Dodaj do ulubionych

Przy której książce popłakaliście się ze śmiechu?

17.08.05, 16:23
Wczoraj do pólnocy czytałam książke (przez co jestem w pracy nieprzytomna,
ale mam za swoje), a były to "Boczne drogi", które przeczytalam teraz po raz
siódmy, tak dla wakacyjnego odprężenia. I wiecie co? jawnie popłakałam się ze
smiechu - przy fragmencie, gdzie Michał zaszlachtował wieprza paciorków, a
policji jako usprawiedliwienie powiedział "bo myslałem, że to człowiek", itp.
I te boskie dialogi! Poryczałam sie tak ze smiechu, że łzy ciekły mi po
policzkach, a przeciez znam ta książke na pamięc. kto z was tez tak ma? smile
Pozdrowionka dla wszystkich, jestem tu nowawink) Ale już was lubię!
Obserwuj wątek
    • klarisa Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 17.08.05, 17:02
      Ja tak mam zawsze przy Lesiu.
      W chwili kiedy Włodek śpiewa "reklamoooowa gablotę" a Lesio biedak nie może
      zadzwonić na pogotowie.Wtedy widzę ten wyraz twarzy Włodka i jak zamiera mu na
      ustach "reklamowa gablooo", jak wywala z kieszeni złotówki i dziki wzrok Lesia.
      Płaczę ze śmiechu nawet w komunikacji miejskiej (troszkę dziwnie się na mnie
      patrzą.
      Lub różowy słoń (ukradli słonia, nie stoi tylko tańczy itp.)
    • slotna Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 17.08.05, 18:32
      Gdzie bylo to o tym wieprzu w 'Bocznych drogach'...?

      Ja placze przy 'Wszystko czerwone', 'Cale zdanie nieboszczyka' (jak Joanna
      wystartowala z tluczkiem na policjantow i ten komentarz pozniej 'oni sie teraz
      boja wrocic...'), 'Wszyscy jestesmy podejrzani' albo jak Okretka zawyla
      w 'Wiekszym kawalku swiata'.

      --
      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak
      rzeczy, niż same rzeczy.
    • groha Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 18.08.05, 00:24
      Michał używał halabardy w "Studniach" i też przez niego rżałam, jak oślica. Ze
      śmiechu, pczywiście. Świetna postać. A wycie Okrętki doprowadza mnie do
      głupawki za każdym razem, gdy sobie to wyobrażę. W tej chwili teżsmile)
      Chyba łatwiej byłoby mi wymienić książkę Gurui, przy której NIE popłakałam się
      ze śmiechu. No, może przy tych ostatnich, jakby mniej było ku temu okazji.
      Szkoda.
      --
      Bez względu na to, gdzie człowiek patrzy, zawsze coś widzi.
    • groha Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 18.08.05, 00:24
      Michał używał halabardy w "Studniach" i też przez niego rżałam, jak oślica. Ze
      śmiechu, oczywiście. Świetna postać. A wycie Okrętki doprowadza mnie do
      głupawki za każdym razem, gdy sobie to wyobrażę. W tej chwili teżsmile)
      Chyba łatwiej byłoby mi wymienić książkę Gurui, przy której NIE popłakałam się
      ze śmiechu. No, może przy tych ostatnich, jakby mniej było ku temu okazji.
      Szkoda.
      --
      Bez względu na to, gdzie człowiek patrzy, zawsze coś widzi.
    • groha Re: Przepraszam! Niechcący... 18.08.05, 00:35
      mi się nacisnęło nie to, co potrzeba. To z nerwów, bo uświadomiłam sobie, że
      jak ostatni grzdyl i niewychowaniec - nie przywitałam Maalzy. A ona tu nowa! I
      mówi, że nas lubi! Maalza, prawda to? smile) Witaj, więc, witajsmile
      --
      Bez względu na to, gdzie człowiek patrzy, zawsze coś widzi.
      • magdajeden Re: Przepraszam! Niechcący... 18.08.05, 00:37
        ja znowu czytam "wszyscy jesteśmy podejrzani" i znowu płaczę po nocach ze
        śmiechu. tylko mąż nie może spać bo tak ryczę że łóżkiem trzęsę.

        ten fragment z wazą na balkonie smile)
        --
        Każdy człowiek ma pewien określony horyzont myślowy. Kiedy ten zwęża się i
        staje nieskończenie mały, zamienia się w punkt. Wtedy człowiek mówi, że jest to
        jego punkt widzenia.
        • dc22 Re: Przepraszam! Niechcący... 18.08.05, 09:00
          ja przy lesiu... i jego tancu z gasnica smile o.... juz mmnie bierze na samo
          wspomnienie...

          a moj K. czytal ostatnio po raz pierwszy ksiazki o janeczce i pawelku - ja
          usilowalam spac ale nie dane mi bylo bo podobnie jak u Magdy - lozko mi sie
          trzeslo.... opowiadal mi potem (ja tego nie pamietam) ze podnosilam sie z
          grobowa mina, patrzylam na niego z wyrzutem i mamrotalam pod nosem inwektywy..,
          hm... niedobrze...akurat tu powinnam wykazac zrozumienie...



          --
          "Zakochały się w sobie nawet szafirowe cienie nasze..."
          • marrtawu Re: Przepraszam! Niechcący... 18.08.05, 18:56
            A co z "Kocimi workami"? "Przyjdzie do mnie gruba baba, ktorej bedzie zimno w
            tylek i bedzie jak znalazl! Albo jakis kretyn, co pogubil wszystkie swoje
            pilki..." - to na usprawiedliwienie chomikowania rozowych welnianych majtek w
            rozmiarze xxl i kompletu pilek golfowych. Poplakalam sie, usilujac sobie
            wyobrazic, jakim kretynem trzeba byc, zeby pogubic wszystkie pilki
            golfowebig_grinDDDD Przypuszczam, ze szybko bym wyszla na kretynke, grajac w golfa!
            --
            On sait que le temps c'est comme le vent!
            Jestem w Finlandii
            • marrtawu Re: Przepraszam! Niechcący... 18.08.05, 19:00
              No i jeszcze jak Teresce i Okretce snil sie ten sam sen, z osobnikiem co
              krzyczal "Choleha!" - nie bawilo mnie to, dopoki nie usilowalam tego wykrzyknac.
              --
              On sait que le temps c'est comme le vent!
              Jestem w Finlandii
              • lylika Płakakłam ze śmiechu. 02.07.06, 18:59
                Ponieważ jestem tu dopiero od dziś powinnam się przedstawić jako fanka książek Joanny Chmielewskiej i jak to się u mnie zaczęło. Chyba najtrafniejszy będzie wybór tego wątku. W 1973 lub 1974 roku mój ojciec miał zawał i leżał w szpitalu. Kiedu zrobiło się trochę lepiej postanowiłam mu zanieść coś do czytania, a że byłam wtedy u jego ówczesnej damy serca, poprosiłam o jakąś książkę. Weź tę co leży na stoliku, dostałam od kogoś, zaczęłam czytać ale to głupie. Możesz mu zanieść, pewnie i tak nie będzie czytał. Jadąc do szpitala zaczęłam czytać i stało się. Nie mogłam się oderwać. To był "Lesio". Czytałam całą drogę w tramwaju, czytałam w szpitalu korzystając z tego, że byli też inni odwiedzający, którzy patrzyli się na mnie z politowaniem, bo przy chorym ojcu zaśmiewałam się do łez. Czytałam w drodze powrotnej /ojcu, oczywiście, książki nie zostawiłam tłumacząc, że nie może tak się śmiać bo mu to zaszkodzi/. Przejechałam trzy przystanki za daleko i wracając pieszo czytałam dalej. W domu mężowi
                powiedziałam, że musi sobie i dziecku zrobić kanapki zamiast obiadu bo ja jestem
                okrooopnie zajęta do wieczora. Wieczorem, po przeczytaniu całości zaczęłam mężowi czytać fragmenty. Mąż stanowczym ruchem odebrał mi książkę i kazał kłaść się spać bo to już zakrawa na obłęd. Kiedy obudziłam się nad ranem, bo coś strasznie łóżkiem trzęsło, zobaczyłam jak mój mąż tłumi śmiech przy czytaniu
                "Lesia". Później zaczęłąm gwałtowne poszukiwania innych książek Joanny Chmielewskiej. Kolejno czytałam wszystko co się ukazywało. Bardzo mnie śmieszyły Niektóre też do łez. Niektóre czytałam kilka razy ale do "Lesia" wracam najczęściej i tylko w przypadku "Lesia" śmiałam się do łez kiedy czytał ktoś inny, ukradkiem w szufladzie biurka. Ale to jest całkiem inna historia.
                Pozdrawiam.
                • minerwamcg Re: Płakakłam ze śmiechu. 03.07.06, 21:37
                  Ja - przy "Wszystko czerwone", pamiętam jak dziś siebie na leżaku w ogródku u
                  babci i wujka, który co rusz przylatywał sprawdzić, czemu tak kwiczę smile
                  Koleżanka - wylądowała w szpitalu na operacji. Pożyczyłam jej "Podejrzanych"
                  i "Lesia"... kiedy przyszłam w odwiedziny, pielęgniarka groziła, że jej
                  zabierze, bo czytała co lepsze kawałki sąsiadkom i zachodziła obawa, że cała
                  sala pozrywa sobie szwy.

                  --
                  Osoby mrowie a mrowie
        • catinka1 Re: Przepraszam! Niechcący... 20.08.05, 15:15
          Mój mąż też zabronił mi czytać książki Chmielewskiej w łóżku kiedy on śpi bo
          też twierdzi, że go budzę. Natomiasat doświadczenie mnie nauczyło, że nie
          należy tych książek czytać w środkach komunikacji miejskiej ponieważ
          współpasażerowie dziwnie reagują na smiejących sie do siebie ludzi.
          A najbardziej rżę przy Lediu jak wmawia policjantowi, że nie widział różowego
          słonia. Uwielbiam też Autobiografię JCh - mogę czytac na okrągło.
    • aamms Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 21.08.05, 23:28
      Trochę to potrwa, zanim wymienię, ale raczej przy tych wcześniejszych..

      - scena napadu na pociąg w "Lesiu", nawet teraz, jak to piszę, to łzy same
      lecą..smile

      - Wszystko czerwone - szczególnie osobliwy polski język duńskiego policjanta..

      - Całe zdanie.. - właściwie całość, ale rzeczywiście płoszenie gliniarzy
      tłuczkiem do mięsa jest najlepsze, no i dialogi z nadzorcą z lochu..

      - Zwyczajne życie - rozpacz Tereski nad utopionym w sedesie mydłem.. Po raz
      pierwszy czytałam to jeszcze w liceum (moje dziecko mówi, że to czasy
      prehistoryczne..) na lekcji angielskiego.. Skończyło się wywaleniem mnie razem
      z moją koleżanką z lekcji, uwagami w dzienniczkach i wezwaniem rodziców do
      szkoły..

      - Autobiografia - opowieść o podgrzewaniu konserwy mięsnej w pracy męża JCh.. i
      opowieść o sałatce z diffenbachii i spożyciu pokostu jako wysokiej klasy
      alkoholu - tym razem czytałam to swoim kolegom biurowym podczas przerwy w
      pracy.. Panowie zapluli się całkowicie, a panie wszystkie jak leci musiały
      poprawiać urodę, szczególnie rozmazany tusz.. Jeśli myślicie, że mnie się udało
      zachować powagę.. Też się później malowałam..

      - Ślepe szczęście - zmywanie smoły z dzieci sąsiadów Okrętki.. Łapanie
      przestępców podczas wyprawy na raki.. Próby łapania ducha przez brata Okrętki..

      - Krowa niebiańska - przemyślenia głównej bohaterki..

      i tak dalej.. smile

      • cytrynka6543 Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 03.09.05, 19:45
        Uwielbiam wszystko to o czym wspominacie w swoich postach,wszystko!!!
        Najbardziej Lesia(napad na pociąg,gaśnicę),Wszystko czerwone(całość),Całe
        zdanie...(też całość. O Bocznych... i Studniach trochę zapomniałam,znów
        powinnam do nich wrócić,co niedługo uczynię odstawiając na bok nowości(nie
        Chmielewskiej). Niektóre nowsze też mi się podobają,np.Krowa niebiańska,Harpie
        (szczególnie to o Marcinku),Depozyt,Przeklęta bariera i (nie)boszczyk mąż.
        Faktycznie niektóre nowsze pozycje są takie mniej do śmiechu,ale zawsze z
        niecierpliwością czekam na nowości.Jak na razie nie nabyłam Przeciw
        babom,trochę odstręcza mnie cena. Czy książki muszą być takie drogie?
        --
        Największym błędem jest nie popełniać błędów!
    • weatherwax Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 13.09.05, 22:02
      Ha!
      Nikt nie wspomniał, jak w "Romansie wszechczasów" bohaterka obudzona wcześnie
      rano przeprowadza dialog dotyczący krokodyli, które jedzą marchew.
      A potem opis faszerowanych ikon.
      Czytałam to mnóstwo razy i wciąż się śmieję.

      A, i jeszcze w "Bocznych drogach": "Moi rodzice wspólnymi siłami wylali sobie
      na nogi prawie całe mleko z termosu." (cytuję z pamięci), pod Szczelińcem.
      I ta dziewczynina, co tak myliła Szczecin, czy Cieszyn, wszystko jedno
      przecież. smile)
      • jolajola1 Nie śmieję się 25.09.05, 01:11
        ale własnie wychodząc z 3 miesięcznej klinicznej depresji - przeczytałam w
        ramach terapii Krowę Niebiańska, Wielki Diament, Nie boszczyka męża, teraz
        czytam ukochanego Krokodyla
        i wiecie co ? lekarz miał rację, gdy mi powrót do lektur ukochanych doradził !
        zadziałało, przynajmniej trochę - to znaczy nie rżałam ciągle jak dawniej, ale
        gdy Elzusia z Krowy dmuchneła zawartościa popielniczki złoczyńcy w oczy... to
        parsknęłam śmiechem

    • miazgulec WSZYSTKO CZERWONE!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 26.09.05, 20:38
      JA NAJBARDZIEJ SIĘ TURLAM ZE ŚMIECHU PRZY "WSZYSTKO CZERWONE".JEST TO MOJA
      ULUBIONA KSIAZKA PANI JOANNY.ZA KAZDYM RAZEM, KIEDY JA CZYTAM, A NAJCZESCIEJ W
      SRODKACH KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ, POPROSTU NIE MOGE SIE OPANOWAC I RYCZE NA CALY
      TRAMWAJ BADZ AUTOBUSsmile))ZAPEWNE NIE JEDEN PASAZER POMYSLAL SOBIE, ZE DO
      NORMALNYCH TO NIE NALEZEsmile)ALE CO MI TAMsmileBARDZO TEZ LUBIE "STUDNIE PRZODKOW"
      I "BOCZNE DROGI"!!!ALE "WSZYSTKO CZERWONE", MOIM ZDANIEM, JEST POPROSTU NIE DO
      POBICIA!!!!
      PS: A WYPOWIEDZI PANA MULDGAARDA SA POPROSTU NIE DO PODROBIENIA!!!!!
    • ala_s Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 31.10.05, 11:20
      Lesio - zawsze, ale to zawsze
      Wszystko czerwone - za każdym razem
      Studnie przodków - Tygrys zeżarł Capustę
      Wszyscy jesteśmy podejrzani

      Dawno dawno temu moja szanowna własna Matka była po operacji stomatologicznej.
      Odżywiała się przez słomkę i non stop miała okłady na tzw. fizys. Siedzę ja
      kiedyś w pokoku obok i słyszę dochodzące mnie "hy, hy. hy..". Przerażona
      wpadłam myśląc, że Matuś coś się dzieje. Działo się. Matka trzymając jedną ręką
      okład, drugą trzymała "Wszystko czerwone" i wyła ze śmiechu. Nawet groźba
      puszczenia szwów nie zadziałała.... Musiała przeczytać...
    • maadzik Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 31.10.05, 23:54
      zawsze placze przy "Lesiu" i napadzie na pociag i "ladawanie w Garwolinie" sto
      lat temu czytalam to jadac w autobusie i jedna starsza pani w odpowiedzi na moj
      atak smiechu przezegnala sie i wstala z siedzenia z baaardzo brzydka minasmile
      no i oczywiscie maz tez na mnie krzyczy ze trzese lozkiem i on biedaczek spac
      nie moze
      a tak przy okazji to jestem tutaj po raz pierwszy ale bardzo mi sie podoba
    • aganioq Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 03.07.06, 09:49
      ...nie napiszę tu nic nowego, z tą różnicą, że nie tylko płaczę ze śmiechu, ale
      też spadam ze wszystkiego na czym akurat siedzę/leżę:
      "Lesio" - w całości
      "Wszystko czerwone" - też całość, ale najbardziej chyba polski język Pana
      Muldgaarda
      "Boczne drogi", "Studnie przodków"
      książki o Janeczce i Pawełku
      "Przeklęta bariera"
      ...oj w sumie to każda mnie śmieszy, każda bardzo i nawet jak czasem chciałabym
      ukryć przed rodzinką, że po raz enty sięgam po Chmielewską, to i tak po 2
      pierwszych stronach wiedzą wszystko...a moje chłopie wie, że obiadu nie będzie
      i trzeba będzie przeżyć na kanapkach...

      --
      ...niech mnie krowa na lody zaprosi...
    • mucha90 Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 03.07.06, 22:14
      "Całe zdanie nieboszczyka" - fragment z tłuczkiem i dyskusja z cieciem

      "Wszyscy jesteśmy podejrzani" - "w sali konferencyjnej leży Stolarek uduszony
      paskiem od damskiego fartucha, nie wiesz kto go mógł zabić?", Kartki wywieszane
      na tablicy ogłoszeń i oczywiście 'konający łabądź'

      "Wszystko czerwone" - jak Joanna dzwoni w środku nocy do Anity i żąda, zęby ta
      się przyznała do morderstw

      "Romans wszechczasów" -
      '-czego szukasz?
      - pralni pierza'

      To chyba te najważniejsze smile A tak poza tym, to ostatnio przez 5 minut czytałam
      jedno zdanie, bo strasznie mnie wzrusza i potwornie mi się podoba. Mianowicie
      we "wszyscy jestesmy podejrzani" jest taki fragment kiedy do Joanny dzwoni
      prokurator i ją przeprasza. Za oskarżania chyba... w każdym razie
      mówi 'przepraszam. niech mi pani wybaczy' i to zdanie mi się bardzo podoba big_grin
      --
      muffaskowe-zycie.blog.onet.pl <---Nie daj się zwieść adresowi - tam NIE jest różowo!
    • pajacynka Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 03.07.06, 22:48
      Takich rasowych ataków, nie do powstrzymania, zawsze i wszędzie, dostaję przy
      "Wszystko Czerwone", prawie na każdej stronie. Przy porannym dialogu z "Romansu
      Wszechczasów" zapadłam na Chmielewską i pokochałam ją na zawsze, no i Lesio,
      reklamowa gablota i śpiewające skarpetki naczelnego inżyniera smile To chyba już
      historia literatury.
      • ida14 Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 03.08.06, 15:01
        Ja płakać zesmiechu nie umiem i zdarza mi sie to bardo rzadko. Często wuje i
        tarzam sie po podłodze, ale płakałam tylko przy "Lądowaniu.." łzy ciekły mi z
        oczy i przy "Bocznych Drogach", a tarzałam się czytając o Ryjku Wgonie w Mnie
        zabić
        --
        "...człowiek rodzi sie po to by nieść radość innym."

        Bez kija nie podchodź!!
        • lylika Płakałam ze śmiechu cz. II 03.08.06, 22:00
          Przy powitaniu na forum TWCh pisałam o mojej pierwszej przygodzie z "Lesiem" i o tym, że czytając płakałam ze śmiechu. Drugi raz płakałam ze śmiechu przy czytaniu "Lesia" ale nie przeze mnie.
          Jakiś rok po odkryciu "Lesia" i kilkakrotnym przeczytaniu, znałam książkę, a na pewno duże jej fragmenty na pamięć.
          Wtedy to przyszedł do pracy na staż w moim wydziale, świeżo upieczony prawnik o imieniu Leszek. Pierwszego dnia został przedstawiony przez szefową, osobę bardzo zasadniczą i surową, choć młodą wiekiem. Sam powiedział o sobie kilka słów i zajął się studiowaniem bardzo interesujących dokumentów, takich jak: plan stanowisk, zakresy obowiązków, akty prawne urzędu itp. Następnego dnia przyszedł nieco spóźniony, zaczął cztać przerwaną ubiegłego dnia lekturę, po około pół godzinie przerwał, zapatrzył się w okno i siedział tak przy biurku dłuższy czas.
          Później zapytał gdzie jest bufet, oddalił się na godzinę, wrócił i dotrwał do końca pracy na przemian czytając dokumenty i zamyślając się. Nie był zbyt rozmowny. Rozmowa w ogóle nie była łatwa ponieważ miał zdecydowanie złą dykcję i dziwiłam się mocno jak on skończył studia prawnicze. Następnego dnia spóźnił się ponad pół godziny i zaczął od pytania jak sobie radzimy z rannym wstawaniem a przede wszystkim jak sobie radzimy z tłumaczeniem się ze spóźnień. Odpowiedziałyśmy, że rzadko nam się zdarza spóżniać bo szefowa tego nie toleruje. Zmartwił się tym, coś wymamrotał i zajął się znowu czytaniem i zamyślaniem na przemian. Dostał po kilku dniach jakiś przydział obowiązków, wykonywał te zadania dość szybko ale z dużą niechęcią. Z chęcią przesiadywał w bufecie i zamyślał się nad jakimś papierkiem lub patrząc w okno. No i codziennie
          się spóźniał. Po porannej utarczce z kadrową lub rozmowie dyscyplinującej z szefową przychodził do pokoju zrezygnowany z miną cierpiętnika i z mocnym postanowieniem, że jutro się nie spóźni, za to z całą satysfakcją złoży wymówienie, co było czystą fikcją bo staż roczny musiał odbyć żeby się dostać na aplikację. Obserwując go przez około dwa tygodnie doszłam do wniosku, że mam przed sobą "Lesia" w czystej postaci, nomen omen o tym samym imieniu.
          Następnego dnia przyniosłam do pracy książkę i wręczyłam Leszkowi mówiąc: przeczytaj sobie w domu, główny bohater bardzo mi kogoś przypomina. Leszek zamiast zająć się pracą włożył książkę do szuflady i zaczął ją czytać ukradkiem.
          Co pewien czas podrygiwał, krztusił się, pokasływał a momentami dostawał jakby apopleksji, charczał, zrywał się z krzesła, siadał ponownie aby w pewnym momencie wybuchnąć nieopanowanym śmiechem. Śmiał się się tak głośno i długo, że aż zajrzała do nas szefowa, która urzędowała dwa pokoje dalej. W tym momencie ja stałam obok biurka Leszka bo zaglądałam mu do szuflady ciekawa przy czym tak się rozbawił, zobaczyłam tylko: "nie ma słonia" i śmiałam się z Leszkiem razem aż nam łzy leciały. Szefowa popatrzyła na nas ze ciekawością pomieszną z niechęcią.Przypadek sprawił, że Leszek wstając na widok szfowej pociągnął szufladę, szefowa zobaczyła książkę no i się zaczęło.
          Panie Leszku, nie dość, że pan się notorycznie spóźnia to jeszcze zamiast pracować czyta pan książki w biurze. Nie wiem jak to będzie z zaliczeniem stażu.
          Czy pan zamierza zmienić swoje postępowanie i coś z tym zrobić?
          Wtedy Leszek krztusząc się i płacząc odpowiedział: Tak, zamierzam zamordować personalną... bo... nie ma słonia.
          Szefowa tylko zamachała rękami i czym prędzej wyszła.
          Doszły nas później słuchy, że doszła do wniosku, że albo Leszek jest nie w pełni władz umysłowych albo protegowanym kogoś bardzo mocno ustosunkowanego, bo pozwala sobie na takie kretyńskie uwagi.
          --
          Otwórz szafę i mów do rzeczy.
    • 36krzysiek Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 06.07.06, 14:26
      a dorzuce swoje trzy grosze: Boczne drogi, matka dostala choroby prezydenckiej
      przed przylotem Teresy i lezala na kanapie owinieta kotara Lucyny. W oczach mi
      to stoi! nie chciala wstac a z kanapa nie dalo rady jej wyniesc. dopiero
      haslo "pogotowie" postawilo ja na nogi. Scena, gdy Teresa gubi zeby w baszcie a
      (chyba) Lucyna wola do nich szeptem z gory smile)) mamusia z dragiem atakujaca
      Marka. proba namowienia ciotek w Tonczy na zabawe w switezianki na lace smile))))
      Romans : poranny dialog o krokodylach i opis dziel sztuki powoduja spazmy
      --
      Kaczuszko, wiesz, progi są tak duże,duże,duże
      a Ty masz krótkie nóżki
      jak zwykle u Kaczuszki
    • dorka_31 Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 07.07.06, 23:25
      Nie będę oryginalna, na pierwszy plan zdecydowanie wybija się "Lesio". Moje
      pierwsze z nim zetknięcie było wiele lat temu, byłam chyba jeszcze w
      podstawówce, kiedy w radiu czytali fragmenty tejże powieści. Byłam w domu, więc
      mmusiały to być wakacje. Coś tam robiłam, ale czytana treść w pewnym momencie
      mnie wciągnęła. Wyłam ze smiechu zastanawiając się co to za dzieło, które bawi
      mnie, mimo iż nie znam początku i nie wiem o co chodzi. Ale trafiłam akurat na
      scenę z gaśnicą, więc to nie dziwne... Potem przez kilka lat poszukiwałam
      całości, ze skutkiem pozytywnym dopiero pod koniec liceum.
      Ale wracam do "Lesia". Druga moja ulubiona scena to napad na pociąg i tuż po
      napadzie, kiedy to "...Lesio wsiadł do samochodu w milczeniu, wraz z pełnym
      asortymentem roślin bagiennych i kilkoma niedużymi pijawkami..." (to jedno z
      moich ulubionych zdań) po czym na pytanie co się stało odpowiada
      boleśnie "...Pociąg nadjechał z przeciwnej strony..." smile))
      Kolejny mój typ to "Dzikie białko" (zresztą cała seria o biurze projektów mi
      się podoba). Scena wywołująca u mnie dziki rechot, choćby nie wiem który raz
      czytana, to ta gdy dzielnicowy siedzi nocą za krzakiem w ogrodzie (teoretycznie
      pustym), a z boku nadchodzinaczelny inżynier, też sądząc, iż jest sam. Wybiera
      ten sam krzak, trafia w ciemności na inną ludzką istotę, po czym
      szepcze "Bardzo przepraszam, nie wiedziałem, że tu zajęte...". Treść wypowiedzi
      w połączeniu z sytuacją bawi mnie do łez. Ale nic na to nie poradzę, że
      uwielbiam absurdy smile)
      Trzeci typ to "Romans wszechczasów", zwłaszcza scena otwierania paczki od
      Kacyka oraz ta, gdzie "małżonkowie" spotykają się po raz pierwszy - on otwiera
      drzwi, ona okrakiem na oknie i jego tekst: "Wychodzisz czy wracasz?" smile))

      Rzecz jasna, to tylko część miejsc gdzie wyłam i krztusiłam się ze śmiechu, ale
      kto by tam wszystkie je spamiętał....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka