m.a.n.n
08.03.07, 17:14
Moja Hania przestała być nowa. Po 5 miesiącach szczęśliwej ekspolatacji i 18
tysiącach przebiegu pełnego zachwytu (tu obrazek zakochanych na łące
biegnących sobie w ramiona) i po prostu - zadowolenia, po kilku fajnych
wycieczkach, po pięknym wbudowaniu CB w deskę, po po prostu owocnej jeździe, a
wreszcie dzień po gruntownym pozimowych wypucowaniu, wywoskowaniu, wypraniu i
wykurzeniu wszystkiego co się da, na lewym boku pojawiła się RYSA. Od lewego
przedniego reflektora do tylnego. Na całej długości, typowo umyślnie, widać
ślady od klucza. Na przednim i tylnym błotniku i tylnych drzwiach lakier
zjechany do samego podkładu, reszta da się trochę zapolerować. Może po
potraktowaniu jakimś korektorem da się to zamaskować, ale... rysa w sercu
zostaje. Wiem, że to auto, wiem, że to się zdarza, że może ktoś obetrzeć auto
na parkingu, ale za to powinno się jaja urywać (o rękach nie wspominam). 4
elementy do naprawy.
Eh, kur... Za mocno się świeciła. Im bardziej poznaję ludzi tym bardziej
kocham psy. Bez urazy, ale mam wrażenie ogół społeczeństwa to chuje
zazdroszczące wszystkiego co jest choć trochę inne! Zawsze myślałem że tylko
część.
Kilka zdjęć, dużo niestety nie widać, bo apart jest na wydaniu i miałem tylko
komórkę:
tiny.pl/c1b7
tiny.pl/c1bc
tiny.pl/c1bd