stara.gropa
06.09.04, 08:22
W sobotę, zgodnie z rozkładem jazdy spotkaliśmy się wszyscy około 11.00 w
Górze Kalwarii i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Było nas 13 sztuk dorosłych +
synek Klarisy - Mariusz + dwie suczki: Rolka i Maluśka.
Pierwszym etapem był Grójec, zwiedziliśmy kościół, chociaż mielismy trudności
z dostaniem się do wnętrza, bo kościelny był akurat na pogrzebie, ale Sławek,
mąż Edeki dał na tacę i weszliśmy. Chrzcielnicę znaleźliśmy, ławkę w której
miała siedzieć Helena Wystrasz obejrzeliśmy z namaszczeniem. Następnie
udaliśmy się na rynek w poszukiwaniu Araba. Niestety Araba w Grójcu nie
pamietają nawet najstarsi Górale. Sprawdzalismy nawet w knajpie z kebabem,
też bez skutku. Przy okazji scenka rodzajowa.
Sławek wszedł do sklepu po piwo.
- Czy jest piwo z lodówki?
- Co pan! Tu nie gastronomia.
Wyruszamy w dalszą drogę, następny etap Mała Wieś. Okazuje sie, że dworek w
Małej Wsi jest niedostępny dla zwiedzających.
Jedziemy dalej do Petrykozów, do dworku Wojciecha Siemiona, w którym jest
skansen i muzeum. W Petrykozach wita nas napis na płocie: Teren prywatny.
Stoimy i nie wiemy co robić. Jotka i Mbumbecki wyruszają na zwiady. Spotykają
pana Siemiona i omamiają go do tego stopnia opowieścią, że jesteśmy grupą
osób jeżdżącą śladami kultury polskiej. Dostajemy klucze do skansenu i
idziemy go oglądać: wiatrak, kuźnia i kamienny krąg z odlewm pośladków w
stringach (będzie na zdjęciu).
Ruszamy dalej szukać miejsca na piknik. Krążymy po okolicy, która jest
jednym wielkim sadem, wszędzie gdzie nie spojrzeć rosną jabłonie, uginające
się od jabłek. Jedziemy tak "bocznymi drogami", że samochody tylko jęczą, a
kierowcy sprawdzają czy silniki są na miejscu.
Znajdujemy miejsce nad rzeczką Pisią, gdzie robimy ognisko i rozpalamy
grilla. Zasiadamy wokół ogniska i do wieczora raczymy się kiełbaskami,
szaszłykami, sałatkami, pysznymi ciastami, bananami z czekoladą z grilla i
innymi smakołykami.
Urządzamy pasowanie Krzysztofa, który znosi to wyjątkowo spokojne i
cierpliwie, niestety nie mamy ze sobą przykładnicy i musimy posłużyć się
patykiem od pieczenia kiełbasek. Krzysztof występuje jednoosobowo ciałem- jak
sam twierdzi- ale czworoosobowo duchem. Czyli reprezentuje całą swoją
rodzinę, zagorzałych wielbicieli Guruy.
W końcu po kilku godzinach obżarstwa i lenistwa zbieramy sie do drogi.
Ze zrozumiałych względów jest to skrócona wersja naszego pobytu w Grójcu,
może ktoś jeszcze coś doda.