Egzaminy na PJ - zastanawiajace.............

05.01.07, 13:54
.......jest to, ze ludzie zdaja po 5-8 razy i nadal nie potrafia jezdzic.
Wczoraj zdalem pozytywnie egzamin na PJ "E" czyli B+E jako, ze narazie boje
sie troche dalej jechac pojechalem z zona, ktora czekala az skoncze sie
egzaminowac w pomieszczeniu w ktorym po egzaminach na placu kursanci
przychodzili prosto do kasy oplacic i wyznaczyc termin nastepnego egzaminu. Z
zony relacji wynika, ze na okolo 80 osob zdajacych wczoraj w ciagu 3-ch godzin
pozytywnie zdaly jedynie 2(slownie dwie) osoby.
    • emes-nju Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:01
      Widocznie na egzaminach nadal egzaminuje sie z cwiczen gimnastycznych, a zapomina o zwyklej umiejetnosci jazdy... Przypuszczam, ze na kursie nie jest lepiej.
      • yamasz Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:08
        spoko, to dobrze chyba ze jest taka selekcja, bo jakby jeździło więcej na
        przykład takich moich Mam co to prawko zdawała w wiosce Płoty to strach by było
        na ulice wyjśc, ale pochwalic ją musze, jak do tej pory to tylko lakier cierpi
        na jej jeździe... :)
        • m.a.n.n Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 16:45
          Nie gadaj - w Płotach egzamin na PJ?
        • yamasz Re: mann 05.01.07, 17:05
          20 lat temu tak. :o)
    • typson Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:05
      kursy są do dupy i tyle. Widzialem Fahrschule w niemcowni i zakres szkolenia,
      "sprzet", itp w porownaniu z polskimi to tak jak M1 Abrams oraz T34
    • mrzagi01 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:07
      bo to jest tak popierdaczone, że na egzaminie wymaga sie bzdetnych
      trzeciozędnych umiejętności, które normalnie nabywa się ( i ty je nabyłeś)w
      ramach rutyny jazdy samochodem a nie przy 20 (?) godzinach kursu. troche tak
      jakby umiejętnosc czytania u małch dzieci testować za pomocą esejów Lema.
    • simr1979 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:09
      lexus400 napisał:


      > Wczoraj zdalem pozytywnie egzamin na PJ "E" czyli B+E (...)

      To do tej pory pomykałeś z lawetą "na czarno"..? ;) :)
      • typson Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:23
        pewnie i tak i nie. jesli przyczepa jest hamowana, to o ile masa przyczepy nie
        jest wieksza niz masa auta to mozna jezdzic na B. I chyba masa i dlugosc zestawu
        nie moze byc wieksza niz ileśtam
      • lexus400 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 16:05
        simr1979 napisał:
        >
        > To do tej pory pomykałeś z lawetą "na czarno"..? ;) :)

        .........ja mam autolawete.
    • truskava A bo gamonie gupiej koperty nie umiom... 05.01.07, 14:12
      Trzeba było na kursie uważać:

      tiny.pl/wtfx
      • mrzagi01 genialne :))))))))) (n/t) 05.01.07, 14:17

    • ip.150.519.68 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 14:28
      No bo jak masz 20 h kursu to czego się można nauczyć

      Kursy prawa jazdy przypominają mi trochę taką serię podręczników/poradników w
      księgarniach "Nauka ... w week-end" - np.pływanie, wspinaczka skałkowa, jazda
      na nartach itp "karkołomy" w week-end. Good Luck ! ;)


      • rapid130 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 15:32
        ip.150.519.68 napisał:

        > No bo jak masz 20 h kursu to czego się można nauczyć

        I tu chyba tkwi przyczyna. Nastoletni sąsiad podchodził niedawno do egzaminu.
        Oblał podczas jazdy po ulicach. Egzaminator musiał użyć pedałów.

        Matka zdającego była święcie oburzona:
        - Przecież tylko raz wymusił pierwszeństwo!

        ;) Śmieszno i straszno...
        • speedone Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 16:23
          rapid130 napisał:

          > ip.150.519.68 napisał:
          >
          > > No bo jak masz 20 h kursu to czego się można nauczyć
          >
          > I tu chyba tkwi przyczyna. Nastoletni sąsiad podchodził niedawno do egzaminu.
          > Oblał podczas jazdy po ulicach. Egzaminator musiał użyć pedałów.
          >
          > Matka zdającego była święcie oburzona:
          > - Przecież tylko raz wymusił pierwszeństwo!
          >
          > ;) Śmieszno i straszno...

          po pierwsze teraz jest juz 30 godzin , po drugie przewaznie chodzi i takie
          wymuszenie ze jak np. skręcasz w ulice a gosciu z naprzeciwka ustepuje Ci
          pierwszeństwa , w tedy juz po egzaminie jest.

          ja mam w końcu 17 stycznia egzamin praktyczny trzymajcie kciuki :) a tak na
          marginesie już zrobiłem ponad 2 tys km po warszawie i okolicach wiec chyba dam
          rade ze pierwszym podejściem zdać :)
    • jawa99 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 16:52
      Jako że jestem na bieżąco ze wszystkim pozwolę sobie kilka rzeczy sprostować ;)

      Kurs trwa 30 godzin tzn 30 praktycznych i 30 teoretycznych (ale to i tak wiele
      nie zmienia). Teorii oczywiście nie ma tyle ile trzeba, zazwyczaj 10 wykładów po
      jakieś 1,5 - 2 h, albo też cała teoria w dwa dni, od 10 do 18 z godzinną przerwą
      (jakby nie liczyć, 30 nie wyjdzie). Do tego na teorii nawet słowem nie
      wspomniano o metabolizmie alkoholu, dlatego nie dziwie mnie już aż tak, że
      niektórym wydaje się że jak wczoraj popili, przespali się to już mogą jechać i
      nic we krwi nie ma.

      Sposób prowadzenia kursu też jest ciekawy, jezdzi sie głównie po trasach na
      których jest duże prawdopodobieństwo że bedzie egzamin. I wygląda to tak że
      instruktor mówi: "zawsze na rondzie zjazdowy (kierunkowskaz) wyłaczasz za
      przejściem, ale na tym rondzie masz wyłączać przed, i to zapamiętaj" albo "tutaj
      za tymi drzewami jest stop, więc na skrzyżowaniu masz się zatrzymać".

      Co do samego egzaminu, to też bywa różnie, owszem zgadzam sie że są osoby które
      niekoniecznie mają predyspozycje, albo po prostu 30 h to dla nich za mało, ale
      za pierwszym razem zdaje około 20 - 30 % podchodzących, a to chyba przesada.
      Plac teraz zdaje większość osób, "obsługę samochodu" czyli pokazanie co i gdzie
      się znajduje pod maską (oczywiście wyuczone na pamięć na kursie) oraz światła
      raczej zaliczają wszyscy, łuk też większość, no a potem do miasta ...

      Już w ruchu miejskim powodów do "oblania" przez 40 minut jazdy jest mnóstwo.
      Wystarczy pomarańczowe światło. Teoretycznie można przejechać, jeżeli hamowanie
      stwarza zagrożenie. A ocena tegoż zagrożenia zalezy do egzaminatora oczywiście,
      wiec albo po hamowaniu powie że należało przejechać, albo gdy już się
      przejedzia, to stwierdzi ze trzeba było hamować. Kolejna rzecz to piesi,
      generalnie jeżeli znajdzie się na drodzie w tym samym momencie co my, to
      egzaminator podziekuje. Nie ważne kiedy pieszy wszedł na drogę, większość robi
      przecież w ten sposób że zaczyna wchodzić powiedzmy z lewej strony jezdni tak,
      że po przejechaniu samochodu oni swobodnie przechodzą, i kierowca nie ma na to
      wpływu. (trochę skomplikowanie mi to wyszło, ale mam nadzieję że wiadomo co mam
      na myśli) Ale nikogo to nie obchodzi.

      Dodatkowo zawsze można powiedzieć (tak jak mi za pierwszym razem) że "powinien
      pan sobie wyobrazić linię" a wyglądało to tak, że rondo było w przebudowie, więc
      żadnych linii nie ma, przed rondem znak stop. Ja zatrzymuję się tak jak
      powinienem, już za przejściem itd, wszystko widzę, i po chwili stania w miejscu
      przejeżdżam. On na to:
      -proszę skręcić w prawo, egzamin nie zdany
      -jak to?
      -nie zatrzymał się pan w odpowiednim miejscu

      już po zjechaniu na parking:
      -jeżeli nie ma linii pan powinien sobie ją wyobrazić ...
      -ale jeżeli nie ma to nie powinienem zatrzymać się w miejscu, które zapewnia
      najlepszą widoczność?
      -właśnie linia znajduje się tam gdzie jest najlepsza widoczność
      a potem wyjął ze swoijego notatnika gotowy rysunek do tej sytuacji i powiedział
      "juz to komuś dziś tłumaczyłem". I co miały tutaj do powiedzenia moje umiejętności?

      I jeszcze jedno. Pod osrodkiem w byłem sporo razy, nie tylko na swoich
      egzaminach. Kiedys spędziłem tam cały dzień, i u jednego z egzaminatorów nie
      zdał nikt, przez 8 godzin. Jakoś nie wierze że to byli sami "idioci" za kierownicą.

      Długie wyszło, a to i tak nie wszystko ;)

      Pzdr. Jawa
      • rapid130 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 16:58
        > Pod osrodkiem w byłem sporo razy, nie tylko na swoich
        > egzaminach. Kiedys spędziłem tam cały dzień, i u jednego z egzaminatorów nie
        > zdał nikt, przez 8 godzin. Jakoś nie wierze że to byli sami "idioci" za
        > kierownicą.

        Czyli wielu uwala, żeby mieć "obrót". :/
      • tomek854 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 22:54
        Ja tez jestem na biezaco.

        I powiem wam, ze kociarstwo robiace prawko na B to jest takie mieso armatnie. A
        juz na ciezarowke...

        Co tu duzo pisac. Jak sie zapytalismy gdzie sie otwiera maske w atego, pan
        zapytal po co. My na to, ze przeciez trzeba pokazac gdzie olej, a gdzie plyny. A
        pan do nas poufalym szeptem: "no co panowie - przeciez jestesmy dorosli" ;-)
    • 1realista Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 05.01.07, 23:08
      Bo pora na solidną reformę.
      Testy teoretyczne zostawić jedynie komputerowe oceniane przez komputer. Testy praktyczne powinni oceniać egzaminatorzy którzy społecznie bedą to robić. Byliby wybierani sposrod ochotników zgłaszających sie na egzaminatora a jedynym warunkiem koniecznym dla egzaminatora powinno być prawo jazdy od co najmniej 5 lat. I mogliby prowadzić egzaminy max. przez pół roku a potem tacy ludzie wykreśleni byliby z puli ochotnikow. Wtedy łapówkarzy nie byłoby w "zawodzie" egzaminatora. I egzaminy mielibysmy normalne.
    • edek40 Re: Egzaminy na PJ - zastanawiajace............. 07.01.07, 09:52
      Sa tacy, co zdaja prawo jazdy i cale zycie nie potrafia jezdzic oraz tacy, ktorzy na egzaminie maja klopoty, a potem jezdza dobrze.

      Chyba jezdze dobrze. W kazdym razie nigdy nie spowodowalem zadnej stluczki. Egzamin zdalem wprawdzie w pierwszym podejciu (daaawno), ale nie bez klopotow. Egzaminator mial ciagle jakies ale do mojej jazdy. Najmocniej sie czepnal parkowania. Tak sie zlozylo, ze duzo jezdzilem skoda staruszkow, a kurs i egzamin robilem na maluchu. Zaparkowalem wiec zostawiajac z lewej troszke miejsca na "skode". Wprawdzie linijki jeszcze nie wymyslili, ale sie czepneli. Ja na to, ze parkowalem skoda i gabaryt malucha wydal mi sie za maly. On na to, ze on dalby rade nawet autobusem jezdzic i on takiego wyjasnienia nie przyjmuje. Oj zapienilem sie. Zaprosilem go na kurs zeglarski, zapeniajac go, ze ja poprowadze nawet Dar Mlodziezy, jak bedzie trzeba, a on bedzie mial problemy nawet przy zmianie egzeplarza malej, szkoleniowej lodki. Pomyslal, ocenil, ze klient (ja znaczy) z tych dociekliwych i odwolujacych sie i oswiadczyl, ze koledzy instruktorzy swinstw sobie robic nie musza... Innymi slowy, ja dobrze wiedzialem, ze nic nie spiep... i dokladnie uswiadomilem o tym fakcie egzaminatora. Ilu jest podchodzacych do egzaminu, ktorzy w stresie potrafia sie skutecznie i rzeczowo postawic, szczegolnie, ze kazdy podchodzacy ma swiadomosc, ze tak za wiele nie potrafia i latwo im to udowodnic. Wiekszosc oblanych egzaminow, zdaniem znajomego instruktora jazdy, wynika ze zwyklego czepniecia sie. Dodam, ze sam wystepowalem jako egzaminator. To nic trudnego ubic dowolnego kursanta. Dodam, ze przez jeden dzien egzaminowania zarabialem wiecej niz jako instruktor na dwutygodniowym kursie.
Pełna wersja