Dodaj do ulubionych

Książka nieponiekąd kucharska

18.11.09, 19:53
Jako miłośnik jedzenia i gotowania dojszłem do wniosku, że brakuje u
nas miejsca na przepisy. Dlategoż zakładam wątek oraz dzielę sie
przepisem na pyszną zupę cebulową.
Składniki:
cebula
czosnek
ziele angielskie
liść laurowy
boczus wędzony
ser zółty
trzy kromki chleba na zakwasie
bulion wołowy
Cebulę w ilości na pół garnka (mnie wychodzi z kilo) pokroić
niedokładnie. Do tego boczuś w kostkę, dwa ząbki czosnku i masło.
Wszystko wrzucić do gara, zeszklić, podsmazyć, lubię, gdy się trochę
przypali. Następnie zalać bulionem wołowym, dorzucić przyprawy. Po
ugotowaniu zmiksować. Chleb pokroić w kostkę i zrobić grzanki. Po
nałożeniu porcji posypać serem, zapieć w piekarniku i dodać grzanki.
Smacznego.
Obserwuj wątek
    • spokokolarz Re: Książka nieponiekąd kucharska 18.11.09, 21:04
      Ulubiony makaron kolarza

      Kupujemy puszkę pomidorów i dowolny ser pleśniowy. Stawiamy wodę na makaron. Na
      patelnię kapiemy troszkę oliwy lub oleju, stawiamy na gazie. Otwieramy pomidory
      i wrzucamy na patelnię, solimy i używamy ulubionych przypraw (bazylia, oregano,
      tymianek, pieprz ziołowy, czosnek granulowany...), ser pleśniowy kroimy w kostkę
      i dorzucamy do całości. Jak ser się rozpuści, to łączymy z makaronem. Wsio.
      • toanita Re: Książka nieponiekąd kucharska 18.11.09, 21:25
        A propos zupy cebulowej mam 2 sprawdzone przepisy:
        1. CEBULOWA- KREM Z GROSZKIEM PTYSIOWYM .6-7 duzych cebul kroimy w plastry,
        rzucamy na rozgrzana patelnię (trochę oliwy i masła). Smażymy, aż lekko
        zbrązowieje. W międzyczasie gotujemy tak ze 2 -3 litry wody wrzucamy rosołki
        wołowe i kurze do smaku. Gotową cebulę dodajemy do bulionu i gotujemy jakies 20
        min. Odcedzamy, cebulę mielimy z kostką serka topionego Hochland (smietankowego)
        i wrzucamy całośc do odcedzonej cieczy. Wrzemy, dorzucamy do smaku sól, pieprz i
        na talerz groszek ptysiowy. Pychota! Można podawać z grzankami.
        2. 7 cebul kroimy w plastry, smażymy na masełku, aż zbrązowieje, podlewamy
        białym winem ( na oko)i partolimy 5-10 min. Można dać trochę koncentratu
        pomidorowego. Do bulionu (jak wyżej) wrzucamy całość, gotujemy 20 min. Potem
        rozlewamy do żaroodpornych miseczek, kładziemy na górę podpieczoną grzankę albo
        chlebek tostowy, posypujemy serem startym żółtym i zapiekamy w wysokiej temp
        jakieś 10-15 min. Też pychota!
        NIE WIEM KTÓRA LEPSZA smile
          • lylika Re: Książka nieponiekąd kucharska 18.11.09, 22:12
            Baron napisał:

            > dzielę sie
            > przepisem na pyszną zupę cebulową.
            Składniki:
            cebula
            czosnek
            ...
            Do zupy cebulowej czosnek?
            Koniec świata!
            Król Stanisław Leszczyński i Tadeusz Przypkowski przewracają się w grobach.
            Polska zupa cebulowa klasyczna:
            Bulion wołowy, podsmażoną na rumiano cebulę, ususzony i pokruszony razowy chleb gotujemy około 2 godzin. Fasujemy przez sito i doprawiamy.
            Z przypraw: gałka muszkatołowa, imbir, szczypta zmielonych goździków, szczypta kminku, pieprz i sól. Można nalać do kokilek, posypać tartym serem i zapiec w piekarniku.
            Żadnego groszku, żadnych grzanek, żadnych serków.
            A przede wszystkim: ŻADNEGO CZOSNKU!!!
            • berek_76 Re: Książka nieponiekąd kucharska 23.11.09, 08:11
              Oooo, Lylika, właśnie! To jest najlepsza zupa cebulowa świata, przez nią król
              Leszczyński spóźnił się na ślub córki i jest ona smakowita i bardzo patriotyczna.
              A najlepiej smakuje z paluszkami z ciasta francuskiego. Przepisy mogę tu wkleić,
              jesli ktoś chce, ale na razie wrzucam linka do miejsca, gdzie nie tylko
              opisałam, ale i pokazałam te smakowitości:
              szkielko-i-oko.blogspot.com/2009/10/sony.html
              A wszystkie francuszczyzny kalają nasze zupno-cebulowe gniazdo! Niech żyje Polska!

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

              You've got to kick a little
    • dantishcum Re: Książka nieponiekąd kucharska 18.11.09, 21:19

      Salatka brokulowa :

      1 "kisc" brokulowa,(pokrojona )
      ser bialy Feta, Alpina lub podobne, taki zeby troszke sie "rozmazywal" przy mieszaniu salatki wink
      1 czerwona cebulka pokrojona w piorka.
      Wymieszac stanowczo . Dodac pieprz i inne ziolka (soli raczej nie)
      Pychotka
      • spokokolarz Re: Książka nieponiekąd kucharska 18.11.09, 21:55
        Rybeńka

        Potrzebny będzie filet, jogurt bałkański albo grecki, camembert, cytryna, curry,
        gałka muszkatołowa, imbir. Rybę pakujemy do zalewy z oliwy i wyżwymienionych
        składników, następnie przerzucamy ją razem z sosem na patelnię, obsmażamy.
        Dokładamy pokrojony serek, zalewamy rybeńkę jogurtem. Solimy, kropimy cytryną i
        dosypujemy pozostałe przyprawy. Przykrywamy. Rybeńka się rozpada i powstaje coś
        o konsystencji gęstej zupy, je się to łyżką z dodatkiem makaronu.
      • ewa9717 Moja ulubiona sałatka 18.11.09, 21:59
        Do zrobienia tylko w sezonie granatowym, bo biez granata ona kak
        statuja wink
        A teraz serio: składników sporo, każdego ma być mniej więcej tyle
        samo:
        puszka zielonego groszku
        buraczek gotowany
        2 marchewki gotowane
        szczypior
        ser żółty starty na dużych okach tarki
        kapusta świeża
        orzechy włoskie
        rodzynki
        frytki maluśkie (kartofel pokrojony na malutkie kosteczki i usmażony)
        cycek kurzęcy rozcięty na plastry, usmażony i pokrojony w drobną
        kosteczkę
        ziarenka z 2-3 granatów
        majonez, sól, pieprz
        Wszystko połączyć i od razu na stół. Ale jak zostanie, taka z
        lodówki na drugi dziń tez pyszna.
          • spokokolarz Placek śliwkowy 18.11.09, 22:17
            (opis wzięty z mojego bloga, trochę skrócony)

            Przyszła jesień, na Nowym Kleparzu pełno śliwek. Zaopatrzyłam się więc w wyżej
            wzmiankowane frukta, dołożyłam jeszcze słoiczek miodu wielokwiatowego. Ponoć to
            ten najgorszy, ale co za różnica.

            Wracając nabyłam jeszcze w osiedlowym dwusetkę rumu i oczywiście stłukłam ją
            przed wejściem, wytwarzając na klatce podejrzaną aurę.

            Ten konkretny placek śliwkowy podobno przypłynął z Malty. Może joannici
            szmuglowali go na tratwach...

            Najsampierw trzeba utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. W moim przypadku
            wyszły z tego jakieś żółte oblepione kawałki. Nieważne. „Nigdy się nie cofać. To
            element tej samej logiki”. No to siup dwa jajka w to.

            Gdy już powstanie coś w rodzaju gęstego kremu, należy odstawić miskę i w jakimś
            innym naczyniu wymieszać mąkę z cynamonem i proszkiem do pieczenia. Niektórzy
            nie lubią cynamonu. Nic nie poradzę, placek śliwkowy jest jak życie i zawsze
            trafi się w nim jakiś niepożądany element. Pakujemy zawartość do miski z
            jajeczną pulpą, dla dystynkcji przesiewając przez sitko. Aha! Dolewamy rumu,
            oczywiście nie tego, co wcześniej się stłukł.

            Tortownica o wymiarach 24 cm... Jasne, już się rzucam z ekierką. Wybrałam
            prostokątną formę o nieznanej średnicy i promieniu, nasmarowałam papierkiem po
            maśle, wcisnęłam masę i wyłożyłam na niej śliwki.

            Później, gdy już nastąpiła klęska, przyszła Margola, naprawiła mi nożem kontakt
            który wypadł był, i powiedziała śliwki skórką do dołu, bo inaczej ciasto nie
            urośnie. I to wszystko za cenę jednej kawy oraz tajemniczo zdematerializowanej
            szczotki.

            W tej samej misce, dla oszczędności przy zmywaniu i wybrania resztek ciasta,
            następne dwa jajka się wbijają i stykają z miodem, skórka cytryny się ociera
            (lubieżnie), a śmietana zalewa całość i zmięszana z nią jest. Chyba poleciałam
            stylem starych książek kucharskich, gdzie kury, przeznaczone do gotowania, kładą
            się zaraz po zarżnięciu w zimną wodę na godzinę, potem wyjmują się, otrząsają z
            niej, trzymając za nogi kładą do gotującej się wody etc.

            I to w zasadzie tyle. Podejrzanym śmietanowym produktem maskujemy śliwki,
            włączamy nasz piekarnik na sto osiemdziesiąt schodków, z pietyzmem pakujemy weń
            ciasto i udajemy się pieprzyć bzdury na blogach. Albo też popijać wermut z
            kolegą P., czy cokolwiek nam przyjdzie do głowy.

            Po trzydziestu minutach należy grzecznie zapukać we drzwiczki, zapytać placek o
            samopoczucie i dla zachęty oraz animuszu posypać go słonecznikiem. A on się mile
            puszy i nadyma. Tyle, że, cholera, nie mam zapałek ani wykałaczek, więc nie mogę
            go sprawdzić na okoliczność. Czatuję pilnie na linii frontu...

            Apdejt: już do mnie przybył, majestatyczny i doskonale wypieczony przedstawiciel
            swojej maltańskiej odmiany. Delikatnie go oprószam cukrem pudrem.

            Spożywać należy z herbatą w domowym zaciszu, a w piątkowe wieczory po pracy, w
            kabarecie, przy wódeczce. W końcu dorośli już jesteśmy i śpiewamy cokolwiek
            mniej głupie piosenki.
    • cytrynka6543 Re: Książka nieponiekąd kucharska 18.11.09, 23:26
      Zupa cebulowa z czosnkiem jak najbardziej mi pasuje,bo ja z tej
      frakcji czosnkolubnej jestem!
      Hitem u mnie w domu są dania jednogarnkowe,które dają się szybciutko
      odgrzać w tych późnych godzinach,o których wracamy z pracy.
      Przepisów nie podam,bo zazwyczaj robię takie dania z tego co właśnie
      mam w domu,a więc czasami jest na bogato,a czasami wręcz przeciwnie.
      Zupy typu krem są na porządku dziennym,czasami z brokuła,czasami z
      zielonego groszku,a ostatnio z dyni(nadmieniam,że MLP dyni-bani nie
      lubi!).
      Ale i tak absolutnym hitem są...,no,kto zgadnie???
      Pisałam o tym nie raz,i nie dwa,i jak zadaję MLP pytanie co chciałby
      jutro na obiad,bo mam wolniejszy dzień,to co słyszę? Brrr..
      Temu kto zgadnie zaserwuję,uwaga TO właśnie danie!
                  • heniulaa Superszybkie ciasto 19.11.09, 18:53
                    Bardzo szybkie, rozwojowe i dające nieograniczone ilości kombinacji smile

                    1,5 szklanki mąki
                    1 szklanka cukru
                    4 jajka
                    4 łyżki oleju
                    1 cukier waniliowy
                    1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
                    olejek do ciasta (alternatywny zapach w zależności od dodatków)

                    Wszystko razem wrzucić,wlać i wsypać do miski. Zamieszać zwykłą rózga bo wyjecie
                    z kredensu miksera zajmuje zbyt dużo czasu.

                    Wlać to wszystko do brytfanki, tortownicy - czy co tam mamy pod ręką -
                    wysmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą.

                    Na wierzchu położyć jakieś owoce. Piec w prodiżu ok 40m min, w nagrzanym
                    piekarniku ok 20. Generalnie zasada jest taka, że jak zacznie pachnieć to
                    zajrzeć i sprawdzić patykiem do szaszłyków czy się upiekło - jeśli po wyjęciu
                    patyk jest suchy to tak.

                    Ja osobiście używam następujących kombinacji:

                    - ciasto + olejek cytrynowy + śliwki skórą do dołu + cukier waniliowy + mielone
                    goździki,
                    - ciasto + olejek cytrynowy + jabłka w ósemkach + cukier waniliowy + mielony
                    cynamon,
                    - ciasto + olejek migdałowy + pół szklanki kakao,
                    - ciasto + olejek cytrynowy / pomarańczowy + mandarynki z puszki,
                    - ciasto + olejek cytrynowy / pomarańczowy + ananas z puszki,
                    - ciasto + olejek waniliowy + wiórki kokosowe,
                    albo zwyczajnie dodać rodzynki, migdały, ananasa i keks nam wyjdzie.

                    Ostatnio nie miałam absolutnie żadnych owoców i dodałam do masy konfitury
                    wiśniowe i olejek rumowy.
                    Zeżarli na ciepło dobrze, że nikomu nie zaszkodziło.
                  • cytrynka6543 Re: Książka nieponiekąd kucharska 19.11.09, 19:00
                    A ja,ja po prostu nie lubię mielonych,stąd to brrr... wcześniej.
                    To chyba pozostałość po stołówkach z czasów szkolnych,czasów
                    zamierzchłych i głębokokomunistycznych,gdy o mielonych mówiło się,że
                    to stołówkowy przegląd tygodnia.
                    No ale cóż,skoro MLP jest wielbicielem,to się nauczyłam robić i to z
                    różnymi dodatkami oraz smażyć tak,aby nie przypalać. Przeważnie mi
                    się udają i jak już mówiłam jest to w moim domu hicior obiadowy(dla
                    MLP rzecz jasna).
                    Ewo,procenty się nie zmarnują,procenty nabierają mocy i choć nie
                    jest to bałkańska śliwowica a orzechówka,ale ona mocno wytrawna jest
                    i czeka.wink
      • ewa_zza_gor Re: Książka nieponiekąd kucharska 19.11.09, 18:53
        Macie zasluge, dzieki tym Waszym mielonym przypomnialam sobie, ze tesciowa dostala od nas elektryczna maszynke do miesa. Oczywiscie po to, zeby sie nie meczyla (czytaj: zeby sie tesc nie meczyl), a przy okazji dorywczo dla mnie. No i zapomnialam na amen, czyzby podswiadomosc?wink
        Dla frakcji czosnkowej:
        grzybki z puszki, pieczarki takie normalne niemarynowane moga byc, pokrajac drobno, wziac dwa zabki czosnku, oczyscic, posiekac i rozdeptac na miazge albo przecisnac przez praske, czosnek wymieszac z majonezem, zostawic na troche, dodac grzybki, wymieszac apiat'. Sprawdza sie jako przystawka albo zakaska do gorzaleczki. Do takiego naczosnkowanego majonezu mozna tez wrzucic kalafior, obgotowany, ale nie ugotowany na miekko, bo sie paciaja robi. Smierdzi okrutnie, smakuje cudniesmile
            • toanita Re: By the way 19.11.09, 22:02
              Ja w sprawie superszybkiego ciasta Heniuli smile Wypróbuję przepis na 100, bo
              wydaje się łatwy smile Dla takiego beztalencia cukierniczego nawet ciasto Barona
              step by step by Lylika nie bardzo mi wyszłosad Robiłam wszystko wg receptury i
              oczywiście @ opadła; dzieciatka myślały, że to sernik, a zrobił się kurna taki
              zakalec...
                • spokokolarz Re: By the way 23.11.09, 00:37
                  Kurczak z curry na słodko

                  Filet z kurczaka
                  puszka ananasa
                  miód
                  sól, pieprz, curry
                  ryż (opcjonalnie)

                  Filet kroimy na kawałki, wcieramy w niego przyprawy. Podsmażamy na patelni z obu
                  stron. Wlewamy syrop z puszki i miód. Nakładamy pokrywkę, robi się 15 minut. Na
                  końcu jeszcze 5-10 minut bez pokrywki. Na pewno dobre z ryżem, ale ja nie
                  miałam, więc wrzuciłam do miski sałatę, dodałam cytryny i musztardy, po czym
                  wrzuciłam tam całość i zjadłam z chlebem. Smaczne smile

    • berek_76 Słodkości na rozgrzanie ducha 23.11.09, 08:15
      Zastanawiałam się, co by tu opisać ze swoich numerów popisowych. Padło na to,
      czym ostatnio podtrzymuje się przy życiu (fizycznym i duchowym).
      przeklejam ze swojego bloga bezczelnie:

      Czekolada na gorąco
      Wg. "Le Cordon Bleu- Kuchnia domowa: Czekolada", zmienione

      1 l mleka
      200 ml gęstej śmietanki 36%
      3 tabliczki dobrej, gorzkiej czekolady
      2 łyżki cukru
      kawałek cynamonu
      2 ziarenka pieprzu
      ew. szczypta chili
      200 ml śmietanki kremówki do ubicia

      Mleko wymieszać ze śmietaną. Wsypać cukier i podgrzewać na bardzo małym ogniu,
      często mieszając, aż do wrzenia. Czasem śmietana się warzy - ja osobiście
      najbardziej lubię Piątnicę, bo nigdy nie robiła mi przykrych niespodzianek.
      Dodać do wrzącego mleka pokruszoną czekoladę (wystarczy połamanie na małe
      kawałki), cynamon i pieprz. Pogotować jeszcze 2-3 minuty. Lekko ostudzić i
      przecedzić przez gęste sitko. Można dodać odrobinę chili.
      Pić da się od razu i ciężko się powstrzymać, chociaż najlepsza jest, jeśli przez
      jeden dzień postoi w lodówce i zostanie odgrzana. Ale rzadko kiedy doczekuje
      tego. A jeśli jeszcze przyozdobić ją puszystą śmietanką, ubita z odrobiną cukru
      pudru...



      Wiewiórka - ciasto marchewkowo-orzechowe
      Za przykładem Wiewiórki, a ona za Liską i Dorotus.

      4 jajka
      250 g cukru
      3/4 szklanki oleju
      200 g mąki
      100 g mielonych orzechów (ja lubię laskowe, mielę sama)
      1 łyżeczka proszku do pieczenia
      1 łyżeczka sody
      2 łyżeczki cynamonu
      1/2 łyżeczki soli
      300 g drobniutko startej marchewki (to są mniej więcej 4 nie ogromne karotki)

      Najpierw mielę orzechy, w robocie kuchennym. Potem również w robocie trę
      marchewkę, bo moje słabe ręce nie wytrzymują starcia - nomen omen - z tarką.
      Potem przerzucam się na mikser i przystępuję do działań właściwych.
      Jajka należy dobrze ubić same, a następnie dosypywać do nich po trochu cukru.
      Dodać olej. Mąkę wymieszać z orzechami, proszkiem, sodą, cynamonem i solą i
      powoli dodawać do jajecznej masy. Na koniec wrzucić marchewkę i wymieszać (łyżką
      albo na wolnych obrotach miksera).
      Porcja ciasta jest na dużą tortownicę albo mała blaszkę. Wysmarować blachę
      masłem, wysypać mąką i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec ok
      godziny (Wiewiórka podaje krócej, ale mnie wychodziła równiutka godzina -
      dopiero wtedy patyczek był suchy i czysty).


      No i właśnie z moimi babami raczymy się codziennie wiewiórka, zapijając gorącą
      czekoladą i oblizując się od ucha do ucha, a świat nam jaśnieje od razu.
      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

      You've got to kick a little
      • kurcgalopek Re: Słodkości na rozgrzanie ducha 23.11.09, 13:12
        Jak już o czekoladzie to przestawiam ciasto idealne na słotne
        jesienne dni, najbardziej czekoladowe ciasto na świecie, ciężkie i
        aksamitne brownie.
        Przepis sto lat temu skopiowałam sobie z gazetowego forum
        kuchennego, niestety, nie pamiętam autora.

        200g masła
        220g gorzkiej czekolady
        125 g mąki
        50 g kakao
        50g mlecznej czekolady
        50 g białej czekolady
        4 jajka
        300 g miałkiego cukru (może być brązowy)
        1/2 łyżeczki kawy instant
        1 łyżeczka ekstraktu wanilii (jak cukru wanilinowego to ciut więcej)

        gorzką czekoladę i masło kroimy w kawałki, rozpuszczamy na parze,
        potem studzimy.
        Nagrzewamy piekarnik na 180 stopni.
        Przesiewamy kakao i mąkę do miski.
        Czekoladę mleczną i białą kruszymy na kawałki.
        Osobno mieszamy jajka, kawę i wanilię - ubijamy mikserem 3-8 minut
        (ja ubijam 5smile), wlewamy ostudzoną czekoladę, łączymy delikatnie i
        dokładnie, dodajemy mąkę z kakao, znowu mieszamy, na końcu wrzucamy
        mleczną i białą czekoladę.
        Pieczemy około 25 minut wylane dosyć płytko (na przykład do większej
        tortownicy). Ciasto sprawdzamy patyczkiem, ale tu uwaga, patyczek
        powinien być lekko mokry! Jak ciasto zanadto wysuszymy pozbawimy je
        znacznej częsci uroku i smaku.
        Można dodać do środka orzechy.
            • lylika Obiad niedzielny. 23.11.09, 13:41
              img175.imageshack.us/img175/1954/091122.jpg
              img27.imageshack.us/img27/1844/0911221.jpg
              img265.imageshack.us/img265/5849/0911222.jpg
              img685.imageshack.us/img685/151/091122obiadniedzielny01.jpg
                  • april02 Re: Obiad niedzielny. 23.11.09, 15:04
                    No, fiu fiu, że się powtórzę smile
                    A przepisy można by było prosić, choćby orientacyjne? Ja
                    początkująca gospodyni jestem i ze zdjęcia nie odtworzę a strasznie
                    mi się wszystko spodobało smile A najgorsze jest to, że nie wiem co
                    bardziej.
                    • lylika Re: Obiad niedzielny. 23.11.09, 15:54
                      Chiński rosół z makaronem ryżowym.

                      https://img692.imageshack.us/img692/7256/091122jpga.jpg

                      Na 6-8 osób
                      Pół dużej piersi kurczaka (albo cała malutka)
                      mrożona chińska mieszanka warzyw z grzybami i bambusem
                      1,5 litra bulionu drobiowego
                      pół paczki makaronu ryżowego - nitki
                      2 łyżki oleju z pestek winogron
                      sól, pieprz, imbir, sos sojowy
                      Pierś pokroić w cienkie paski i obsmażyć na oleju na złoto. Odsączyć z tłuszczu, przełożyć do garnka. Na pozostałym na patelni oleju obsmażyć warzywa i też odsączając tłuszcz przełożyć do garnka z mięsem. Zalać bulionem i wolniutko gotować 20 minut. Osobno zalać wrzącą wodą makaron, przykryć, po 3 minutach odcedzić, dodać do rosołu. Doprawić sosem sojowym, imbirem, pieprzem i ewentualnie solą.
                      Można posypać natką, ale moi panowie nie znoszą.
                      • lylika Re: Obiad niedzielny. 23.11.09, 16:19
                        Polędwiczki w cieście francuskim.

                        https://img38.imageshack.us/img38/5201/0911221jpgb.jpg

                        Polędwiczki wieprzowe solidnie opieprzyć, posmarować mieszaniną ostrej musztardy, sosu sojowo-grzybowego i miodu (wszystkiego po 1 łyżeczce) i odstawić na 2-3 godziny. Gotowe ciasto francuskie rozmrozić w lodówce, posmarować jajkiem i ponacinać jak na obrazku. Ułożyć na cieście polędwiczki, przykryć paskami boczku wędzonego, zapleść ciasto w "warkoczyk", posmarować wierzch jajkiem i odstawić do lodówki na pół godziny. Potem upiec w 200 stopniach. Czas pieczenia zależny od rodzaju piekarnika. W zwykłym gazowym piecyku piekłam 45 minut. Zamiast się bawić w plecienie warkoczyka można położyć polędwicę na cieście z boku, przykryć drugą połową ciasta, widelcem posklejać boki w wierzch ponacinać w poprzek radełkiem i też będzie pięknie. smile
                            • orale Re: Obiad niedzielny. 23.11.09, 17:37
                              no proszę państwa, czy to jest normalne ja się pytam?smile
                              Mój obiad niedzielny
                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/fd/wc/xmi8/BE8OHnpfaRMBUKMuyB.jpg
                              były jeszcze brokuły, ale jak pojawiły się na talerzu nie było czasu
                              robić zdjęć
                                    • pomaranczuch Re: Obiad niedzielny. 23.11.09, 23:56
                                      fiu, fiu, fiu, ambitne to wszystko, ja od dłuższego czasu nic nie gotuje bo
                                      czasu brak a wieczorem jak wracam to mi się nie chce, zresztą kucharką nie
                                      jestem najlepszą, choć znów za mną chodzi szpinak i zupa z soczewicy więc trzeba
                                      się będzie zmobilizować i zrobićtongue_out
                                      • 36krzysiek Ratunku! 26.11.09, 09:15
                                        Kupiłem spory kawał mostku cielęcego z kością, bo "mostek cielęcy"
                                        wydał mi się dość elegancki. No ale jak przyrządzić? Można by zupę
                                        na nim ugotować ale coś czuję, że nie o to chodzi. Poproszę
                                        Szanownych o przepis. Czymś się to podobno faszeruje...
                                        • lylika Re: Ratunku! 26.11.09, 09:34
                                          Faszeruje się namoczoną w mleku suchą bułeczką, którą uciera się z masłem i żółtkami oraz dodaje pianę z białek, natkę, pieprz i sól. "Od święta" do tego farszu mamusia dodawała mieloną cielęcinę. Największy kłopot z wytrybowaniem kości, tak żeby nie poprzecinać mięsa, bo farsz będzie wyłaził. Nadziany mostek zaszywa się i piecze w piekarniku często polewając sosem.
                                            • ewa9717 Re: Ratunku! 26.11.09, 09:58
                                              Ale tamto - sama teoria, a najlepsze krótkie żołnierskie słowa od
                                              praktyka. Moja mama robiła z tego tzw. koronę, babrania kupa, na
                                              półmisku prezentowała się swietnie, a wychodziła bezusterkowo
                                              średnio co drugi raz. Zjadłabym, czemu nie, ale robić? Za Chiny!
                                                  • lylika Re: A może wymiączko? 26.11.09, 19:41
                                                    Sprawdziłam dzisiaj skład Przypraw Korzennych do Pierników chyba wszystkich dostępnych na rynku firm. Tylko jedna ma taki skład jaki moja mamusia zawijała w ścierkę i tłukła młotkiem, a później rozcierała w moździerzu. Wiele firm (np Oetker) ma w składzie cukier, który wszak korzeniem nie jest. Są też takie firmy, które w składzie bezczelnie podają: mąka pszenna, cukier, kakao i dalej dopiero przyprawy. Przypuszczam, że w ilościach śladowych. Jeśli nie będzie przyprawy tej firmy o którą mi chodzi, to też będę musiała walić młotkiem.
                                                  • kurcgalopek Re: A może wymiączko? 26.11.09, 19:57
                                                    Jeśli chodzi o przyprawy do pierników to dla mnie rekord bije firma,
                                                    która dorzuca do składu potężną ilość anyżku. Kiedyś tak zepsułam
                                                    całą partię pierniczków. Od tamtej pory uczciwie czytam etykietki.
                                                  • orale Re: A może wymiączko? 26.11.09, 20:23
                                                    moja ulubiona dodaje: cynamon, goździki, cukier, gałka muszkatalowa,
                                                    kolendra, ziele angielskie, pieprz czarny, kardamon.
                                                    Poza tym mogę użyć zawsze aromatu piernika, identycznego z
                                                    naturalnymsmile
                                                  • lylika Re: A może wymiączko? 26.11.09, 20:15
                                                    Oprócz anyżku niektóre firmy dodają koper włoski, kolendrę i inne wynalazki.
                                                    Skład przyprawy mojej mamy to: imbir, cynamon, kardamon, goździki, gałka muszkatołowa, ziele angielskie i pieprz. Nie zawsze był kardamon, ale przeważnie dobrzy ludzie wyjeżdżający na zachód pamiętali jakie prezenty ucieszą moją mamę najbardziej i przywozili.
                                                    Doładnie taki skład ma Kamis. Firma w Warszaawie obecna, ale przyprawa przeważnie nieobecna. Sprawdzę jutro.
                                                  • goonia Re: A może wymiączko? 26.11.09, 23:53
                                                    O,jak to dobrze, ze tu zajrzalam. Zwykle kupuje gotowa mieszanke, cos na P -
                                                    prymat?, bo innych nie ma, to nie marudze. A w tym roku rzucili doktora O. no i
                                                    teraz nie wiem, ktorych urzyc. Do ciasta po staropolsku poszlo to na pe, a do
                                                    pierniczkow mial isc doktorek. jak mam poznac czy mi dohtor zepsuje ciastka?
                                                  • felis2 Re: A może wymiączko? 27.11.09, 09:49
                                                    Zniechęcona mąką i cukrem w gotowych przyprawach do pierników, pogooglałam
                                                    kiedyś i znalazłam skład - dokładnie jak twojej Mamysmile
                                                    Proporcje ponoć takie:
                                                    50g cynamonu
                                                    50g kardamonu
                                                    30g pieprzu
                                                    15g goździków
                                                    15g imbiru
                                                    10g ziela angielskiego
                                                    10g gałki muszkatołowej
                                                    Uczciwie się przyznam, że trzymam się wyłącznie rodzaju składników, ważyć ich
                                                    nigdy mi się nie chciało.
                                                    Nie wiem jak z zielem angielskim, ale wszystko inne na pewno można dostać
                                                    mielone, więc odpada konieczność tłuczenia młotkiem.
                                                    Ja nie tłukę, mam dziecko i stary młynek do kawy, nigdy nie używany do kawy.
                                                    Wsypuję do niego przyprawy, wręczam Juniorowi i wszyscy są szczęśliwi.
                                                  • lylika Re: A może wymiączko? 27.11.09, 10:43
                                                    smile Właśnie chodzi o to żeby nie kupować zmielonych przypraw tylko samemu utłuc czy zemleć. Postanowiłam kupić kardamon (resztę mam) i zrobić własną mieszankę. I też będzie "na oko", bo nie mam wagi aptekarskiej tylko osobową. smile
                                                  • goonia Re: A może wymiączko? 27.11.09, 17:49
                                                    Kurde, "urzyc"??? co ja mialam na mysli? prosze o wyrozumialosc.
                                                    Kardamonu uzywam do herbaty. Bardzo polecam. Nic wiecej nie zamierzam tluc, no
                                                    chyba, ze glowa o mur. To moge i nawet dobrze mi idzietongue_out
                                                    Wywale dohtora O i niech bedzie moja strata.
                                                  • lylika Re: A może wymiączko? 27.11.09, 21:08
                                                    kupić Ci? bo mnie się
                                                    udaje go trafiać
                                                    ...
                                                    Kupić! Proszę grzecznie. smile
                                                    W moim warzywniaku są przyprawy tej firmy do mięsa mielonego, do mięsa doszonego, do mięsa z grilla, do drobiu, do grzańca, do szarlotki... do piernika nie ma. sad
                                                  • eulalija Re: A może wymiączko? 27.11.09, 23:47
                                                    Ja to widziałam Gooniu, ale jakoś mi nieśmiałość strzeliła w
                                                    wątpiach i nie zapytałam, co poeta miał na myśli. Bo do braku
                                                    polskich liter już przywykam powoluteńko ale nadmiar niektórych
                                                    literek w niektórych wyrazach jeszcze mnie zaskajujesmile))))
                                                  • 36krzysiek Cielęcina 28.11.09, 18:39
                                                    Mostek po rozmrożeniu okazał się płatem mięsa. Czy prawidłowy mostek
                                                    nie powiniem mieć kości? No nic, kieszonki nie dało się w nim
                                                    zrobić, więc podumałem i postanowiłem zrobić roladę. Farsz zrobiłem
                                                    na oko, prawie jak pasztet, watróbka, ugotowana marchewka,
                                                    pietruszka, jajo, bułka tarta, przyprawy. Zmielone i wybełtane. Samo
                                                    mięso natarłem przyprawami, rozłozyłem farsz, zwinąłem i związałem
                                                    sznurkiem. Po obsmażeniu na patelni wrzuciłem do brytfanki i do
                                                    piekarnika, 190 stopni na godzinę z kawałkiem. Wyszło całkiem
                                                    zgrabne, farsz przepyszny ale samo mięso jakieś takie bez smaku,
                                                    mdławe. Po dodaniu sosu pieprzowego i z brokułami na parze dało się
                                                    zjeść, ale bez rewelacji. Na szczęście mam ciasto mandarynkowe w
                                                    polewie z gorzkiej czekolady smile
      • kocio_pierzaczek Re: Książka nieponiekąd kucharska 01.12.09, 19:56
        Masochistka ze mnie. Czytam właśnie, co gotujecie... Ech...
        Najchętniej wprosiłabym się do kogoś z was na obiad. Mam tak
        dziwnie, ze nawet jak ugotuję moją ukochaną potrawę, to potem jakoś
        nie bardzo mogę ją jeść, staje mi kością w gardle i już. Ale gdy
        przyrządzi ją ktoś inny, to wtedy nie ma takiego problemu. Moze to
        dlatego, że nieco zaczyna mnie męczyć kuchenny dryl i świadomość
        tego, że jak nie ugotuję, to nie będzie obiadu.
        • lylika Re: Książka nieponiekąd kucharska 01.12.09, 21:14
          Kociu, zapraszam! U mnie menu jutro dosyć dziwaczne, ale zapewniam, że smaczne i dla wszystkich wystarczy.
          Na przystawkę: galaretka drobiowa, kotlety mielone z soczewicą, pasztet oraz sałatka jarzynowa, grzybki marynowane i domowe pieczywo.
          Na pierwsze i drugie: krupnik na drobiowych żołądkach i skrzydełkach.
          Na deser: szarlotka, chałwa, mocna herbata i nalewka Janeczka.
          Poza chałwą, i nalewką, wszystko podesłała mi ciocia z Łodzi. Bardzo się martwi, że ja nic nie jem big_grin
        • april02 Re: Książka nieponiekąd kucharska 01.12.09, 23:49
          Jak będziesz w Pozaniu to zapraszam. Sprężę się i zrobię obiad. Może
          nawet z dwóch dań albo i z trzech smile Chociaż raczej na takie frykasy
          jak u szefowej nie ma co liczyć.
          PS. Przepisy od Lyliki zostały wypróbowane w sobotę. Rosołek i
          polędwiczka w cieście - palce lizać, polecam smile Jeszcze raz dzięki.
      • asia.sthm Re: Książka nieponiekąd kucharska 01.12.09, 21:07
        Goposie, masz jak w banku! Nie wiem jak, bo tego wozic samolotem nie mozna, jest
        wybuchowe....ale dla ciebie przywioze....nie pokaze co i jak bo w zyciu nie
        jadlam a tym bardziej nie przydzadzalam. Wdepnelam mianowicie w rodzine nie
        surstömmingowa..i chwale to sobie. Tego czego mnie moja ukochana tesciowa nie
        nauczyla, widocznie nie jest mi pisane.
        Juz ty sobie sam poradzisz. Je sie to z mlekiem i kartoflami....na zdrowie.
          • orale Ryba po grecku 10.12.09, 08:28
            Niestety w tym roku moje popisy kulinarne dotyczące Świąt muszę
            rozszerzyć poza cukiernictwo. Rybę po grecku mam zrobić. Czy jakaś
            dobra dusza kucharska może mi podać przepis (z proporcjami), tylko
            taki swój sprawdzony, a nie jakieś internetowe nie wiadomo co.
            Bardzo proszę
            • stara.gropa Re: Ryba po grecku 10.12.09, 09:17
              Ryba po grecku to jedno z niewielu dań jakie umiem robić.
              Rybę, skropiona cytryną i posoloną smażę w panierce z mąki
              pomieszanej z przyprawą do ryb Kamisa (zielona torebka).
              Gotuję litr wody, wrzucam do niej kostkę bulionu warzywnego, nie z
              kurczaka lub wołowiny, żeby nie mieszać smaków. Dodaję mrożoną
              włoszczyznę pokrojoną w paseczki, pół torebki lub całą w zależności
              ile ryby smażę (dla 4 osób to cała torebka). Gotuję na wolnym ogniu.
              W tym czasie kroję cebulę w kosteczkę, albo dwie jak małe i w garnku
              podsmażam na oleju, po kilku minutach dodaję puszkę pomidorów w
              całosci (wolę takie pomidory od przecieru) i łyżkę ketchupu dla
              dodania smaku, sole, pieprzę, całość duszę około 1o - 15 minut.
              Łyżką cedzakową wyjmuję z garnka ugotowaną włoszczyznę i wkładam do
              garnka z cebulą i pomidorami, wszystko razem duszę jeszcze kilka
              minut. W ładnym szklanym naczyniu układam usmażone kawałki ryby i na
              nie nakładam warzywa, robię to łyżką cedzakową, żeby nie dodawać za
              dużo wody-sosu, żeby ryba nie zrobiła się zbyt miękka. Bo i tak
              zmięknie pod warzywami.
            • konopika Re: Ryba po grecku 10.12.09, 10:08
              1 kg filetów panierować w mące jajku i bułce - usmażyć.
              1 szk. oleju i 4 słuszne cebule – zeszklić.
              2 szk wody, ½ szk octu 10%,, liść laurowy, kilka kulek ziela angielskiego, 1 łyżeczka: vegeta, cukier, pieprz i sól – zagotować i dodać zeszkloną cebulę i koncentrat pomidorowy.
              W reprezentacyjnym naczyniu układać warstwy tak, by pierwsza i ostatnia nie była rybą.
              wiele razy sprawdzany, zawsze chwalony.
                  • lylika Re: Ryba po grecku 10.12.09, 12:24
                    Przepis staroświecki. Tak robiła moja mama i tak robię ja.
                    1 kg ryby (ostatnio robiłam tilapię, bardzo smakowała)
                    2 duże marchewki
                    1 mały seler
                    3 średnie cebule
                    1 przecier pomidorowy (200 g)
                    1 puszeczka (70 g) koncentratu pomidorowego 30%
                    cytryna, liść laurowy, sól, cukier, pieprz, mąka, olej.
                    Rybę (po rozmrożeniu) pokroić na porcje. W przypadku tilapii połówki same się dzielą. Skropić sokiem z cytryny, posolić, popieprzyć i odstawić na pół godziny. Odsączyć z sosu, posypać mąką i usmażyć na oleju. Zeszklić na oleju pokrojoną w krążki cebulę, dodać marchewkę i seler - starte na tarce o dużych oczkach i podsmażać 5 minut. Dodać liść laurowy (odrzucić przed serwowaniem) przecier i koncentrat, dodać sól, pieprz i cukier do smaku i dusić pod przykryciem ok. 15 minut.
                    Na półmisku lub w salaterce rozłożyć 1/3 warzyw, ułożyć porcje ryby i przykryć pozostałymi warzywami. Odstawić w chłodne miejsce przynajmniej na 12 godzin.

                    https://img43.imageshack.us/img43/1827/091002tilapia001.jpg
                    https://img43.imageshack.us/img43/722/091002tilapia003.jpg
                    https://img43.imageshack.us/img43/8522/091002tilapia004.jpg
                    https://img43.imageshack.us/img43/1428/091002tilapia005.jpg

                    Smacznego. smile
                        • cytrynka6543 Re: Ryba po grecku 10.12.09, 17:42
                          Nie,na takie odchudzacze nie mam wcale ochoty.
                          PS. Ryba po grecku(?) nie leży w zakresie moich zainteresowań
                          spożywczych,co innego wspomniany barszcz ukraiński,ale taki
                          prawdziwy!
                          U mnie dziś zupa Tom Yum z krewetkami i krabami.
                            • cytrynka6543 Re: Ryba po grecku 10.12.09, 18:20
                              A`propos meksykańska: wiedzieliście,że dla podkreślenia smaku
                              wołowiny w daniach meksykańskich powinno się ją doprawić także
                              cynamonem i kakao(z braku ziaren kakaowca)? Stosuję te przyprawy i
                              doprawdy smak tak przygotowanego dania z wołowiny(zaznaczam,że
                              mielonej) jest doskonały! Spróbujcie.
                              • goonia Re: Ryba po grecku 10.12.09, 18:53
                                Ryba po grecku jest jak najbardziej mniam. robie jak Lylika sans seler.

                                Ja Was prosze, powiedzcie jak zrobic chrzan. Kupilam swiezy, bo te sloiczkowane
                                chrzany i cwikly to sie nie nadaja, ale teraz nie wiem co z nim zrobic. no..
                                utrzec przypuszczam, ze powinnam. Odcedzic, doprawic czyms? sloniocy.
                                • lylika Re: Ryba po grecku 10.12.09, 19:08
                                  Utrzeć, nie odcedzać, dodać soku z cytryny i cukru. Zamknąć szczelnie w słoiku. Jeśli ktoś chce, może przed podaniem dodać gęstej śmietany, ale to już będzie co innego.
                                          • cytrynka6543 Pomarańczuchu, 12.12.09, 17:45
                                            Czy mogłabyś podać przepis na tę zupę? Chodzi za mną taka od
                                            jakiegoś czasu i nie mogę się do niej zabrać,bo nie wiem jak ją
                                            zrobić,a i przepisu nie chce mi się nigdzie szukać.
                                            • pomaranczuch Re: Pomarańczuchu, 12.12.09, 18:15
                                              a i owszem, zapodaje
                                              Pokriołam drobniutko 2 średnie cebule i ząbek czosnku, posmazyłam to na oliwie.
                                              Cebule razem z 250g zielonej soczewicy ( wyplukanej wcześniej) wsypałam do
                                              naczynia z 1l wody i liściem laurowym. Gotowało się to 30min.
                                              Po tych 30min dodałam puszke pomidorów i przyprawy, według uznania, ja dałam
                                              pieprz ziołowy, sól, troszkę pieprzu cayenne, oregano i cubrzycy sporo, bo
                                              uwielbiam. (w przepisie był tylko pieprz, sól i oregano). Gotowało się to
                                              wszystko jeszcze 15min.
                                              SMACZNEGO!
                                              • cytrynka6543 Re: Pomarańczuchu, 12.12.09, 19:07
                                                Dziękuję,ale mam parę pytań:
                                                -soczewica musi być zielona czy może być czerwona?
                                                -moczysz ją przedtem czy wystarczy jej te 30+15 minut?
                                                -czy do czerwonej też należy dodać pomidorów,a może czegoś zielonego
                                                dla kontrastu?
                                                -do gotowania czysta woda czy z dodatkami,np.kostką rosołową?
                                                -oregano suszone czy świeże?
                                                -czy ona,ta soczewica,się rozgotowuje czy pozostaje w formie
                                                niezmienionej?
                                                -czy można tę zupę zmiksować,tak pytam,bo u mnie lepiej "chodzą"
                                                zupy-kremy?
                                                -inne przyprawy mniemam,że wedle gustu można dodać,byle
                                                pasowały,np.kolendrę?

                                                Na raziesmile więcej pytań nie mam,ale jak będę miała,to zapytam.
                                                Jeszcze raz dziękuję.
                                                • kurcgalopek Re: Pomarańczuchu, 12.12.09, 19:21
                                                  Ach zupa z soczewicy! Moja ulubiona.
                                                  Ja robię podobnie, z soczewicy czerwonej, jej nie trzeba moczyć, pięknie się
                                                  gotuje, wystarczy jej jakieś 15 minut i jest rozdrobniona.
                                                  Ja akurat w swojej wersji dodaję pomidory i rosołek warzywny.
                                                  • kocio_pierzaczek Ewo pierogolubna! 12.12.09, 19:57
                                                    Ciasto na pierogi mojej mamy, babci i prababci, propagowane gdzie
                                                    się da, na obszarze kontynentu i poza nim, uwielbiane z racji swojej
                                                    prostoty.
                                                    Mąki sypnij na stolnicę. Na oko. Dołek zrób gustowny, Albo dwa. Albo
                                                    trzy. Albo kilka malutkich. Wlej tam nieco przegotowanej wody.
                                                    Zagnieć szybko ciasto. Koniec. Bo dalej, to już chyba wiesz, co z
                                                    nim robić? smile
                                                  • ewa9717 Kociu nowoimażny!!!! 12.12.09, 20:03
                                                    Dzięki, będzie na zaś, ale pierogi były potrzebne wczoraj w samo
                                                    płudnie. Poratowała mnie Fetti, zrobiłam jej ciasto maślankowe -
                                                    jedyne pierogowe, które mi wychodzi.
                                                  • asia.sthm Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 20:36
                                                    Przepis na ciasto na pierogi kociowej mamy, babci i prababci to jedyny
                                                    prawidlowy przepis.
                                                    Prosze w zyciu niczego innego nie stosowac ani nie zawracac sobie glowy innymi
                                                    przepisami, bo nie ma lepszego na tej planecie.
                                                    Chyba ze ktos lubi w kosmos sobie poleciec...to niech se lata.... bez pierogow.
                                                  • asia.sthm Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 20:57
                                                    Nic nie rzednie, nie tylko ciasto.

                                                    Tego przepisu nie da sie skitolic...spieprzyc znaczy.
                                                    Cytrynko zagniec i zobaczysz sama.
                                                    W razie jakby ci sie rozlalo po blacie czy innej stolnicy, to dosyp maki, a jak
                                                    ci za sucho pod rekami, to dokapnij wody


                                                    Ale nie przypuszczam.
                                                    Najlepiej pougniatac i wychodzi pieknie
                                                  • ewa9717 Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 21:02
                                                    asia.sthm napisała:

                                                    > Nic nie rzednie, nie tylko ciasto.
                                                    >
                                                    > Tego przepisu nie da sie skitolic...spieprzyc znaczy.
                                                    > Cytrynko zagniec i zobaczysz sama.
                                                    > W razie jakby ci sie rozlalo po blacie czy innej stolnicy, to
                                                    dosyp maki, a jak
                                                    > ci za sucho pod rekami, to dokapnij wody
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ale nie przypuszczam.
                                                    > Najlepiej pougniatac i wychodzi pieknie

                                                    Nie da się skitolić? A założysz się? Właśnie tak na przemian
                                                    podsypuję lub podlewam, a efekt mam taki, że leoi się wszystko -
                                                    tylko nie pierogi, albo - kontrastowo - pierogami mogę tynk zbijać wink
                                                  • asia.sthm Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 21:24
                                                    Ewuniu, tobie sie za bardzo spieszy, wywal spieszenie sie ze slownika. Mozesz
                                                    sobie na to pozwolic. Ciasto wymaga milosci juz od pierwszego sypniecia maki i
                                                    piewszego wgniecionego dolka na sikniecie woda.
                                                    baba co nie umie ugniesc maki z woda ... to nie baba

                                                    tylko pospieszalska


                                                    A ciasto na zacierki jak robisz ? samo zoltko i maka. Wyglada jakby do zadnej
                                                    zupy sie nie nadawalo - trzeba z sercem umietolic i wyjdzie
                                                  • ewa9717 Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 21:32
                                                    Zazwyczaj ktoś mnie w tym ciastowaniu pierogowym wyręcza, a z
                                                    farszami i lepieniem problemów nie mam. Maślankowe ciasto Fetti
                                                    wyszło mi całkiem, całkiem, a następne pierogi spróbuję potraktować
                                                    amorycznie wink
                                                  • lylika Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 20:52
                                                    kocio_pierzaczek napisała:

                                                    > Ciasto na pierogi mojej mamy, babci i prababci, propagowane gdzie
                                                    > się da, na obszarze kontynentu i poza nim, uwielbiane z racji swojej
                                                    > prostoty.
                                                    ...
                                                    Kociu, cudny przepis. smile
                                                    Pozwolę sobie też dodać swój, a właściwie mojej prababci matczystej.
                                                    To jest przepis na ciasto pierogowe świąteczne. Na przykład na pierogi wigilijne.
                                                    Dwie spore łyżki masła rozpuścić w rondelku, lekko przestudzić.
                                                    Pół kilo najpięknieszej mąki, najlepsza tortowa, wysypać na stolnicę i zrobić dwa słuszne dołki. Do nich wlać dwa żółtka, osolić, wlać masło i zarabiać ciepłą, przegotowaną wodą. Wody tyle, ile mąka przyjmie. Krótko wyrabiać. Owinąć ściereczką i zostawić na jakieś pół godziny. Wałkować podsypując mąką.
                                                    Ja niewiele podsypuję, bo wałkuję w maszynce do robienia makaronu. Ciasto wychodzi cieniutkie i doskonale się zlepia.
                                                  • kocio_pierzaczek Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 21:03
                                                    Lyliko, cudny przepis. smile Ino maszynki nie mam.
                                                    Asiu - dzięki za poparcie. Już kilka razy kłóciłam się na temat tego
                                                    ciasta z ciotką, która sknerzy na nadzieniu pierogowym, lepiąć takie
                                                    płaściutkie jak przez walec przejechane, a do ciasta rąbie tyle
                                                    jajek (nie dwa! Nie trzy! Najmarniej cztery!), że ciasto sklejać się
                                                    nie chce, bo jest sztywne jak cholewa kalosza.
                                                  • asia.sthm Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 21:09
                                                    Krysiu, z calym szacunkiem, maslo i zoltka do ciasta pierogowego to juz nie jest
                                                    ciasto pierogowe tylko baaaardzo swiatecze ciasto pierogiczne ...czyli dla
                                                    niektorych bardzo tragiczne.
                                                    No ale ja sie w niczyje odchudzanie nie wtracam. Ja wole pirogi grubo okrasa
                                                    polac nic miec te okrase juz w ciescie.
                                                    Ni cholery jej nie widac
                                                    A sercu i zoladkowi zal widokow...czy jakos tak: co z ócz, to ze z serca
                                                    albo cholera odwrotnie
                                                  • lylika Re: Ewo pierogolubna! 12.12.09, 22:28
                                                    asia.sthm napisała:

                                                    > Krysiu, z calym szacunkiem, maslo i zoltka do ciasta pierogowego to juz nie jes
                                                    > t
                                                    > ciasto pierogowe tylko baaaardzo swiatecze ciasto pierogiczne ...czyli dla
                                                    > niektorych bardzo tragiczne.
                                                    ...
                                                    A co ja na to poradzę, że tak prababcia robili, i babunia i matuś. Tak robili, a ja za nimi z domu wyniesłam i ja tak tyż robię. Nikomu nie nakazuję, jeno jęformuję jak mnie uczyli. I szyćko.
                                                  • pomaranczuch Re: Pomarańczuchu, 12.12.09, 19:59
                                                    Cytrynko, czerwona soczewica też może być, pomidory dodać, moczyć soczewicy nie
                                                    trzeba, wystarczy jej gotowanie. Ja kostki warzywnej nie dawałam, ale jak pisze
                                                    kurcgalopek, spokojnie można dodać i kostke. Oregano dawałam suszone, reszta
                                                    przypraw wedle gustu. Zupka wychodzi gęsta, soczewica jednak nie jest całkiem
                                                    rozgotowana, więc jeśli rodzinka woli zupe krem to mozna zmiksować i po kłpocie,
                                                    tyle, że wtedy można znacznie krucej to ustrojstwo gotować, wystarczy 20-25 min
                                                  • goonia Nalewkowo, 22.12.09, 19:07
                                                    Spreparowalam nalewke sliwkowa. AAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaa jaki zajzajer. Smakuje
                                                    spirytusem salicylowym (tak przypuszczam, bo nigdy nie pilam), dopiero potem
                                                    czuc sliwki. Zapach ma przyjemny. No i mocna jest przeokrutnie. Co robic? To
                                                    mial byc dodatek do prezentow, ale w tej sytuacji nie smiem tego nikomu wreczac.
                                                    Poslodzic, rozcienczyc, dac przygodnemu pijakowi???