"Niewielka" różnica?

18.11.03, 01:39
Przekraczanie dopuszczalnej prędkości jest u nas nagminne.
Najczęściej jest to "niewinne" przekroczenie o 10-20 km/h, o piratach
przekraczających powyżej 50 km/h nie wspomnę.

Czy te 10-20 km/h jest naprawdę "niewinne"?

Mam zagadkę:
Jedziemy 50 km/h i wyskakuje nam dziecko na drogę. Hamujemy maksymalnie i
zatrzymujemy się tuż przed nim (dotykając zderzakiem do nóżek).
A jeśli jechalibyśmy 60 km/h i zaczęli hamować w tym samym momencie, to z
jaką prędkością uderzylibyśmy dziecko?

Założenia:
Suchy asfalt, sprawne hamulce, opony i amortyzatory - możemy zatrzymać się na
40 metrach z prędkości 100 km/h (ideał w testach).

Można pomylić się o 5 km/h.
Rozwiązanie wieczorem.
Wytrwali mogą obliczyć to dla prędkości "warszawskiej" - 90 km/h (optymista!)

Pozdrowienia,
Mejson.
    • typson Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 02:52
      OK,

      ja wszystko rozumiem ale:

      - czy w innych panstwach ograniczenia sa stawiane tak debilnie - most
      siekierkowski - 70km/h, wislostrada 60 a tunel 50, trasa torunska momentami ma
      40 bo ktos zapomnial zdjac znak po robotach drogowych,.... dlugo moznaby tu
      wyliczac

      - jak przestrzegac takie przepisy skoro inni jada znacznie szybciej. Zgoda Ci
      inni lamia prawo ale jadac 40 kmh wolniej stwarza sie znacznie wieksze
      zagrozenie dla ruchu.

      - jak jechac wolniej, jesli synchronizacja sygnalizacji na skrzyzowaniach jest
      do dupy lub dziala przy 70 a nie przy 50

      - itd

      Rozwiazanie jest jedno: Podniesc ograniczenia do rozsadnych predkosci tam gdzie
      to ma sens by zwiekszyc przejezdnosc i karac wszystkich ktorzy je przekraczaja,
      wszystkich ktorzy blokuja skrzyzowania, cwaniacza pasem do skretu etc. Polacy
      najzwyczajniej nie potrafia jezdzic, choc powoli zmienia sie to na lepsze.
      Wszyscy jezdza zbyt agresywnie by nazwac to "dynamicznie" ale gdy trzeba jechac
      dwie godziny z predkoscia 180 kmh na przyzwoitej autostradzie to okazuje sie ze
      wiekszosc juz sobie nie daje rady i ta pseudo dynamika rodem z miasta
      przyodziana w 1.4 16V juz nie wystarcza...
    • greenblack Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 17:24
      A pomyśl tylko, gdzie by się zatrzymał, gdyby prędkość początkowa wynosiła 5
      km/h?
      • derwisz911 Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 17:51
        Przy maksymalnym 'depnięciu' kierowca zatrzymał się zapewne na pasie
        bezpieczeństwa.
    • sherlock_holmes Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 17:58
      Ok, wyszlo 33km/h z hakiem (przy 60km/h), samochod zatrzymuje sie 4,4m dalej.
      Ale gdybys jechal 40km/h, droga hamowania bylaby jeszcze krotsza.
      Sam przekraczam predkosc dozwolona o 10km/h, ale tam, gdzie jest to bezpieczne,
      sa miejsca, gdzie jade wolniej niz dozwolone. Podstawa jest zdrowy rozsadek i
      myslenie na drodze.
      Czemu nie czepiasz sie tych, ktorzy jezdza 40-50km/h po drogach osiedlowych? Z
      moich obserwacji takich kierowcow jest 80%. W momencie gdyby wybieglo im
      dziecko na jezdnie, zanim zdaza nacisnac na hamulec, juz dojdzie do tragedii.
      • derwisz911 Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 18:06
        Podpisuje sie.
    • rapid130 Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 20:37
      Tak naprawdę do bezpiecznej jazdy nieważne jest ścisłe przestrzeganie
      ograniczeń szybkości. Tak, tak...

      Prawie każdy kierowca ma instynkt samozachowawczy, który nie pozwala mu pędzić
      150 km/h dziurawą wąską i krętą szosą.

      Jednak tylko najlepsi kierowcy mają szósty zmysł - instynkt przewidywania
      kłopotów, zmian sytuacji na drodze, nie pakowania się w sytuacje trudne do
      wybrnięcia bez szwanku (choćby tym szwankiem miały być tylko rozgrzane do
      czerwoności klocki hamulcowe) itp.
      Są takie miejsca, gdzie pozwolą sobie pojechać 20 km/h szybciej niz każe
      przepis (np. na drodze głównej, przy małym ruchu) i nic złego się z tego powodu
      nie stanie.
      Są też takie miejsca, takie warunki na drodze, że pojadą dużo wolniej, mimo że
      przepisy dopuszczą szybszą jazdę. Tak nakaże im rozsądek, ten szósty zmysł,
      jakkolwiek to nazwiecie. I w ten sposób jeżdżą bezkolizyjnie setki tysięcy
      kilometrów.

      Niestety, polskie ograniczenia szybkości mają charakter ściśle restrykcyjny.
      Bardzo niewiele jest ograniczeń wspierających kierowcę w ocenie sytuacji
      drogowej (z jaką szybkością można pokonać ten zakręt?)

      Poza tym u nas od pierwszych kilometrów ludzi uczy się myśleć:
      - Jedź zgodnie z ograniczeniem, bo inaczej zapłacisz mandat! Włączaj
      kierunkowskazy, bo tak każe przepis!

      Szkoda, że nie myślą:
      - Pojadę zgodnie z ograniczeniem, bo inaczej wylecę z tego zakrętu, albo
      wpakuję się w tył przyczepy ciągnika wyjeżdżającego z bocznej drogi za
      zakrętem, albo rozjadę dziecko koło szkoły. Włączę kierunkowskaz odpowiednio
      wcześnie, żeby ten z tyłu wiedział, że chcę skręcić w lewo, i że być może będę
      musiał się zatrzymać. Będzie mógł wyhamować wcześniej i bezpiecznie.

      Wtedy mielibyśmy o połowę mniej wypadków.
      Tylko, żeby ludzie zaczęli tak myśleć, NAJPIERW musi się zmienić tok myślenia
      zarządców dróg i instruktorów.
      • derwisz911 Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 20:54
        Masz sporo racji.

        Jednak Wybitnych kierowców jest maleńko, a u nas w PL niemal każdy czuje się
        co najmniej tak samo pewnie jak Carlos Sainz.

        Nierzadko na dziurawej drodze, gdzie nie przekroczyłbym 40km/h nawet czołgiem
        widuję sportowców w corsach czy seicento prujących 70-80km/h.

        Na zachodzie mamy tak: Droga z ograniczeniem 100, ale zakręt ostry to stoi 70
        i za nim anulowanie. Jeśli zaś przed zakrętem ograniczenia nie ma, to znaczy
        że jadąc 100 nie wylecisz. Poprawne oznakowanie drogi dużo pomaga. I zapobiega
        przykrym wypadkom.

        U nas liczy się na rozsądek kierowcy, bo ograniczenia są tylko w miejscach
        takich jak przejścia dla pieszych, mosty, zwężenia, tunele, wiadukty. Potem
        trudno jest wyciągnąć konsekwencje od sprawcy wypadku.
        Bo co z tego, że zakręt był na 40km/h? Skoro droga była poza ter. zabud. i
        było 90, a znaki nie pokazywały inaczej, to koleś jechał zgodnie z prawem, a
        że wyleciał na przeciwny pas i komuś zrobił kuku, to wypadek losowy???

        Ja wiem, że znak kosztuje sporo. Ale ta barierka, na której co miesiąc średnio
        ląduje jakiś pajac warta jest nierzadko więcej. Że o ludzkim zyciu nie wspomnę.

        pozdrawiam
      • sherlock_holmes Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 20:55
        Jest cos takiego jak "szosty zmysl". Ja tez czasem mam przeczucie,ze akurat ten
        kretyn sie nie zatrzyma, tylko wymusi pierwszenstwo, ze zjedzie na moj pas tuz
        przed zderzakiem itd itp
        Instruktorzy ucza jak zdac egzamin - w kazdym miesice istnieja pewne trasy, po
        ktorych jezdza nauki jazdy na egazminie. Jesli "leka" pojawia sie gdzie
        indziej, to prawdopodobnie instruktor cos musial zalatwic :)))
        Instruktorzy powinni zaczac nauke od prawidlowej pozycji za kierownica,od
        trzymania kierownicy i wlasciwego nia krecenia (obalic w koncu przesad jakoby
        skrzyzowanie rak podczas krecenia to pewna smierc :) )

        Przypomniala mi sie smieszna,ale autentyczna historia. w 2001 roku po
        powodziach zniszczona zostala droga Sułkowice-Sucha Beskidzka
        (wl;asciwie Zembrzyce). Dalo sie nia jechac, ale w po drodze - w Budzowie -
        waski strumyk przemieniony w szalejacy zywiol zabral most. Objazd poprowadzono
        waska droga przez wzniesienie. Na szczycie byl dosyc ostry zakret - kazdy, kto
        nie znal drogi, a nie sciagnal nogi z gazu ptrzed dojechaniem do czubka,
        wypadal z drogi. Czy nie wystarczy wyrobic nawyku sciagania nogi z gazu przy
        dojezdzaniu do niewidocznego czubka wznieniesia? Przeciez nie wiadomo co jest
        za gora - moze ktos wyprzedza na trzeciego, moze w poprzek drogi stoi furmanka
        albo idzie grupa "zmeczonych" z dyskoteki albo droga ngle skreca...

        Takich przykladow zachowan moznaby mnozyc setki. A przeciez jesli nie wpoi sie
        od razu, ciezko pozniej nauczyc juz "uksztaltowanego" kierowce
        • derwisz911 Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 21:04

          > Jest cos takiego jak "szosty zmysl". Ja tez czasem mam przeczucie,ze akurat
          ten
          >
          > kretyn sie nie zatrzyma, tylko wymusi pierwszenstwo, ze zjedzie na moj pas
          tuz
          > przed zderzakiem itd itp
          Oj nie raz i nie dwa niewidzialna ręka mnie uchroniła od pewnej zguby.

          > Instruktorzy powinni zaczac nauke od prawidlowej pozycji za kierownica,od
          > trzymania kierownicy i wlasciwego nia krecenia (obalic w koncu przesad
          jakoby
          > skrzyzowanie rak podczas krecenia to pewna smierc :) )
          To chyba wymyslono w czasach, gdy kursantom podpinano elektrody do rąk i
          ostrzegano przed zwarciem.
          Oczywiście, że prawidłowo jest nigdy rąk nie krzyżować i obracać kierownicę
          takimi małymi "ptasimi" ruchami. Mniej więcej jak obsługa steru na żaglowcu.
          Przecież wiadomo, że w samochodzie nie potrzeba szybko kręcić. A taki właśnie
          delikatny ruch pozwala na pełen obrót kierownicy w niecałe 30 sekund. Przy
          nagłym manewrze ze skrzyżowaniem rązk to jest 0,3-0,5s, ale po cóż ten
          pośpiech? Przecież auto z przeciwka też ma hamulce...

          > wypadal z drogi. Czy nie wystarczy wyrobic nawyku sciagania nogi z gazu przy
          > dojezdzaniu do niewidocznego czubka wznieniesia? Przeciez nie wiadomo co
          jest
          Hehe, nieraz na nieznanej mi drodze prawie stawałem dojeżdżając do
          wierzchołka. Żaden wstyd, a - nie powiem - kilka razy nie żałowałem, że się
          tak nie spieszyłem. Wystarczy mieć trochę wyobraźni.

          > Takich przykladow zachowan moznaby mnozyc setki. A przeciez jesli nie wpoi
          sie
          > od razu, ciezko pozniej nauczyc juz "uksztaltowanego" kierowce
          A raczej jest to praktycznie niemożliwe.
          NIESTETY....

          pozdrawiam
    • sherlock_holmes Re: "Niewielka" różnica? 18.11.03, 21:48
      W oczekiwaniu na wynik policzylem jeszcze dla 90km/h :) Wychodzi na to, ze gdy
      jadacy z pr. poczatkowa 50km/h zatrzyma sie, ten zaczynajacy od 90 bedzie mial
      na liczniku 74,8km/h (gdzie sa takie liczniki? :))) ), a roznica w drodze
      hamowania to 22,4 metra
    • guest_of_honour A co to za przykład? 18.11.03, 22:02
      Czym większa prędkość tym dłuższa droga hamowania, to raczej nic nowego. może
      wrócimy do biegacza przed autem, żeby drogę torował? Nikt nie jest w stanie
      przewidzieć że mu gość wyjedzie na czerwonym, matka nie dopilnuje dziecka, czy
      przebije oponę, może więc będziemy poruszać się pieszo - przecież najwyżej
      nabijemy sobie guza
    • greenblack Najbezpieczniej na drogach jest, jak taksiarze 18.11.03, 22:03
      strajkują. Podoba Wam się taka wizja?
      • sherlock_holmes Re: Najbezpieczniej na drogach jest, jak taksiarz 18.11.03, 22:08
        Nie, nie podoba sie. Glownie dlatego, ze taksiatrze jezdza jak chca, stwarzajac
        zagrozenie na drodze - niewazne czy przy predkosci 10, czy 300km/h
        • greenblack Re: Najbezpieczniej na drogach jest, jak taksiarz 18.11.03, 22:11
          Ale jak strajkują, to jadą z prędkością przepisową.
          • sherlock_holmes Re: Najbezpieczniej na drogach jest, jak taksiarz 19.11.03, 09:32
            greenblack napisał:

            > Ale jak strajkują, to jadą z prędkością przepisową.

            Nie chodzi o prdkosc z jaka sie poruszaja, ale sposob w jaki jezdza, gdzies na
            granicy miedzy kierowcami smieciarek (w nowych Volvo FL smierc w oczach), a
            akwizytorami w zakratowanych Seicento
    • mejson.e5 Na temat 18.11.03, 23:11
      Rzuciłem niewinne pytanie, a tylko jeden sherlock holmes odpowiedział na temat.
      Reszta odpowiedzi to były dywagacje na temat przykładów bezsensownych
      ograniczeń prędkości i propozycji zdania się na doświadczenie kierowcy, "szósty
      zmysł", lepsze szkolenie kursantów itp.
      Ja naprawdę pytałem o prawa fizyki. Nie zamierzałem walczyć o pełne
      przestrzeganie ograniczeń prędkości.
      No, przynajmniej nie w tym wątku.

      Ale wróćmy do meritum.
      Sherlock, bardzo dobrze policzyłeś w obu przypadkach!
      Niech nagrodą będzie milczące uznanie reszty forumowiczów, którzy nie podali
      żadnego innego wyniku.

      Ale, co oznacza ten wynik?
      Oznacza, że przy idealnych warunkach pogodowo-sprzętowo-ludzkich (są takie?),
      samochód jadący tylko 10 km/h więcej, nie zatrzyma się przed "przeszkodą",
      tylko walnie w nią, praktycznie czterdziestką.
      Całą pozostałą prędkość wyhanowałby na dodatkowych czterech metrach z hakiem.
      Jeśli miałby miejsce.
      Przy dziewięćdziesięciu zamiast pięćdziesięciu byłby grzmot z prędkością prawie
      osiemdziesięciu na godzinę i po uderzeniu hamowałby jeszcze 25 metrów.

      Na pewno w to wierzycie?
      10 km/h na starcie i pieprznięcie w człowieka z predkością niedaleką od tej z
      crash-testów (najczęściej 50km/h)?
      A pamiętacie, jak wyglądały auta po tych testach?
      Po zderzeniu z twardą przeszkodą miażdży się cały przód samochodu, wypadają
      szyby, wygina się dach, pęka deska, deformuje podłoga.
      W zależności od klasy samochodu gnie się mniej lub więcej, a kierowca wychodzi
      ze złamaniem, guzem, lub zupełnie bez szwanku.

      A po zderzeniu z dzieckiem tłucze się najwyżej reflektor, wygina błotnik. Jeśli
      dziecko wpadnie na szybę, to może ją uszkodzić.
      Nie ma dużych szkód w aucie. To pech, nie jechał przecież szybko - ślady
      hamowania kończą się kilka metrów od miejsca zderzenia.
      Dzicko leży po prostu, jak popsuta lalka.

      To nie jest manipulacja, że wybrałem przykład z dzieckiem a nie z blockersem,
      pijaczkiem czy niemiłą teściową.
      Dzieci po prostu jest dużo więcej i nie mają jeszcze doświadczenia i odruchów
      obronnych.
      Parafrazując prawo Murphy'ego, że jeśli coś może się nie udać, to się nie uda,
      twierdzę że jeśli coś się może zdarzyć, to się... zdarzy.

      Ja nikogo z Was nie oskarżam, że jeździ niebezpiecznie.
      Nie wiem, jak jeździcie.
      To temat na następne wątki.

      Po prostu nie wiem, czy wiedzieliście, jakie są skutki zwiększenia
      (niekoniecznie przekroczenia) prędkości o tak niewiele.
      No.
      To teraz już wiecie...

      Pozdrawiam wszystkich,

      Mejson
      • greenblack Re: Na temat 18.11.03, 23:16
        I co proponujesz w związku z powyższym? To, że droga hamowania wydłuża się wraz
        z prędkością, to chyba każdy wie.
        • mejson.e5 Co proponuję? 18.11.03, 23:57
          greenblack napisał:

          > I co proponujesz w związku z powyższym? To, że droga hamowania wydłuża się
          wraz
          >
          > z prędkością, to chyba każdy wie.

          Na pewno wie.
          Ale czy wie, o ile rośnie i zna problem wspomnianej prędkości zderzenia?
          W większości rozmów, gdy poruszałem ten temat i podawałem liczby, natykałem się
          na zaskoczenie i niedowierzanie.
          Znałem te dane wcześniej z mediów, ale nie byłem do końca przekonany, póki sam
          tego nie przeliczyłem.
          To jest szok.
          I nie pisz, greenblack, że wszyscy to wiedzą.
          Coś wiedzą, ale nie tyle, ile powinni.
          Palacze wiedzą, że palenie szkodzi, no nie?
          Sa dużo lepiej poinformowani - na każdej paczce.
          I co - nie palą?

          Nie wiem, co zaproponować, myślę, że sama dyskusja na ten temat może nam
          otworzyć oczy na wiele jeszcze zaskakujących faktów.
          Przecież człowiek uczy się całe życie.
          A człowiek uprzedzony, to człowiek uzbrojony...

          Myślę, że dyskusja na ten temat nikomu nie zaszkodzi. A jeśli podniesie komuś
          ciśnienie, to lepiej przy komputerze, a nie za kierownicą.

          Musimy mieć więcej respektu dla Nieznanego.
          Nieznanego, mimo rosnacego doświadczenia za kierownicą.

          Pozdrawiam wszystkich,
          Mejson
          • sherlock_holmes Re: Co proponuję? 19.11.03, 09:39
            Ja zrozumialem o co biega. Tu nie chodzi o wydluzenie drogi hamowania - chodzi
            o predkosc, jaka ma ten jadacy szybciej, gdy jadacy wolniej juz stoi. 4,4m
            mniej przemawia do wyobrazni nic 33km/h.
            • mejson.e5 Przemawianie do wyobraźni 19.11.03, 09:55
              Jeśli do wyobraźni przemawia "już" 33/h to bardzo dobrze.
              Bo w praktyce to będzie dużo więcej: zauważenie przeszkody+decyzja o
              hamowaniu+przenoszenie buta na hamulec+wciśnięcie do oporu+nienajnowsze
              amortyzatory+używane opony+ew.dziury i śliska jezdnia+ew. gapowatość i
              ślamazarność kierującego (nierzadzko wszakże spotykana).

              Minimum 40/h.
              Optymistycznie.

              Oby wyobraźni wystarczyło nam wszystkim.

              Z życia wzięte:
              Kierowca jechał 68/h na Solidarności, w miejscu, gdzie można 60/h.
              Drogę zajechał mu maluch, w którego grzmotnął.
              Biegły obliczył, że gdyby wspomniany kierowca jechał 60/h, to by zdążył
              wyhamować.
              Konsternacja - zawodowy kierowca nie mógł uwierzyć, że delikatna nadwyżka
              prędkości spowodowała kasację a nie zarysowanie malucha.
              Wyzwał biegłego od idiotów (na szczęście nie na sali sądowej), wtórowali mu
              koledzy z pracy, też zawodowcy.
              A wg mnie biegły miał rację, bo zawodowiec mógł przypieprzyć trzydziestką, gdy
              zabrakło mu niecałych pięciu metrów.

              Finał?

              Ewidentny sprawca z malucha się wywinął, bo miał układy z policją.
              68' z ofiary stał się sprawcą...

              Wymiar sprawiedliwości się nie popisał, ale gdyby zawodowiec jechał 60/h, to
              nikt nie mógłby się do niego przypier...ć.

              Co masz robić - rób dobrze.

              Pozdrowienia,
              Mejson

      • derwisz911 Re: Na temat 18.11.03, 23:44
        Wybacz, że nie publikowałem obliczeń wraz z Sherlockiem. Znam fizykę i wiem
        jak to działa. Sherlock napisał wszystko poprawnie.

        Jestem gorącym zwolennikiem ograniczenia do 50 w miastach.
        na całym zachodzie tak jest i nikt nie narzeka. A ginie mniej ludzi. Jasne, że
        jest mniej zgonów nie tylko z powodu ostrzejszego ograniczenia. Głupi nie
        jestem, żeby wierzyć iż zmiana 60-50 przynosi diametralną poprawę.

        W mieście i tak ograniczają nas korki, a tam, gdzie jest bezpiecznie i szeroko
        to mamy nierzadko nawet 80-100 ograniczenia. Co więc nam pomoże to 60 na
        zegarku?

        I jeszcze jedno.
        Niech takie ograniczenie nie zmniejszy liczby wypadkow smiertelnych
        drastycznie. Niech zmniejszy o 10 osob rocznie... a może nawet o 1 osobę
        rocznie. To i tak warto. Bo to mogę być ja, Greenblack, Krakus, Mejson,
        Bisnesmen...

        pozdrawiam i odpukuję dla każdego z wymienionych po 3 razy w niemalowane <-
        żebyście nie mówili że chcę wykrakać.
        • greenblack Re: Na temat 18.11.03, 23:51
          Warto by poznać szczegółowe statystyki dotyczące zabitych na drogach pieszych.
          Ciekawe, jaki % stanowią leżący na drodze pijacy, jaki kompletnie nieoświetleni
          piechurzy na wiejskich drogach, jaki wbiegający na jezdnię w niedozwolonym
          miejscu, jaki wchodzący na pasy na czerwonym świetle i w końcu jaki zabici
          przez pijanych kierowców. Czy normalny, trzeźwy człowiek może rozjechać
          człowieka przechodzącego w wyznaczonym miejscu na zielonym swietle?
          • mejson.e5 Statystyki 19.11.03, 00:10
            greenblack napisał:

            > Warto by poznać szczegółowe statystyki dotyczące zabitych na drogach
            pieszych.
            > Ciekawe, jaki % stanowią leżący na drodze pijacy, jaki kompletnie
            nieoświetleni
            >
            > piechurzy na wiejskich drogach, jaki wbiegający na jezdnię w niedozwolonym
            > miejscu, jaki wchodzący na pasy na czerwonym świetle i w końcu jaki zabici
            > przez pijanych kierowców. Czy normalny, trzeźwy człowiek może rozjechać
            > człowieka przechodzącego w wyznaczonym miejscu na zielonym swietle?

            Nie przytoczę Ci danych, bo nie mam ich pod ręką, ale jedną podam Ci z głowy od
            razu.
            Jaka jest przyczyna wypadków podawana ZAWSZE jako pierwsza?

            Na pewno wiesz, ale skorzystam z tego, że to ja teraz piszę.

            NADMIERNA PRĘDKOŚĆ.

            Nie podają z reguły, jaka prędkość, czy 50, 60 , 90 czy 160.
            Ale nadmierna.

            Czasami jest to 160 ale najczęściej to "bezpieczna" 80-100-ka.
            Przy ładnej, suchej pogodzie wydaje się, że można bezpiecznie jechac 140 na
            zwykłej drodze poza zabudowanym.

            Wydaje się.

            A w nocy, na światłach mijania, ile metrów widzimy?
            Prawidłowo ustawione światła powinny nam wykroić ok. czterdziestu.
            Przy powierzchni drogi.
            A co z nieoświetloną przyczepą bez odblasków zostawioną na
            poboczu "katowickiej"?
            Mamy ok. 2 sekund na decyzję i manewr omijania.
            Omijania, nie hamowania.
            Omijałem kiedyś pachołek na śliskim placu przy 50 km/h.
            Dopiero za trzecią próbą udało mi się nauczyć opanowywać poślizg.
            Próba omijania z drugiej strony wymagała kolejnych dwóch podejść.

            Uprzedzony i przygotowany.

            A zaskoczony?

            Temat rzeka, greenblack.

            Ale jeśli choć jeden z nas ujdzie cało ze zdarzenia, przy którym by przepadł
            bez tych dyskusji, to będzie warto.

            A poza tym, to chyba wszyscy lubimy się wymądrzać, no nie?

            Na forum.
            I na drodze.

            Pozdrawiam,
            Mejson
          • derwisz911 Re: Na temat 19.11.03, 00:12
            Niestety może.
            Jeśli jedzie zbyt szybko, zwłaszcza, jeśli nie ma sygnalizacji świetlnej na
            przejściu.
            Pieszy może nie spodziewać się, że pojazd jedzie znacznie szybciej niż
            powinien i będzie za 2 sekundy na pasach.

            Greenblacku. W dalszym ciągu na przejściach dochodzi do wypadków, a póki co
            nie grozi nam likwidacja przejść bez sygnalizacji świetlnej lub założeniej jej
            na istniejących "niekierowanych".
            Prawo jest prawem. Pieszemu wolno przechodzić przez ulicę nawet bez przejścia
            (jeśli odległość jest większa niż 100m bla bla bla...).


            pozdrawiam
            • 9ton Re: Statystyki 19.11.03, 10:16
              z tymi statystykami to byłbym ostrożny. Fakt, że w nich widnieje na pierwszym
              miejscu nadmierna prędkość nie musi świadczyć że tak jest na prawdę. co ma
              policjant wpisać do raportu, jak zobaczy rozbity samochód na drzewie -
              nadmierna prędkość. a może to był bląd kierowcy, może nie miał dostatecznych
              umiejętności, może się zagapił, może zobaczył kobitkę... na każdy z tych
              przypadków znajduje sie słowo-wytrych - nadmierna prędkość. oczywiście w tych
              przypadkach może jest to prawda, ale nie należy tego uogólniać na całą
              populację. uważam że w części wypadków prędkość nie grała tak istotnej roli jak
              wskazują statystyki.
              pozdr
              • kierowiec1 Predkosc a przyczyny wypadkow 19.11.03, 11:20
                9ton napisał:

                > z tymi statystykami to byłbym ostrożny. Fakt, że w nich widnieje na pierwszym
                > miejscu nadmierna prędkość nie musi świadczyć że tak jest na prawdę. co ma
                [...]
                > wskazują statystyki.

                W zasadzie twierdzenie, ze sa inne przyczyny wypadkow, niz nadmierna predkosc
                wydaje sie sluszne (ekstremisci twierdza, ze to nie predkosc zabija :-)

                Ale zastanowmy sie glebiej.

                Gdyby kazdy mial umiejetnosci Fangio i bezblednosc, jako samochod nowego
                Mercedesa, a jako droge przestrzenie Australii, nie bylo by problemu.

                Problem jest jednak w tym, ze propagatorzy wyzszych prdkosci zakladaja swoja i
                innych bezblednosc jako prawie pewna regule. Choc zycie stara sie na kazdym
                kroku uczyc, ze regula sa wlasnie bledy innych, a takze czasem i wlasne.

                Dlatego ograniczenie predkosci daje nam tolerancje na wiekszosc przypadkow
                zagubionego staruszka z dziwnymi reakcjami, baby wciskajacej sie z wymuszeniem
                pierszenstwa, dziecka wyskakujacego na droge, pijaczka jadacego slalomem czy
                psie gowno lezace na zakrecie (wiek i plec przykladow jest tylko przykladem :-)

                Margines mozliwych reakcji wraz z rosnaca predkoscia kurczy sie dramatycznie. A
                w niektorych przypadkach pozwala co najwyzej na zamkniecie oczu.

                Oczywiscie, ze jeden czy drugi wyznawca wolnosci predkosci moglby jechac w
                miescie 90, a poza miastem i 150. POd warunkiem, ze WSZYSCY INNI uzytkownicy
                ruchu zachowywali sie w tym czasie absolutnie bezblednie. Wystarczy jeden spory
                byk, albo kilka malych, ale jednoczesnie, i mamy rezulaty, rosnace z kwadratem
                predkosci.

                Reasumujac: ograniczenie predkosci to ubezpieczenie pozwalajace uniknac
                wiekszosci wypadkow powodowanych bledami innych, a w tych, ktorych uniknac sie
                nie dalo, redukujace powaznie straty w ludziach.

                A sluchanie sie ograniczen prdkosci to demonstracja, ze sie zrozumialo istote
                praw Murphyego ;-)

                POzdr.

                K.
                • mejson.e5 Re: Predkosc a przyczyny wypadkow 19.11.03, 12:36
                  Bardzo mądry tekst!

                  I, kurdę, bardzo odważny.

                  Aż się boję, jakie gromy plecą na Twoją głowę, kierowiec, ze strony
                  przeciwników ograniczeń prędkości.
                  Ale mam nadzieję, że ci z nich, którzy potrafią słuchać, myśleć i analizować,
                  zmienią swoje podejście do wymysłów typu ograniczanie prędkości.

                  Temat wart oddzielnego wątku.

                  Pozdrawiam, nie daj się kierowiec!
                  Mejson
                  • e-malka Re: Predkosc a przyczyny wypadkow 20.11.03, 09:42
                    > Aż się boję, jakie gromy plecą na Twoją głowę, kierowiec, ze strony
                    > przeciwników ograniczeń prędkości.
                    hej :)
                    wiesz, nie sadze zeby tu chodzilo o ogromy przeciwnikow ograniczen
                    predkosci.... wstyd sie przyznac swego czasu bedc poczatkujacym kierowca (o
                    zgrozo!) przekraczalam wszelkie mozlwe ograniczenia... co ciekawe opamietanie
                    przyszlo z wiekiem i roslo wprost proporcjonalnie z klasa samochodu jakim
                    jezdze.... teraz dodatkowo jezdze najczesciej z dzieckiem i najbardziej na
                    wyobraznie mi dziala ze to MOJE dziecko moze wyskoczyc przed maske (chociaz to
                    daleka perspektywa :)). Tylko ze jak wracam pozno do domu trasa torunska, gdzie
                    prawdopodobiensto spotkania piechura tudziez nieoswietlonej furmanki jest...
                    no... niewielkie ;) - to na prawde czasami nie moge sie powstrzymac.... no ale
                    przynajmniej w obszarze zabudowanym jezdze te 60.... zawsze jakis postep..
                    ps. a nt obliczen sie nie wypowiem, bo sie nie znam - milczaco wyrazam uznanie
                    Sherlockowi ;)
                    pozdrawiam
                    • mejson.e5 Toruńska 20.11.03, 09:51
                      e-malka napisała:

                      "Tylko ze jak wracam pozno do domu trasa torunska, gdzie
                      prawdopodobiensto spotkania piechura tudziez nieoswietlonej furmanki jest...
                      no... niewielkie ;) - to na prawde czasami nie moge sie powstrzymac...."

                      Sama nie wiesz, co naprawdę kierowcę może spotkać na Trasie Toruńskiej.
                      Ja spotkałem otwartą studzienkę kanalizacyjną na lewym pasie!
                      Ominąłem ją tylko dlatego, że było chłodno i para waliła przez właz.
                      Pokrywa studzienki pewnie się załamała pod TIR-em albo została wessana przez
                      spoiler tuningowca.

                      Poznaj prawa Murphy'ego, emalka.

                      Pozdrawiam,
                      Mejson

                • rapid130 Re: Predkosc a przyczyny wypadkow 19.11.03, 15:10
                  kierowiec1 napisał:

                  > Problem jest jednak w tym, ze propagatorzy wyzszych prdkosci zakladaja swoja
                  i innych bezblednosc jako prawie pewna regule. Choc zycie stara sie na kazdym
                  kroku uczyc, ze regula sa wlasnie bledy innych, a takze czasem i wlasne.

                  > Dlatego ograniczenie predkosci daje nam tolerancje na wiekszosc przypadkow
                  > zagubionego staruszka z dziwnymi reakcjami, baby wciskajacej sie z
                  wymuszeniem pierszenstwa, dziecka wyskakujacego na droge, pijaczka jadacego
                  slalomem czy psie gowno lezace na zakrecie.

                  > Margines mozliwych reakcji wraz z rosnaca predkoscia kurczy sie dramatycznie.
                  A w niektorych przypadkach pozwala co najwyzej na zamkniecie oczu.
                  > (...) Wystarczy jeden spory byk, albo kilka malych, ale jednoczesnie, i mamy
                  rezulaty, rosnace z kwadratem predkosci.

                  > Reasumujac: ograniczenie predkosci to ubezpieczenie pozwalajace uniknac
                  > wiekszosci wypadkow powodowanych bledami innych, a w tych, ktorych uniknac
                  sie nie dalo, redukujace powaznie straty w ludziach.

                  Oddałeś w 100 % powód, dla którego nawet w doskonałych warunkach na idealnej
                  drodze dwukierunkowej niezmiernie rzadko przekraczam 110-120 km/h (mając szybki
                  samochód). Im prędzej jadę, tym mam mniejsze szanse na wybrnięcie z
                  niespodziewanej sytuacji, do której mogą doprowadzić błędy innych lub / i...
                  moje własne.
                  Niekiedy są takie warunki na drodze, że wyprzedzają mnie ciężarówki i Fiaty
                  126p (kierowcy patrzą na mnie ze zdumieniem i pobłażaniem ;-). Wcale nie czuję
                  się źle z tego powodu. Bo dzięki temu prawdopodobieństwo, że dojadę do celu w
                  jednym kawałku jest większe niż u tych, którzy mnie wyprzedzają.
                • derwisz911 Re: Predkosc a przyczyny wypadkow 20.11.03, 13:04
                  Nikt Cię jakoś nie atakuje...
                  A spróbowałby!...

                  Świetnie to podsumowałeś.

                  pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja