mejson.e
04.12.05, 13:26
Stoję sobie wieczorem przed czerwonym światłem na Puławskiej w Warszawie,
przede mną "stopuje" mi po oczach trzema lampami stop wiśniowa meganka.
Sygnalizator zmienił światło na zielone i mój poprzednik ... zniknął.
Gdy zgasły jego stopy okazało się, że z tyłu nie ma żadnych świateł, później
okazało się że z przodu też mu nic nie świeciło.
Zastanawiam się, jakim trzeba być zakręconym, by jeździć po ciemku bez
świateł. Chociaż "do przeżycia" wystarczało światło licznych tam latarni ale
przecież widać, (że nie widać) własnych świateł.
Niektóre samochody włączają podświetlenie deski rozdzielczej po włączeniu
zapłonu (polonez caro MR '94) i pewnie nowa meganka też tak ma, bo nie
wyobrażam sobie, że komuś nie preszkadzałaby "ślepa" deska rozdzielcza.
A co do poloneza, to owe "usprawnienie" powodowało bardzo duży udział tych
pojazdów wśród jeżdżących bez świateł po zmroku.
Niejeden radiowóz taki widziałem...
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.