W zyciu chinszczyzny!!!

20.01.07, 22:25
Mialem okazje przedwczoraj jezdzic chlodnia dla firmy zaopatrujacej chinskie
restauracje.

Po pierwsze: chlodnia nie dziala juz od dwoch lat, ale to bardzo dobrze, bo
tragarze nie marzna (!)

Ale to nie jest problem, bo Chinczycy i tak nie maja chlodni w restauracjach -
oni kurczaki mrozone to trzymaja w komorce pod schodami albo np. w szopie na
podworku!!!

Ale juz na pace zaczynalo smierdolic, wiec do niektorych restauracji to ja
sie boje wchodzic do kuchni...

W paru kuchniach juz bylem (wozilem mrozonki, alkohole, pranie,
owoce/warzywa...) i takiego syfu jak w co najmniej 4 chinskich restauracjach
to w zyciu nie widzialem.

Wyobrazcie sobie: kuchnia, chinczycy zapierdzielaja, owszem, ale wszedzie
syf, wszystko sie lepi, na podlodze resztki warzyw, jedzenia, wszedzie stoja
jakies pudla, miedzy innymi z mrozonkami, kuchenka to nie widac jaki ma
kolor, bo jest oblepiona brazowym tluszczem... I chinczyk kroi smierdzacego
kurczaka, kawalek mu spadl na ziemie, to sobie noga podsunal, podniosl, i do
garnka...

BLE.


I moze to znowu cos kiepsko ze statystyka, ale mysle, ze bylem juz w 200
roznych restauracjach na pewno, wiec jak wyjasnic, ze na 9 chinskich w
ktorych bylem przedwczoraj w zadnej nie odwazyl bym sie zamowic zadnej
potrawy?

Podobno w Glasgow bardziej rygorystycznie sprawdzaja higiene w kuchniach. Ale
i tak sie nie odwaze.
Pełna wersja