groha
18.01.06, 15:19
Opowieść pierwsza, pt. "Przesłuchanie"
Z policyjnego protokołu przesłuchania, które odbyło się dn. 18 stycznia 2006
roku w Komisariacie Policji w Psiej Wólce, na okoliczność interwencji na
posesji ob. Piotra Pyziałka, lat 38, syna Jana i Weroniki, w której doszło do
uszkodzenia ciała wyżej wymienionego przez podejrzaną, ob. Katarzynę
Pyziałek, żonę, lat 35, córkę Pawła i Bożeny.
Przesłuchujący, aspirant Jerzy Wałek: - Proszę opisać, jak doszło do całego
zajścia.
Podejrzana, Katarzyna Pyziałek: - Nijak by nie doszło, gdyby poczekał, aż
skończę.
Asp. Wałek: Proszę po kolei i dokładnie. Co pani kończyła?
K.Pyziałek: Książkę. Czytać.
Asp. Wałek: Jaką książkę?
K.Pyziałek: Chmielewskiej.
Asp. Wałek: A mężowi się to nie podobało?
K.Pyziałek: Podobało.
Asp. Wałek: Proszę dokładniej! Podobało mu się, a mimo to uderzyła go pani
chochlą i rozbiła mu na głowie dwa talerze?
K.Pyziałek: A bo mnie zdenerwował! Nie mógł poczekać chwilę? To nie, tylko
dlaczego nie ma nic do żarcia i dlaczego nie ma nic do żarcia! A co? Nie mógł
sam sobie chleba ukroić? W najciekawszym miejscu byłam, jak zaczął mi książkę
wyszarpywać z ręki! Prosiłam po dobroci, żeby mnie nie denerwował? Prosiłam.
Skończyłabym, to bym spokojnie obiad zrobiła, nie? Z głodu nagle zaczął
umierać, myślałby kto!
Asp. Wałek: I dlatego uderzyła go pani w głowę, powodując krwotok z
rozciętego łuku brwiowego, zasinienie okolic oka lewego i guz na środku
czoła?
K.Pyziałek: Jakie uderzyła? Jakie uderzyła?! Popchłam go tylko lekko, żeby
się wreszcie odczepił, a ten, jak worek poleciał na szafkę z talerzami!
Asp. Wołek: A chochla? Poszkodowany zeznał, że uderzyła go pani chochlą.
K.Pyziałek: Może go i szturchłam, nie pamiętam. Akurat czytałam taki fajny
kawałek, jak kobita przegania tłuczkiem stado bandziorów, a ten mi coś
mamrotał za uszami i za książkę łapał...
Asp. Wołek: To miała pani chochlę w ręku w czasie tego czytania? W jakim celu?
K.Pyziałek: W celu oganiania się od much. Tną cholery tego roku, jak rzadko,
a ten mój, sirota jedna, nawet packi porządnej zrobić nie umie! Mówię panu
komendantowi, przyjdzie z pola, to tylko żreć woła i żadnego pożytku z
niego...
Asp. Wałek: A więc przyznaje się pani do winy?
K.Pyziałek: Do jakiej winy? Do nijakiej winy się nie przyznaję! Sam sobie to
zrobił! Widać taki cherlawy jest. Sąsiadka świadkiem, że tylko lekko go
popchłam!
Asp. Wołek: A co robiła sąsiadka u pani w domu?
K.Pyziałek: Jak to co? Czekała, aż skończę czytać, bo chciała pożyczyć tę
piękną książkę!
Świadek, ob. Marianna Kawałek, która wezwała pogotowie ratunkowe do
poszkodowanego, odmówiła zeznań słowami: Dobrze mu tak, draniowi jednemu.