tomek854
06.03.07, 20:46
...sie czulem podczas mojej drugiej podrozy na wyspy.
Nie najezdzilem sie za bardzo, bo po pierwsze w nocy musialem sie zatrzymac
na pare godzin bo przez most na Skye nie puszczali ciezarowek z uwagi na
wiatr, wiec nie zdazylem zrobic 8 h przerwy, bo musialem jeszcze jechac na
prom, wiec zaraz po wjezdzie na wyspy skonczyl mi sie czas pracy. Ale i tak
bylo zbyt niebezpiecznie zeby jezdzic ciezarowka - taka wichura. W jakiejs
wielkiej hali - hurtowni materialow budowlanych my oraz wszystkie inne
transportowe wyspiarskie firmy rozdysponowalismy towar po furgonetkach (i to
mieszajac dostawy - my zrobimy wasza, za to wy nasza - oni tam nie konkuruja
a wspolpracuja) a ja spacerowym tempem wrocilem do portu.
To bylo niesamowite - jadac 30 mil na godzine mialem problemy z utrzymaniem
sie na drodze! A przejezdzajac przez ta groble, ktora widzieliscie na
zdjeciach 3 razy zalala mnie fala - cala ciezarowe!!! W zyciu czegos takiego
nie widzialem - czulem sie jak Myszka Mickey w tej klasycznej kreskowce o
uczniu czarnoksieznika... :-)
Oczywiscie o spaniu mozna zapomniec bylo - od samego siedzenia w kabinie
mozna bylo dostac choroby morskiej. Zatesknilem do jakiegos stara albo innego
prymitywnego wynalazku z kabina osadzona na twardo na ramie ;-)
A jutro znowu jade- w tym tygodniu robie dwie trasy bo drugi kierowca
wyladowal w wiezieniu za podrobienie Tax Discu - tutaj sie nie patyczkuja :-)