Dodaj do ulubionych

Kij w mrowisko, ale na smutno

19.01.18, 16:59

Czytam - po raz kolejny - autobiografię Chmielewskiej i nagle do mnie dotarło że jest to (niezamierzona) ilustracja toksycznych stosunków w polskich rodzinach.

Można śmiało powiedzieć że wychowałem się na powieściach Chmielewskiej (przynajmniej do momentu kiedy dało się je czytać, gdzieś w okolicach „Lądowania w Garwolinie”). Na kolejne książki czekałem niczym na święto, a czytałem je jednym rzutem, bez przerwy. Do dzisiaj widzę że jeśli coś piszę to bezwiednie imituję (małpuję?) jej styl.

Ale dopiero teraz widzę tę całą patologię stosunków rodzinnych, relacji między kobietami (zwłąszcza między matkami i córkami), tej wszechobecnej we wszystkim pogardy. Wtedy to był, niestety, standard. Dzisiaj, dzieki Bogu, kobiety zaczynają o tym mówić, buntować się i nazywać rzeczy po imieniu, ale przez ostatnie pięćdziesiąt lat to był nóż który nam wszystkim jako jako społeczeństwu tkwił w plecach.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tysiąca innych problemów, szowinizmu itd., ale ta nieszczęsna polska rodzina z twórczości Chmielewskiej wybrzmiewa najsilniej. Myślę że dla niej samej pisanie o tym to był rodzaj terapii, na którą zwyczajni ludzie nie mogil liczyć.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka