Szczyt marnotrawstwa...

09.11.07, 22:22
Mam nową pracę w dużej, prężnie się rozwijającej firmie transportowej.
Startowała 17 lat temu od furgonetki, teraz maja flotę ładnych kilkudziesięciu
pojazdów śmigających po całej Europie. No i nie wiem jakim cudem, bo ręce mi
opadają.

Pracuję tam tydzień i szlag mnie trafia, bo każdy dzień wygląda tak samo.

Kierowcy przychodzą o 8:00 do pracy. Odbijają karty, biorą wykaz ładunku na
cały dzień i idą spać do kabin. Wszystkie silniki oczywiście pracują, bo się
grzeją - zimno. Kantyny żadnej nie ma. Wszyscy więc stoją, silniki pracują a
ciężarówki po kolei wjeżdżają do hali na załadunek. W rezultacie najwcześniej
wyjechałem o 10:10, najpóźniej o 11:15 i jeszcze nie byłem ostatni. Palety
ładowane są jak leci, kompletnie bez pomyślunku - na przykład palety dla tego
samego miejsca po obu stronach, żeby trzeba było obie kurtyny rozpinać, czy
to, co powinno być wyładowane jako pierwsze za pomocą windy, ładowane jest z
przodu. Nie mówię już o takich szczegółach jak załadowanie nalepką na
zewnątrz, żeby było widać co dla kogo. Kierowcy nie mają żadnego wpływu na to,
bo adresy na poszczególne palety dostają dopiero po załadowaniu. Wtedy każdy z
nich siada przy ciężarówce i próbuje opracować sobie jaką-taką marszutę, żeby
w miarę rozsądnie rozładować ciężarówkę nie jeżdżąc w te i we wte po całej
Szkocji.

Oczywiście każdy z nich dostaje telefon, który bez przerwy dzwoni, bo telefony
rozdawane są "jak leci" i połowa ludzi w biurze nie wie kto danego dnia ma
który telefon. Zestawu głośnomówiącego brak, więc trzeba się za każdym razem
zatrzymać i oddzwonić.

Pierwsze dwie godziny upływają w miarę spokojnie, ale potem ci klienci, którzy
mieli dostawę zaklepaną na godziny - na przykład na 9 czy 10 rano, zaczynają
się wkurzać i dzwonią do biura. Rezultat jest taki, że wszyscy z biura
wydzwaniają do wszystkich kierowców i każą im jechać wszędzie na raz, czyli
szlag trafia ustaloną trasę i zaczyna się jeździć bez sensu, w zależności od
tego, który klient mocniej krzyczy na ludzi w biurach. W rezultacie powoduje
to kolejną falę spóźnień a co za tym idzie zwykle dwie-trzy dostawy przywożę z
powrotem, bo było już zamknięte. Oczywiście jednak żeby to stwierdzić musiałem
tam pojechać. W rezultacie następnego dnia przeciętnie na każdej ciężarówce są
dwie dostawy niewykonane dnia poprzedniego. NIe mówię już o takich
szczególikach jak wysyłanie 18 tonowej, 12 metrowej ciężarówki z dostawą
jednego pudełka w dzielnicę pełną stromych, ciasno zaparkowanych uliczek czy
załadunek rzeczy, których dostawa jest pilna w taki sposób, że nie można ich
wyładować przez tylne drzwi... Rezultat - codziennie mam nadgodziny i wracam
do domu koło ósmej wieczorem...

Pojazdy to inna historia. Technicznie niby sprawne, ale taki na przykład mój ma:
- dziury w podłodze na pace uniemożliwiające przetaczanie palet na paleciaku
- zdemolowane oba tylnie rogi, przez co nawet dla ostatnich palet muszę
otwierać kurtynę od przodu, bo od tyłu się nie da
- stłuczone lusterko
- niesprawne CB
- brak stopni z obu stron kabiny
- niesprawne zamki w drzwiach (nie można zamknąć kabiny)
- nie kontaktujący boczny kierunkowskaz i sterownik wewnętrzny od windy

Na liście defektów już tego nie wypisuję, tylko piszę "patrz wczorajszy
raport" - podpatrzyłem to u innych kierowców.

Do tego mam wrazenie, że wszyscy, ale absolutnie WSZYSCY od kierowców, przez
ładowaczy i magazynierów po biuro mają wszystko W DUPIE i niczym się nie
przejmują. W świetle tego ja także przyjąłem podobne założenie i już na
przykład dzisiaj zajechałem sobie na drugie śniadanie do domu, bo akurat
przejeżdżałem niedaleko ;-)

W zasadzie nawet chwilowo jest mi na rękę, bo to głupiego robota jest, płacą
nieźle, nadgodziny lecą jedna za drugą, a akurat potrzeba mi kasy. Ale jak
tylko się odkuję to idę do innej roboty, nawet za mniejsze pieniądze, bo tutaj
to po prostu ręce opadają jak się na to patrzy, a nie chcę wyglądać jak
szympans (albo szymi) z rękami przy kostkach :-)
    • sven_b Re: Szczyt marnotrawstwa... 09.11.07, 22:58
      Aż dziw bierze że to funkcjonuje i jeszcze prężnie sie rozwija.
      • tomek854 Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 00:11
        No, ja naprawdę nie mam pomysłu jak to jest możliwe - chyba tylko dlatego, że
        gdyby tam myślano, to by już miało się monopol na pół Szkocji ;-)

        Bo np w mojej poprzedniej pracy, u wyspiarzy, to wszyscy uczciwie harowali,
        zarabiali grosze a firma cienko przędła. A szef to był artysta w ładowaniu
        ciężarówek - ładował je po sufit i tak, że kurtyny z boku się wypychały, a
        wszystko się dało po kolei mądrze rozładować... A to była sztuka, bo tam były
        nie tylko palety tylko szwarc mydło i powidło. Na dół szły palety i większe
        rzeczy jak np. maszyny rolnicze, na nie meble, na nie większe luźne przedmioty a
        pod sufit upychało się mniejszymi. Potem człowiek otwierał i wszystko mu się na
        głowę sypało - prawie jak w Turcji ;-)
    • sven_b Re: Szczyt marnotrawstwa... 09.11.07, 23:01
      > Kierowcy przychodzą o 8:00 do pracy. Odbijają karty, biorą wykaz ładunku na
      > cały dzień i idą spać do kabin. Wszystkie silniki oczywiście pracują, bo się
      > grzeją - zimno.

      A to jest the best:-)
      • m.a.n.n Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 19:02
        Jak zawsze jadę chwilę po 7 do pracy, to połowa lokalnej policji okupuje
        nadmorskie parkingi - śpiąc i żrąc, podobnie jak MPO ;]

        Bo jak powiedział Typson, policja służy do... 19stej.
        • typson Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 21:57
          to ja? Nie pamietam tego?!
          • m.a.n.n Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 23:57
            Nie wiem, czy to ważne;]
    • marekatlanta71 Re: Szczyt marnotrawstwa... 09.11.07, 23:01
      Mnie jakis czas temu spotkala podobna sytuacja - moj zespol byl niezalezny -
      kilkoma osobami wypracowywalismy okolo $40 milionow zysku dla firmy rocznie.
      Zespol byl zgrany, wszyscy pracowali ciezko i przynosili rewelacyjne wyniki. Ale
      jakis wysoko postawiony idiota postanowil nas polaczyc z innym zespolem ktory od
      lat przynosi straty a to co robi jest beznadziejne technologicznie. Problem w
      tym ze szefem polaczonego zespolu zostal dotychczasowy szef tamtego zespolu a
      nasz szef zostal wykopany na inne stanowisko. No i po kilku miesiacach widac
      wyniki - wydajnosc spadla prawie do zera, zyski spadaja i generalnie wszystko
      sie wali... I tak sie zastanawiam - czy tonac z okretem, czy jak szczur uciekac
      pierwszy?
      • sven_b Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 00:04
        Odchodząc pierwszy masz przewage - czyste pole poszukiwań w okolicznej branży.
        Jak padnie firma to cała grupa ruszy na poszukiwania i znalezienie czegoś nie
        będzie już takie łatwe jak w 1szym przypadku.
        • tomek854 Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 00:13
          Pewnie że tak. Pytanie jeszcze co Cię trzyma, bo wiadomo że jest zawsze ryzyko,
          że można trafić gorzej. Ale jeżeli to tylko jakaś lojalność do firmy, to ja bym
          olał - to tylko firma. ;-)
    • tomek854 Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 00:08
      A tak wam jeszcze powiem, ze sobie o tym dzisiaj myślałem, i myślę, że bez dużej
      przesady gdyby zapłacić ludziom ładującym ciężarówki i tym z biura tyle, żeby im
      się chciało do tego przyłożyć, to wystarczyło by 2/3 z tych cięzarówek co jeździ
      lokalnie (bo mam nadzieję, że Ci, co jeżdżą w długie trasy, na co mam sam
      chrapkę, nie mają aż tylu punktów do odwiedzenia dziennie...)
    • niewygodny Coś na przeciwnym biegunie 10.11.07, 01:30
      Przesyłki wchodzące z samochodów na taśmę - automatycznie
      rozdzielane na obszary dostaw, kody kreskowe i skanery przenoszące
      informacje o kodach dostaw do komputera przez tenże sortowane i
      przekazywane do urządzeń GPS które planują optymalną trasę kierowcom

      Też w UK :)
      Nie znam się na szczegółach bo nie zajmuję się techniką i
      terminalami ale jak to koleś prezentował to "kopara mi opadła"
      • tomek854 Re: Coś na przeciwnym biegunie 10.11.07, 21:02
        > Przesyłki wchodzące z samochodów na taśmę - automatycznie
        > rozdzielane na obszary dostaw, kody kreskowe i skanery przenoszące
        > informacje o kodach dostaw do komputera przez tenże sortowane i
        > przekazywane do urządzeń GPS które planują optymalną trasę kierowcom
        >
        > Też w UK :)

        Niech zgadnę - TNT?

        To teraz Ci powiem jak to działa w praktyce, a przynajmniej w oddziale w
        Paisley. Oprócz własnych wozów na off-shore islands używają podwykonawców, czyli
        na przykład moją byłą pracę. Wygląda to tak, że codziennie zajeżdża tam od nas
        cięzarowka albo furgonetka, podstawiamy się pod rampę i przejmujemy 40-100
        przygotowanych dla nas przesyłek. Przez moje 5 miesięcy pracy dla Hebrides
        Haulage byłem tam średnio 2-3 razy w tygodniu i 2 (słownie: dwa, SŁOWNIE DUŻYMI
        LITERAMI: DWA) nie było nic popieprzone i były dokładnie te przesyłki, które
        powinne być. Tak więc nie mogłem im zaufać i spędzałem tam mnóstwo czasu
        grzebiąc się w tych pudłach i odfajkowując wszystkie, które były na liście,
        następnie szedłem z moją listą do biura i mówiłem co się nie zgadza i wtedy jak
        było wiecej niż powinno to kombinowali w papierach, a jak było mniej niż powinno
        to dawali mi takiego gościa ze skanerem ręcznym po czym szlajaliśmy się po
        magazynie i szukaliśmy gdzie też mogła zawieruszyć się paczka. Zwykle
        zaczynaliśmy od wielkich klatek stojących w kącie, które zawierały paczki
        załadowane do złej furgonetki, zagubione i odnalezione, a czekające na ponowne
        wprowadzenie do systemu oraz paczki z oderwanymi nalepkami, które nie wiadomo do
        kogo należały ;-) Inni kierowcy mieli dokładnie te same odczucia, Kevin, który w
        HH pracuje ponad dwa lata zapytany przeze mnie nie umiał sobie przypomnieć kiedy
        ostatnio było wszystko jak powinno...

        Inna sprawa jest taka, że kierowcy z innych firm (jeżdżących na inne wyspy) nie
        sprawdzali tylko ładowali jak leci, a potem (po kilku dniach) przywozili zwroty.
        Nasza firma upierdliwie sprawdzała, dzięki czemu kiedyś usłyszałem, że "znowu
        przylazł ten pieprzony Polak, on i tez z irokezem (czyli Kevin) to się zawsze do
        czegoś przypierdolą"

        Ale muszę przyznać że jak pierwszy raz zobaczyłem tą halę i kolesi ze skanerami,
        taśmociągi, błyszczące wózki widłowe i wszystko też to na mnie zrobiło wrażenie...

        Ale generalnie w naszym brudnym magazynie większy był porządek i wszyscy zawsze
        wiedzieli gdzie co leży.
    • edek40 Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 09:42
      Wydaje mi sie, ze po prostu za duzo zarabiaja. Gdyby firma musiala jezdzic wedlug polskich stawek, to padlaby natychmiast. A przeciez znaczna czesc kosztow takie firmy to koszt floty i jej utrzymania w ruchu. A to kosztuje w Polsce tylko troche taniej. Z reszta w tej Twojej firmie robia oszczednosci na naprawach taboru. To sie zemsci na nich predzej czy pozniej. Moze po prostu firma przerosla panstwo prezesestwo? To sie zdarza. Najpierw sam sobie jestes sterem, zeglarzem i okretem. Sam dbasz o wszystko. Potem zatrudniasz majtka do pomocy, potem bosmana, potem kapitana i... klops. Zupelnie nie potrafisz przyjac do wiadomosci, ze kapitan dobrze wie co robi i bez potrzeby nie ma co zawracac sobie glowy pierdolami typu wymiana podlogi w skrzyni ladunkowej. O tego masz ludzi i rozliczasz ich z ich zadan nawet nie zagladajac do garazu.
      • sven_b Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 10:23
        W tej chwili to wygląda jakby tą firmą dowodził jakiś pogrążony w zadumie
        marszant sztuki:-)
      • tomek854 Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 21:07
        > troche taniej. Z reszta w tej Twojej firmie robia oszczednosci na naprawach ta
        > boru. To sie zemsci na nich predzej czy pozniej.

        E nie, to raczej jest wszystko wkalkulowane w koszta. Oni tego nie naprawiają,
        bo moja cięzarówka to jest jedna z najstarszych - jest z 2003 roku i ma 176856
        na liczniku, o ile dzisiaj jej nikt z parkingu nie ruszył ;-)

        Więc oni po prostu nic nie naprawiają, bo skoro nowe auta przychodzą co pięć
        lat, to liczą na to, że do końca się nic nie rozsypie ;-)
    • dr.verte Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 19:09

      no widzisz, dlatego wszyscy chcą pracować w "wielkich korporajach"
      • tomek854 Re: Szczyt marnotrawstwa... 10.11.07, 20:53
        No właśnie nie widzę. To jest jedna z największych firm z tej branzy w Szkocji.

        Jezeli ja miałbym wybór, to chciałbym raczej pracować w małej rodzinnej, ale
        bogatej firmie. Bo pomijając to, że się więcej człowiek męczył a mniej zarabiał
        to w HH było o wiele fajniej. A oni wszystkiego to mieli może z 6 dużych i kilka
        małych ciężarówek...
        • marekatlanta71 Re: Szczyt marnotrawstwa... 11.11.07, 21:17
          mozliwe ze taniej jest marnowac niz oszczedzac. Qiem ze brzmi to
          smiesznie, ale czesto tak jest. Najlepszy przyklad to plastikowe
          butelki. Taniej jest nimi zapelniac wysypiska niz je przerabiac na
          plastik.
    • mrzagi01 Re: Szczyt marnotrawstwa... 12.11.07, 07:46
      niestety kolego, to co opisujesz jest normą. Global market to wielka fabryka
      szajsu. w konkurencji zwyciężają gówniane usługi i gówniane produkty, ale dobrze
      zareklamowane.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja