NIe ma to jak pewnosc siebie.

16.06.07, 02:06
Jade Ci ja sobie na wyspe Skye spokojnie, az tu nieopodal zameczku zwykle
obleganego przez turystow po wyjezdzie zza zakretu oczom moim ukazuje sie taki
widoczek:

- droga prowadzi przez groble
- po lewej za grobla parking
- na prawym pasie z przeciwka dwa motocykle, auto i camper
- na lewym pasie z przeciwka motocykl, sztuk jedna, nieco z przodu w
porownaniu do tamtych.
- za mna tir z naczepa

Pomyslalem sobie "pewnie wyprzedza". Zdjalem noge z gazu

Widze: motocyklista z przeciwka mruga dlugimi. Mysle sobie "pewnie jakies
hopki sa i strumien swiatel skacze"

Zblizam sie, on jedzie nieco szybciej niz reszta na lewym pasie, ja jestem juz
na grobli on zaczyna wymachiwac na mnie rekami - z gestow wyczytalem, ze ma
pretensje, ze smiem jechac po lewej stronie jezdni!!!

Ja klakson. On obie rece zacisniete w piesci, jedzie prosto na mnie bez
trzymanki i mi wygraza.

W tym momencie ja juz mialem adrenaline na takim poziomie, ze swiat zaczal sie
ruszac z piec razy wolniej. Nawet zdazylem pomyslec, ze pierdole, zostaje na
moim pasie, bo wskakiwanie do wody mi sie nie usmiecha, a jak mam rozjechac
dwoch normalnych motocyklistow to wole jednego debila. No i klakson, dlugie i
hamulce na maksa. Zdazylem w lusterku zobaczyc jak TIR jadacy za mna zaczyna
sie lamac i naczepa z lekka go wyprzedza. Motocyklisci po prawej uciekli na
pobocze, samochod juz jechal po chodniku a campera az zarzucila. Kiedy
popatrzylem do przodu ujrzalem katem oka kask motocyklisty ponad krawedzia
szyby z lewej - nie wiem jakim cudem go nie rozjechalem. Jeszcze zdazylem raz
rzucic okiem w lusterko - TIR sie naprostowal, a za camperem zobaczylem
chowajacy sie motocykl odwazniaka. Mial zolta tablice rejestracyjna, wiec, z
oczywistych wzgledow wykluczajac Brytyjczyka, Holender albo Francuz...

Zaraz za grobla wpieprzylem sie po prostu na chodnik na przystanku
autobusowym, bo mi sie tak rece trzesly, ze nie moglem biegu wbic ani nic i
postalem z 15 minut - TIR jadacy za mna przystanal na chwile tylko zapytac,
czy nic sie nie stalo i pojechal.

I tak sobie mysle: jakim wielkim kretynem trzeba byc, zeby dyskutowac z
26tonowym DAFem - nawet, jezeli sie zalozy, ze sie ma racje.
    • edek40 Re: NIe ma to jak pewnosc siebie. 16.06.07, 10:52
      My takich mamy teraz u wladzy. Zadne argumenty nie docieraja. Wazne sa wylacznie ich racje. Charakteryzuje ich rowniez tepy upor. A Ty o jednym motocykliscie :)
    • sven_b Re: NIe ma to jak pewnosc siebie. 16.06.07, 18:12
      > I tak sobie mysle: jakim wielkim kretynem trzeba byc, zeby dyskutowac z
      > 26tonowym DAFem

      No wiec są dwie opcje:
      1. Trzeba być Francuzem, miec poczucie własnej godnosci i zapleczem kulturowym w
      sztuce, architekturze, modzie, kuchni, futbolu i samolocie Concorde :-)
      2. Albo trzeba byc Holendrem z dojściem do dobrego towaru :-)
      • lobuzek1 Re: NIe ma to jak pewnosc siebie. 16.06.07, 19:18
        Ten Easy Rider miał jaja. Dobrze że nic się nie stało.
        • yamasz Re: NIe ma to jak pewnosc siebie. 16.06.07, 22:35
          hehe, a skończyło się komuś z Was paliwo przy wyprzedzaniu zestawu z
          naczepą? :o) I taka akcja była 120 na budziku, lewy pas, jestem już na
          wysokości szoferki aż tu nagle sprzęt się dławi, wiec kranik na rezerwe i
          ssanie do góry (trzeba się schylic z lewej strony i wsadzic łape pod owiewke)
          jak paliwo doszło spadłem już do połowy naczepy, a że zbliżała się górka no to
          bieg w dół i łycha, a zza górki wyłaniał się powoli kaszolek, (dobrze że
          powoli).
          Heh, jak to człowiek sobie przypomni jakie to przygody były ze '125'. Aha muszę
          sie pochwalic ze od czwartku w garażu stoi długo oczekiwane 650.

          PZDR Yamasz
          Ps. dzięki wszystkim którzy zainteresowali się transportem moto. ;p
          :::Puści klamę, ruszy i na horyzoncie zniknie:::
Pełna wersja