Dodaj do ulubionych

W marcu, gdy są grzmoty...

01.03.20, 10:18
W marcu, gdy są grzmoty, urośnie zboże ponad płoty.

Otwarte.
Obserwuj wątek
      • m.y.q.2 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 01.03.20, 13:32
        Cześć. Ten marzec niczym się nie różni od wczorajszego lutego. wink
        Czekamy teraz na grzmoty. Nasi prasłowiańscy przodkowie nie zaczynali prac polowych, dopóki pierwsza błyskawica ziemi nie zapłodniła.
        Coś w tym jest, ludowa mądrość z doświadczeń wielowiekowych się bierze.
        • ewa9717 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 01.03.20, 14:15
          Obawiam się, że wszelkie ludowe mądrości oparte na obserwacji przyrody poszły się goonić...
          A I Gooni nie ma.
          Rano, no tak kole dziesiątej, Szmaglewska jak żywa, a teraz zbacza w stronę reżyserii. No ale może zdążę na łono.
          Dzię!
          • balamuk Re: W marcu, gdy są grzmoty... 01.03.20, 14:26
            Słonicznie. 1 marca - tutejsze święto wiosny, którego raczej nie obchodzimy, spokój, cisza i sennie.
            Jottko, to w żadnym razie nie jest Kasia. Ona tylko wygląda jak delikatna princessa, a charkterek ma...
            Charakterek ma taki bardziej zębaty. Może być Kaśka. wink
            Niech się nam marzec uda.
                    • berrin Re: W marcu, gdy są grzmoty... 02.03.20, 08:58
                      Dzień dobry w marcu.
                      Kot mnie wypchnął z łóżka, naprawdę, nie wiem, jak to zrobił, ale obudziłam się w ostatniej chwili, żeby z materaca na ryj ma podłogę nie polecieć.
                      Pogoda taka faktycznie marcowa, jak zresztą od miesiąca.
                      Cześć
                      • ewa9717 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 02.03.20, 09:56
                        Jestem pełna podziwu dla umiejętności kota! Unas takie sztuki umiał robić tylko spory pies, gdy ktoś chciał przykimać chwilę na kanapie z oparciem: wciskał się między śpiącego a oparcie plecy w plecy, po czym prostował łapy. Czasem nie milelim śmy tyle szczęscia co Berrin! wink
                        Pogoda jak wyżej.
                        Dzię.
                          • m.y.q.2 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 02.03.20, 13:25
                            Cześć. Dostawa waluty, ciemno i reumatycznie. Ale na pewno jutro będzie lepiej!
                            Kotu Berrin najwidoczniej również spodobała się kanapa, do tego stopnia, że zapragnął mieć ją na wyłączność.
                            Psia metoda pozbywania się intruza z ulubionego fotela/kanapy jest mi znana, mam wrażenie, że mnie też w ten sposób próbował pozbyć się jakiś psielec.
                            Ale gdzie i kiedy? Chyba w dzieciństwie, bo często bywałam u koleżanki, która była szczęśliwą posiadaczką trzech psów i super wygodnej do siedzenia kanapy.
                            • felis2 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 02.03.20, 14:23
                              Wychodzi na to, że jestem jedynym na świecie wyrodkiem nie pozwalającym psu średnich gabarytów na włażenie na kanapę...
                              No dobra, od kiedy pogłowie kotów mi zmalało, to bym już chyba kundla z kanapy nie zgoniła, ale jeszcze nie doszłam do etapu, żeby go na tę kanapę zaprosić.
                                • se_nka0 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 02.03.20, 15:57
                                  Jakie pozytywne zdjęcie smile
                                  Rozjaśnia dzisiejsze mroki smile

                                  Zobaczywszy dzisiaj obadwa piesy na podwórku, wątpię, czy nadają się na salony big_grin
                                  Umorusane ( deszczowa pogoda) od czubka nosa po koniec ogonów, a szczęśliwe, bo kosteczka przyjechała big_grin
                                  Ciepłą szopkę dziennego pobytu mają do dyspozycji, ale jakoś wolą plenery.

                                  Dobrego dnia.
                                • m.y.q.2 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 02.03.20, 16:01
                                  Pewnie, w towarzystwie niebieskiego rudego Foxika przyjemnie spać! Kolorowych snów!
                                  Eulalijo, następnych trzydziestu pięciu w zdrowiu i szczęściu!
                                  Felis, Ty psielca nie zapraszasz na kanapę, ale on pewnie pod waszą nieobecność się na niej wysypia. Chyba, że mu drzwi przed nosem zamykasz, ale Cię o to nie posądzam, choć wiele dziwnych rzeczy już widziałam.
                                  Mieszkaliśmy dwa razy u bardzo sympatycznych Węgrów, których pieseczek nie tylko nie miał wstępu do domu, na werandę też nie, ale szokiem dla mnie było to, że nie miał nawet swojej michy. Byłam świadkiem, jak pańcia karmę mu kładła na śmietniczkę!
                                  • felis2 Re: W marcu, gdy są grzmoty... 03.03.20, 08:38
                                    m.y.q.2 napisała:

                                    > Felis, Ty psielca nie zapraszasz na kanapę, ale on pewnie pod waszą nieobecność
                                    > się na niej wysypia. Chyba, że mu drzwi przed nosem zamykasz, ale Cię o to nie
                                    > posądzam,

                                    Niesłusznie. Zamykam. I to wejściowewink Jak wszyscy z domu wybywają, zwłaszcza na dłużej, to pies dostaje nakaz eksmisji do budy. Co jest okrucieństwem o tyle względnym, że w domu miałby wprawdzie swoje legowisko, ale byłby sam przez 8-10 godzin, tylko spać można. Na zewnątrz można obszczekiwać co się chce, obserwować świat ze schodów, a jak ukochani sąsiedzi idą na spacer, to skorzystać z podkopu pod płotem i zabrać się z nimi.
                                    Nielegalne korzystanie z kanapy pies praktykował z dwóch okazji. Jechaliśmy na urlop, do zwierzaków przyjechali pet sitters. Wieczorem rozłożyli sobie kanapę, pościelili, na co do pokoju wpadł pieseczek i czym prędzej hycnął w przygotowane legowisko. Nie jestem pewna, ale chyba chciał zaznaczyć, że w tym domu i w tym towarzystwie to on jest gospodarzem.
                                    Później parę razy przyuważyłam, że rano zaspane piesio wyłazi z pokoju, a kanapa jest ciepła. Tępa pańcia przyjrzała się wtedy psim kocykom i odkryła, że puchate wcześniej kocyki dry-bed pougniatały się na płasko. Kupiłam psu nowe legowisko, następnie uszyłam kolejne (to kupione okazało się niezbyt trafione, a satysfakcjonujące mnie gotowce miały nieakceptowalne ceny) i definitywnie wyprowadził się z kanapy.
                                    Latem w ogóle pies porzuca wszelkie legowiska na rzecz podestu schodów albo budy - okazało się, że dobrze zaizolowana buda nieźle chroni od upałów.
                                    Różne psie ograniczenia wynikły z tego, że pies uparł się wprowadzić do domu wypchanego bardzo już dorosłymi kotami, które nie najlepiej reagowały na psa. W trosce o ich zdrowie musiałam stworzyć im rejony absolutnie bezpieczne i bezpsie. Grzeczny pies reguły zaakceptował i przestrzega.