zielonkowianka
22.08.10, 03:19
Pozwolę sobie napisać o tym na naszym forum, bo właśnie wróciłam z
nocnej apteki i jestem zbulwersowana.
Rozchorowało mi się dziecko, więc pojechałam na nocny dyżur do
szpitala. Dziecko dostało receptę na antybiotyk. Udałam się więc do
nocnej apteki. Najpierw spędziłam jakieś 3-4 minuty przed wejściem i
dopiero po trzecim dzwonku do okienka "doczłapał" się zaspany pan
magister. Wziął receptę i zniknął, po kilku minutach pojawił się
mówiąc ile mam zapłacić. Zabrał "kasę", a następnie przyniósł leki,
ale o rachunku zapomniał. Poprosiłam więc o rachunek, bo to w końcu
jego obowiązek. Popatrzył ma mnie jak na wariatkę, ale w końcu
przyniósł go. Po sprawdzeniu kwoty rachunku okazało się, że Pan
doliczył sobie 90 groszy. Gdy zapytałam go dlaczego, odpowiedział,
że nie ma drobnych do wydawania reszty i zaokrąglił do pełnych
złotówek. Więc ja stwierdziłam, że być może miałabym równo i nie
musiał by mi wdawać.Poza tym czemu zaokrąglił 90 gr. w górę a nie 10
gr. w dół. Jak zaokrąglać ułamki uczą przecież w szkole podstawowej.
Gdy przyjechałam do domu stwierdziłam, że została doliczona do
rachunku, również opłata nocna w kwocie 3,20 zł. Moim zdaniem
bezprawnie, ponieważ wg. rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 14
czerwca 2002r par. 2 pkt. 2 opłaty nocnej nie pobiera się od
antybiotyków. Dodam, że nie kupowałam nic poza antybiotykiem.
Nie chodzi mi w tej całej sprawie o te nieszczęsne 4,10 zł, które
dopłaciłam do tego "interesu", ale o ludzką uczciwość. O
wykorzystywanie ludzi, którzy kupując leki w nocy są tak
zdenerwowani, że nie zwracają uwagi na rachunki i bezpodstawnie
doliczane opłaty.
Wszystkim życzę zdrówka, a jeśli już zdarzy się wam korzystać z
nocnej apteki to nie dajcie się nabić w "ampułkę".