groha
18.03.06, 21:08
Pozwoliłam sobie pożyczyć tytuł wątku ze znanej nam wszystkim książki, bo
fajny. A mnie właśnie nagle zapachniało latem, przygodą, podróżą za jeden
uśmiech... Oglądam sobie stare zdjęcia, to pewnie dlatego. Na jednym -
stacyjka z fikuśnymi kwietnikami na jedynym peronie i drewnianą ławką ze
śpiącym, miejscowym kotem, któremu wcale nie przeszkadza stojący na torze,
błyszczący, dyszący parą potwór-parowóz. Od razu przypomina mi się aromat
tego miejsca: słodko-gorzka mieszanka dymu z parowozowego komina, rozgrzanego
oleju, kolejowych podkładów, spalonej słońcem trawy... Zapach, którego już
nie ma. Tak jak nie ma już tych młodych ludzi z plecakami, którzy na innym
zdjęciu siedzą w jakimś przydrożnym rowie i czekając na okazyjną cieżarówkę,
najczęściej marki Star, suszą po ulewie swój dobytek, rozwieszając go na
rachitycznym drzewku oraz na drogowym znaku informującym o ostrym zakręcie w
lewo. Pamiętam, że tamten rów pachniał macierzanką i... radością życia. Żadne
zakręty nie miały wtedy znaczenia. Nawet wtedy, gdy kierowca jakiejś
jeżdżącej ruiny, wychylił się z kabiny i krzyczał do widocznych na kolejnym
zdjęciu, pięknych i młodych, siedzących z rozwianymi włosami na
pace: "trzymać się! hamulce siadły!" Po roześmianych gębach nie widać, by
pachniało wtedy strachem. Raczej przygodą i... jakimś nawozem sztucznym,
który wydostawał się obficie z worów służących za siedzenia, co wraz z
rozlatującą się burtą pojazdu, zostało na zawsze utrwalone na zdjęciu.
Zapachy dawnych podróży... Ile poznanych ludzi, miejsc, nowych doświadczeń.
Jak choćby to, że z mleka uzyskanego prosto od krowy, niesionego w bidonie
przez 10 kilometrów, niechcący można otrzymać grudki świeżego masełka i płyn
zwany maślanką, którego lepiej nie pić, gdy żołądek nie jest przyzwyczajony...
Podzielcie się wspomnieniami ze swoich podróży, co? Małych, średnich, dużych,
każdy ma jakieś za sobą, prawda? Powspominajmy, zanim nadejdzie czas na
kolejne. A może ktoś właśnie pakuje walizki, albo właśnie wrócił ze świata?