tomek854
06.03.07, 20:39
Na fali dyskusji o jezdzie na swiatlach w dzien, jako znany przeciwnik
obecnie rzadzacych, sratatata i takie tam, chcialem sie pochwalic, ze w
niedziele rozpoczalem jazde bez swiatel w nocy.
No dobra, a teraz, wierzcie sobie lub nie, ale zupelnie nie zartuje.
Wyruszylem ok. 23 z glasgow, byla pelnia ksiezyca, podczas 6 godzinnej trasy
liczac od balloch w gore (bo tam jeszcze cos jezdzilo) spotkalem 11
samochodow, w tym 10 w ciagu pierwszych 3 godzin. No a po drodze sie jedzie
przez takie przepiekne gory. Szczyty pokryte sniegiem lsnia w ksiezycowej
poswiacie, odbijaja sie we jeziorach... No po prostu nie moglem. Pelnia
ksiezyca byla taka silna, ze po prostu na chwilke wylaczylem swiatla, zeby
podziwiac widoki, i oniemialem. Wiec po prostu je zgasilem i przez jakies pol
godziny jechalem sobie calkowicie bez swiatel, mrugajac tylko od czasu do
czasu na wypadek, gdyby taki sam zryciuch jak ja jechal z naprzeciwka.
Po prostu cos niesamowitego. Na prawde, dzieki ksiezycowi widac bylo droge, a
do tego po chwili przyzwyczajenia sie wzroku widac bylo wszystko w okol - na
przyklad olbrzymiego jelenia stojacego zaraz przy drodze, ktory zamiast
patrzec przerazony w snop swiatel po prostu odsunal sie pare krokow od
jezdni...
W Polsce nie polecam, ale przezycie jest niesamowite!