lylika
09.01.08, 21:41
Dzisiaj, moja ciotka, którą się opiekuję była w dobrej formie i można było nawet pogadać. Przypomniała mi historię słynnej, wielkiej miłości w mojej rodzinie.
Moja praprababka Izabela była chłopką. Tak piękną, że dziedzice z całej okolicy zjeżdżali do kościoła co niedzielę żeby na nią popatrzeć. Przyjeżdżał też dziedzic tej wsi w której mieszkała. Człowiek wybitnie przystojny choć chorowity, delikatny i nad wyraz subtelny. Zakochała się w Izabeli tak, że pomimo sprzeciwów całej rodziny ożenił się z nią. Może się to wydać dziwne, ale rodzina Izabeli też była przedciwna temu małżeństwu, ale że Izabela też była bez pamiąci zakochana postawiła na swoim i małżeństwo, choć w tajemncy, zostało zawarte. Kochali się bardzo i nie rozstawali nawet na chwilę. Wszyscy w okolicy plotkowali, że miód sobie z dziubków nawet w kościele piją. Urodził im się syn. W dwa lata po narodzinach syna dziedzic zmarł na galopujące suchoty. Przed śmiercią powiedził: nie każ mi czekać na siebie zbyt długo, tylko o synka zadbaj. Izabela z żalu dwa tygodnie leżała w gorączce, nawet nie była na pogrzebie. W ciężkiej żałobie chodziła pół roku i... wyszła za mąż. Za mojego prapradziadka. Choć szlachcic, ale bogaty nie był więc nie chodziło o majątek. Byli poprawnym małżeństwem ale miłości tam nie było. Izabela zawsze była bardzo smutna. Urodziła mojemu prapradziadkowi dwie córki, w tym moją prababkę, podchowała i któregoś dnia powiedziała do prapradziadka: Dzieci podchowane, dasz sobie radę, tylko nie skrzywdź mojego syneczka. Teraz mogę odejść do mojego najmilszego. Dziadek machnął ręką na te fanaberie i wyszedł do swoich zajęć a Izabela usiadła w fotelu i umarła.
Macie jakieś takie historie rodzinne?