w międzyczasie zaczapił co jest nie tak, bo kiedy
mu grzecznie zasugerowałem, że jak ma problemy z rozróżnianiem prawej i lewej
strony, to niech sobie napisze markerem na dłoniach, to mamrotał jakieś
przeprosiny.