groha
16.11.06, 15:55
Powodowana poremontowymi porządkami oraz filmem o naszej Gurui kochanej
(którego czekałam, jak kania dżdżu i wreszcie go mam! Na razie w jednym
egzemplarzu, ale będzie więcej, niech no tylko trochę się obrobię ze
wzmiankowanymi porządkami. Można już składać zamówienia na piśmie

,
pogrążyłam się w różnych pamiątkach po przodkach i chociaż wredny los oraz
równie wredna historia sprawiły, że zostało ich tyle, co kot napłakał, to
grzebię się w nich z upodobaniem. Uwielbiam to. Widać się starzeję, czy coś,
bo wcześniej aż tak mnie nie brały. I ubolewam strasznie, że w prawdziwych
studniach sobie pogrzebać nie mogę, bo zostały za Bugiem, a jakoś w tamtym
kierunku wciąż mi nie po drodze. Albo na strychu! Nie ma nic piękniejszego,
niż strychy w starych domach, a nawiedzonych szczególnie. Miałam szczęście,
bo wychowałam się w takim domu, w którym wielkie strychy kryły nieprzebrane
skarby i wielkie tajemnice, pozostawione przez poprzednich właścicieli. Och,
jak ja dobrze rozumiałam Janeczkę i Pawełka, gdy żarła ich ciekawość tego ich
zamkniętego strychu...! Ja bym też nie zdzierżyła i właziłabym po ścianie, to
pewne. Chwalić niebiosa, być może uniknęłam kalectwa. Mój strych był
dostępny. Jak dziś pamiętam: wyszczerbiona porcelana w wielkich ilościach,
pudło z drewnianymi ćwiekami niewiadomego przeznaczenia, kolorowe szkiełka ze
starego klosza od lampy, wielgachny i lekko tylko wyliniały fotel oraz
poszarzałe od kurzu firanki z fantazyjnymi kutasikami, świetne, jako tron i
paradny strój księżniczki... Cudeńka! Wszystko to, co wcześniej nie stanowiło
żadnej wartości dla szabrowników, dla nas, dzieci, było rajem na ziemi. Po
cudzych przodkach, niestety. Po własnych mam garstkę pamiątek o żadnej
wartości materialnej, a ogromnej sentymentalnej i tyle. Nawet drzewo
genealogiczne, które z uporem maniaka tworzymy od lat, kończy mi się na
prababci i dalej ani rusz. Teraz pluję sobie w brodę, że za późno zmądrzałam,
by je zrobić, bo nie ma już nikogo, kto mógłby pomóc. Ot, durna młodości...
Ciekawa jestem, do którego pokolenia wstecz sięga wasza wiedza? I czy
zastanawialiście się czasem, po kim, na przykład, została cukierkowo-słodka
kartka z początku ubiegłego wieku, zasuszony kwiatek w starej książce, lub
pastereczka z miśnieńskiej porcelany, a po kim... nasz charakterek?
P.S. Ja po kądzieli, jak Gurua. Nie może być inaczej