m.a.n.n
03.04.07, 12:02
Przyjechałem wczoraj do Olsztyna do mojej lubej, w zasadzie to z nią.
Mieliśmy jechać pociągiem - wizyta zaplanowana do srody, wiec po prostu nie
chcialo mi sie jechac samochodem (ca. 530km). Jako ze wypadl nam nadbagaż
(przyszła tesciowa), a razem z nią troche tobołów, to olaliśmy pkp i
wsadzilismy się do samochodu (postanowione w ostatniej chwili), bo i czynnik
finansowy odpadł (no czasem skąpiec jestem). O ile do Koszalina jechało się
znośnie, ze średnią 93km/h - DK3, DW106/6, DK6 były w miarę puste. Za
koszalinem, skręciwszy na Poznań, zaczęły się ciężarówki, nieśpieszni
maruderzy, polscy niemcy wyprzedzający w każdym momencie a do tego i rolniki.
Niestety, sezon na leppera uważam za otwarty:/ I tak do samej DK7. Jeżdzę
przez Chojnice i Malbork - droga krótsza rano albo w nocy, kiedy zwykłem
jeździć, o wiele wygodniejsza niżli przez Gdańsk. W dzień jest po prostu
nieprzejezdna w ludzkich warunkach. Raczej już nigdy nie ruszę się na trasę w
ciągu dnia, sodomia i gomoria. Za Elblągiem zjechałem z DK7, gdzie jechałem
max 70km/h, na DW527, prawie równoległą, jadąc przez pasłęk i morąg mogłem
spokojnie do 100 docisnąc i przy okazji sprawdzić (ale nie gruntownie) na
serpentynach. Mimo wszystko czas uważam i tak za bardzo dobry - 6h30min, ale
jazda w takich warunkach po prostu frustruje - i to jest przyczyna wypadków.
Właśnie to.
Jutro wyjeżdzam o 430, zwłaszcza, że muszę o Szczecin zahaczyć.
Trasę o której Wam pisałem, wyjeżdzając o 4.45 ze Świnoujścia pokonuję w
5godzin (nie robię przystanków w drodze). Podobna droga, tyle że ze Szczecina
późnym wieczorem przez DK10/16/15to 5,5h. I wychodzę z auta niezmęczony..
Polskie drogi w dzień to zamach na życie...
No, wyładowałem wkurzenie, bo aż nie mogłem spać ;)
--
Niepuszczone bąki unoszą się do głowy... stąd biorą się posrane pomysły.