groha
09.02.07, 13:13
Oglądałam sobie jakąś starą kronikę filmową z karnawałem z tamtych lat, na
której roiło się od serpentyn, tapirów, brokatów, szpilek z komisu, confetti,
czarnego tuszu na powiekach, kotylionów, wąskich krawacików, twistów... I
przypomniałam sobie, z jakim zachwytem, dawno temu, przyglądałam się mojej
mamie, gdy szykowała się na takie imprezy i jak bardzo chciałam też mieć taką
fryzurę, jak bombka, taką sukienkę wyszywaną szkiełkami i takie piękne oczy, z
czarnymi krechami aż po skroń... Niestety, zanim dorosłam do imprez, po tej
oszałamiającej modzie, prywatkach z balonikami i po dancingach z serpentynami
i confetti, nie zostało śladu, ni popiołu. Podobnie, jak po wielu innych
rzeczach, których niby żałować nie ma powodu, ale jednak budzą pewien
sentyment, szczególnie u tych, którzy je pamiętają. I nagle, jak głupia,
zatęskniłam za tym, żeby znaleźć się choć na chwilę w tamtym entourage'u,
posłuchać tamtej muzyki i choć przez moment wyglądać, jak Joanna z "Lekarstwa
na miłość". Z zachwytu pewnie można by było oszaleć. A gdyby tak, a gdyby
tak... A gdyby tak, na przykład, następne spotkanie z Guruą zrobić w stylu lat
60-tych ub. wieku? Co Szanowni na to? Wszak to czasy Jej pierwszych książek.
Tak tylko mówię, niezobowiązująco i na zapas, bo akurat mnie naszło. Ciekawa
też jestem, czy oprócz "Klina" i "Wszystkich podejrzanych", jest coś jeszcze z
tamtych zamierzchłych lat, co Wam się dotąd podoba?