tomek854
16.06.07, 02:06
Jade Ci ja sobie na wyspe Skye spokojnie, az tu nieopodal zameczku zwykle
obleganego przez turystow po wyjezdzie zza zakretu oczom moim ukazuje sie taki
widoczek:
- droga prowadzi przez groble
- po lewej za grobla parking
- na prawym pasie z przeciwka dwa motocykle, auto i camper
- na lewym pasie z przeciwka motocykl, sztuk jedna, nieco z przodu w
porownaniu do tamtych.
- za mna tir z naczepa
Pomyslalem sobie "pewnie wyprzedza". Zdjalem noge z gazu
Widze: motocyklista z przeciwka mruga dlugimi. Mysle sobie "pewnie jakies
hopki sa i strumien swiatel skacze"
Zblizam sie, on jedzie nieco szybciej niz reszta na lewym pasie, ja jestem juz
na grobli on zaczyna wymachiwac na mnie rekami - z gestow wyczytalem, ze ma
pretensje, ze smiem jechac po lewej stronie jezdni!!!
Ja klakson. On obie rece zacisniete w piesci, jedzie prosto na mnie bez
trzymanki i mi wygraza.
W tym momencie ja juz mialem adrenaline na takim poziomie, ze swiat zaczal sie
ruszac z piec razy wolniej. Nawet zdazylem pomyslec, ze pierdole, zostaje na
moim pasie, bo wskakiwanie do wody mi sie nie usmiecha, a jak mam rozjechac
dwoch normalnych motocyklistow to wole jednego debila. No i klakson, dlugie i
hamulce na maksa. Zdazylem w lusterku zobaczyc jak TIR jadacy za mna zaczyna
sie lamac i naczepa z lekka go wyprzedza. Motocyklisci po prawej uciekli na
pobocze, samochod juz jechal po chodniku a campera az zarzucila. Kiedy
popatrzylem do przodu ujrzalem katem oka kask motocyklisty ponad krawedzia
szyby z lewej - nie wiem jakim cudem go nie rozjechalem. Jeszcze zdazylem raz
rzucic okiem w lusterko - TIR sie naprostowal, a za camperem zobaczylem
chowajacy sie motocykl odwazniaka. Mial zolta tablice rejestracyjna, wiec, z
oczywistych wzgledow wykluczajac Brytyjczyka, Holender albo Francuz...
Zaraz za grobla wpieprzylem sie po prostu na chodnik na przystanku
autobusowym, bo mi sie tak rece trzesly, ze nie moglem biegu wbic ani nic i
postalem z 15 minut - TIR jadacy za mna przystanal na chwile tylko zapytac,
czy nic sie nie stalo i pojechal.
I tak sobie mysle: jakim wielkim kretynem trzeba byc, zeby dyskutowac z
26tonowym DAFem - nawet, jezeli sie zalozy, ze sie ma racje.