sven_b
24.02.09, 19:49
Pojechałem dziś do wielkiego miasta. Na możliwie pokiwanym skrzyżowaniu
ustawiłem się do lewoskrętu. Pokiwanym, bo zaraz po skręcie w lewo jest skręt
w prawo i żeby tam skręcić trzeba na wyjściu z lewoskrętu przerzucić balast na
lewą burtę i dać w prawo, czyli zrobić 'S'. Ponieważ na lewoskręt składały się
2 pasy, wiadomo - najlepiej S-kę robić z prawego. Niestety od str. centrum
prawy jest nieosiągalny, bo zapychają go wyjeżdżający z prawej z Leclerc'a
(też chcący dać w lewo). Ci jednak po zakupach są zwykle otępiali, więc
normalnie i z lewego można ich myknąć i sprawnie dać w prawo. Warunkiem jest
zmiana pasa... w trakcie brania lewoskrętu. Tak też zamierzałem.
Ruszamy 2 pasami, wchodzimy w szeroki lewy łuk i teraz kiedy należy się
przygotować do przeskoczenia na ten prawy, co robię? Zawodowo wkładam sobie
palec w oko! Chciałem się w jego okolicy podrapać, nie wiem, ale coś zawiodło.
Mózg wysłał złe współrzędne do palca i pach... Reakcja oka była
natychmiastowa. Zacisnęło się i zaczeło na potęgę łzawić. Przestraszony,
półślepy, z łzawiącym okiem i przez to z tendencją do kładzenia się na jadącym
obok, desperacko kontynuuje plan. Wykonuję manewr zmiany pasa i od razu daje w
prawo. Oczywiście w tym stanie wyszło jak wyszło, czyli zajechałem człowiekowi
drogę tak że usłyszałem klakosn i jego szyyy po asfalcie. Po tej kulawej S-ce
zacząłem panicznie szukać miejsca do zatrzymania, ale po obu stronach nie było
pobocza. Co gorsza, ten któremu zajechałem i chyba 5 innych też skręciło za
mną. Jegomość był już maksymalnie podk*wiony no bo jak idiota zmienia pas w
łuku, zajeżdża drogę, a potem toczy się 40/h to nic tylko ryj kopać. Z rękawem
przy oku jak piec, znajduje uliczkę i daję w prawo. Skręcam. Chcę stanąć, ale
uliczka nie widziała tu pługa w tym roku. Są tylko koleiny. Za mną już mruga
koleś z UPS. Tymi szynami mijam kolejne uliczki z kurierem na plecach, aż w
końcu człowiek odbił. W końcu staje... Ja pier*...
Przyłożyłem sobie śnieg do oka. Po paru minutach zacisk puścił. Drodzy, tak
jeszcze nie było...