gabrielle
25.09.09, 13:35
Nie pędzę ślepo za modą. Jeśli ogłaszają, że modny jest żółty, cierpię męki bo
cała ulica lata na żółto, a ja nie mogę znaleźć nic sensownego w kolorach, w
których mi dobrze (czerwony, zielony, czarny). Jeśli wszystkie gazety krzyczą,
że modne są proste włosy, to prycham wzgardliwie, bo jeszcze na głowę nie
upadłam, żeby to moje gniazdo na łbie prostować. Ledwo pamiętam, żeby się uczesać.
Nie przejmowałam się tym, że paznokcie u rąk mają być w takim samym kolorze
jak te u nóg. A to czemu? Jeśli chodzi o dodatki, a konkretnie wszelkie
młygające jednostki, mamunia uczyła i nauczyła, że nie należy obwieszać się
jak choinka bożonarodzeniowa, bo ani nie jestem choinką, ani Dorotką z
frachtem Wandzi na sobie.
Wczoraj jednak wynalazłam dwie propozycje, które mi się spodobały. Po
pierwsze: nie przejmować się ilością dodatków, a zwłaszcza ich różnorodnością.
Spokojnie można ubrać bransoletkę od Cartiera, sznurek, Swatcha.
Po drugie: do pięciu małych pojemniczków wlać lakier w kolorze dowolnym,
połączyć z białym lakierem tak, żeby otrzymać pięć różnych odcieni i pomalować
każdy paznokieć innym, od jaśniejszego do ciemniejszego.
I tak sobie myślę, że to jest pomysł. Nie przejmować się tym, co wymyśliła
"góra", tylko kombinować według tego, na co mamy zwyczajną ochotę. Zachować
pewien wymóg związany z miejscem. Reszta to wolna wola i czysta radocha.