tomaszek874
14.04.07, 09:57
Wracałem sobie wczoraj wieczorową porą z wielkiego miasta wrocław do mojej małej wioski. Wysiadam przystanek wcześniej, coby się przespacerować i przewietrzyć. Jako, że było już po północy troche to jest cicho i spokojnie. W oddali tylko słychać było jakieś 316i alias M3. Ale ja nie o tym.
Ide więc sobie ulicą, raczej boczną, patrze - pod płotem ktoś leży. Podchodze bliżej - jakiś facet. Mówie do niego - nic, szturcham, też nic. Widze że oddycha - znac żyje. Poszedłem kawałek dalej, ale jakoś sumienie mi nie daje spokoju.
Biore telefon i na 112. Po dwóch minutach połaczyło mnie z oficerem, potem przełączyli na Jaworową. Więc mówie, że tu i tu leży facet, nie daje znaku życia i żeby przyjechali i sprawdzili. A w słuchawce słyszę 'Jasne, jak coś się ewentualnie zwolni to MOŻE podjedziemy i sprawdzimy'.
Ręce opadają :|