"Szkoła? Ponura konieczność...

31.08.06, 13:32
działająca w ograniczonym zakresie (...) Trudno uważać szkołę za atrakcyjną
rozrywkę"
Koniec cytatu. A z czego on, to na pewno z łatwością odgadniecie. Dodam, że
rzeczona szkoła właśnie przechodziła stopniowo na system koedukacyjny, więc
młodsze klasy były już mieszane, w starszych zaś nadal były same baby. Takiej
szkoły, to nawet ja nie pamiętam. Za to pamiętam inną reformę - wydłużenie
podstawówki z 7 do 8 klas. Oraz wszystkie następne, pożal się Boże, reformy
też, niestety. Ale takie przejście do koedukacji, to musiała być rewolucja i
przeżycie dla młodzieży, nie? Nagle, tuż obok, albo w sąsiedniej ławce - inna
płeć, rany boskie...
Wątek ten dedykuję wszystkim, dla których zaczynająca się szkoła, nie jest
tylko wspomnieniem, życząc, by mimo wszystko nie była ponurą koniecznością.
Na szczęście, dziwnym sposobem, po latach, z tej atmosfery ucisku i
przygnębienia zostają prawie same fajne wspomnienia. Chyba, że zostanie się
nauczycielem... Ale o tym, jak to wtedy jest, to najlepiej wie nasza pani od
polskiego, czyli Mariurzkasmile)
    • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 13:46
      Uczeń ma jednak trochę przewagi nad nauczycielem. Kończy szkołę i do niej nie
      wraca (no, z małymi wyjątkamismile. W liceum zostaliśmy wrobieni w pracę
      społeczną - chodziło się po szkołach z jakimiś ankietami (całe szczęście, że
      zamiast kilku lekcji). Trafiłem do dawnej swojej podstawówki w godzinach
      uprawiania oświaty. Raaany, jaki hałas na przerwie! Prawie jak w Szpulce z
      kompletem nagłośnienia! Jak 8 lat można było to wytrzymać?
      • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 13:53
        Ja w szkole zawsze trafialam na jakieś reformy. Był taki obłędny pomysł, zeby
        dziesięciolatke wprowadzić. Mój rocznik miał być tym doświadczalnym, ale w
        końcu zrezygnowano. Tyle, ze nowy program został i przez całą podstawówkę i
        liceum miałam problem z podręcznikami (bo nowych nie zdążyli na czas wydać, a
        stare były juz niedobre). Poza tym, nauczyciele sami nie wiedzieli czego sie
        trzymać, więc był jeden melanż. Zaś na studiach - od mojego rocznika
        wprowadzili nową specjalizację. Oczywiście na nią poszłam wink) No i znowu było
        to samo, bo nikt nie wiedział co i jak. Ale za to baaardzo sympatycznie smile)
        ...Taaak, to były czasy.....
        • mzrr21 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 14:02
          Takim królokiem doświadczalnym na reformach oświatowych była moja córka. Co
          koniec jakieś etapu szkoły to reforma.

          Gopos, ja jak odprowadzałąm dzieci jak szły do 1 klasy to uciekałam stamtąd im
          szybciej tym lepiej. Nie znoszę wrzasku. Za moich czasów nawet w podstawówce
          chyba tak głośno nie było
          • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 14:27
            mzrr21 napisała:

            > Za moich czasów nawet w podstawówce chyba tak głośno nie było

            Obawiam się, że było, tylko wredy człowiek był uodporniony... wink))
    • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 13:53
      Młodość ma mocny aparat nadawczy, to fakt. Za to odbiorczy działający czasem
      bardzo wybiórczosmile
    • groha Re: Długofalowa praca społeczna... 31.08.06, 14:17
      z długofalowym pożytkiem. To o czynie społecznym z tej samej książki.
      Na jednym z miejsc, w którym kiedyś zdrowo namachaliśmy się łopatami,
      przerabiając, w ramach przymusowego czynu społecznego, ugór na park, właśnie
      dokonano otwarcia nowoczesnej hali sportowej. Da się przeżyć, w końcu cel
      prawie ten sam. Ale, gdy sobie przypomnę inne miejsce, na którym sadziliśmy
      drzewka w ramach akcji "zielone płuca dla miasta", czy coś w tym rodzaju, na
      którym potem postawiono osiedlową kotłownię, to nie ukrywam, że do dzisiaj mnie
      rusza. Ile tej młodej pary poszło w gwizdek, to aż żal ściska tył..., znaczy
      serce.
    • mzrr21 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 14:20
      Raz na kazali przekopać pół szkolnego terenu, że będzie warzywnik na jarzynki
      dla szkolnej stołówki. Kopaliśmy w marcuy, w połowie kwietnia położyli na tym
      asfalt i zrobili boisko do piłki nożnej, a warzynki 8 m2 zrobił portier prawie
      na ulicy.
    • mariurzka Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 17:51
      Ależ Groho kochana, szkoła to momentami całkiem atrakcyjna rozrywkasmile Nikt nie
      jest w stanie przewidzieć, co się za moment wydarzysmile
      Od innych komentarzy się z premedytacją powstrzymam, bo mogłabym długo, ale
      obawiam się że szanowni forumowicze tego nie przetrzymająsmile
      • lylika Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 18:09
        Wal, my wszystko przetrzymamy.smile
        • mariurzka Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 00:23
          To, że przetrzymacie to dla mnie pewnik, bardziej boję się że obejmie mnie
          zakaz wstępu na forum, bo ja o szkole mogę bez końca, niestety większość
          słuchających wymięka po kilku godzinachsmile
    • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 31.08.06, 19:25
      Przepraszam bardzo, ale o tej szkolnej, ponurej konieczności, to nie moje.
      Cytata to była. Z Guruy, rzecz jasna. Ocena z pozycji ucznia, a raczej
      uczennicy. Prymuski zresztą, szczególnie z historii. Tereska jej było.
      Pewnie, że z drugiej strony katedry, wygląda to całkiem inaczej. Opowiadaj,
      Mariurzko, o tych szkolnych atrakcjach, opowiadaj. Śmiechu nigdy dosyćsmile
      • mariurzka Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 00:35
        groha napisała:

        > Przepraszam bardzo, ale o tej szkolnej, ponurej konieczności, to nie moje.
        > Cytata to była. Z Guruy, rzecz jasna.

        Ależ oczywiście, że zauważyłam Guruę! Ta apostrofa do Ciebie to ze względu na
        autorstwo postusmile

        > Opowiadaj, Mariurzko, o tych szkolnych atrakcjach, opowiadaj. Śmiechu nigdy
        dosyćsmile

        Dziś to jestem troszkę zmęczona porządkowaniem sterty papierzysk - w związku z
        nowym rokiem szkolnym, więc od opowieści jednak się powstrzymam, za to wrzucę
        Wam tutaj tegoroczny humor maturalnysmile Tajemnic żadnych nie zdradzam bo cytaty
        pochodzą z raportu opracowanego przez CKE, ale myślę że choć trochę się
        pośmiejecie z inwencji twórczej "młodych polonistów" smile)

        - Makbet jest postacią rozdartą w sobie.
        - Jagna była niejako piętą Achillesową Boryny.
        - We wsi miano grubej ryby należy do Boryny.
        - Jego tragizm polegał na miłości, która nigdy nie rozwinęła skrzydeł.
        - Najważniejszym celem była Jagna, która była kolejnym trofeum, jednak
        potomstwo Boryny sprzeciwiło się temu.
        - Szargany nerwami zmienia się w zwierzę.
        - Kłótnia u Borynów, jak każdy konflikt, zaczęła się na ziemi, a skończyła na
        kobiecie.
        - Jagna zostaje wywieziona z gnojem na obornik.
        - Jagna nie jest w stanie zapanować nad czysto fizjologicznym aspektem natury.
        - Żona uderza w czuły punkt Makbeta.
        - Antek był zadłużony w Jagnie a swoją żoną pomiatał.
        - Włosy zaczęły mu się prężyć na głowie.
        - Dzień Boryny mijał od rana do wieczora.
        - Narrator współżył z wiewiórką, a ona robiła co chciała.
        - Iwaszkiewicz był właścicielem cmentarza i wypoczywał na nim.
        - Boryna grzebał pogrzebaczem w głowie aż skry leciały.
        - A Jagna to takie ciche zło, które rozsiewa się po ludziach i zostawia obfite
        plony.
        - Borynie spadały ciągle włosy ze złości na oczy.
        - Antek i Hanka to woły pracujące u Boryny.
        - Bohatera zaskakuje przepowiednia dotycząca jego przyjaciela Banka. Mówiła ona
        o tym, że będzie on płodził dzieci Makbetowi.
        - Makbet zapytał ją, że jakby chybili to co wtedy? Lady Makbet kazała mu
        obserwować swoje męstwo, to na pewno nie chybią.
        - Edyp to bohater jednej z tybetańskich legend.
        - Jak go Antek wkurzał, to Boryna się unosił.
        - Ojciec, gdy usłyszał te słowa był zły, uderzył spojrzeniem w Antka, nic nie
        odrzekając usiadł przed kominem i nerwowo działał pogrzebaczem w głowie.
        - Matka dbała o Jagnę, nie pozwalała pracować w polu, przez to stała się
        rozniańczona i zapatrzona w siebie. Bardzo często lubiła puszczać się z obcymi
        mężczyznami.
        - Hanka wyzywała Jagnę od, za przeproszeniem, kurtyzan.
        - Wiewiórka uzbierała sianko i wsadziła w intymne miejsce, czyli dziuplę, którą
        wcześniej wyczyściła..
        • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 01:34
          Mariurzko, wielką uczyniłaś krzywdę w domu moim tym postem, który zachciało mi
          się przeczytać, gdy cały (dom, nie post) był już pogrążony we śnie. I klops.
          Nawet koty się obudziły, słysząc moje rżenie, a mąż pewnie do pracy zaśpi, gdyż
          dostał czkawki ze śmiechu i nie może przez to ponownie zasnąć. Bo powiedział,
          że teraz, to u nas będzie, jak u Borynów - jak go będę wkurzać, to on się
          będzie unosił. Na co ja odpowiedziałam, że jaki z niego Boryna, skoro nie ma mu
          co ze złości spadać na oczy... I tak, przez Twój post, mamy noc z głowy, bo
          głupawka zaraźliwa jest i spędza sen z powiek.
          smile))
        • bumbecki Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 09:06
          mariurzka napisała:

          > - Wiewiórka uzbierała sianko i wsadziła w intymne miejsce, czyli dziuplę,
          >którą wcześniej wyczyściła..

          cóż za wspaniałe, intymne miejsce smile)))
    • woloduch1 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 03:37
      A ja pamietam taka szkole. Moje liceum bylo liceum meskim, ale w roku, w ktorym
      zaczalem nauke, stalo sie koedukacyjnym. A kolejny rocznik byl ostatnim
      siedmioklasowej szkoly podstawowej.

      Pozdrawiam

      Woloduch
      • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 14:38
        Wychodzi na to, że jesteśmy z jednego planu sześcioletniego i z tej samej
        reformy oświatysmile Byłam drugim rocznikiem w owej nowej, ósmej klasie
        podstawówki, więc poszłam już do liceum koedukacyjnego. Czego, nawiasem mówiąc,
        akurat w mojej klasie nie zauważyłam, bo sportowa ona była, nowatorsko
        skompletowana przez państwa Sarnów, czyli Mirosławę (ktoś pamięta taką
        lekkoatletkę w kadrze narodowej?) i jej męża, trenera, celem kształcenia
        młodych kadr dla królowej sportu, czyli atletyki lekkiej. Po testach wstępnych
        załapały się do niej same baby i jeden rodzynek - miotacz, ale wkrótce odpadł.
        Widać za słaby był nie tylko w rękach. Za to baby...! Jak klacze wyścigowe,
        jedna w jedną. Pewnie dlatego tak lubię Florencjęsmile)
    • mzrr21 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 01.09.06, 15:03
      Że z jednego, to już dawno wiadomo, tylko czyj on był ten plan
      • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 12:57
        Większość moich nauczycieli w podstawówce powinna była nigdy nie wyjść z
        zakładu psychiatrycznego, pani od matematyki naderwała koleżance ucho,
        wychowawczyni dostawała histerii na lekcji i wyzywała nas jak niejeden robotnik
        budowlany, druga matematyczka, hmmm... ocierala sie o biurko, biolog bił
        gumowym weżem po plecach, historyczka rzucala w nas pękiem kluczy i własnymi
        okularami, a geograficzka małymi globusami, w liceum matematyk dobierał się do
        uczennic. Od 2 do 6 klasy wyjście do szkoły to była histeria, matka dawała mi
        środki uspokajające. Dziwne, że umiem czytać i pisać. Szkoła moich wspomnień to
        był najczarniejszy horror. Trochę lepiej było w liceum, bo człowiek zaczynał
        mieć swój rozum i z lekką pobłażliwościa traktował to, pożal się Boże, grono
        pedagogiczne.
        • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 13:07
          Fajną miałeś szkołęsmile)
          Ale o uchu coś sobie przypomniałem. Matematyczka pier... to jest energicznie
          zamknęła drzwi wchodząc do klasy (ulubiony sposób). Na tyle energicznie, że na
          korytarzu spadła gaśnica. Spadła zgodnie z instrukcją, dzyndzlem na dół i ku
          uciesze gawiedzi piana tryskała na wszystkie strony jak w Lesiu. Przygalopowała
          dyrektorka i o mało nie urwała ucha pierwszej osobie, która się nawinęła,
          polała się krew. To był ulubiony sposób dyskusji dyrektorki.
        • lylika Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 13:08
          To są takie szkoły? Gdzie?
          • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 13:28
            Służę uprzejmie: SP 41 w Szczecinie i LO IX też Szczecin
            • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 13:37
              Jeden taki pedagog inaczej, to rozumiem, w każdej szkole był, ale żeby tak
              wszyscy, jak jeden mąż? Toż to jakiś horror. Musi jakieś wyziewy toksyczne z
              tych pokładów na dnie Bałtyku, nie widzę innego wytłumaczenia.
              • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 13:53
                Już pominę, że z tego co wiem, połowa mojej klasy zakończyła swoje kariery w
                kryminale. Prawdziwym. Za kradzieże, rozboje itp. Ciekawe czy miało na to wplyw
                szkolne wychowanie ? O wyziewach nic nie wiem, ale nie wykluczone.
                • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 14:01
                  No, widzisz, a Ty zostałeś chmielewszczykiem, czyli co było, a nie jest, nie
                  pisze się w rejestrsmile Zabij jakiegoś w swojej nowej powieści, mówię Ci, to
                  pomaga. Od kiedy zabiłam na piśmie instruktora narciarskiego, nie miałam więcej
                  nart na nogach, czyli - pomogłosmile)
                • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 14:01
                  Optymistyczny wątek nam się zrobił na początek roku szkolnegosmile
                • asia.sthm Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 14:03
                  u mnie bylo 50/50.
                  Wole pamietac tych prawdziwych nauczycieli. Wszelkich swirow wywalilam z
                  pamieci...no prawie wywalilam . Wracaja jak potrzebuje komus w wyobrazni
                  nawtykac ostrymi slowami.
    • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 14:18
      g0p0s napisał:
      >Optymistyczny wątek nam się zrobił na początek roku szkolnegosmile

      Szkołę podstawową mam tuż obok, więc dziś rano, obudzona niezwykłym gwarem,
      miałam możność podsłuchać przez uchylone okno kilka dialożków, świadczących o
      tym, że mimo wszystko, z młodzieżą nie jest źle, normalna jest i wie, co w
      życiu ważne. Dwie, na oko szóstoklasistki, gadały sobie tak:
      - A on powiedział, że mi nogi urosły.
      - A mnie cycki...!
      smile)
      • marrtawu Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 14:34
        W wakacje wszystko rośnie, bo można się wysypiać, a wiadomo, że dzieci wtedy
        zwiększają wymiarybig_grin I jak to się szczęśliwie przekłada na to, co spędza
        dwunastolatkom sen z powiek...
        Wracam do korepetycjowania dopiero od przyszłego tygodnia, ale już mnie to
        martwi. Ja nie rozumiem dzisiejszej młodzieży!big_grin
        • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 14:59
          marrtawu napisała:

          >Ja nie rozumiem dzisiejszej młodzieży!big_grin

          Ja się staram. Mój bratanek, uczeń klasy maturalnej, powiedział, że rozpoczęli
          rok szkolny już w piątek, jak należy, czyli w knajpce. Uczciwszy to wydarzenie
          minutą ciszy. I ja go rozumiemsmile
          • marrtawu Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 17:17
            Maturzyści mogą byćsmile Ale młodsza młodzież mnie przeraża.
    • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 15:44
      Tak sobie poczytałem o pomysłach IV RP na szkołe i doszedłem do wniosku że to
      się dobrze składa, że nie mam dzieci. Gdybym miał byłyby tylko dwa wyjścia,
      albo podusić albo wywieżć gdzieś daleko,daleko, daleko...
      • ida14 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 20:49
        Rozpoczęłam naukę w klasie Ia o profilu mat-fiz w L.O. im Marii Curie-
        Skłodowskiej w K.W. Prosze o trzymanie kciuków. w Sumie nie było tak żle jak
        myśłam, ale i tak umierałam ze strachu.
        • lylika Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 21:05
          Gratulacje i najlepsze życzenia na nowej drodze życia.smile
          • groha Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 21:52
            Iduś, dobrze będzie, zobaczysz. W mat-fizie, jak pamiętam, zawsze zdarzali się
            bardzo fajni faceci, o niekoniecznie całkiem ścisłych umysłachsmile) Jestem
            dziwnie spokojna, że od jutra zabłyśniesz w klasie, jak gwiazdka i z tym
            kagańcem oświaty dasz sobie radę śpiewająco. Ale kciukasy trzymam, bo na
            początku, to zawsze się mogą przydaćsmile
            • marrtawu Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 23:13
              Mat - fiz? I kolejna stracona dla literatury!
              Aż przez moment prawie pozazdrościłam, że masz szkołę, pamiętam, że ten
              pierwszy miesiąc wytężonej integracji był bardzo miły i ciekawy. Ale zaraz mi
              zazdrość przeszła.
              A mundurek chciałam mieć.... urodziłam się za wcześniesad
              • ida14 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 05.09.06, 18:34
                Zabłysnąc nie zabłysłam (czy zabłysnęłam??), ale mam 16 kolegów i 10 koleżanek.
                Cudo klasa smile Z jednym fajnym dziś sie zapoznałam i od razu sprawił mi
                przyjemnośc. Mianowicie spotkałam go w sklepie po lekcjach i chwile gadalismy
                po czym wyraził pogląd, ze ładnie leżałaby na mnie ta sukiemke (pokazana na
                wystawie), a ja sie w duchu usmiechnełam bo sukienka była rozmiaru(jak to na
                wystawach) 34. o takim moge tylko śnić. Miły facet smile
                • marrtawu Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 05.09.06, 19:34
                  Bo gdybym urodziła się dopiero dziesięć lat temu, to może i miałabym ten
                  mundurek w szkolesmile
                  Iducha, mam nadzieję, że nie uderzysz w stonę anorektyzowania się, chcąc mu
                  zrobić przyjemność?smile
                  • ida14 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 05.09.06, 20:47
                    Nie uderze, ale schudne ze stresu i z "niejedzenia" bo nie mam kiedy w szkole,
                    a jestem tam od 7 do 15. 30 ok. Same dobre strony, tylko jak pomysle o
                    przyszłości to przez trzy lata nie widze nic prócz nauki sad Boje sie jak
                    cholera. Fizyca nas tak postraszyła, ze mi sie plakac chce...
                    • maalza Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:11
                      Nie bój się Iduś, oni zawsze straszą. Strasza w podstawówce, strasza w liceum a
                      na studiach to już wmawiają bzdury do potęgismile
                      Nie daj się zastraszyć i dużo jedz!
                    • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:54
                      Ida, fizyka to najfajnieszy szkolny przedmiot. Wszystko w niej z czegoś wynika,
                      nie trzeba się uczyć, tylko rozumiećsmile
    • minerwamcg Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 04.09.06, 22:07
      Mnie ze szkolnych doświadczeń Gurui najbardziej podobają się świadectwa.
      Babcia opowiada jej synom, że mamunia zawsze była piątkową uczennicą, synowie
      oczywiście nie wierzą (ponieważ znają i takie bajeczki, i mamunię), a tu babcia
      łaps za świadectwa i patrzcie, niedowiarki. Była, czy nie była? Była!
    • mzrr21 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 05.09.06, 07:47
      Mundurek!!! Dlaczego za wcześnie?
      • lylika Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 00:01
        Ja bym zatytułowała tak: "Szkoła; ponura konieczność?"
        Jestem szczęściarą. Żadna z moich szkół nie była ponurą koniecznością. Szkoły były trzy, ale wspomnę tylko pierwszą klasę w pierwszej szkole. Do pierwszej klasy chodziłam w mundurku. Byłam z niego bardzo dumna.
        Był granatowy, z wełny "setki", plisowana spódniczka i bluza z marynarskim kołnierzem przybranym białymi wypustkami. Na "co dzień" takie same plisowane spódniczki, ale już z "zerówki" i bluzy bez marynarskiego kołnierza za to z codziennie świeżym, białym kołnierzykiem i mankiecikami. Do tego fartuszek "krzyżaczek" z granatowego jedwabiu. Miałam dwa komplety na zmianę, do tego cztery fartuszki i niezliczoną ilość kołnierzyków i mankiecików, przeważnie z "piki". Każdy mundurek miał swój podpisany wieszaczek, był czyszczony i prasowany przed każdym użyciem. Prasowała mama ale ja zawsze "wisiałam" przy stole kuchennym i sprawdzałam czy wszystkie zagniotki zniknęły, czy rękawek jest dobrze ułożony na prasowniku i nie zrobi się przypadkiem jakaś załamka. Potem przyszywanie kołnierzyka i mankiecików. - Mamusiu, a czy tego supełka nie będzie widać? Nie będzie. To dobrze, bo by się dziewczynki ze mnie śmiały.- To była duma ten czyściutki i wyprasowany mundurek i fartuszek. Tak jak mundurek traktowana była szkoła. Bardzo to mile wspominam.
        Do drugiej klasy chodziłam już w innej szkole. Tam po pierwszym, uroczystym dniu w mundurku, kiedy inne dzieci też były jakoś odświętnie ubrane, zobaczyłam następnego dnia wszystkich uczniów ubranych w koszmarne fartuchy z podszewki.
        Ja nie chodziłam długo w takim fartuchu, "donaszałam" swoje mundurki dopóki z nich nie wyrosłam, chociaż wszyscy na mnie na początku krzywo patrzyli. Później musiałam się dostosować i nosić to podszewkowe paskudztwo ale dalej z pikowymi kołnierzykami i mankiecikami. Dalej fartuch miał swój podpisany wieszak i traktowany był z należytym szacunkiem choć już nie z dumą.
        • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 09:49
          pamiętam te koszmarne fartuchy. Moja klasa miała w jednym kolorze - idealnie
          sraczkowatym. Panowie do pasa, panie dłuższe. Oczywiście białe kołnierzyki
          przypinane na guziki. Kołnierzyki szyła mi mama, bo dostać nie było sposobu.
          Takim mundurkom mówimy nzdecydowane nie, ale porządne, na kształt garnituru,
          jak w angielskich szkołach czemu nie ? Tylko że od mundurków wiedzy i mądrości
          nie przybędzie żadnej ze stron. Ciekawe, dlaczego w USA w liceum, czy jak to
          sie tam nazywa, młodzież ma zajęcia z finansów i przedsiębiorczości, a w Polsce
          stawia się na wychowanie patriotyczne i religie.
          • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:05
            A to mnie zaskoczyłeś! Myślałam, że fartuchy mogły być tylko niebieskie lub
            granatowe... Cała klasa na sraczkowato... To musiał być widok! smile)
            U mnie były granatowe, z tych okropnych sztucznych materiałów. Paskudztwo!
            A co powiecie na tarcze na rękawach? Wszyscy nosili na agrafkach, żeby łatwo
            było odpiąć, więc nauczyciele zaczęli sprawdzać czy przyszyte. Ale pomysłowość
            uczniów jest duża - jedna z koleżanek opracowała technikę takiego przyszywania,
            że na rękawie się trzymała, ale po wyjściu ze szkoły odpowiednio pociągała za
            nitkę i już odpadało wink))
            • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:38
              Coś tam było z tymi tarczami, pamiętam, że miałem przypinane na zatrzaski.
              Widac miałem więcej, niz jeden fartuch, Burżuj. Wojen o to w szkole nie było.
              Za to w liceum były tarcze z plastiku na agrafce jak broszka. Nie było musu
              nosić, ale chyba cos tam sobie przypinałem w I klasie, dumny z siebie do
              szaleństwa. Byłem chyba pierwszym rocznikiem, który zdawał egzaminy do średniej
              szkoły a nie tylko na podstawie średniej ocen a mnie się udało zdac matematykę!
              I to na 4! Sukces duży, biorąc pod uwagę, że mój ojciec oszalał, starając się
              wytłumaczyć mi ułamki. Chodził po domu z obłędem w oczach i powtarzał: Ja go
              zabiję ! Ha! Natomiast moje wypracowanie z polskiego służyło za wzór następnym
              pokoleniom. Polonistka stwierdziła, że wykracza ponad 5-stopniową skalę ocen.
              Poza tym jestem bardzo skormnym człowiekiem smile)) Ach! te wspomnienia...
              • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:51
                Taaa... ja też zdawałam egzamin (a zdenerwowany do szaleństwa tata zaglądał
                przez dziurkę od klucza). Też byłam dumna z siebie, bo dzień wcześniej
                siedziałam do późnej nocy nad zadaniami z fizyki, zatopiona we łzach i miałam
                wrażenie, że mój mózg przypomina jakąś sieczkę.
                A co do bucików nie mieliście wymogów? Bo u nas to wiecznie coś wymyślali (a
                oczywiście młodzież kombinowała jak te zakazy omijać) wink))
                • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:57
                  W pierwszych klasach obowiązywały mnie 'juniorki'. Szmaciane niby buty w
                  kolorze sraczkowatym, ale mundurki były niebieskie. Tarcze - kontrola przy
                  wyjściu z szatni.
                • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 10:58
                  No buciki w podstawowce - kapcie w worku. Potem w tych klapkach młodzież się
                  spie.. tego... spadała ze schodów , gubiąc zęby. W średniej zimą się nosiło
                  zamienne, raczej dla wygody. Za to wychowawczyni walczyła ze mną o włosy.
                  Wiecznie miałem coś nowego na głowie. I o wywiadówki. Moja matka była raz i
                  powiedziała wychowawczyni, że ja się uczę dla siebie a nie dla niej i jak chcę
                  kopać rowy to proszę bardzo. Więcej sie w szkole nie pokazała, wychowawczyni
                  patrzyła trochę bykiem za to, ale że była mądrą pedagożką (!) dała mi w końcu
                  spokój. O włosy nigdy smile))
                  • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 11:05
                    Noo, juniorki też pamietam! Paskudztwo okropne i do tego niewygodne.
                    W liceum (na początku) obowiązywały miękkie kapcie i faktycznie łatwo było w
                    tym po schodach zjechać. Jeszcze nasze liceum, to był taki stary budynek (w
                    jednej sali mieliśmy ławki z dziurami na kałamarze!), a w nim drewniane,
                    mocno "wyrobione" schody. Z nich to nawet niejeden nauczyciel zjechał wink)
                    A mnie nie lubił historyk (nie wiem czemu) i ganiał za wszystko. Kiedyś nawet
                    do kolczyków sie przyczepił!
                    To były czasy... człowiek wciąż musiał coś kombinować. Jak to rozwijało
                    pomysłowość i wyobraźnię! wink))
                    • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 11:12
                      Mleko kazali wam pić? Przez chyba 2 lata na dużej przerwie każdy dostawał
                      ćwiartkę mleka w butelce z kapslem. Jak się nie znalazło chętnego na jego
                      wypicie, to do zlewu. Co za głupota nie spytać się kto chce, a kto nie.
                      • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 11:17
                        g0p0s napisał:

                        > Mleko kazali wam pić? Przez chyba 2 lata na dużej przerwie każdy dostawał
                        > ćwiartkę mleka w butelce z kapslem. Jak się nie znalazło chętnego na jego
                        > wypicie, to do zlewu. Co za głupota nie spytać się kto chce, a kto nie.

                        W szkole to nie ale w przedszkolu... Koszmar to był, bo nie cierpie mleka. A w
                        lato była serwatka smile) To uwielbiałam! Za to cierpieli inni, próbowali wylewać
                        (ale pani pilnowała jak cerber!). No więc byłam dobrą koleżanką i czasem
                        wypijałam po kilka kubeczków. I obie strony były zadowolone wink)
                        • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 12:54
                          w tym temacie jestem poszkodowany, bo nie jadłem w stołówce a i mleka nie
                          dawali , ale za to było fluorkowanie zębów!!! Do dzis pametam ten koszmarny
                          smak!! No i gabinet dentystyczny na I pietrze w podstawówce. Do dzis mam
                          koszmary !Dentystka była pierwszą sadystką w województwie a może i kraju. Do
                          końca życia nie zapomnę, jak się drzwi do klasy otwierały i stawała
                          pielegniarka: Iksiński! Do gabinetu!. To był wyrok. Aż mi teraz skóra cierpnie!
                          I ta stara bor-maszyna! Brrr! Wrzask było słychać w całej okolicy. A potem
                          człowiek mokry i zaryczany słyszał anielskie stwierdzenie : pani Lusiu! Podkład
                          proszę ! Uffff.
                          • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 13:00
                            Musiałeś dzisiaj! Po pracy ide do dentysty!...
                            ...Na szczęście mój dentysta jest miły, sympatyczny i z humorem....

                            A fluoryzacja była, owszem. Obrzydliwe świństwo na szczoteczce. Brrr! Fuj!!
                            • 36krzysiek Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 13:15
                              Teraz to ja mogę codziennie do dentysty chodzić. Sama przyjemność. Tyle że
                              droga smile
                              • maalza Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 13:18
                                Niestety, za przyjemności trzeba płacićsmile
                              • dorka_31 Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 14:09
                                Dzięki za pocieszenie... Towarzysko, to ja bym tam poszła bardzo chętnie
                                (nastrój tam panuje chmielewszczykowski), tylko to dłubanie w zębach... brrr!
                          • g0p0s Re: "Szkoła? Ponura konieczność... 06.09.06, 13:33
                            Mleko nie było w stołówce, tylko dla wsiech. Dyżurni dymali ze skrzynkami. Na
                            stołówkę nie chodziłem, a działo się tam, oj działosmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja