tomek854
24.10.07, 18:26
Od wczoraj jako bezrobotny jeżdżę dorywczo w agencji.
John Lewis Home Delivery, tak to się nazywa.
Wczoraj przyszedłem o 7, pomogłem załadować ciężarówke i jakieś 10 minut
później ruszyliśmy w trasę. Zapomnieliśmy jednak jednego pudełka, więc po nie
wróciliśmy i potem pojechaliśmy z powrotem. Potem sobie pojeździliśmy po
okolicy, bo było jeszcze 8 miejsc do odwiedzenia. Bardzo się starałem wybierać
najwęższe i najmniej uczęszczane drogi a mimo tego wszystkie (wszystkie dwie!)
dostawy przewidziane na przedpołudnie skończyliśmy o 9:20 (i pamiętajcie o
powrocie po pudełko!). Wszystkie 6 dostaw przewidzianych na popołudnie
skończyliśmy o 11:45, więc poszliśmy na kawę, potem na kanapki, potem
posiedzielismy godzinę w ciężarówce i pogadaliśmy (bo jest nas dwóch do tej
roboty) i wróciliśmy do Glasgow na 14:00
Dzisiaj stawiłem się do pracy na siódmą. Dzisiejsza praca była dużo ciężższa,
bo nie było tak jak wczoraj, ze dostarczaliśmy (we dwóch, ciężarówką z windą z
tyłu i wszystkim) takie rzeczy jak toster, telewizor, czajnik czy radio na
baterię, ale mieliśmy też fotel i lodówkę! Tak więc w odróżnieniu od dnia
wczorajszego, nie zmieściłbym wszystkich dostaw do swojego nissana, musiałbym
mieć co najmniej transita. Więc po załadowaniu cięzarówki o 7:15 poszedłem
spać na ponad 3 godziny w kabinie, a drugi kierowca siedział sobie w kantynie
z resztą. Potem popracowaliścmy 4 godziny, wliczając w to kanapki, kupienie
gazet i jazdę na myjnię na całkowicie przeciwny koniec Glasgow niż nam było po
drodze.
Czyli siedzę w pracy od ósmej do czternastej, pracuję z tego może ze trzy
godziny, płacone mam za osiem i to lepiej, niż mają ci kierowcy, którzy tam
pracują na stałe, bo ja jestem kierowcą kat. C a nie C1.
A po skończonej robocie zajechałem do warsztatu, zasiadłem w poczekalni,
otwieram Guardiana i widzę o mnie artykuł. Tytuł jest: "Wielka Brytania traci
80 000 000 000 funtów rocznie przez marnowanie siły roboczej"
:-)