Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te...

09.02.07, 13:13
Oglądałam sobie jakąś starą kronikę filmową z karnawałem z tamtych lat, na
której roiło się od serpentyn, tapirów, brokatów, szpilek z komisu, confetti,
czarnego tuszu na powiekach, kotylionów, wąskich krawacików, twistów... I
przypomniałam sobie, z jakim zachwytem, dawno temu, przyglądałam się mojej
mamie, gdy szykowała się na takie imprezy i jak bardzo chciałam też mieć taką
fryzurę, jak bombka, taką sukienkę wyszywaną szkiełkami i takie piękne oczy, z
czarnymi krechami aż po skroń... Niestety, zanim dorosłam do imprez, po tej
oszałamiającej modzie, prywatkach z balonikami i po dancingach z serpentynami
i confetti, nie zostało śladu, ni popiołu. Podobnie, jak po wielu innych
rzeczach, których niby żałować nie ma powodu, ale jednak budzą pewien
sentyment, szczególnie u tych, którzy je pamiętają. I nagle, jak głupia,
zatęskniłam za tym, żeby znaleźć się choć na chwilę w tamtym entourage'u,
posłuchać tamtej muzyki i choć przez moment wyglądać, jak Joanna z "Lekarstwa
na miłość". Z zachwytu pewnie można by było oszaleć. A gdyby tak, a gdyby
tak... A gdyby tak, na przykład, następne spotkanie z Guruą zrobić w stylu lat
60-tych ub. wieku? Co Szanowni na to? Wszak to czasy Jej pierwszych książek.
Tak tylko mówię, niezobowiązująco i na zapas, bo akurat mnie naszło. Ciekawa
też jestem, czy oprócz "Klina" i "Wszystkich podejrzanych", jest coś jeszcze z
tamtych zamierzchłych lat, co Wam się dotąd podoba?
    • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 14:56
      W tym temacie to ja się rozwinę, że ho ho, bo tylko ja w tamtych czasach chadzałam na bale. Pierwszy bal - karnawał rok 1965. Partner - tatuś. smile))Restauracja Kameralna na Foksal. Sukienka ze złoto-szafirowej lamy, robione na miarę, czarne, lakierowane szpile od Radolińskiego, (Żeby sobie u niego zamówić buty trzeba było czekać w rocznej kolejce lub mieć rekomendację od stałego klienta. Od tej pory miałam tam swoje kopyto smile i zamawiałam pantofle przez 18 lat aż do przejęcia zakładu przez syna, który już nie był dobrym szewcem.) kok z brokatem, oko ala Nefretete i nadzieja na spotkanie księcia z bajki. smile Bal nie był wielki ale dla mnie wprost czarowny. Eleganckie towarzystwo, świetna muzyka.W tym samym karnawale byłam jeszcze w Filharmonii i na balu dziennikarzy. Na wszystkich balach pod czujną opieką taty. Ale bawiłam się wyśmienicie, bo tatuś miał kilku znacznie młodszych kolegów, którzy chodzili z nami. Wszyscy bez partnerek!!! Czatowali na samotne panie i panienki, które przychodziły w większym towarzystwie. Nie zawsze podryw wychodził, więc mnie obtańcowywali solennie. smile))
      • bumbecki Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 15:02
        no cóż ... nie wyobrażam sobie siebie w takim stroju ale chętnie bym popatrzyła
        na was w tych sukienkach na halka smile i panów w wąskich garniturkach smile)
      • edeka5 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 15:14
        Po Twojej relacji Lyliko mam taką refleksję. Co prawda nie lata 60-te, ale
        związane z tatą i tańczeniem. Jak skończyłam 18 lat to tata zabrał mnie na
        dancing do Europejskiego. Nie do pomyślenia dzisiaj. Najłagodniejsza wersja -
        wyśmiałyby ten pomysł.
        • goonia Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 15:34
          Ale fajniesmile Ja poprosze mnie przeniesc w czasie, i Lylyki sukienke poprosze. I
          sie zgadzam na tapir i lakier z brokatem. Baardzo dobry pomysl.
          Teraz zamiast serpentyn, to takie gluty z puszki sprejaja, nawet nie jestem
          pewna czy kolorowe. A fe.
    • april02 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 20:46
      Coś takiego jest w przeszłości, nawet nie swojej, że nas do niej ciągnie smile Nie
      pamiętam tamtych lat, bo mnie wówczas nawet w planach nie było, ale z chęcią
      (zwłaszcza po opowieści Lyliki) przeżyłabym coś takiego na własnej skórze smile
      Muszę męża na jakiś dansing zaciągnąć, albo co smile
      • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 22:42
        E, teraz to już nie ma takich dancingów. Ostatnio w "Ostatnim kursie" widziałam
        lokal z takim prawdziwym: z wydekoltowaną szansonistką, big bandem w białych
        marynarkach i równie właściwie odzianym towarzystwem. Oczyma wyobraźni widzę
        więc naszych panów w czarnych garniturkach, jak z młodszego brata, w bieluchnych
        koszulach non-iron, pod krawatką przypominającą dżdżownicę... Pełna gala. A
        panie, jak bombeczki... O, a propos. Bumbecko, przecież w spodniach już się
        wtedy chodziło. To znaczy w takich wąziutkich, przykrótkich porteczkach, a'la
        Karin Stanek. Ja też siebie widzę w takiej sztywnej, obficie zmarszczonej w
        pasie bombce, ha ha ha. Jak kopka siana. A jeszcze lepsza taka sukienka-tuba,
        jaką opisuje Gurua. Z rękawem 3/4. Która, jak pamiętam, a pamiętam takie
        doskonale, każdą, nawet najzgrabniejszą kobietę, zmieniała w nieforemny klocek.
        Matko... Sądzę, że rękawiczki po łokcie i kapelusz dodawały szyku, ale ogólnie
        to była raczej katastrofa. Nawet, gdy nie farbowała. No, i te dmuchane fryzury
        oraz makijaż kontra całemu światu, jak niejakiej Basieńki Maciejakowej - cudo!
        Ależ bylibyśmy śliczni... smile
        • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 23:04
          Ha ha ! Ja bylam w luksusowej sytuacji znaczy. Mialam dwie starsze, dorosle
          siostry i dostep do wszystkich skarbow tego swiata z lat 60-tych.
          Pamietam jak marzac o ponczochach ze szwem, plulam elegancko w palce i
          podnoszac nozke w tyl delikatnie, tymi oplutymi opuszkami palcow "prostowalam"
          sobie "szew" na zgurmolonych, bawelnianych rajtuzach.
          Po balach karnawalowych, zakradalam sie cichcem rano do padnietych z
          wytanczenia siostr aby im szybko wyczesac brokat z ulakierowanych na sztywno
          wlosow. Ten brokat byl mi bardzo, natychmiast potrzebny do fryzowania dwoch
          lalek czekajacych na wyjscie. Co mi sie wtedy oberwalo, to moje wink

          Na ewentulna przebieranke sie nie pisze. Do tej mody trzeba miec talie osy i
          prosze mnie nie denerwowac. Niech sie przebieraja ci, co nie mieli okazji
          zywcem poprobowac.
          • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 09.02.07, 23:43
            Asiu, nie pamiętasz? Tamtejsze osy były tylko w talii, a i to nie zawsze. Czasem
            trochę ulewało im się w innych miejscach i było to nawet pożądane. Weź ówczesne
            gwiazdy. Nawet Bardotka przy dzisiejszych anorektyczkach, wygląda, jak hoże i
            bardzo dobrze zbudowane dziewczę. Więc może właśnie nasze talie by akurat
            pasowały... wink)
            • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 00:03
              No wiec ja sie pytam skad one te talie braly ?
              Bo ja nadal czekam na talie !
              Kiedy bylam mala, pragnelam uniknac szelek w szytych na miare plisowanych
              spodniczkach z elany !BRRR! Tlumaczono mi ze szelki obowiazuja do momentu
              pojawienia sie talii bo inaczej spodnica sie nie trzyma. Cale szczescie ze
              pozniej nastaly biodrowki bo do dzisiaj chodzilabym w szelkach.
              Bozia dala mi figure chlopca i babski charakter. Na przebieranca z lat 60 sie
              nie nadaje. Poczekam na lata 70-te smile ale to juz nie chmielewska moda, wiec
              odpuszczam .
              • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 00:27
                Nie wiem, jak inne, ale wiem skąd brała talię moja ciocia, wtedy starsza ode
                mnie o jakieś 10 lat (teraz już jesteśmy rówieśnicami), bo przyjeżdżała do nas
                przed każdą Barbórką (to była największa feta w roku), a ja podglądałam, jak
                obie z moją mamą się rychtują na bal. Otóż rzeczoną talię brała z robionego na
                miarę, zapinanego na haftki i wydekoltowanego odpowiednio gorsetu. Czyli
                sztuczka stara, jak świat. Ale fakt, w "naszych" latach 70-tych już zupełnie
                nieprzydatna. Do dzwonów żadne talie nie były potrzebne, w zupełności
                wystarczyły biodra. Podobnie, jak do butów na potężnym koturnie - zdrowe kostki.
                A do bananowych i kloszowych spódnic - kilometr kwadratowy materiałusmile
                • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 00:49
                  Nie udalo mi sie podpatrzec szytych na miare gorsetow crying(
                  Moje siostry dopinaly sie kieckami z suwakiem na plecach albo z boku. Czasem
                  syczaly, czasem niecenzuralne slowo padalo, owszem umialam uslyszec co chcialam.
                  Pamietam zas czarne, szerokie gumowe pasy zapinane na zloty zaczep w formie
                  klamry. Ale ten byl z gumy wiec nie gorset.

                  Wole lata 70-te. Zadnych tortur nie przezywalam, w koturnach smigalam bez
                  trzymanki. Dzwony na 55 cm przy samej ziemi, obowiazkowo namoczone w kaluzach.
                  Gdzies w miedzyczasie, przed bananowami byly spodniczki z 20 cm materialu +
                  pasek. I botki dlugie za kolano.
        • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 12:09
          groha napisała:
          No, i te dmuchane fryzury
          > oraz makijaż kontra całemu światu, jak niejakiej Basieńki Maciejakowej - cudo!
          > Ależ bylibyśmy śliczni... smile

          ...
          Macie kok i oko. smile)) Wrzesień 1964. Za pół roku na koku będzie brokat. smile))
          img149.imageshack.us/img149/2944/070210lata60te002jw8.jpg
          • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 13:18
            Fiu, fiu, fiu... O matko, o matko! smile) Właśnie o takim koku i oku wtedy
            marzyłam, gdyż sama miałam jeszcze ciasno upleciony warkoczyk z kokardą. A na
            odwłoku, podobnie, jak Asia - zgrozę dzieciństwa, czyli bawełniane rajtuzy z
            powypychanymi kolanami smile
            • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:04
              Fiu fiu fiu tez. Jak a piekna ta pani ze zdjecia !!

              Cicho, ja tylko sie drocze. Lyliko, a czy mialas kiedys utapirowanego koka
              uplecionego w chałkę? Boze jak ja podziwialam takie koki. Jedna pani u nas na
              podworku wynosila smieci wlasnie tak uczesana oraz obuta w zlote szpileczki.
              Nawet kubel na smieci miala najeleganszy z calej ulicy wink Na codzien w tej
              chałce na glowie wystepowala. Pojecia nie mam ile to musialo zabierac czasu.
              • mzrr21 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:12
                Czesałam się w taką chałkę, zajmowało mi to około pół godziny. Nie było to
                takie jak od fryzjera, ale było.
              • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:30
                asia.sthm napisała:
                Lyliko, a czy mialas kiedys utapirowanego koka
                uplecionego w chałkę?
                ...
                Miałam, kilka lat później, ale nie do śmietnika tylko do ślubu.smile))
                img149.imageshack.us/img149/2006/070210lata60te003ux7.jpg
                A tu masz szpileczki od Radolińskiego. W tle stół weselny na drabinie. smile))
                img149.imageshack.us/img149/3194/070210lata60te004vd1.jpg
                Kontenta? smile))))))
                • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:33
                  > Kontenta? smile))))))
                  No nie bardzo wink
                  Przez te dwa lata koki zdazyly zjechac w dol. Chodzilo mi o taka wysoko
                  usadzona chalke, na czubku prawie.
                  Co do slubu, to uwazam to ze byl piekny slub. Zdjecie przy drabiniastym weselu
                  jest po prostu cudem swiata , slowo honoru. Nozki ,szpileczki, kostiumik,
                  spojrzenia...no zachwycilam sie urokiem waszego chajtniecia. Gratulacje wielkie!
                  • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:52
                    asia.sthm napisała:

                    > > Kontenta? smile))))))
                    > No nie bardzo wink
                    > Przez te dwa lata koki zdazyly zjechac w dol. Chodzilo mi o taka wysoko
                    > usadzona chalke, na czubku prawie.
                    ...
                    smile)) One nie zjechały, tylko ja swojego zjechałam, bo nie podobały mi się na czubku. smile
                    Jako rekompensatę masz szpileczki (konkretnie sztuk raz) w roli głównej. smile)))
                    • edeka5 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:57
                      lylika napisała:
                      > Jako rekompensatę masz szpileczki (konkretnie sztuk raz) w roli głównej. smile)))

                      Szpileczki się ulotniły, nawet w roli drugoplanowej ich nie ma.
                    • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:59
                      To z rozpędu. Już lecą. smile
                      img149.imageshack.us/img149/1295/070210lata60temj8.jpg
                      • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 18:11
                        Daj Mezydlu pieknego pysia za ten gest. smile))))))))))))))))))

                        Pokaz jeszcze cos, bo tak mi sie to wasze chajtanie podoba jak nie wiem co !
                        Wszystko w doskonalym stylu!
                        • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 20:19
                          asia.sthm napisała:

                          > Daj Mezydlu pieknego pysia za ten gest. smile))))))))))))))))))
                          >
                          > Pokaz jeszcze cos, bo tak mi sie to wasze chajtanie podoba jak nie wiem co !
                          > Wszystko w doskonalym stylu!
                          ...
                          smile)) Ty to umiesz podpuścić. Ale co tam, minęło prawie 40 lat, mogę wieszać. smile
                          Były tańce z figurami
                          img149.imageshack.us/img149/6008/070210lata60te005aw9.jpg
                          img149.imageshack.us/img149/1968/070210lata60te011tg6.jpg
                          Zobacz jaki był sprzęt grający. Niżej radio Calypso a wyżej magnetofon szpulowy Tesla!
                          Były też tańce dostojne.
                          img149.imageshack.us/img149/925/070210lata60te010oi3.jpg
                          Na wszystkich możesz zobaczyć kiecki i fryzury. To Sylwester 1967/68. Żeniliśmy się w Sylwka smile
                          Były gry, zabawy i konursy.
                          img149.imageshack.us/img149/2746/070210lata60te007ac2.jpg
                          Ponadto goście ciągnęli losy i odwrotnie niż zazwyczaj, to oni dostawali prezenty. Wydawali się być zadowoleni. smile
                          img149.imageshack.us/img149/4110/070210lata60te009mz0.jpg
                          Mieszkanie było prawie puste, bo sąsiedzi zostali uszczęśliwieni naszymi meblami. Wszystkie dekoracje robiliśmy własnoręcznie.
                          Koniec, bo musiałabym skopiować cały album. smile))
                          • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 20:57
                            smile)) No wiec ogladam ogladam ogladam i wszystko widze. Az mi sie pycho samo
                            smieje. Uwielbiam takie zabytkowe zdjecia tongue_out
                            Dekoracje cudne, szczegolnie ta tancujaca para mloda.
                            Zaraz wracam, jeszcze popatrzec. smile)))
                            • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 21:09
                              A widziałaś "szmaty" w oknie? To "moje", malowane u ciotki. smile))
                              • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 21:33
                                To czarne na pineski wyglada na zaciemnienie przeciwbombowe w czasie wojny wink
                                To jasne z chojakami i drugie w maziaje faktycznie sliczne!!
                                To Pani Prezes juz od zarania swiata taka zdolnosciowa byla, znaczy.
                                smile))
                                Fajnie!
                          • dorka_31 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 22:13
                            Jeju, świetnie się ogląda takie stare zdjęcia!

                            Moja mama brała ślub w styczniu 1967 roku i też miała niemal identyczne białe
                            szpileczki. Pamiętam, że zawsze mi się one przeogromnie podobały... Jak
                            chcecie, to mogę poszukać jakiejś fotki... wink)
                          • kocio_pierzaczek Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 13:34
                            Cuuuudowne zdjęcia!Uprzedzam, że pomysł z drabiną zamierzam wykorzystać (na
                            imieninach bywa u nas do dwudziestu osób, możliwości lokalowe ograniczone, a
                            pokarmy i napoje jakieś i na czymś podać wypada). Gratuluję pomysłowych
                            dekoracji, dziś mało komu chce się własnoręcznie takie rzeczy produkować. A co
                            do dansingu, polecam gorąco Ciechocinek. Za bandy w białych marynarkach głowy
                            nie dam, odkąd zamnkięto kasyno Europa, ale dansing przy orkiestrze w sezonie
                            jest tam w każdej z mnóstwa knajp, niektóre pod chmurką. Już od 16-17 ruszają
                            tzw. fajfy, czyli tańce za friko, które ok. 19 przekształcają się w dansing
                            płatny (symboliczne 5 zł jeszcze ubiegłym roku...) i tak się wesolutko bawią
                            ludzie przy "Parostatkiem w piękny rejs.." czy "Kapitańskim tangu". Na własne
                            oczy widziałam, jak przyszedł taki kuracjusz paralityk, ledwo nogami powłócząc,
                            o kuli, a jak zagrali twista, ozdrowiał nagle i wywijał z dwiema paniami naraz.
                            Co ciekawe, zwłaszcza latem w Ciechocinku stosunkowo duży procent to turyści
                            zjeżdżający tam właśnie dla tej dansingowej atmosfery, a rozpiętość wieku jest
                            znaczna. Pamiętam, jak balowaliśmy w rzeczonym kasynie z moimi rodzicami i
                            jeszcze wtedy niemężem. Ku ogólnej uciesze moja mamunia, która z ojcem spóźniła
                            się wtedy na imieninową kolację, ubrała się była identycznie jak ja (z butami
                            włącznie - mamy nieco takich ciuchów-dubli) i z całą pewnością nie było to
                            planowane, po czym po przetańczeniu z ojcem dostojnego tanga zmusiła mnie do
                            przeprowadzenia na parkiecie przyspieszonego kursu macareny po włosku, po czym
                            znów popłynęła w posuwistego walca... Różne te dansingi tam są co do skali i
                            wytworności, za to z wyjątkiem jednego zawsze kończą się o 22 w trosce o
                            zdrowie kuracjuszy (utracjuszy, jak mawia moja mamunia), coby za szybko do
                            sanatoriów biec nie musieli (zamykane są na noc). Tam poznałam urok tańca w
                            męskich ramionach i do reszty znielubiłam dyskotekowe wygibusy, czego moi
                            nowocześni znajomi nie bardzo rozumieją, szalejąc po różnych klubach. Znalazłam
                            coś dla siebie dopiero w klubie tanga argentyńskiego - przewspaniałe miejsce
                            pełne pięknej muzyki, eleganckich panów, wytwornych pań i atmosfery rodem z
                            Buenos Aires. Polecam. Do niedawna w Warszawie działał jeszcze dansing w Klubie
                            pod pałkami, lecz lokal ten także zamknięto. A kreacje - na tangowych
                            milongach, zwłaszcza jakichś bardziej uroczystych, to się można napatrzeć, oj,
                            oj! W karnawale na milongach kostiumowych widać, że ludzie nie szczędzą czasu i
                            mają moc inwencji, z niczego tworzą rewelacyjne kostiumy. Na "zwykłych"
                            natomiast - szpilki, boa, wachlarze, koronkowe rękawiczki, suknie, ech...
                • edeka5 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:55
                  Lyliko, a te koki to zamiast warkoczy do pasa?
                  • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:58
                    smile))Zamiast. Wtedy miałam włosy do ramion ale po utapirowaniu i upięciu wyglądały jak by w rzeczywistości były do pasa.smile))
                • dorka_31 Re: Chałka 12.02.07, 18:36
                  Lylika, Ty wiesz co... Ja tak się przyglądam i przyglądam na to Twoje uczesanie
                  i mam wrażenie, że cos podobnego do ślubu miałam. Tylko może nie tak duże. Jak
                  uruchomę skaner to poszukam fotki i też pokażę smile)
            • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:40
              groha napisała:
              A na
              > odwłoku, podobnie, jak Asia - zgrozę dzieciństwa, czyli bawełniane rajtuzy z
              > powypychanymi kolanami smile
              ...
              To musiało fajnie wyglądać. Powypychane kolana na odwłoku. smile
          • edeka5 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 18:05
            A ja miałam koczek na zdjęciu w paszporcie, w moim pierwszym dowodzie osobistym, w prawie jazdy ... Długo się nim posługiwałam, bo było wyjatkowo dobre. I dlatego dokumentów nie wymieniałam najdłużej jak mogłam. Ostatnie "padło" prawo jazdy - jakieś 3 lata temu sad
    • mzrr21 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:13
      A, miałam koleżanke, która miała treskę (dopinke) właśnie z chalki, więc dla
      niej to byłu 3 minuty.
      • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:28
        A wiecie ze bulwiaste koki znowu wracaja !
        Najnowsze fryzury na wiosne wlasnie koki, a na drugim miejscu topielice.
        Moge tak i tak ...jakbym sie uparla smile))
        • edeka5 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 16:48
          Asia, upleć sobie taki kok chałkowy. Masz z czego smile

          Pamiętam jak w młodych (bardzo) latach byłam na weselu u rodziny w Legnicy. I tam panna młoda szła do ślubu z takim chałkowym kokiem, a za nią młodsze siostry (jako druhny) też z kokami, ale zwykłymi. Wogóle pierwszy raz i ostatni widziałam taki ślub, żeby za młodymi szły 3 czy 4 pary druhen z drużbami. I jeszcze te koki, a zwłaszcza kok panny młodej. Jak widać pozostało mi to w pamięci do dziś.
          • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:36
            > Asia, upleć sobie taki kok chałkowy. Masz z czego smile

            Wariatka! Chalki kreci sie z duuuuzo krotszych wlosow. Gdybym ja utapirowala i
            ukrecila takiego...to trzebaby bylo caly koltun na koniec obciac. Ja moge tylko
            korone z warkocza sobie naokraglo przyszpilic. Ale to nie chalka wtedy sad
            • lylika Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 17:54
              Z długich włosów też można zrobić tylko bez tapirowania. Skręca się pasma na palcu i upina. Robiłam to koleżankom, które miały włosy do pasa. smile
    • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 10.02.07, 18:05
      Ja się tak nie bawię. Z tą modą znaczy. Bo całe życie się z nią mijam i nigdy
      nie mam tego, o czym marzę. Z tą topielicą choćby. Kiedy wszystkim dziewczynom
      tak pięknie włosy zwisały z twarzy, opadając prostą kaskadą na ramiona, to ja
      akurat miałam naturalny kołtun, który nijak nie dał się wyprostować. A teraz, to
      już po herbacie. Czyli topielicy ze mnie już nie będzie, choćbym się wściekła.
      Szkoda. Ale może tak na tę chałkę zapuścić...? Patrząc na kok Lyliki, nabrałam
      wręcz dzikiej ochoty. Chociaż nie, w moim przypadku to odpada. Przecież trzeba
      godzinę wcześniej wstać, żeby się uczesać! W życiu. Czyli znów chała. Znaczy -
      jeżyk.
    • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 11.02.07, 00:15
      Jak to dobrze zajrzeć tutaj przed spaniem. Zawsze coś miłego wpadnie w oko. A
      już takie zdjęcia, jakimi nas uraczyłaś, Lyliko, to wprost paluszki lizać.
      Wykorzystanie Twojego pantofelka przez świeżo poślubione Mężydło - godne poematusmile
      I co, Asiu, nadal nie podoba Ci się pomysł wystąpienia w takich bolerkach,
      pikasiastych kieckach (zauważ, że można bez talii) i w szpilkach? Mogłybyśmy, na
      przykład, pięknie w nich siedzieć... wink
      • lylika Bombka. 11.02.07, 12:45
        Wiedziałam, że gdzieś muszę mieć. Szukałam i znalazłam prawdziwą bombkę, i to jaką wyrafinowaną! Moje zdjęcia weselne to już koniec lat 60-tych, a ta sukienka jest z 1960 roku.
        To jest prosta, gładka sukienka z jedwabnego adamaszku z nakładanym t.zw. fartuszkiem. Fartuszek był podwójny, w talii lekko marszczony i drapowany, z zaokrąglonymi połami na przodzie i zaokrąglonym tyłem. Dopięta z przodu róża z tego samego materiału. Wszystkie "techniczne" szczegóły znam, bo szyła moja mamusia a ja służyłam za manekin.
        Fryzura jeszcze sprzed tapiru - tak zwany dzwoneczek.
        img147.imageshack.us/img147/9840/070210lata60te013vc6.jpg
        Ja w tym czasie jeszcze nie nosiłam takich dorosłych sukienek, miałam dopiero 13 lat. Szczytem dopuszczonej przez mamę ekstrawagancji były bardzo szerokie, marszczone spódnice na halce z szerokim, czarnym paskiem z gumy lub marszczone sukienki z paskiem białym, plastikowym. W tych sukienkach czy spódnicach nawet nawet sucha miotła wyglądała jak beczka i tak te spódnice powinny się nazywać.smile))
        Jeszcze jedno, do szerokiej spódnicy obowiązkowy koński ogon.
        img183.imageshack.us/img183/8175/070210lata60te014gd4.jpg
        • dorka_31 Re: rok 1967 11.02.07, 16:47
          Nie mogę się powstrzymać...

          To jest fotka ze ślubu moich rodziców, styczeń 1967 rok. Obowiązkowy bukiet z
          gęstym asparagusem jest. No i szpileczki - Lylika, powiedz, takie jak Twoje,
          czy nie?? Pamietam, że zawsze mi się one podobały...
          img527.imageshack.us/img527/9431/rodzicelm6.jpg
          Do dziś jest też (chyba) gdzieś sukienka od ślubu cywilnego mamy, więc jakby
          był organizowany jakiś bal, to miałabym się w co przebrać wink) (tylko takiego
          tapirowanego koka nie umiałabym sobie zrobić) smile
          • lylika Re: rok 1967 11.02.07, 17:09
            Fantastyczne zdjęcie. Szpilki podobne, ale moje miały ścięte czubki a szpilka była wyższa i zupełnie nietypowa. Patrząc z tyłu była bardzo cieniutka a patrząc z boku nieco szersza, tak jak linijka. Nie wiem jaki kształt miały obcasiki w tych pantofelkach Twojej mamy, bo ich nie widać. Kokardki płaskie pojedyńcze.
            Jeśli chodzi o kok, to mam wprawę i mogę Cię uczesać. Może być nawet "chałka". Potrzebne tylko będą szpilki, ale nie pantofle a takie do włosów. smile
          • asia.sthm Re: rok 1967 11.02.07, 17:36
            Sliczne! Wszystko!
            • bumbecki Re: rok 1967 11.02.07, 20:30
              zgadzam się smile wszystko piękne !!
      • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 11.02.07, 17:34
        > I co, Asiu, nadal nie podoba Ci się pomysł wystąpienia w takich bolerkach,
        > pikasiastych kieckach (zauważ, że można bez talii) i w szpilkach? Mogłybyśmy,
        > na przykład, pięknie w nich siedzieć... wink

        Pomysl coraz bardziej mi sie podoba. Najgorzej pluje sobie w brode ze oddalam
        dwa autentyczne komplety z narzutka/bolerkiem. Oba istne cuda, a kilka lat temu
        oddalam je do uzycia jako rekwizyty teatralne dla amatorskiego teatru.
        A w szpileczkach to moglabym wykonac jeden taniec z figurami i dopiero po nim
        pieknie siedziala . Ja sie latwo nie poddaje wink
    • 36krzysiek Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 10:47
      Aleście dziewczyny zaszalały z tym wątkiem! Juz kiedys pisałem, że kocham i
      uwielbiam lata 60-te. A propos ubioru moja matka ma do dziś czarne zamszowe
      szpilki, robione na miarę. Obcasy mają dobre 11 cm i są tak cieńkie, że nie
      stoją samodzielnie. Przyznam Wam się w sekrecie, że uwielbiam te buty i jak
      tylko mam okazję wyciagam je z szafy, żeby na nie popatrzeć. Istne dzieło
      sztuki. Co do koków i tapiru taka fryzura chyba ptzerwała do lat 70-tych, bo
      pamietam, jak chodziłem z mamą do fryzjera i ona sobie robiła raz na tydzień
      taki fryz, któremu nic nie szkodziło, dzięki 5 litrom lakieru do włosów.
      Wierzcie lub nie, ale pamietam zapach tego salonu. W oczach mi stoi też balowa
      sukienka mojej matki, a nawet dwie. Jedna była malinowa bardzo szeroka pod
      spodem cos błyszczącego a na wierzchu tiul, góra do ciała bez rękawów, a druga
      szyta podobnie, tyle że wściekle niebieska, bardzo wąska a tiul spódnicy
      obszyty czymś srebrnym. Z opowiadań wiem, że takie kiecki zaszywało się na
      ofierze, gdy ta stała z wciagniętym brzuchem smile Ślubny krawat mojego ojca mam u
      siebie, a w jego garniturze robiłem maturę smile
      • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 11:25
        No, popatrz Baronie. Już się bałam, a tu proszę - jednak nie mam sklerozy!
        Wiedziałam, że to wątek dla Ciebie smile Pamiętam, że kiedyś proponowałam Ci nawet,
        iż w razie Twojej potrzeby, poszukam u swojej rodzicielki starych zasłon w
        pikasiaki. Niestety, nie wytrzymały próby czasu, okazało się. Za to muzyka z
        tamtych lat wytrzymała, moim zdaniem. Jak uważasz?
        • 36krzysiek Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 11:58
          Ba! Pewnie, że muzyka z tamtych lat się broni! Może troszkę naiwna i trąci
          myszką, ale jaka melodyjna i przyjemna! No i rozkwit jazzu, takiego klasycznego
          z bitem smile Ech! Mieć wartburga 311, mieszkanie na MDM i żone z kokiem i w
          szpilkach smile Telewizor Szmaragd, radio Turandot, zasłony w pikasiaki i krawat-
          śledzia.
          • groha Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 12:12
            A meble na wysoki połysk? A tapczan? O adapterze "Bambino" i zestawie płyt
            długogrających oraz pocztówkowych nie wspomnę, bo to już czysty luksus i zbytek.
            W przeciwieństwie do żonysmile)
            • dorka_31 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 12:32
              Ja pamiętam u rodziców taki kredens na nóżkach (na wysoki połysk oczywiście!).
              Adapter też był i pocztówki (a jakże!) smile
              • 36krzysiek Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 12:52
                Kolekcję płyt posiadam, pocztówkowych także (Wakacje z blondynką, Prażona
                kukurydza itp.), tylko nie ma na czym słuchać, bo gramofonu nie uświadczysz.
                Ostatnio wpadły mi w ręce czarne płyty, duże i małe, z bajkami ! Królewna
                śnieżka, Czerwony kapturek ( narrator Kwiatkowska) Koziołek Matołek itp.
                Dobrze, że nie widzieliście, jak się rozkleiłem tongue_out A pamietacie No To Co, albo
                Lecha? Ech!
                • 36krzysiek Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 12:54
                  Pierwszy segment, a właściwie meblościanka moich rodziców stoi u nich do dziś i
                  świetnie sie trzyma. Cały jasny, sosnowy, tylko drzwiczki ma ciemnobrązowe i
                  lakierowane na wysoki połysk.
                • dorka_31 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 13:23
                  A ja i płyty i adapter posiadam! smile) Zaparłam się na ten adapter, no bo jak to
                  mieć płyty i nie móc ich posłuchać... Jakby co, to zapraszam do mnie na
                  przesłuchiwanie wink) Jacka Lecha posiadam smile)
                  Mój tata miał kiedys jeszcze starsze krążki, takie tłukące. Ale tych już chyba
                  się pozbył...
              • edyta95 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 12:54
                Lylko, zdjęcia cudo, wpraszam się na oglądanie większej ilości smile
                temat piekny. Koka takiego miałam raz i mogę mieć więcej razy jeśli chcecie,
                moja teściowa to była fryzjerka, umie robić takie cuda. Oko z przyjemnością
                sobie namaluję. Przebrałabym się też chętnie, ale z akcesoriów to mi tylko
                rękawiczki do łokcia i szpilki zostały, ciuchów się w swej głupocie pozbyłam,
                za co serdecznie żałuję i skruchę wyrażam. Do tego zdjęcia czarno-białe
                porobimy i będzie cudo smile ach się rozmarzyłam
                • dorka_31 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 13:26
                  Nooo, take stare zdjęcia miały swój urok... Od czasu do czasu z jedną koleżanką
                  przesyłamy sobie takie i obie wpadamy przy nich w zachwytsmile) Jak chcecie sobie
                  poogladać takie stare i jeszcze starsze, to mogę to i owo podesłać (właśnie
                  dostałam kolejną porcję) smile))
                  • edyta95 Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 13:32
                    prosze prosze bardzo prosze
                    • dorka_31 Re: Bal z myszką (do Edyty) 12.02.07, 13:49
                      Nie ma sprawy, ale to z domu smile)
                      Wolisz moje rodzinne czy rozmaite? Tylko z lat 60-tych czy takie sporo starsze
                      też? (widzisz, ja nawet wybór mam) wink))
    • 36krzysiek Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 14:48
      Czepił się mnie ten wątek i nie chce puścić, a pamięć co chwilę jakieś nowe
      obrazy podsyła! Przypomniała mi się moja ukochana babcia ( ta, co to się nie
      musiałem myć ) widzę ją jak stoi w płaszczu-trapezie z takią szeroką stójką pod
      szyją i duzym jakby rzeżbionym guzikiem, rękaw 3/4. Na nogach ma brązowe
      szpilki z perłowymi guziczkami i rękawiczki takie dłuższe,materiałowe zapinane
      pod spodem na guziczek i petelkę. Ciemne włosy i okulary korekcyjne w kocich
      oprawkach. Głowę sobie dam uciąć że własnie wychodzi a nie właśnie wróciła. A
      wogóle to mi rodzina nie wierzy, że pamietam, jak miałem może 1,5 roku, byłem
      chory i leżałem w wilkinowym łóżeczku. Do babci przyszła sąsiadka z dołu, a ona
      ją wyprowadza za łokieć do drugiego pokoju, bo ja tu leżę i pewnie miałem spać.
      W oczach mi to stoi a rodzina sie naigrywa! Że 1,5 roku to pewnik, bo później
      rodzice juz mieli swoje M
      • asia.sthm Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 15:25
        > W oczach mi to stoi a rodzina sie naigrywa! Że 1,5 roku to pewnik, bo później
        > rodzice juz mieli swoje M

        Nie sie naigrywa do rozpeku.... Barony moga pamietac nawet wczesniejsze obrazy.
        Ja tez, choc nie Baron, pamietam obrazy w bardzo wczesnego dziecinstwa. Mialam
        dokladnie rok kiedy plonela choinka i siostra wyszarpnela spode mnie narzute
        aby ja gasic. Ugasila ! Pamietam jak zasmucona rodzina doozdabiala ja wata i
        anielskim wlosiem , a pomyslowa siostra ciachala nozyczkami to spalone. Ciach
        ciach ciach. I tez sie naigrywaja, ze znam to z opowiadan. Nieprawda! nikt inny
        nozyczek w robocie nie pamieta i nie pamietaja tez ze narzuta byla wyszarpnieta
        spod spiacego dziecka, ktore sie obudzilo ale z przejecia nie darlo wcale.
    • goonia Re: Bal z myszką, czyli szalone lata 60-te... 12.02.07, 17:55
      Dobrze, ze sie w czasie nie umiemy przemieszczac, bo Mezydlowie mieliby cala
      kupe dodatkowych gosci na weselu
      Zdjecie chalki, za pozwoleniem wlascicielki, wydrukuje i bede czekac na jakies
      wielkie wydarzenie, zebym sobie takiego koczka mogla uplesc. Za pomoca
      fryzjera, o ile tutejszy fryzjer bedzie mial zielone pojecie o chalkach.
    • dorka_31 Re: rok 1967 ponownie 12.02.07, 18:43
      Ślub cywilny moich rodziców. Sukienka mamy jest z kaszmiru w kolorze bordowo-
      czarnym (i chyba jeszcze gdzieś w domu jest), szal jst kremowy, dość gruby (to
      styczeń był) i mam go u siebie w szafie smile)
      img463.imageshack.us/img463/904/mamaitatacywilnyhe8.jpg
      • mzrr21 Re: rok 1967 ponownie 13.02.07, 17:27
        Dorota ales Ty do tej twojej mamy podobna
    • bbbzyta Podnoszę ten prześliczny wątek :) 02.06.07, 00:44
      To nie może być, żeby gdzieś ugrzązł w mrokach niepamięci.
      Akurat teraz przed WCz Performance jest jak znalazł.
      Oglądać, oglądać, i wzdychać nostalgicznie smile
      • ida14 Re: Podnoszę ten prześliczny wątek :) 02.06.07, 16:58
        Łoooo ja też chce taki uczesanie. Topielice mam sama z siebie, ale takiego koka
        to nawet nie wiem jak mozna zrobic. Szkoda, że nie ma okazji. Ale, ale... za
        1,5 roku studniówka! Ja chce takiego jak na pierwszym zdjęciu lyliki-prostego,
        do tego gładka, prosta sukienka mmmmmmmm..... jej, juz sie zaczne odchudzac i
        cwiczyc makijaz...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja