marekatlanta71
26.01.07, 04:50
Wiec bylo tak - wieczor, ciemno, jade sobie z parkingu i widze ze jest
zielone. Wiec przyspieszylem do jakichs 25 MPH ale cos mnie tknelo i puscilem
gaz. Skrzyzowanie x a za nim ostro pod gorke nastepne na ktorym sa te swiatla.
Na tym pierwszym jest zakaz skrecania - linia podwojnie ciagla + znak
(nietypowe w USA). Jade prosto, z spora jak na uliczke parkingowa predkoscia
(25 MPH) zeby dotrzec na czas do drugiego skrzyzowania. A tu nagle z
ciemnosci, jak duch wypada gosc na deskorolce(!) i skreca w lewo mi przed
maske. Hamulec, pisk, przemknal mi przed maska o milimetry i znikl w
ciemnosciach. Nie mial oswietlenia (nie mozna raczej wymagac zeby deskorolka
miala jakies swiatla?), jechal po ulicy, nie bylo zadnego przejscia dla
pieszych tam, zapierdzielal naprawde ostro bo bylo porzadnie z gorki. Kurde,
az mi sie palce podwinely, bo przejechanie dzieciaka na desce by sie zle
skonczylo. I nie byloby przebacz ze nie widzialem, ze bylo ciemno, ze on mi
wjechal itp...