wo_bi 01.04.07, 21:07 tiny.pl/czbz Prosta droga, w dodatku bez dziur, kolein. Godzina 3.30 w nocy i pięcioro małolatów. Jedyny wniosek, ułańska fantazja, popisy i dobry, szybki, samochód. Do tego, prawie pewne, brak doświadczenia... Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
krakus.b6 Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 01.04.07, 21:23 Tak się skłąda,że ja często jestem w Krośnie i Sanoku.W tym tygodniu też byłem. Patrząc na fotki wraku miejscowego kozaka,jestem przekonany,że widziałem go w "akcji" podczas wyprzedzania na przejściu dla pieszych.Zapamiętałem model auta i charakterystyczne felgi. Drogi w tym rejonie są wąskie i kręte,więc gdy trafia się szeroka ulica,to nalezy wdepnąć do podłogi pedał gazu.Tak zapewne uczynił kierowca tego samochodu. Odpowiedz Link
sven_b Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 01.04.07, 21:45 100 czarnych sobót/niedziel nie zatrzyma 101 gówniarza od popisówki. Taki wiek. Odpowiedz Link
inna-bajka Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 01.04.07, 22:35 Każdy małolat powinien zaczynać od malucha. Pamiętam swój pierwszy wypadek/kolizję przy większej prędkości mogło by być ciężko, a tak maluszek max 60 z górki 80. Ale pewnie jak nasze dzieciaki dorosną, to trzeba będzie ograniczniki pozakładać, bo maluszki będą w muzeum. Odpowiedz Link
1realista Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 01.04.07, 23:27 to nie kwestia mocy tylko zdolności kojarzenia zależności predkości i zdarzeń jakie mogą nastapić przy przekroczeniu pewnego dopuszczalnego poziomu. Ja jak zacząłem jeździć nieco intensywniej to przez pierwszy rok nie przekraczałęm 100 bo uczyłem się reakcji pojazdu i nabywałem oceny relacji predkosc-droga hamowania-potrzebna przestrzeń do manewrow. I z tego co rozmawiam ze znajomymi jestem wyjątkiem. U mnie zawsze mocny pojazd powoduje zwiekszenie pokory wobec jego możliwości a nie chęci wykorzystania wszystkich możliwości. Tyle że moim hobby od przedszkola :-))) jest bezpieczeństwo pojazdów i bezpieczeństwo na drogach. A wszystkie niebezpieczne sytuacje przerabialem na rowerze :-))) więc w sumie niegroźnie dla otoczenia. Mysle ze gdyby takiego początkujacego kierowcę wrzucono na tor doszkalający wtedy wiele osób może by zrozumiało czym tak naprawdę jest prowadzenie pojazdów... Niestety wiele osob nigdy nie dojrzeje do rzetelnej oceny własnych możliwości i zdolności do kierowania. Muszą zginąc... Odpowiedz Link
mejson.e Przeciążenie 01.04.07, 23:49 1realista napisał: "Mysle ze gdyby takiego początkujacego kierowcę wrzucono na tor doszkalający wtedy wiele osób może by zrozumiało czym tak naprawdę jest prowadzenie pojazdów... " Pod warunkiem, że uczyłby sie na tym torze jeździć ... w pięć osób. Niektórzy zapominają/nie mają pojęcia jak diametralnie zmienia sie sposób prowadzenia w pełni obciążonego samochodu. Łatwo wypaść z drogi nie tylko na zakręcie, ale nawet na głupim złapaniu pobocza czy krawężnika... Pozdrawiam, Mejson -- Automobil Forum pozytywnie zakręconych automaniaków. Odpowiedz Link
wo_bi Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 02.04.07, 19:14 1realista napisał: > Mysle ze gdyby takiego początkujacego kierowcę wrzucono na tor > doszkalający wtedy wiele osób może by zrozumiało czym tak naprawdę > jest prowadzenie pojazdów... Nie tylko poczatkujacy. Moj kumpel, jezdzi dosc duzo po Polsce (nie jest PH), w kazdym razie robi duzo kilometrow rocznie, ma doswiadczenie za kierownica, jest dobrym kierwoca. Firma ostatnio zafundowala mu, takie male szkolenie z bezpiecznej jazdy. Subaru cos tak, to sie nazywalo. ;) Powiedzial, ze wlasciwie niewiele pojezdzil, bo grupa osob, jeden dzien... ale to mu wystarczylo, zeby stwierdzic, ze mimo posiadania tylu lat prawa jazdy, uswiadomili mu tam, ze tak na prawde nie umie jezdzic (czyt. panowac nad samochodem). Zamierza wybrac sie na taki kurs jeszcez raz, dwa razy... ale juz prywatnie. Ja sam od dluuuugiego juz czasy mysle o tym, ale jeszcze mi sie nie udalo. Pozdrawiam Wobi Odpowiedz Link
mejson.e Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 01.04.07, 23:45 inna-bajka napisała: > Każdy małolat powinien zaczynać od malucha. > Pamiętam swój pierwszy wypadek/kolizję przy większej prędkości mogło by być > ciężko, a tak maluszek max 60 z górki 80. Maluszek zabija jeszcze skuteczniej niż honda. Strefa zgniotu żadna, właściwości jezdne koszmarne a potrafi wyciągnąć ... 130. Sprawdzone osobiście. Pozdrawiam, Mejson -- Automobil Forum pozytywnie zakręconych automaniaków. Odpowiedz Link
sven_b Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 02.04.07, 00:05 'a potrafi wyciągnąć ... 130. Sprawdzone osobiście.' Miszcz. Odpowiedz Link
inna-bajka Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 02.04.07, 09:48 mejson.e napisał: > Maluszek zabija jeszcze skuteczniej niż honda. > Strefa zgniotu żadna, właściwości jezdne koszmarne a potrafi wyciągnąć ...130. Bardziej mi tu chodziło jednak o to, że jest mniejsze prawdopodobieństwo, że na takiej drodze rozwinął by prędkość 120, bo jednak trzeba malucha rozbujać, a przy mniejszej prędkości, moe mieli by większe szanse na areagowanie. Ale to jest tylko gdybanie, bo jak kierowca głupi, to się nawet czołgiem rozwali i zabije. Odpowiedz Link
1realista Re: Śmierć młodych ludzi w hondzie 01.04.07, 23:15 a ja zwróciłem uwagę na calkiem dobre opony. Trochę kierowic przedobrzył... Odpowiedz Link
typson moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 00:47 w czasach biedy i komuny auto było upragnionym i niedostepnym przedmiotem. I chocby z tego powodu należało jezdzic z głową. Ja co prawda jak juz mialem PJ (albo i troche wczesniej :) to komuny nie bylo ale w domu sie jakos nie przelewało i posiadanie malucha, ktorym kiedys jezdzilismy bylo czyms naprawde fajnym. Na nim nauczylem sie domowej mechaniki pojazdowej, tego jak auto działa, co moze a czego nie zniesie. Nauczyłem sie szacunku do auta, drogi, predkosci, itp. Mam wrazenie, ze dzis sprawy sie troche inaczej mają. Auta gnojom sie należą tak samo jak pieniądze na benzyne. Bo waluta to jedyna dzis wartość (kiedys z braku tejże trzeba bylo szukac bardziej szczytnych ideałow). A skoro predkosc wyzwala, poczuj wiatr we włosach, route 66, srac na pały, jebac leszczy, co jada 60, zyjmy dniem dzisiejszym, mamy strefy zgniotu i poduszki to czemu by nie miec wszystkiego w tyłku. Przyznaje sie bez bicia - wiele razy jechałem nawalony autem. No moze nie wiele ale o kilkanascie czy dziesiat razy za duzo. I bardziej balem sie tego, ze cos mi sie zacznie wydawać, ze "moge wszystko i smierc mi nie straszna" niz policji i odebrania PJ. I dlatego zawsze jechalem 3x bardziej ostroznie, nie kozaczyłem. Jakis zdrowy rozsadek pozostawał, moze po prostu pić tez trzeba umieć. Nie mam pojęcia, skad tyle beztroski wsrod gownazerii... Odpowiedz Link
wujaszek_joe Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 01:00 uu, szczere wyznanie.. podobno człowiek ma prawidłowo rozwiniętą wyobraźnię po 21roku zycia, u mnie chyba duzo później. pierwsze lata mojego prawka były na pewno za szybkie i miałem pełno szczęścia że nic złego nie narobiłem. co nie usprawiedliwia np kierowcę golfa, który wyprzedzał dziś mnie i wielu innych w miejscu gdzie nie był w stanie zobaczyc czy jedzie coś z naprzeciwka. mam dużo rodziny w niemczech, często już wymieszanej i nie dziwie się, że niemcy boją się u nas jeździć. azja, im dalej na wschód tym głupiej... Odpowiedz Link
typson Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 03:28 szczere, czy ja wiem. Spojrzmy prawdzie w oczy. Jestem przecietnym typem z przecietnego kraju. PJ mam od ponad 10 lat. Niech zdarzy mi sie przejechac 2 razy w roku z zawartoscia powyzej 0.2 0/000 jakies 0.5 km - bo tyle za mlodu jezdzilem najczesciej. Po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Oczywiscie nigdy nie jezdzilem bedac w stanie niemoznosci ustania na nogach. Max to powiedzmy po dwoch - trzech piwach i pewnym czasie na odczekanie ale jednak Odpowiedz Link
wujaszek_joe Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 08:38 acha, bo to brzmiało jakbyś nieprzytomny zygzakiem co weekend z remizy wracał;) Odpowiedz Link
mejson.e Rozgrzeszenie. 02.04.07, 09:44 typson napisał: "Jestem przecietnym typem z przecietnego kraju. PJ mam od ponad 10 lat. Niech zdarzy mi sie przejechac 2 razy w roku z zawartoscia powyzej 0.2 0/000 jakies 0.5 km - bo tyle za mlodu jezdzilem najczesciej. Po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Oczywiscie nigdy nie jezdzilem bedac w stanie niemoznosci ustania na nogach. Max to powiedzmy po dwoch - trzech piwach i pewnym czasie na odczekanie ale jednak" Ale jednak. Z jednej strony to pociecha, że nie należy przekreślać wszystkich durnych gówniarzy, bo jeszcze wyrosną z nich ludzie, ale z drugiej to załamka, jak sie łatwo usprawiedliwiamy. To nie konfesjonał, gdzie wystarczy wyznać winy i będziemy oczyszczeni ;-) Chyba nie ma nikogo, kto nie zrobiłby durnej rzeczy za kółkiem, ale rozpiętość owej durnoty jest ogromna. Od kozakowania na jednojezdniówce >140 (nawet ja), czy jazdy na kacu przy nieświadomości zawartości alkoholu we krwi, do wyścigów przeciążonym samochodem po wiosce czy wsiadaniu za kółko będąc zalanym w trupa. Konsekwencje durnoty także rozpięte są na dużym zakresie. Od żadnych po wieloletnie więzienie i dożywotnie wyrzuty sumienia. Co do prędkości to świętym ;-) nie od razu zostałem, ale co do alkoholu, to największym moim przewinieniem była jazda po jednym półlitrowym piwie, ale to było zanim zacząłem dobrze liczyć ;-) Pozdrawiam, Mejson -- Automobil Forum pozytywnie zakręconych automaniaków. Odpowiedz Link
kamiill Re: Rozgrzeszenie. 02.04.07, 16:08 Zaczne od tego z prawo jazdy mam od.. roku :) Wspomnienia wiec calkiem swieze.. Pierwsze kilka dni - niesamowicie spokojnie. Raz, ze przyzwyczajony jeszcze do jazdy "L", a dwa, ze nie czulem samochodu (passat jednak wiekszy niz punto). Po tygodniu przyszla "pewnosc". Malo co w miescie sie nie rozwalilem, bo znacznie przekraczajac predkosc musialem zmienic pas, a kierowca na pasie obok nie chcial mnie wpuscic. Wiec jeszcze wiecej gazu. Zarzucilo. Odbilem. Skonczylo sie na wielkim strachu (zwlaszcza ojca, ktory siedzial obok). Od tego momentu przestalem ufac swoim "umiejetnosciom" i zaczalem jezdzic bardzo spokojnie. Nie stalo sie nic przeciez tylko z powodu jakiejs opatrznosci, cudu. Druga sytuacja miala miejsce w wakacje. Pracowalem w Jeleniej Gorze na budowie i jezdzilem sobie takim, hmm... 20-letnim (?), Transitem. Wracalismy z hurtowni z kolega. Jako, ze chwile wczesniej padalo, to na 2-pasmowce jechalismy jakies 50-60 km/h. Oczywiscie prawym pasem. Wtedy juz na szczescie "wyznawalem" zasade, ze "samochodem i tak bede szybciej niz czymkolwiek innym, wiec po co sie spieszyc" (mam to chyba od tej pierwszej opisanej sytuacji). Jedziemy wiec sobie spokojnie. Widze zatoczke autobusowa, na ktore stoi autobus. Nie ma jednak wlaczonego kierunkowskazu wiec mijam go bez strachu kiedy z uliczki ("pi razy oko" jakies 15-20 metrow dalej) wyjezdza mi parka w peugeocie 406. Ale nie wychyla sie delikatnie, albo nawet mocno i wciska od razu gaz.. tylko wyjezdza na jakies 3 metry (ich przedzial pasazerski byl idealnie na mojej trasie). Od tego momentu wszystko zwolnilo :) Lusterko, skret w lewo, hamulec, zablokowanie kol, puszczenie hamulca, gaz, miniecie ich prawie bokiem (kolega stwierdzil, ze reki by tam nie wlozyl), kontra, pozniej znowu, wyprostowanie, drugie dotkniecie hamulca, zjazd na prawy pas, stop. Peugeot dalej stal, a ja nie moglem zlapac kierownicy. Transit z jakimis tam narzedziami i innymi rzeczami budowlanymi. Ile to moze wazyc - okolo 2 ton chyba. Wbijajacy sie idealnie w kierowce osobowki. Szok. Koledze kazalem zostac w samochodzie (podejrzewam, ze lepiej bylo nie podchodzic do tamtego, bo mogloby sie zle skonczyc). Odpalilem silnik i nie mogac uwierzyc w to co sie stalo pojechalem z predkoscia 40 km/h dalej. Po kilkuset metrach "czajenia sie", Peugeot wyprzedzil nas, a jego kierowca "przeprosil" (?!) machnieciem reki. Pierwsza sytuacja nauczyla, ze nie mozna liczyc na wlasne umiejetnosci, a druga, ze nie mozna ufac innymi kierowcom. Dobrze, ze obie "lekcje" skonczyly sie tak dobrze. Odpowiedz Link
wo_bi Re: Rozgrzeszenie. 02.04.07, 19:06 kamiill, szacuneczek. Ale to swiadczy tez o tym, ze w ogole jestes rozsadnym gosciem. Znam kilka takich sytuacji, gdzie wiara we wlasne umiejetnosci niestety jest duzo wieksza niz rzeczywiste panowanie nad samochodem. Ale nie wszyscy wyciagaja wnioski... A ja dzisiaj sprawdzilem, ze Astra jest podsterowna, zareagowalem prawidlowo, ale moja kulpa, wiadomo, co bylo powodem... Pozdrawiam Wobi Odpowiedz Link
sven_b Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 09:38 'Przyznaje sie bez bicia - wiele razy jechałem nawalony autem.' O boy, noc wyznań;-) Odpowiedz Link
typson Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 10:34 no moze troche mocno to zabrzmiało. jak pisałem powiedzmy w okolicach 0.2 z tendencja do przekroczenia :) Odpowiedz Link
computerland1 Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 12:54 ciezko to mowic, ale niestety glupota. trzeba miec wyobraznie. moze miszczem wyobrazni nie jestem, ale pierwszym autem, jakim jezdzilem byl mercedes 250D W 124. nastepnie kupilem sobie peugeot'a 205 GTI, ktorym jezdzilem... tydzien, bo stwierdzilem, ze to za szybkie auto dla mnie i je sprzedalem. pozniej jeszcze kilka autek i dopiero w marcu tamtego roku kupilem to moje 150-konne "gowno", ktorego przeciez tez jeszcze sie ucze. kazdy lubi szybko jezdzic, ale troche myslenia nie zaszkodzi. od 12 lutego nie jezdzilem, bo zerwalem miesien lydki, sciegna i takie tam pierdoly:) teraz mialem taki glod jazdy, jak nigdy. ale trase wawa-naleczow w niedziele pokonalem ze srednia predkoscia 46 km/h. co mi sprawilo nie lada frajde:) Odpowiedz Link
sven_b Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 17:30 'no moze troche mocno to zabrzmiało. jak pisałem powiedzmy w okolicach 0.2 z tendencja do przekroczenia :)' Spox. Linczu nie bedzie. Chyba ze Krakus...:-) Odpowiedz Link
speedone Re: moim zdaniem to brak pokory 02.04.07, 21:49 tak to jest jak dostana od starych dobra bryke i maja wszystko gdzies... eh ja duzo tego widze , taki wiek :D i te ciagle chwalenie ile sie jechalo , czesto 120-140 po miescie ( i to dosc malym...) a ja zawsze mowie ze ja jechalem 200 za miastem ;) Odpowiedz Link