croolick
25.05.05, 18:29
Niedawno wladze miejskie oglaszaly dumnie spotkanie autorskie z tworcami
najnowszych pozycji o Zarach. Wsrod tych ksiazek byla pozycja autorstwa Anny
Kubiak no i w tym miejscu mam powazne watpliwosci. O ile ksiazki Dawczyka czy
Nowinskiego sa ksiazkami z prawdziwego zdarzenia to trudno to powiedziec o
pozycji A. Kubiak o kosciele w Kunicach. Nie chodzi mi o zawartosc
merytoryczna, bo ta jest naprawde interesujaca ale o objetosc, ktora
przypomina ksiazeczki dla przedszkolakow z dawnych lat wydawane z cyklu
"Poczytaj mi mamo". Jednynie pietnascie stronnic! Toz to objetosc przecietnego
artykulu, ktory moznaby zmiescic chocby w Kronice Ziemi Zarskiej, Studiach
Zielonogorskich, badz Studiach Luzyckich. Tymczasem Kunickie Stowazyszenie
Inicjatyw Pozarzadowych zdecydowoalo sie od razu na wydanie ksiazki i to w
niebagatelnym, jak na dosc ograniczony krag odbiorcow, nakladzie 1050
egzemplarzy (czyli dla kazdej zarskiej rodziny po egzemplarzu). Zagadka
wyjasnia sie, gdy spojrzy sie na osobe konsultanta: dr Jerzy Wiegier :-)))
p.s.
Rozbawilo mnie, pytanie juz na pierwszej stronie, ktore stawia autorka,
mianowicie zastanawia sie dlaczego w l. 1730 - 1763 zniknal kosciol w Kunicach
:-) no coz widac, ze jest Ona historykiem sztuki i nic nie slyszala o
pierwszym swiatowym konflikcie, jakim byla wojna siedmioletnia 1756 - 1763,
ktora przetoczyla sie tez przez Ziemie Zarska. A wystarczylo uzanie ogladac
przygody Fan Fana Tulipana ;-)