greenblack
26.11.03, 18:36
www1.gazeta.pl/gospodarka/1093892,33211,1794712.html?v=0&f=30
www1.gazeta.pl/gospodarka/1093892,33211,1794703.html?as=2&ias=2
"Gadżetowe miraże: sam policz ile punktów musisz zebrać, aby "zasłużyć" na
nagrodę
mać, map 25-11-2003, ostatnia aktualizacja 25-11-2003 16:43
Duża podatność klientów na promocje wynika z tego, że niewiele osób zdaje
sobie sprawę z drugiego dna programów lojalnościowych. Tymczasem jeśli bliżej
przyjrzeć się wielu z nich, okazuje się, że korzyści dla klientów bywają
iluzoryczne, zaś realne są tylko wydawane na zakupy pieniądze. Przeważnie
aby "zasłużyć" na prezent o rozsądnej wartości, trzeba zrobić naprawdę
wielkie zakupy. W tworzeniu takich "gadżetowych miraży" celują zwłaszcza
sieci paliwowe.
Aby się o tym przekonać, wystarczy policzyć kwoty, jakie trzeba wydać na
benzynę, by otrzymać punkty wystarczające do wybrania z katalogu najbardziej
wartościowych nagród. Na stacji Shell za 1000 zł dostaniemy ok. 536 pkt
(zależy to od rodzaju tankowanej benzyny). Taka liczba punktów wystarcza
najwyżej na ... płyn do mycia samochodu, kubek, słodycze o wartości nie
przekraczającej kilkunastu złotych. Z kolei na stacji Orlen pakiet 2000 pkt.
(czyli kilkaset litrów paliwa, bo za każdy litr dostaje się 3 pkt.) będziemy
mogli wymienić na benzynę za... 20 zł.
Bardziej cierpliwy klient programu lojalnościowego PKN Orlen, który "uciułał"
spory pakiet 10,8 tys. pkt. może zatankować za darmo benzynę o wartości 60
zł. Przy założeniu, że nie korzystał z promocji (np. nie kupował w sklepach
Orlenu dodatkowo "punktowanych" towarów, musi wydać na paliwo prawie 4 tys.
zł, żeby zatankować za "darmowe" 60 zł. Z kolei w BP wydane na paliwo 1000 zł
równa się tysiącu punktom, które można wymienić m.in. na: linkę holowniczą,
matę z koralików na siedzenie, wizytówkę skórzaną, parasolkę. Okazuje się
więc, że zbieranie punktów to tylko pretekst, by zwabić klienta do tankowania
we własnej, a nie konkurencyjnej sieci."
Greenblack: Nic nie ma za darmo.