mzrr21 Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 08.07.06, 14:53 Nia ma znaczenia. Zostałam wezwana dzis do pracy, a w torebce mam zawsze coś do zytania.Akurat "stare prochno". Właściwie obojetne która ksiązka i ktory moment. Odpowiedz Link
woloduch1 Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 10.07.06, 03:48 No coz, wiele ich bylo, ale wszysto przebilo Wszystko czerwone. A jak to sie stalo,opowiem: Dawno, bardzo dawno temu, kiedy nader znacznej czesci tego szanownego forum na swiecie jeszcze nie bylo, lubo w pieluchach byli, albo tez raczkowac zaczynali (no owszem, kilkoro juz do szkol chodzilo i umialo skladac literki i sylabizowac, niektorzy nawet juz plynnie czytac zaczeli) od znajomych wyzebralem pozyczenie Wszystkiego Czerwonego. Ale nie ksiazki, o nie! Ktoras z owczesnych gazet (chyba warszawskich, o ile pamiec figli mi nie plata - chyba Expres Wieczorny) drukowala je w odcinkach. Jakim cudem znajomi zdobyli calosc (bo nie w Warszawie mieszkalem) - tego nie wiem, ale zdobyli i juz. No i pozyczylem. Wieczor juz byl. Pory roku nie pomne, ale chyba lato. Rodzice w drugim pokoju ogladali cos w telewizji i juz po kilku odcinkach zamkneli mi drzwi do pokoju, bo moje chichoty ogladac im przeszkadzaly (dziwne wapniaki, nie?). No i obie strony byly zadowolone, ja im nie przeszkadzalem, a oni mnie. Ale dojechalem do owego slynnego pytania pana inspektora Muldgaarda: "Ta dama, to wasza mac?" i ryknalem gromkim smiechem (cos mi sie zdaje, ze smiechu to nie przypominalo, raczej jakis ryk z domieszka Bog jeden wie czego), lzy mi poplynely z oczu i zasmarkalem sie w jednej sekundzie. W drugim pokoju dal sie slyszec lomot odsuwanych foteli, tupot i po chwili rodzice omal nie wyrwali drzwi z zawiasow wpadajac do pokoju, w ktorym ich progenitura wila sie na tapczanie, zaplakana i zasmarkana, nie mogac sie uspokoic. Ich wypytywanie "Co sie stalo" po minucie spowodowalo, ze sprobowalem im to odczytac (ostanich kilka linijek), ciagle duszac sie od wstrzymywanego smiechu. No i dojechalem do tej samej linijki i znow ryknalem takim smiechem, ze nie dalem rady odczytac. Zniesmaczona rodzicielka zazadala oddania jej tego odcinka i sam zaczela czytac (na glos). Przy slowach "Ta dama..." glos jej sie zalamal i zamienil w ryk radosci, smiech, chichot, lzy w oczach i tym podobne objawy radosci. Zgiela sie w pol i chyba nawet ze smiechu usiadla na podlodze. Wtedy stateczny, zrownowazony ojciec z niesmakiem wyjal jej z bezwladych palcow odcinek i z komentarzem "Nie potraficie odczytac jednego zdania?" sam przystapil do tej czynnosci. Normalnym glosem doczytal do tejze kwestii, po czym rowniez wybucznal smiechem, lzy mu pociekly po policzkach. Mniej wiecej po pieciu minutach nastapil wreszcie spokoj (wzgledny), jednakze zazadano ode mnie szybszego czytania i zaraz po skonczonym programie zjawily sie nade mna dwie harpie czyhajace na powiesc. Co nastapilo dalej? Zaprawde, ciemnosc zapadla na paniec, ale cos mi sie wydaje ze przeczytane odcinki oddalem bez bicia, ojciec i matka jakos ustalili kolejnosc czytania (jedno z nich bylo o odcinek do tylu), i co skonczyli, to wydzierali mi natepne. Czy skonczylismy to czytac tego dnia? Chyba tak, ja jakies pol godziny wczesniej. W kazdym razie, od tej pory czytali wszystko autorstwa Guruy. Pozdrawiam Woloduch Odpowiedz Link
nikusz Re: Przy której książce popłakaliście się ze śmie 03.08.06, 14:00 ja sie poplakalam ze smiechu czytajac twoj post... ale nad wszystko czerwone, lesiem, bocznymi drogami, studniami przodkow i paroma innymi tez nieraz plakalam. a calkiem z innej branzy kiedys poplakalam sie i dostalam czkawki ze smiechu, oraz do identycznego stanu doprowadzilam w godzinach pracy kolezanke, kiedy znalazlam angielski humor zeszytow szkolnych ulozony w historie swiata. pozdrawiam wszystkie i wszystkich nika Odpowiedz Link