Dodaj do ulubionych

dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację...

30.08.10, 00:11
Dlaczego tak planujecie rodzinę? Stosujecie te metody cały czas, czy
tylko w celu poczęcia dziecka?
Co o ich stosowaniu decyduje?
-względy religijne (zakazy, nakazy)?
-względy ekologiczne (podobno w Zach. Europie ateistki też stosują
te metody z uwagi na życie zgodne z naturą, ekologię)
- po prostu uważacie, że tak warto, że tak pięknie, że nie
wyobrażacie sobie inaczej...

Chciałabym tak kiedys planować, jak juz założę rodzinę.
Napiszcie, dlaczego tak a nie inaczej wiedziecie swoje życie
seksualne? Chciałąbym poznać Wasze historie... i brać kiedyś
przykład. Inspirować się. Nie znam wielu małżeństw, które tak
żyją...

czy Wasi mężczyźni nie mają problemów? :) jak dojrzewaliście do
stosowania tych metod? jak sie uczyliście siebie nawzajem, żeby w
tym wytrwać... Gdzie takich jak Wy można spotkać? - pytam ew. na
przysżłość :):)

pozdrawiam i dziękuję za wszystkie wypowiedzi, nawet te lakoniczne :)
Obserwuj wątek
    • bystra_26 na tym forum 30.08.10, 12:08
      Wiesz, NPR ludzie różnie rozumieją i to zazwyczaj inaczej niż Kościół Katolicki.

      Nazwa tego forum powstała przed moją administracją, ale de facto to nie jest
      forum o katolickim NPR, ale o NPR jak je ludzie rozumieją - naturalne metody
      rozpoznawania płodności (NMRP) służące głównie temu, by szybciej zajść w ciążę.

      Ja rozróżniam NPR od samych metod NMRP.

      NPR to są metody stosowane w ramach katolckiej etyki seksualnej, a NMRP to same
      metody stosowane tylko po to, by wyznaczyć dni płodne i niepłodne.

      Jak ktoś stosuje metodę tylko w czasie starań, to nie jest NPR.

      Jak ktoś stosuje metodę jak sam chce, a nie jak mu każe katolicka etyka
      seksualna (tylko z ważnych powodów można unikać ciąży), to stosuje MŚP (Metoda
      Świadomej Płodności) - po angielsku FAM.

      Większość osób tu piszacych, to staraczki, które o ciemnej stronie NPR (często
      nadmierna wstrzemięźliwość) pojęcia nie mają i mieć nie będą.
      • d.moll.ka Re: na tym forum 30.08.10, 17:10
        Droga Administratorko,

        dziękuję za odpowiedź i linki, zaraz do nich zajrzę :)

        Nie zrozumiałam tylko jednego:
        Piszesz: Większość osób tu piszacych, to staraczki, które o ciemnej
        stronie NPR (często
        nadmierna wstrzemięźliwość) pojęcia nie mają i mieć nie będą.

        Cjodzi o to, że niektórzy ( w tym ja;) kojarzą te metody z nadmiern
        a wstrzemięźliwoscia - a tak nie jest. Tak? ;):) Mozesz mi swoja
        wypowiedź wytłumaczyć.

        pozdrawiam!
        M.
        • d.moll.ka Re: na tym forum 30.08.10, 20:10
          juz zrozumiałam o co Ci chodziło. :)

          ciemna strona mocy;) ciemna strona NPR-u :) też mi sie ywdaje że ta
          wstrzemięźliwość nadmierna, jakaś taka heroiczna. nic na razie nie
          rozumiem.
    • bystra_26 inne wątki na podobny temat 30.08.10, 12:11
      forum.gazeta.pl/forum/w,14906,60982030,,npr_a_spontanicznosc.html?v=2
      forum.gazeta.pl/forum/w,14906,70474583,,czy_jest_takie_forum_.html?v=2
      forum.gazeta.pl/forum/w,14906,77847447,,moje_refleksje.html?v=2


      forum.gazeta.pl/forum/w,14906,89609901,,NPR_a_wstrzemiezliwosc.html?v=2
      forum.gazeta.pl/forum/w,14906,106902776,,NPR_i_piatka_dzieci.html?v=2
      • d.moll.ka Re: inne wątki na podobny temat 30.08.10, 20:07
        Dziękuję za linki!
        Bardzo pomocne :)

        To jak z tym katolickim NPR - harmoniaczy frustracja?
        Myślę, że to zależy może i od seksualnego temperamentu? Przeciez oni
        by nie wytrzymali;)
        forum.gazeta.pl/forum/w,150,115892124,115919382,Re_Jak_czesto_sie_uprawiacie_seks_.html

        Czy mogłabyś mi Bystra odpowiedzieć na te pytania? Choć Ty masz, z
        tego co zdążyłam zauważyć, dystans do 'katolickiego' NPR.

        Dopiero wyrabiam sobie faktyczny osąd - bez idealizowania i bujania
        w obłokach...
        • bystra_26 odbiór NPR zależy od wielu rzeczy 30.08.10, 20:40
          1. czy masz tzw. otwartość na życie w danym czasie (ja uważam, że w 1 roku małżeństwa nie zachodzi się w ciążę, bo to jest czas na docieranie się partnerów i mają być w tym równi, a jak kobieta jest w ciąży, to ma przewagę, bo facet nie będzie mógł np. porządnie się z nią pokłócić, by jej nie zaszkodzić)

          2. ile dzieci planujesz i możesz mieć (np. względy zdrowotne i zawsze warto mieć ten margines jednej dodatkowej ciąży, żeby nie musieć do menopauzy ograniczać się do III fazy)

          3. jakie masz plany zawodowe (nie w każdym momencie dziecko z nimi nie koliduje)

          4. jakie masz cykle - są takie, które czynią NPR znośnym, i takie, które czynią frustrującym (długo objawy płodności przed owulacją i krótka lutealna, brr!)

          5. czy akceptujesz seks w czasie okresu - to jest w I fazie, niepłodności względnej

          6. jakie masz potrzeby seksualne (faceci mają cały miesiąc równe, a u kobiet to zależy od fazy cyklu - nasilają się w fazie PŁODNEJ, brr)

          7. czy potrafisz zrozumieć nauczanie Kościoła w zakresie antykoncepcji albo je "na wiarę" (choć to nie dogamaty) przyjąć

          8. jeśli nie potrafisz pkt.7, to czy potrafisz żyć do menopauzy szapanym i niezgodnym z fizjologią kobiety rytmem współżycia w zamian za dostęp do Komunii (to jest najczęstsza sytuacja sfrustrowanych - albo się męczysz, albo ze świecą szukasz spowiednika, który zrozumie Twoje dylematy)
          • d.moll.ka Re: odbiór NPR zależy od wielu rzeczy 02.09.10, 20:04
            Dziękuję Bystra za Twoje odpowiedzi: to obszerny materiał, który jest/może sie stać w przyszłości
            znakomitym punktem odniesienia.

            To laicka perspektywa - także bardzo potrzebna.
            Dla przeciwwagi zdobędę - mam przynajmniej taką nadzieję - kilka opinii katolickich :)
            I jest jakis punkt wyjścia do ew. dyskucji z partnerem w przyszłości. Czas pokaże.

            pozdrawiam.
        • lacitadelle Re: inne wątki na podobny temat 31.08.10, 10:39
          > To jak z tym katolickim NPR - harmoniaczy frustracja?

          Myślę, że to zależy od kilku rzeczy.

          Powiem o naszym przypadku: sądzę, że gdybyśmy nie byli katolikami, też
          stosowalibyśmy te same metody, bo hormonów na pewno nie chcę brać (mam w sobie
          dużą niechęć do niepotrzebnych farmakologicznych ingerencji w organizm), spirali
          tym bardziej (na samą myśl przechodzą mnie ciarki), a prezerwatywy dla nas
          zabierają sporą część przyjemności z wzajemnej bliskości.

          My zostawiamy sobie margines jednej dodatkowej ciąży i dla nas stosowanie NPR to
          jak najbardziej harmonia. Mam taką specyfikę cykli, że bezpłodność względną mamy
          przynajmniej do 12 dc, a często i dłużej (tak, wtedy naciągamy zasady, ale ja
          mam bardzo długie ścieżki śluzowe, więc z doświadczenia wnioskuję, że bez
          wielkiego ryzyka możemy współżyć do pierwszych dni ze śluzem). Potem jest jakiś
          tydzień dni płodnych, w którym stosujemy inne formy bliskości (co zdaje się też
          nie jest zgodne z literą katolickiej etyki seksualnej, ale jak najbardziej
          zgodne z naszym sumieniem). A potem f. niepłodności bezwzględnej, z której
          możemy wyciągnąć około 10 dni.

          Kolejna sprawa to liczba planowanych dzieci, bo jeżeli się starasz, dochodzi
          czas na zajście w ciążę (średnio trzy cykle), potem sama ciąża (u nas to był
          okres naprawdę dużej i bardzo satysfakcjonującej aktywności seksualnej), a potem
          okres niepłodności w czasie karmienia (u nas to był rok, ale to kwestia osobnicza).

          Jeżeli chodzi o temperament seksualny, to ja mam dużo większy od męża i
          niezależny od f. cyklu, więc na początku to stąd brały się nasze frustracje, na
          szczęście dotarliśmy się w tej kwestii, sytuacja życiowa się ustabilizowała, u
          męża odszedł czynnik stresu, zwiększyły się możliwości, a i ja powoli
          zrozumiałam, że seks to nie wszystko ;) i teraz jesteśmy oboje bardzo zadowoleni
          (myślę, że średnio wychodzi nam współżycie 2 razy na 3-4 dni). Tak jak gdzieś
          wcześniej pisałam, w zależności od sytuacji życiowej dopuszczam stosowanie
          prezerwatyw (rozmawiałam na ten temat ze spowiednikiem), ale przyznam, że ze
          względu na związany z nimi spadek przyjemności będziemy stosować takie dodatkowe
          zabezpieczenie w ostateczności.

          Wiara w tym wszystkim daje mi ogromy spokój i komfort, poczucie, że postępuję
          zgodnie z Wolą Bożą i dzieci będziemy mieli po prostu wtedy, kiedy trzeba. Teraz
          np. zdecydowaliśmy, że chcemy mieć drugie dziecko i mamy akurat taką sytuację,
          że jak zajdę w ciążę, to będą powody do radości, i jak nie zajdę - będą inne.
          Czuję się z tym naprawdę super i po prostu czekam, co nam Bóg przyniesie.
          • d.moll.ka Re: inne wątki na podobny temat 31.08.10, 16:21
            Lacitadelle :):) Serdeczne dzięki za post!
            Bardzo podoba mi sie Twoja zdroworozśadkowość - ja też chyba w
            zbliżony sposób patrzę na te sprawy...
            tzn. chciałabym dostrzec za katolicka etyką seksualną wymierne
            korzyści dla pary;)
            I to nie korzyści polegające na tym: seks codziennie, bezpieczny,
            bez żadnych ograniczeń. Tylko inne: jak NPL wpływa na więź, jej
            budowanie poprzez bliskość i seks.

            Wydaje mi sie, że wpływa bardzo dobrze. Ale bardzo chciałam usłyszeć
            głosy osób, które tak żyją :):)
            Mi się marzy kiedyś taka harmonia w tej sferze... Mądrze piszesz, że
            trzeba ją sobie wypracować, że frustracje się pojawiają.

            Dziękuję, że napisałaś:) Bardzo podoba mi sie Twój post Lacitadelle -
            konkretny, bez ideologii, na temat, wynikający z własnego
            doświadczenia:).

            Powodzenia z drugim dzieckiem!!! :):):)
    • dziub_dziubasek Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 31.08.10, 13:40
      Ja tez napiszę od siebie- stosuję te metody od ponad 7 lat. mam dwoje dzieci,
      oboje jak najbardziej planowani (z tym, ze w przypadku drugiego malucha nie
      spodziewałam się, ze już w pierwszym cyklu starań "zaskoczę", bo o pierwsze
      dziecko staraliśmy się ponad pół roku).
      Zachęcił nas człowiek na naukach przedmałżeńskich- facet rozsądny, nie
      wplatający w to specjalnie ideologii tylko nastawiony na przekazanie zasad
      stosowania i możliwych "odchyłek".
      na początku stwierdzilismy, ze mozemy spróbować, bo nawet jeśli zajdę w ciążę to
      nie bedzie tragedii. Pierwsze dziecko urodziło się po trzech latach (czyli przez
      ponad dwa lata skutecznie się udawało).
      I wtedy uwierzyłam, że to działa. Nie wplatam w to ideologii, przez jakiś czas
      próbowałam stosować tabletki, ale jakoś bez przekonania (pierwsze spowodowały
      przytycie, przy drugich mialam koszmarne migreny, przy kolejnych dwóch rodzajach
      moje libodo spadło do wartosci wręcz ujemnych :) ).
      Co do wstrzemięźliwości- jakoś sobie radzimy, są inne sposoby niż "tradycyjny"
      stosunek :)
      Dodam jeszcze, ze miałam dosyć nieregularne cykle (25-45dni), ostatnio się
      bardziej uregulowały, i nie było to wcale przeszkodą w stosowaniu.
      czasami też czuję się jakbym była z innego świata, bo każdy kto się dowiaduje,
      ze nie stosuję plastrów/tabletek/spirali i innych cudów to wręcz się puka w
      glowę. Wielu lekarzy, jak mówię, ze nie chcę recepty na pigułki stwierdza wręcz-
      "aha, czyli chce pani zajść w ciążę"...
    • molly_bloom Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 02.09.10, 12:37
      No to ja też napiszę od siebie. Od razu zaznaczam, że mam słabe doświadczenie w
      stosowaniu NPR, jako metody, która miałaby pomóc uniknąć poczęcia, bo akurat my
      zaplanowaliśmy dzieci w małym odstępie czasu, więc przez 3 lata stosowania przez
      nas tej metody większość przypada na ciąże i karmienie (płodność wróciła 13
      miesięcy od porodu, w 2 ciążę zaszłam karmiąc, po 3 cyklach starań). No, ale
      przecież motywacja jakaś była, tak czy inaczej :) A mianowicie taka, że NPR jest
      zgodny z naszym postrzeganiem seksualności, małżeństwa i człowieczeństwa w
      ogóle. I tu akurat, tak się składa, że to się idealnie pokrywa w katolicką etyką
      seksualną, chociaż dochodziliśmy do tego różnymi drogami.
      Ponieważ jest to postępowanie zgodne z naszym sumieniem, to wybór ten nie rodzi
      frustracji, wręcz przeciwnie, przynosi spokój. Jeśli chodzi o okresy
      wstrzemięźliwości (nie tylko te związane z cyklem, ale np też z bezpieczeństwem
      ciąży, a w ciąży libido u mnie np. bardzo skacze do góry), to ja po prostu
      uważam, że seks nie jest towarem, który mi się należy 24h na dobę 7 dni w
      tygodniu. Korzystanie z seksualności jest dla mnie bardziej darem niż prawem. Ja
      rozumiem, że to nie do każdego trafia, ale do nas akurat tak.
      • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 02.09.10, 19:53
        Molly Bloom bardzo dziękuję za Twój głos w sprawie i mądrą wypowiedź.

        > uważam, że seks nie jest towarem, który mi się należy 24h na dobę 7 dni w
        > tygodniu. Korzystanie z seksualności jest dla mnie bardziej darem niż prawem. J
        > a rozumiem, że to nie do każdego trafia, ale do nas akurat tak.

        Do mnie też to trafia... Staram się doszukiwać analogii i jakos sobie temat "metod naturalnych"
        zracjonalizować - robię to poprzez różne porównania:
        fast food, fast sex...
        i wychodzi mi , że spróbowanie tej metody w życiu jest jednak moim pragnieniem.

        Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za mądry, płynący z zyciowego doświadczenia wpis :)
            • molly_bloom Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 10.09.10, 11:42
              wiesz, no normalne trafia, tak jak do kobiety - do jednych trafia do innych nie
              mężczyźni to nie są jakieś bezmózgie niewyżyte zwierzęta i dla wielu są w życiu ważniejsze wartości niż seks - kwestia priorytetów
              rozmawiamy o tym często i szczerze mówiąc dziwimy się skąd się bierze to absolutyzowanie seksu, bo, umówmy się, życie bez seksu przez kilka/kilkanaście dni w miesiącu to nie jest jakaś tragedia
              a bywają w życiu sytuacje kiedy ta abstynencja twa dłużej (choroba, zagrożona ciąża, wyjazd) i co wtedy?
              chociaż seks jest w związku bardzo ważny, to jednak według mnie fundamentem scalającym związek są zupełnie inne rzeczy i spełnienie wynikające z bycia z drugim człowiekiem ma całą gamę odcieni, niekoniecznie związanych ze sferą erotyczną

              • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 10.09.10, 20:19

                i tu sprawdza sie "gadanie" kościoła
                zaczynać związek od przyjaźni. ona jest najważniejsza.
                pisał też o tym Karol Wojtyła w niesamowitej książce "Miłość i odpowiedzialność".

                jak ludzi wiele łączy - to i później seks jakis taki bardziej niesamowity, czulszy, pełen zrozumienia ;) ale czystośc przed ślubem nie gwarantuje sukcesu. Praca, zrozumienie, sympatia dla siebie nawzajem. Budowanie związku na wielu płaszczyznach.

                Czyli to, o czym pisze z własnego doświadczenia Molly Bloom.
    • raszefka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 06.09.10, 08:54
      Spróbuję i ja Ci odpowiedzieć, z innego punktu widzenia. Określenie "NPR" w moim przypadku jest
      daleko nietrafione - nie jestem w żadnym związku. Stosuję obserwację, bo daje mi to wgląd w stan
      mojego zdrowia, od tamtej akurat strony, mam nadzieję, że uda mi się wyłapać różne
      nieprawidłowości, jeśli się pojawią. No i taka jestem fajna - eko ;) I wpisana w naturalny rytm ziemi,
      pogodzona ze swoją kobiecością (żartuję sobie, choć w głębi duszy coś takiego chyba troszkę
      czuję).
      Jeżeli miałabym się z kimś związać - dla mnie taka metoda unikania ciąży jest dobra. Nie tylko ze
      względów religijnych, choć i to jest bardzo ważne. Ja po prostu nie cierpię leków, zwłaszcza jeśli
      mam coś brać przewlekle. A przecież tylko hormony są bardziej skuteczne.
      Nie będę jednak, na wzór instruktorów z kursów przedmałżeńskich, przekonywać, że taka metoda
      zbliża małżonków, otwiera na życie i takie tam. Moje małżeństwo rozpadło się po 4 latach, nie z
      powodu NPR, ale na pewno nie pomogło nam się zbliżyć, ani nie otworzyło małżonka na życie. Nie
      mam zamiaru tu oceniać byłego - nie akceptował metody po prostu i już. Chociaż pod wieloma
      względami był bardziej zaangażowanym katolikiem ode mnie.
      Krótko mówiąc - jednoosobowo naturalne metody rozpoznawania płodności nie są bardzo
      wymagające, wręcz przyjemnie zajmować się czymś takim. We dwoje - to duże wyzwanie, wcale
      niełatwe.


      Aha, mam jedną, zaplanowaną córkę. Wtedy jednak znałam temat tylko "po łebkach" i aż dziwne,
      że udało nam się w pierwszym cyklu starań... a nie w trzech poprzednich, "przygotowujących".
      • molly_bloom Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 06.09.10, 13:44
        Wydaje mi się, że NPR może zbliżać małżonków, o ile jest to świadomy ich wybór. Taka suwerennie i odpowiedzialnie podjęta decyzja co do stylu życia w małżeństwie zbliża na pewno. To wymaga solidnego przygotowania i wielu wielu rozmów w czasie narzeczeństwa (a to samo w sobie również zbliża). Jeśli natomiast jedna ze stron tej decyzji nie akceptuje, albo ma wątpliwości, albo czuje się w jakiś sposób (niekoniecznie przez partnera, ale też np przez środowisko) zmuszana, to wtedy mogą być faktycznie kłopoty. I choć nie wierzę, żeby sam NPR mógł być przyczyną rozpadu związku, to na pewno może być "gwoździem do trumny".

        Z drugiej strony, faktycznie, w katolickich publikacjach szerzona jest teza, że NPR sprzyja trwałości małżeństwa (odsetek rozwodów wśród małżeństw stosujących NPR to 5%) i wydaje mi się to nadużyciem. Myślę, że to nie jest związek przyczynowo skutkowy, a korelacja. Z obserwacji znajomych par widzę, że te, które świadomie wybierają NPR to w większości pary:
        - wierzące i praktykujące
        - dobrze przygotowane do sakramentu małżeństwa
        - traktujące poważnie fakt, że małżeństwo to sakrament
        - pogłębiające swoją wiarę i wiedzę z zakresu np duchowości kobiety i mężczyzny czy teologii ciała
        - pracujące nad swoimi związkami
        I w tym przypadku chyba dopiero suma tych czynników sprawia, że małżeństwo jest trwałe. Sam NPR tu wiele nie zdziała.

        Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdzę, że małżeństwa niesakramentalne nie mogą być trwałe, czy są zawierane nieodpowiedzialnie. Po prostu chciałam wykazać pewne zależności.
        • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 06.09.10, 18:18
          > Wydaje mi się, że NPR może zbliżać małżonków, o ile jest to świadomy ich wybór.
          > Taka suwerennie i odpowiedzialnie podjęta decyzja co do stylu życia w małżeńst
          > wie zbliża na pewno. To wymaga solidnego przygotowania i wielu wielu rozmów w c
          > zasie narzeczeństwa (a to samo w sobie również zbliża). Jeśli natomiast jedna z
          > e stron tej decyzji nie akceptuje, albo ma wątpliwości, albo czuje się w jakiś
          > sposób (niekoniecznie przez partnera, ale też np przez środowisko) zmuszana, to
          > wtedy mogą być faktycznie kłopoty. I choć nie wierzę, żeby sam NPR mógł być pr
          > zyczyną rozpadu związku, to na pewno może być "gwoździem do trumny".

          Ze wszystkim się w pełni zgadzam! Nie należy mitologizować roli NPR w małżeństwie... To nie panaceum na wszelkie dolegliwosci zwiążku - ale witaminka :)


          > Z drugiej strony, faktycznie, w katolickich publikacjach szerzona jest teza, że
          > NPR sprzyja trwałości małżeństwa (odsetek rozwodów wśród małżeństw stosujących
          > NPR to 5%) i wydaje mi się to nadużyciem. Myślę, że to nie jest związek przycz
          > ynowo skutkowy, a korelacja.

          NPR jednym sprzyja, innych z całą pewnością frustruje. Z tego, czego juz zdążyłam się dowiedzieć na jego temat od innych forumek wynika, że jeśli w związku jedna osoba ma wyższe libido od współmałżonka, to sie frustruje... :/ i są to także kobiety... Także naprawdę dużo rozmowy do tego potrzeba, miłości i zrozumienia dla drugiego... No to jest ogromne wyzwanie! Ale myślę, że i coś wyjątkowego jednocześnie i że warto spróbować.

          Z obserwacji znajomych par widzę, że te, które świ
          > adomie wybierają NPR to w większości pary:
          > - wierzące i praktykujące
          > - dobrze przygotowane do sakramentu małżeństwa
          > - traktujące poważnie fakt, że małżeństwo to sakrament
          > - pogłębiające swoją wiarę i wiedzę z zakresu np duchowości kobiety i mężczyzny
          > czy teologii ciała
          > - pracujące nad swoimi związkami
          > I w tym przypadku chyba dopiero suma tych czynników sprawia, że małżeństwo jest
          > trwałe. Sam NPR tu wiele nie zdziała.
          Masz rację, NPR to jakiś jeden z wielu czynników potrzebnych do harmonii, jedna z witaminek...
          Dla mnie hormony to takie operowanie kobiecości. A prezerwatywa kojarzy mi sie z ochroną BHP i substancjami toksycznymi... Czy nasza kobiecość jest dysfunkcyjna, że trzeba operować? Albo toksyczna, że trzeba wkładać prezerwatywę?
          Ale mało jest chyba mężczyzn, którzy kochają kobiete tak całościowo i nie chcą naprawiać, jak zepsutą albo troszkę szkodliwą zabawkę;)

          dziękuję za post! straszna ze mnie marzycielko - teoretyczka...
          • lacitadelle Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 07.09.10, 09:38
            > NPR jednym sprzyja, innych z całą pewnością frustruje. Z tego, czego juz zdąży
            > łam się dowiedzieć na jego temat od innych forumek wynika, że jeśli w związku j
            > edna osoba ma wyższe libido od współmałżonka, to sie frustruje... :/ i są to ta
            > kże kobiety...

            To nie do końca tak! Jeżeli w związku jedna osoba ma większy temperament od drugiej, to jest to problem niezależnie od stosowanego środka antykoncepcji, bo co z tego, że można, jeżeli druga strona nie chce! Ma się zmuszać do seksu? U mężczyzny to nawet nie jest możliwe...

            I tutaj zaczyna odgrywać rolę podejście do seksu, miłości i naszego partnera, bo przecież rzadko się zdarza sytuacja, gdy obie strony mają identyczne temperamenty i ochotę na zbliżenie zawsze w tym samym momencie...

            • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 08.09.10, 21:33

              >
              > I tutaj zaczyna odgrywać rolę podejście do seksu, miłości i naszego partnera, b
              > o przecież rzadko się zdarza sytuacja, gdy obie strony mają identyczne temperam
              > enty i ochotę na zbliżenie zawsze w tym samym momencie...
              >

              Pewnie. Chyba to się wypracowuje jeszcze przed rozpoczęciem współżycia.
              Taki katolicki tekst mi "wpadł w ręce" o seksulaności. Podoba mi się. Nie wiem, wg mnie intrygujący, zdroworozsądkowy, wyważony. Taki normalny:
              www.szansaspotkania.net/index.php?page=11146

        • madzioreck Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 16.09.10, 04:23
          > Z drugiej strony, faktycznie, w katolickich publikacjach szerzona jest teza, że
          > NPR sprzyja trwałości małżeństwa (odsetek rozwodów wśród małżeństw stosujących
          > NPR to 5%) i wydaje mi się to nadużyciem.

          Mnie również :( Choćby dlatego, że praktykujący katolik teoretycznie nie uznaje rozwodu, więc choćby w związku się paliło i waliło, to się nie rozwiedzie. I mamy martwe, ale za to trwałe małżeństwo w statystyce :(
          • molly_bloom Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 16.09.10, 08:50
            a nie, to mi zupełnie nie o to chodziło
            uważam, że npr nie jest przyczyną trwałości małżeństwa, tylko skutkiem wyboru stylu życia w małżeństwie (którego skutkiem jest też wierność i uznawanie nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa)
            a poza tym Kościół dopuszcza separację, więc to nie jest tak, że "choćby się waliło i paliło"
            • madzioreck Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 17.09.10, 14:01
              > uważam, że npr nie jest przyczyną trwałości małżeństwa, tylko skutkiem wyboru s
              > tylu życia w małżeństwie (którego skutkiem jest też wierność i uznawanie nieroz
              > erwalności sakramentalnego małżeństwa)

              No mnie również właśnie o to :)

              > a poza tym Kościół dopuszcza separację, więc to nie jest tak, że "choćby się wa
              > liło i paliło"

              A jak to widnieje w statystykach?
            • bystra_26 NPR wynika z sakramentu małżenstwa??? 17.09.10, 15:50
              molly_bloom napisała:

              > uważam, że npr nie jest przyczyną trwałości małżeństwa, tylko skutkiem wyboru s
              > tylu życia w małżeństwie (którego skutkiem jest też wierność i uznawanie nieroz
              > erwalności sakramentalnego małżeństwa)

              Że jak?
              Możesz rozwinąć? Bo jakoś znam wielu ludzi w sakramentalnym małżeństwie, wiernych i zamierzających wytrwać "aż do śmierci", ale w zakresie kontroli urodzeń mających takie samej podejście jak przed ślubem, i bynajmniej nie jest to NPR.

              Statystyki mówią też (o. Prusak w Tygodniku Powszechnym 2 lata temu publikował), że z tych katolików, którzy chodzą co niedziela na Msze (czyli mniej niż wszyscy w małżeństwie sakramentalnym) 20% (z czego wiele to kobiety po menopauzie) zgadza się z katolicką etyką seksualną, ale tak jak ją sami rozumieją np. stosują stosunek przerywany (bo nie ma tu użycia środków antykoncepcyjnych, więc uważają, że Kościół na niego pozwala), pieszczoty z orgazmem w okresie płodnym itp.

              Ilu stosuje NPR z otwartością na życie i jest niesfrustrowana nie wiadomo, ale w świetle powyższych statystyk stanowią niski odsetek katolików żyjących w małżeństwie.
              • molly_bloom Re: NPR wynika z sakramentu małżenstwa??? 18.09.10, 09:42
                nie nie nie! źle mnie zrozumiałaś
                nie chodziło mi o to, że npr wynika z sakramentu małżeństwa, tylko chciałam się odnieść do tych informacji, które często się spotyka w publikacjach dotyczących npr, że tylko 5% małżeństw stosujących npr się rozwodzi
                one są podawane tak, jakby to npr było gwarantem trwałości małżeństwa, a tymczasem wydaje mi się, że i jedno i drugie jest skutkiem wcześniejszych wyborów i wyznawanych wartości
                tzn że to jest raczej współwystępowanie, a nie prosty związek przyczynowo-skutkowy
      • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 06.09.10, 18:00
        Serdecznie dziękuję za bardzo osobisty, otwarty wpis!!! KOlejny bardzo ważny punkt widzenia na NPR dla mnie....

        ... wpisana
        > w naturalny rytm ziemi,
        > pogodzona ze swoją kobiecością
        Też tak to odczuwam ;) skoro piekę własne ciasta, gotuję własne zupy i zamawiam swojską wędlinę wujka... to nie wyobrażam sobie, żebym miała łykać pigułki... albo kochać się z mężczyzną odseparowanym ode mnie lateksem... jak od jakiejś toksyny, z przeproszeniem;)

        Nie
        > mam zamiaru tu oceniać byłego - nie akceptował metody po prostu i już. Chociaż
        > pod wieloma
        > względami był bardziej zaangażowanym katolikiem ode mnie.
        > Krótko mówiąc - jednoosobowo naturalne metody rozpoznawania płodności nie są ba
        > rdzo
        > wymagające, wręcz przyjemnie zajmować się czymś takim. We dwoje - to duże wyzwa
        > nie, wcale
        > niełatwe.
        ... Hm. To jakiś paradoks, w takim razie, że jako katolik Twój mąż nie uznawał tej metody. Ale jeśli ktos w pełni akceptuje naukę społeczną Kościoła, to jest to przecież metoda małżeństwom rekomendowana...
        Nie mam jeszcze żadnego doświadczenia z seksem / nie akceptuję seksu przed ślubem/ , ale zastanawia mnie właśnie, czy jeśli mężczyzna ma spory popęd seksualny... jest w stanie zaakceptować NPR. I nie wiem, czy przy założeniu, że jest katolikiem, jest to kwestia skali popędu, czy też jego zgody, otwartości na temat NPR i siły woli...
        Masz rację. Bez pełnej akceptacji metod naturalnych i przekonania, że one są lepsze od sztucznych (ba! wrecz jedyne akceptowalne ...) NPR nie przejdzie...

        > Aha, mam jedną, zaplanowaną córkę.
        :):):)
        pozdrawiam i dziękuję za wpis M.
        • pam_71 Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 08.09.10, 12:28
          Nie mam jeszcze żadnego doświadczenia z seksem / nie akceptuję seksu przed ślubem/

          Odważna jesteś. Nie boisz się późniejszych rozczarowań na tym polu albo że okażecie się "niedobrani" w tej kwestii ? To jednak bardzo ważna sfera życia w małżeństwie ;-p

          A co do oceny w stylu "jak to możliwe, że zagorzały katolik gumkę zakłada ... " HIhi U nas około 40% to "statystyczni katolicy" czyli po chrzcie, komuni może i nawet po konkordatowym .... i tyle ich widzieli ;-) Nie mi i nie nam oceniać ich wybory. Wiara jak i jej praktykowanie to sprawa intymna. Tolerancji wymaga ...
          • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 08.09.10, 21:23
            pam_71 napisała:

            > Nie mam jeszcze żadnego doświadczenia z seksem / nie akceptuję seksu przed ślub
            > em/
            >
            > Odważna jesteś. Nie boisz się późniejszych rozczarowań na tym polu albo że okaż
            > ecie się "niedobrani" w tej kwestii ? To jednak bardzo ważna sfera życia w małż
            > eństwie ;-p


            Hm... Kurcze, jakby Ci to Pam powiedzieć... Rozczarowań się rzecz jasna boję... Ale...
            Znam skądinąd babkę, która współżyła ze swoim chłopakiem przed ślubem. Podobno seks był udany. Wpadli... Stopniowo zaczął tracić wenę, jak kobieta przestała być małą kobietką (duża różnica wzrostu), a zaczęła stawać się matką (ciąża, nabrzmiewanie piersi itd.) Po kilku latach ten pan zaczął molestować własne dziecko... Sprawą zajął sie prokurator. Rozwiedli się... Dla całej rodziny to była trauma...

            Nie wszystko człowiek jest w stanie przewidzieć... Jako katoliczka ufam w Opiekę istot ode mnie potężniejszych i mądrzejszych. Po prostu...
    • an-nna Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 06.09.10, 22:01
      to ja pozwolę sobie przedstawić jeszcze jeden powód dla mnie to przyjemność
      Dlaczego ? Bo obecnie urywamy gumek i wydajemy na nie majątek w porównaniu np do tabletek / z których już zrezygnowałam / i NPR to droga do sexu bez nich w pewnym okresie i to jest właśnie nasz powód większą przyjemność wówczas gumki w dni płodne łatwiej znieść :)
      A najlepsze ułatwienie zapewni nam komputerek cyklu, który mamy zamiar zakupić i wszytko po to zęby nam było ze sobą jeszcze lepiej :) Wstrzemięźliwość w dni płodne dla nas nie wchodzi w grę i filozofia do tego żadna nie jest nas w stanie przekonać. Przy naszych temperamentach wpływało by tylko na nasza niekorzyść :(
      • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 06.09.10, 22:36
        an-nna napisała:

        > dla mnie to przyjemność
        :):):) i o to właśnie w tym chodzi;) między innymi :)

        > w porównaniu np
        > do tabletek / z których już zrezygnowałam /
        Dlaczego zrezygnowałaś z tabletek, jeśli można wiedzieć?

        > i NPR to droga do sexu bez nich [tj. prezerwatyw]
        otóż to, otóż to!!! :)

        Wstrzemięźliwość w dni
        > płodne dla nas nie wchodzi w grę i filozofia do tego żadna nie jest nas w stan
        > ie przekonać. Przy naszych temperamentach wpływałoby tylko na nasza niekorzyść
        > :(
        Ok. Pewnie. Każdy ma swój stopień wytrzymałości i prawo do własnego zdania. Zdecydowanie tak.
        Ciekawe, czy wśród par które stosują NPR są też jacyś temperamentni... Szacun dla nich...

        dziękuję za wpis Anna!
        • an-nna Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 07.09.10, 00:44
          z tabletek zrezygnowałam z powodu skutków ubocznych, a kolejna sprawa to mniejsze libido i tym samym odczucia i ich intensywność. Bez tabletek są dużo wyższe i mi dużo lepiej natomiast mój partner wolał jak nie było gumek bo teraz dla niego jest troszkę mniej atrakcyjniej stad poszukiwania udogodnienia i chęć skorzystania z wiedzy jaka daje NPR choć w naszym przypadku korzystanie z NPR + gumki w dni płodne jest to kompromis przyjemnościowy ale nie można już całości nazwać czystym NPR
          Sadze ze wśród par również sa temperamentni ale mogą mieć większe przekonanie do ideologi kościoła i wpływu prezerwatywy na życie miedzy sobą i z tym się wówczas zgadzać co pozwoli na zadowalające stosowanie w pełni NPR
          Dla mnie osobiście liczy się zdrowie a prezerwatywa mi w nim nie przeszkadza. Tabletki kiedyś przez krotki czas wynikały z pewnej niewiedzy, wygody i zapewnień lekarza o ich bezpieczeństwie .
          • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 08.09.10, 21:29
            an-nna napisała:
            > Sadze ze wśród par również sa temperamentni ale mogą mieć większe przekonanie d
            > o ideologi kościoła i wpływu prezerwatywy na życie miedzy sobą i z tym się wówc
            > zas zgadzać co pozwoli na zadowalające stosowanie w pełni NPR

            Na pewno tak. Temperamentni, którzy szanują w sypialni naukę kościoła nt. NPR są w moim mniemaniu niesamowici! Bo jak - z przeproszeniem - flaki z olejem stosują, to to nie jest wielkie halo ;)
    • bystra_26 d.moll.ka - pytanie do Ciebie 07.09.10, 10:28
      Czy piszesz jakąś rozprawę naukową na ten temat czy jak?
      Szukasz argumentów za, żeby kogoś przekonać?

      Pytam, bo zaczynam mieć takie wrażenie.

      Z naszych wypowiedzi nie możesz sobie "wyrobić" poglądu o NPR/metodach z jednego powodu:

      dopóki nie korelujesz samoobserwacji ze współżyciem, dopóty nie wiesz, czy Ci/Wam to będzie odpowiadać. I pisząc o korelowaniu mam na myśli głównie czas, gdy się nie staracie o dziecko, bo jak ludzie się starają, to nie ma potrzeby limitowania współżycia do dni płodnych - można współżyć do woli przez cały cykl.

      O stosowaniu NPR/metod naturalnych nie można też mówić w sytuacji, gdy się nie współżyje. Właściwie należy to nazwać po prostu prowadzeniem samoobserwacji czy uczeniem się metody. W ten sposób można zdobyć wartościowe na późniejsze unikanie poczęcia (na podstawie wcześniejszych cykli wyznacza się koniec fazy niepłodności względnej) dane historyczne o swoim organizmie oraz wykryć ewentualne nieprawidłowości np. za wysoki poziom prolaktyny.
      • d.moll.ka Re: d.moll.ka - pytanie do Ciebie 08.09.10, 21:12
        bystra_26 napisała:

        > Czy piszesz jakąś rozprawę naukową na ten temat czy jak?
        Nie.
        > Szukasz argumentów za, żeby kogoś przekonać?
        Nie - a przynajmniej nie w sensie jakiejs debaty.

        Szukam przykładów pozytywnych na NPR. Myślę, że nie ma w tym nic złego i nie łamię netykiety... Nie rozumiem tym bardziej Twoich wątpliwości. Mam prawo chyba do zadawania pytań. Nic się pod tym nie kryje - pisałam o motywacji i była to prawda. Nie posądzaj mnie o kłamstewska, Bystra.

        Dziękuję za kilka praktycznych wskazówek! Pozdrawiam.

    • an-nna Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 10.09.10, 12:52
      NPR to tylko jedna z wiele metod ale nie dla każdego najlepsza, aby korzystać z NPR w 100% trzeba mieć zupełna zgodę partnera /jeżeli on się nie zgodzi TY będziesz uparta to Cie rzuci/ i chęć do wstrzemięźliwości w okresach plodnych.
      Po tym co piszesz u Ciebie aspekt religijni ma duże znaczenie w Twoich marzeniach do NPR ale do tego trzeba nie tylko podejść religijnie ale i praktycznie i sama się o tym przekonasz z czasem.
      Jeżeli chcesz korzystać z NPR to zacznij już obserwacje i mierzenie temperatury bo później zabraknie Ci czasu na pogłębienie wiedzy i tylko się na tej metodzie zawiedziesz. Żeby ja stosować ze skutkiem planowanym trzeba mieć wiedzę i znać siebie.
      To wszytko z punku widzenia kościoła pięknie brzmi jeżeli każdego człowieka traktuje się w taki sam sposób, bez różnic w psychice i tego jak sobie ktoś z czym radzi. Generalnie mówimy ze dla każdego coś innego bo ludzie są rożni w tym wypadku jest inaczej dla każdego to samo i nie ważne kim jesteś. Do tej metody trzeba być przekonanym pod każdym względem nie analizując kwestii religijnych, wówczas jest to Twój świadomy wybór metody dla Ciebie najlepszej, a nie koniecznej do polubienia i poszukiwania inspiracji żeby ja polubić.
      • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 10.09.10, 20:14
        Anna, czytałam Twój post z zaciekawieniem. Podoba mi się Twój zdrowy rozsądek.

        Wiesz, na razie jestem na początku związku.
        Choć ten facet jest wartościowy, to wciąż to początek i poznajemy się.
        Jednak za jakis czas, jak zwiazek będzie sie rozwijał pobierzemy sobie ze stronki www.szansaspotkania.pl kurs metod naturalnych i wystartujemy z tym. Ja wystartuje z obserwacją... na razie nie mam motywacji...
        W końcy mogę zostać sama... nie pali się.

        Ale w 100% sie z Tobą zgadzam. Ja nie idealizuję tej metody - ona wymaga pracy, zaangażowania. Ale wszystko warte w życiu zachodu - tego wymaga... :) Nie jest tak?
        • bystra_26 O naiwności! 11.09.10, 12:52
          d.moll.ka,

          1. Zdejmij różowe okulary. Nie widzisz, że szukasz tylko plusów? Poza tym, to nieco plączesz się w zeznaniach, skoro najpierw jesteś zainteresowana NPR bez opcji światopoglądowej, a potem podpierasz się o. Knotzem (szansa spotkania) i "Miłość i odpowiedzialność".

          2. Kup sobie podręcznik, zacznij prowadzić obserwacje i wróć po 6 cyklach. Do obserwacji dopisuj też poziom libido - je się ma nawet jak się seksu nie uprawia.
          Zobaczysz czarno na białym jak się "zgrywa" Twój obecny cykl z Twoimi potencjalnymi potrzebami. Wtedy podyskutujemy.
          • d.moll.ka Re: O naiwności! 11.09.10, 17:22
            bystra_26 napisała:

            > d.moll.ka,
            >
            > 1. Zdejmij różowe okulary. Nie widzisz, że szukasz tylko plusów?
            Tak, szukam plusów, zdając sobie sprawę z minusów (więc ich szukać już nie muszę).

            Poza tym, to n
            > ieco plączesz się w zeznaniach, skoro najpierw jesteś zainteresowana NPR bez op
            > cji światopoglądowej, a potem podpierasz się o. Knotzem (szansa spotkania) i "M
            > iłość i odpowiedzialność".
            >
            Nie ma tu sprzeczności. Jestem katoliczką (światopogląd), która szuka sensu (zdroworozsądkowość). Na Kaczyńskiego nie głosowałam i nigdy bym nie zagłosowała, choćby nie wiem, jak kościół do tego przekonywał. Mam swoje zdanie. Choć w kwestiach czystości przedmałżeńskiej - póki co - jestem ortodoksyjna. jak będzie z NPR - nie wiem. Sprawdzę.

            > 2. Kup sobie podręcznik, zacznij prowadzić obserwacje i wróć po 6 cyklach. Do o
            > bserwacji dopisuj też poziom libido - je się ma nawet jak się seksu nie uprawia

            Wiem, mam libido. I wcale nie jest niskie.

            > Zobaczysz czarno na białym jak się "zgrywa" Twój obecny cykl z Twoimi potencjal
            > nymi potrzebami. Wtedy podyskutujemy.
            Otóż będą przekłamania. Mam faceta. Ale gdybyśmy mieszkali np. razem albo gdybym już teraz mu na dużo więcej pozwalała - wierz mi - moje potrzeby o niebo by wzrosły! Troszkę stymulacji i już wystarczy ;) Więc nie zgadzam sie z powyższym Bystra.

            Ostra jesteś. Kojarzysz mi sie z siostra Ratched z "Lotu nad kukułczym gniazdem". Twardą ręką trzymasz to forum. Dlaczego mnie ścinasz? Jeśli Cię denerwuję - ok. Ale widzisz, że znalazły się kobiety, które chciały mi udzielić odpowiedzi.
            Z Twoim zdaniem sie liczę, ale mam wrażenie, że przechodzisz do kontrofensywy. Mam sobie "iść" z Twojego forum?
            • raszefka Re: O naiwności! 11.09.10, 17:45
              Z sympatii chcę Ci napisać - jesteś denerwująca w swoim teoretyzowaniu. I piszę bez złośliwości, z sympatii, bo sama jakieś 8 lat temu byłam taka sama - nie uprawiałam seksu, nie znałam żadnej metody, a próbowałam dyskutować. A co wyszło w praniu, napisałam powyżej.

              Proponuję, żebyś jednak zaliczyła jakiś kurs, zaczęła praktykować samoobserwację. A kiedy przyjdzie wprowadzić w ten cykl mężczyznę, po pierwsze będziesz miała duże doświadczenie w rozpoznawaniu objawów, po drugie może, podkreślam, m o ż e jako do sprawy dla Ciebie najnaturalniejszej łatwiej przekonasz partnera. A po trzecie i tak dopiero wtedy się dowiesz, czy da się to pogodzić z potrzebami seksualnymi.

              Pozdrawiam ciepło.
            • bystra_26 Dyskutujemy - od tego jest przecież forum 11.09.10, 20:53
              d.moll.ka napisała:


              > > Zobaczysz czarno na białym jak się "zgrywa" Twój obecny cykl z Twoimi pot
              > encjal
              > > nymi potrzebami. Wtedy podyskutujemy.
              > Otóż będą przekłamania. Mam faceta. Ale gdybyśmy mieszkali np. razem albo gdyby
              > m już teraz mu na dużo więcej pozwalała - wierz mi - moje potrzeby o niebo by w
              > zrosły! Troszkę stymulacji i już wystarczy ;) Więc nie zgadzam sie z powyższym
              > Bystra.

              Bardziej mi chodziło o zmiany libido w cyklu - one mają podobne wzrosty i spadki bez względu na to, czy podejmujesz jakieś czynności seksualne i ile czy nie.


              > Ostra jesteś. Kojarzysz mi sie z siostra Ratched z "Lotu nad kukułczym gniazdem
              > ". Twardą ręką trzymasz to forum. Dlaczego mnie ścinasz? Jeśli Cię denerwuję -
              > ok. Ale widzisz, że znalazły się kobiety, które chciały mi udzielić odpowiedzi.
              > Z Twoim zdaniem sie liczę, ale mam wrażenie, że przechodzisz do kontrofensywy.
              > Mam sobie "iść" z Twojego forum?

              Nikt Cię nie wygania, a dobre dyskusje są życiem forum.

              Jestem "ostra", bo sama przeszłam mocne zderzenie między wymaganiami Kościoła w tym temacie a moją małżeńską rzeczywistością.

              Słodko-pierdzący obraz NPR z kursów przedmałżeńskich i czasopism typu "Miłujcie się" jest okłamywaniem przyszłych katolickich małżonków. NPR ma w teorii same zalety, a tabletki czy gumki same wady, a życie dostosowuje się do szarpanego rytmu współżycia przy NPR u każdego tak samo. Bzdury i to szkodliwe bzdury.

              Napisałam na początku tego wątku o tym, co warunkuje odbiór NPR. I dobrze, że molly, lacitadelle itd. piszą O KONTEKŚCIE, bo on jest ważny. Na ten kontekst składa się wiele rzeczy i wiele z nich jest poza naszą kontrolą, jest naszym ograniczeniem i dlatego nie da się teoretycznie udowodnić, że NPR jest cudowne lub frustrujące dla każdego.

              Niestety, większość tych, co unika ciąży i chce to robić skutecznie (nie naciąga reguł jak lacitadelle), będzie sfrustrowana, bo na orto-NPR mają za mało, jak na ich potrzeby, okazji na seks. 8-10 dni ciągiem na 30, gdzie jeszcze parę Ci bezpiecznych wypadnie to mało. Co innego jakby było tyle samo dni, tylko równo rozsianych po całym cyklu... marzenie.

              Co innego chcieć i planować 4 dzieci i może nawet więcej, a co innego 2 i to z nie mniejszą niż n czasu różnicą.

              Co innego mieć zawsze 1 nieplanowane poczęcie w odwodzie, a co innego wiedzieć, że kolejna ciąża jest ostatnią niezagrażającą Twemu życiu lub zdrowiu. Wtedy potrzebujesz metody, która Ci da kompromis między skutecznością a gwarancją niezajścia, bo nie chcesz po tej 3 ciąży do menopauzy musieć się ograniczać tylko do III fazy, na którą w przekwitaniu czeka się czasami po kilka miesięcy. Dlatego masz 2 dzieci i trzeciego nie planujesz na świat powołać.
        • bystra_26 szansaspotkania i inne tego typu źródła 11.09.10, 13:01
          o.Knotz pięknie pisze o celebrowaniu współżycia itp., ale nie daje odpowiedzi na główne zarzuty sfrustrowanych NPR katolików nie planujących licznego potomstwa.

          Jego strona bardziej uwalnia 40-latków od poczucia winy związanego z eksperymentowaniem w sypialni niż młodych małżonków chcących mieć więcej okazji na uczenie się współżycia zanim poczną się dzieci. On zachęca do tego, by się kochać twórczo i często, i... rozbudza nadzieję na jakąś dyspensę dla tych, bo przy NPR mają za mało okazji na seks. Ale dyspensy nie daje, bo na końcu tych budzących nadzieję wykładów jest zawsze "tylko w ramach katolickiej etyki seksualnej", czyli jak chcesz dzieci, to masz więcej seksu, a jak nie chcesz, to niestety czeka Cię wiele lat limitowanego NPR współżycia.

          Ogólnie to katolicy powinni unikać czytania katolickich (oprócz może o.Knotza) książek o życiu intymnym, bo budują one bez potrzeby poczucie winy i wygórowane oczekiwania (np. że będziesz mieć doświadczenia mistyczne w czasie orgazmu).
          • d.moll.ka Re: szansaspotkania i inne tego typu źródła 11.09.10, 17:25
            bystra_26 napisała:

            > Ogólnie to katolicy powinni unikać czytania katolickich (oprócz może o.Knotza)
            > książek o życiu intymnym, bo budują one bez potrzeby poczucie winy i wygórowane
            > oczekiwania (np. że będziesz mieć doświadczenia mistyczne w czasie orgazmu).

            ja tam do takich lektur nie dotarłam o orgazmie mistycznym;) Czytam wyłącznie książki o tym orgazmie orgazmicznym i mi sie podoba!!! :D Gdzieś Ty to wyczytała? Jesteś antyklerykalna?
            • rockiemar Re: szansaspotkania i inne tego typu źródła 12.09.10, 03:11
              d.moll.ka napisała:

              > bystra_26 napisała:
              >
              > > Ogólnie to katolicy powinni unikać czytania katolickich (oprócz może o.Kn
              > otza)
              > > książek o życiu intymnym, bo budują one bez potrzeby poczucie winy i wygó
              > rowane
              > > oczekiwania (np. że będziesz mieć doświadczenia mistyczne w czasie orgaz
              > mu).
              >
              > ja tam do takich lektur nie dotarłam o orgazmie mistycznym;) Czytam wyłącznie k
              > siążki o tym orgazmie orgazmicznym i mi sie podoba!!! :D Gdzieś Ty to wyczytała
              > ? Jesteś antyklerykalna?

              Taaa, jasne... ;)

              Z wklejonego przez ciebie linka, zreszta mocno niestrawnego :P

              "Ta więź jest dla nich czymś niezwykłym, szczególnym, odczuwają atmosferę pewnego sacrum. To co ich teraz łączy to nie tylko uczucia, ludzkie pragnienie siebie czy chęć wspólnego życia. Duchowa głębia ich wspólnoty wykracza poza ludzkie kalkulacje i postrzeganie tylko ziemskiej rzeczywistości – nabiera barw czegoś ponadnaturalnego, duchowego, mistycznego, pewnego misterium miłości."
        • bystra_26 skąd bierze się frustracja 11.09.10, 13:59
          NPR frustruje, jak nie planujesz dużo dzieci, albo unikasz poczęcia przez dłuższy czas, a NPR jest Ci narzucony przez KK pod groźbą odciecia od sakramentów, a uzasadnienie Kościoła, dlaczego masz się męczyć z NPR do menopauzy jest dla Ciebie niezrozumiałe, sprzeczne w sobie lub nie do przyjęcia w dzisiejszych realiach.

          Realia:
          1. współżycie tylko w III fazie i współżycie z antykoncepcją mają to samo na celu
          2. kiedyś można było rodzić dzieci do 1,5 roku, bo może 20% z nich dożywało 5 lat
          3. dzisiaj medycyna pozwala utrzymać ciąże, które jeszcze jakieś 20 lat temu kończyły się poronieniem, a z urodzonych dzieci 95% dożyje pełnoletności
          4. szanse na ciążę w cyklu wynoszą maks. 25-40%, więc cel prokreacyjny seksu nie jest preferowany przez naturę
          5. kiedyś dawało się utrzymać rodzinę z 1 pensji lub własnego gospodarstwa/warsztatu itp.; dzisiaj większość rodzin potrzebuje 2 pensji, a będąc często w ciąży i mając dużo dzieci, trudno jest utrzymać się na rynku pracy kobiecie

          Natura nie ogranicza sama już ilości dzieci (pkt. 2, 3), a warunki nie pozwalają nam utrzymać i wychować wszystkich dzieci, które by się urodziły, jeśli ludzi by nie stosowali jakichś metod kontroli urodzin. Poza tym społeczeństwo się rozwija i kobiety chcą mieć w nim większy udział i rozwijać swój potencjał także zawodowo, a nie tylko rodząc i wychowując dzieci, i prowadząc dom.

          Natura nie ogranicza sukcesu reprodukcyjnego, a ludzie mają nadal TAKIE SAME POTRZEBY SEKSUALNE.
          Ludzie kiedyś się pobierali ZANIM potrzeby seksualne dały o sobie znać, jako kilkunastolatkowie. Dzisiaj musimy walczyć "o czystość przedmałżeńską" przez kilka-kilkanaście lat, bo potrzeby mamy jako nastolatkowie, ale małżeństwo jest jak mamy 25-35 lat DOPIERO. Ludzie tyle czekają na realizację potrzeb, a potem okazuje się, że i w małżeństwie się nie nacieszą sobą do woli, bo... NPR to jest limitowany seks!
          Poza tym kiedyś w małżeństwie współżyło się do woli (i jakość Kościół nie oskarżał ludzi, że są nienasyceni czy uzależnieni od seksu) - poza okresami zarządzonymi np, w Wielkim Poście, a teraz ludzie by też tak chcieli i potrzebują. Tylko, ze kiedyś z tego seksu do woli było 12 dzieci, z czego dożyło 5 lat 3, a teraz... na 12 nikt sobie nie może pozwolić.


          Poza tym, frustruje Cię, ze metody są dla każdego takie same, a ludzie różnią się:
          - poziomem akceptacji ryzyka (nieplanowane poczęcie)
          - temperamentem seksualnym (jak komuś wystarcza 1 seks na cykl, to NPR jest dla niego bezproblemowy, prawa?)
          - wzorem cyklu (11 dni lutelanej to nie to samo co 17, objawy płodności zaraz po okresie to nie to samo co od 12dc, prawa?)
          - płodnością (małopłodni mogą mieć więcej seksu bez poczęć naciągając reguły niż średniopłodni)
          - planami życiowymi, zawodowymi
          - konstrukcją psychiczną
          - wytrzymałością fizyczną (jak znosisz ciążę)
          - itp.

          Tego Kościół jednak nie uwzględnia w swojej nauce traktując wszystkich od linijki, a to jest niesprawiedliwe, bo Kowalski i Nowak planują tylko po 1 dziecku, ale Kowalski ma średnio 50% cyklu na bezpieczny seks, a Nowak tylko 25%.
          • d.moll.ka Re: skąd bierze się frustracja 11.09.10, 17:28
            Na pewno masz rację. Wiedzę większą masz Ty.
            Ale różnimy się już w punkcie wyjścia...
            Wychodzę z założenia, że tego wszystkiego trzeba doświadczyć na własnej skórze.
            Za rok, dwa pogadamy, to Ci powiem, co myślę o NPR ;)
            pozdrawiam!
            • bystra_26 punkt wyjścia? 11.09.10, 20:56
              d.moll.ka napisała:

              > Na pewno masz rację. Wiedzę większą masz Ty.
              > Ale różnimy się już w punkcie wyjścia...
              > Wychodzę z założenia, że tego wszystkiego trzeba doświadczyć na własnej skórze.
              > Za rok, dwa pogadamy, to Ci powiem, co myślę o NPR ;)
              > pozdrawiam!

              O co Ci tu chodziło?
              • d.moll.ka Re: punkt wyjścia? 11.09.10, 21:41
                ...
                to zbyt osobiste.
                nie chcę już tego roztrząsać.
                nie mam wciąż zdania na NPR :/ daję sobie spokój.
                niech sie mój chłop kiedyś martwi :D
                żartowałam... dobranocka.
          • lacitadelle Re: skąd bierze się frustracja 20.09.10, 10:41
            Bystra, w niektórych punktach się z Tobą zgadzam, ale wydaje mi się, że czasem za daleko się posuwasz w uzasadnianiu swoich wyborów, w tym konkretnym przypadku zapomniałaś chyba, że świat z zasady jest niesprawiedliwi, ludzie są różni, a przykazania dla wszystkich takie same. Wiadomo, że z natury szczerej osobie łatwiej jest nie kłamać, niemającemu pokus - nie zdradzać itp. Osoba zdrowa czy dziedzicząca pieniądze ma w życiu łatwiej niż inwalida czy ktoś z biednej rodziny. I co w związku z tym?
        • an-nna Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 11.09.10, 15:00
          Ty możesz chodzić na kurs i starać się naturalnie zabezpieczać ale Ty musisz poznać siebie i dla mnie bez gumek nie poznasz jak Twój organizm reaguje w jakiej fazie cyklu. Musisz wiedzieć, ze często kobieta jest mało wrażliwa na pieszczoty przed samym okresem, a oczywiście najbardziej wrażliwa w monecie okuło owulacji. Czerpie wówczas największa przyjemność z sexu bo natura chce jej sprawić dzidziusia wiec musi być to czas dla kobiety najbardziej zachęcający do współżycia. A jak Ci się związek rozwinie to trzeba się poznać tez cieleśnie i jaki kto ma temperament, a nie na dzień dobry żyć według definicji jak się nie nauczymy NPR to nie ma sexu. A warte jest zachodu jak po własnych odczuciach możesz to potwierdzić. W momencie tylko planowania nie wiesz wiele o swoim ciele i doznaniach. Osobiście nigdy nie zrezygnuje w dni płodne z sexu bo te doznania porównując z dniami niepłodnymi sa nie do opisania.
          • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 11.09.10, 17:33

            Anna... no ale jeszcze lepsze doznania byłyby z gorącym Hiszpańskim kochankiem w trakcie zagranicznych wakacji... Gdyby chcieć do doznań sie ograniczyć...

            Nie oczywiście przesadzam. Ja już sie nie odzywam. Pozżję, zobaczę!
            Przecież ja niczego nie przesądzam... Nie wiem jak seks smakuje (na pewno super) i nie jestem równym partenrem dla Was w tej dyskusji...
            Poza tym ani ja nie chcę przekonać Was (bo do czego) ani Wy mnie. Chodziło mi o wysłuchanie opinii...

            Za które bardzo dziękuję!
            • an-nna Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 11.09.10, 18:54
              To chodzi tez o to ze co byś nie zrobiła i jakiej metody nie wybrała to obciąży Ciebie. Czy branie i pamiętanie o tabletkach czy pomiary temperatury. Jak napisałaś z kochankiem hiszpańskim przesadzilas ale ja nie przesadzam jeżeli chodzi i jakość doznań z partnerem na cale życie. To wszytko zbyt wpływa na Twoje ...
            • molly_bloom Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 11.09.10, 19:06
              to ja tylko chciałam dopisać jeszcze, tak dla porządku i z uczciwości, że być może moje hurraoptymistyczne podejście do NPRu i niski poziom frustracji bierze się stąd, że planujemy czwórkę dzieci, a jesteśmy dopiero przy drugim :) być może koło czterdziestki moje potrzeby wzrosną, a chęć płodzenia potomstwa zmaleje i pojawi się problem, chociaż nadal twierdzę, że podstawą jest jednak hierarchia wartości

              a z tym rodzeniem dzieci co 1,5 roku, to sama nie wiem... natura to jednak reguluje, nic nie jest tak skutecznym środkiem antykoncepcyjnym jak zmęczenie po całodziennej opiece nad maluchem :)
              • bystra_26 do molly_bloom 11.09.10, 21:03
                Możesz napisać coś więcej o Twoich uwarunkowaniach do posiadania 4 dzieci?

                Macie kredyt na 30 lat czy mieszkanie po babci itp.
                ?
                Twój mąż tyle zarabia, że nie musisz pracować i jeszcze ma taki zawód/firmę, że zawsze będzie miał dochody?

                Pracujesz zawodowo? W jakim zawodzie? Co daje Ci praca?

                Jakie przerwy planujecie między dziećmi?

                Ile miesięcy najwięcej celowo unikaliście poczęcia nie naginając reguł?

                Czy masz problemy z płodnością?

                I jakie masz potrzeby?
                • molly_bloom Re: do molly_bloom 12.09.10, 11:37
                  o matko, widzę lampę skierowaną w moje oczy :)
                  a pytasz tak z ciekawości, czy w jakimś konkretnym celu?
                  ale w porządku, mogę odpowiedzieć:
                  tak, mamy mieszkanie po babci (wiem - szczęściarze z nas) oraz działkę, na której ewentualnie można postawić dom
                  mój mąż zarabia wystarczająco, czy zawsze będzie miał takie dochody - nie wiadomo, co jest oczywiste, bo NIGDY nie wiadomo, choćby ktoś był... no nie wiem... właścicielem Microsoftu
                  ja pracuję w domu - zajmuję się grzebaniem w cudzych tekstach (redakcją, korektą, tłumaczeniem), lubię to bardzo
                  przerwa między pierwszą dwójką - już wiadomo: troszkę ponad 2 lata, potem planujemy trochę dłuższą przerwę
                  unikaliśmy poczęcia ponad rok
                  nie mam problemów

                  ale ja się śmieję, że my żyjemy w matrixie, dookoła prawie same rodziny wielodzietne, albo w trakcie stawania się wielodzietnymi, wiem "z czym to się je", jakie są plusy i minusy
                  i naprawdę nie wiem czemu czwórka dzieci dziwi, dla mnie to w sam raz, prawdziwa wielodzietność zaczyna się powyżej modelu 2+4
                  a zresztą, nikomu nic do tego, nasz cyrk - nasze małpy :)
                  pozdrawiam
                  • bystra_26 dzięki molly_bloom 12.09.10, 13:43
                    Dzięki. To jest Internet i nikt Cię nie zmusza do odpowiadania na pytania, na które nie chcesz odpowiadać. Ale zadawać je możemy.

                    Pytałam z ciekawości i żeby kolejny raz potwierdzić swoje obserwacje.

                    Widzę, że "otwartość na życie" wiąże się ściśle z bezpieczeństwem materialnym lub pomocnymi dziadkami. Macie majątek (ziemia, mieszkanie) - to jest zabezpieczenie lepsze niż emerytura, nie musicie oddawać przez 30 lat połowy czy więcej dochodów bankowi, masz pracę, którą można wykonywać z domu. To daje możliwość bycia niezależną od rynku pracy i decydowania się na tyle dzieci, ile się pragnie.
                    • molly_bloom Re: dzięki molly_bloom 12.09.10, 14:28
                      nie ma sprawy :)
                      na pewno masz rację, bezpieczeństwo finansowe to ważna rzecz, to jest chyba nawet takie czysto biologiczne uwarunkowanie: masz zasoby - decydujesz się na więcej potomstwa
                      a jeśli chodzi o moja pracę, to ja akurat dopasowałam ją do planów rodzinnych, a nie odwrotnie
                      tzn ja zawsze chciałam mieć dużą rodzinę i dużo czasu spędzać z dziećmi, więc starałam się tak kształcić i takie umiejętności zdobywać, żeby móc pracować w domu/mieć elastyczny czas pracy
          • lacitadelle doznania a faz cyklu 21.09.10, 10:13
            U mnie akurat jest tak, że w fazie płodnej doznania są najsłabsze, nie chcę się wdawać w szczegółowy opis, ale głównie z powodu bardzo dużej ilości płodnego śluzu (trzeba sobie przypomnieć coś z fizyki o tarciu), a zdecydowanie największe były w ciąży.

            Ale dla mnie seks ma w sobie dużo mistycyzmu i rzeczywiście nie tylko czysto fizyczne doznania są ważne.
            • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 22.09.10, 16:15
              pewnie, że nie ma żadnej reguły
              znajomej najbardziej się chce w trakcie miesiączki... matko...to jest cecha osobnicza każdej z nas.
              jednak ja myślę, że będzie mi najlepiej właśnie w fazie płodnej, tak jak i Annie - tak wynika z moich obserwacji i doświadczeń.

              I każdy ma swoją specyfikę - jedna jest namiętna i rzuca sie pierwszemu lepszemu w ramiona. A potem kolejny, kolejny. A inna, jak to odkryje w młodości, sama swoim odkryciem zdziwiona... to się bardzo pilnuje, zamyka zmysły w klatkach; po to, żeby nie przechodzić z rąk do rąk w życiu...
              To, że czekam do ślubu - nie oznacza, że mam niskie libido. Tu swobodnie można pogadać na te tematy, jestem anonimowa. Ludzie myślą stereotypami... Mam dość wysokie libido, kiedys to odkryłam i uważam na nie, jak na niesforne dziecko.

              dzięki za wpis - on pokazuje, że nie ma jednej matematycznej reguły, do której każda z nas pasuje. Mamy swoje indywidualne historie. Trzeba być wiernym sobie. Bądź wierny i idź - jak pięknie pisał Herbert.
              pozdrawiam serdecznie :)
              • rockiemar Re: doznania a faz cyklu 22.09.10, 17:06
                Matko, dziewczyno... niby ladnie piszesz, niby madrze, niby dojrzale, niby nie mozna sie do niczego przyczepic... i wlasnie spod tej kolderki niby-pozytywow wysunelo sie wyjatkowo obrzydliwe wartosciowanie. Nie uprawialas nigdy seksu, posilkujesz sie tekstami o cudownym mistycznym zespoleniu malzonkow (wklejalas tu gdzies w tym watku link) a kazda ktora nie czeka do slubu, rzuca sie w ramiona pierwszemu lepszemu i przechodzi taka uzywana z rak do rak. Naprawde wyjatkowo urocze stwierdzenie. W sumie dlatego wlasnie mierzi mnie lacznie seksu z religia, zawsze sie to kiedys konczy takimi madrosciami, chocby mial to byc dopiero post nr siedemsiedziaty ktorys tam z kolei.
                • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 22.09.10, 18:43
                  Wyciągnęłaś chyba za szybko ten wniosek.

                  Dziewica kontra puszczalska. Co nie znaczy, że dziewica jest nienamiętna, a puszczalska tak.
                  Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami jest większość populacji... Ja tylko tyle miałam na myśli.
                  Jak sie zakocham, nie będę być może wcale dziewicą do ślubu! I nie uważam kobiet, które sie zakochały i postanowiły współżyć przed ślubem za takie, co oddały sie pierwszemu lepszemu.

                  Źle mnie oceniasz. Nie wywyższam się. Mam swój wątek na FM. Ciekawa wymiana zdań z kobietą między_slowami. Taka moja karma, taki mam CV. To nie jest do końca mój wybór. Choć, faktycznie, nawet bardzo zakochana kiedys - nie zrobiłam tego. Tak mam. Taki mam charakter. Ja nie czuję wyższości! Oszlałaś? Nie jestem głupią gęsią.... Życie nas formuje. Mnie uformowało tak. Nie kieruje się odeą (bo kościół), kieruję się marzeniem, które zrodziło sie kiedy miałam 21 lat. Wszystko. Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji. Poczułam sie urażona Twoim podsumowaniem - i uważam, że to dlatego, że kompletnie na opak zrozumiałaś moja intencję.
                  Człowiek wierzacy dązy do bycia lepszym. Dotyczy to także jego sfery seksulanej. No nie poszatkujemy siebie, przepraszam.
                    • rockiemar Re: doznania a faz cyklu 22.09.10, 21:36
                      d.moll.ka, jesli zle cie zrozumialam, to przepraszam. Jednak ponizszy fragment ciezko jest chyba inaczej odebrac?

                      > jedna jest namiętna i rzuca sie pierwszemu lepszemu
                      > w ramiona. A potem kolejny, kolejny. A inna, jak to odkryje w młodości, sama
                      > swoim odkryciem zdziwiona... to się bardzo pilnuje, zamyka zmysły w klatkach;
                      > po to, żeby nie przechodzić z rąk do rąk w życiu...

                      Pisze z perspektywy osoby, ktora lubi korzystac z urokow zycia, lubi dobrze zjesc, wypic dobre wino i uprawiac dobry seks. Ja po prostu jakbym nie starala sie zrozumiec, to nie wiem, jak mozna sobie odmawiac czegos co jest przyjemne, nikomu nie szkodzi, i co jest jedna z podstawowych potrzeb wszystkich organizmow zywych ;) Tzn. ja rozumiem ze czlowiek, ze istota wyzsza, ze mozna zapanowac nad popedem, ale czy w sumie warto? Ale ja NPR traktuje tylko jako metode poczecia, nie jako metode unikania go.
                      • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 22.09.10, 23:58
                        rockiemar napisała:

                        > d.moll.ka, jesli zle cie zrozumialam, to przepraszam. Jednak ponizszy fragment
                        > ciezko jest chyba inaczej odebrac?
                        >
                        > > jedna jest namiętna i rzuca sie pierwszemu lepszemu
                        > > w ramiona. A potem kolejny, kolejny. A inna, jak to odkryje w młodości, s
                        > ama
                        > > swoim odkryciem zdziwiona... to się bardzo pilnuje, zamyka zmysły w klatk
                        > ach;
                        > > po to, żeby nie przechodzić z rąk do rąk w życiu...
                        Odpiszę Ci, zanim pójdę spać. Pisałam o wyborach, których dokonujemy. Tylko tyle. Ja nie wartościuję, nie oceniam i - o co mnie, niesłusznie zreszta, oskarżasz - nie mądrzę się! Napisałam, że dziewictwo to kwestia wyborów - a wybory zależą od charakteru. Mam taki a nie inny charakter.
                        Złościło mnie to oskarżanie ze wszystkich stron o niskie libido. I dlatego chciałam pokazać, że libido niwiele tu ma do rzeczy... Kwestia charakteru, a co za tym idzie - życiowych wyborów.


                        > Pisze z perspektywy osoby, ktora lubi korzystac z urokow zycia, lubi dobrze zje
                        > sc, wypic dobre wino i uprawiac dobry seks. Ja po prostu jakbym nie starala sie
                        > zrozumiec, to nie wiem, jak mozna sobie odmawiac czegos co jest przyjemne, nik
                        > omu nie szkodzi, i co jest jedna z podstawowych potrzeb wszystkich organizmow z
                        > ywych ;) Tzn. ja rozumiem ze czlowiek, ze istota wyzsza, ze mozna zapanowac nad
                        > popedem, ale czy w sumie warto? Ale ja NPR traktuje tylko jako metode poczecia
                        > , nie jako metode unikania go.

                        Słuchaj - OK. Powodzenia z dzidziusiem. Jesteś szczęśliwą żoną, będziesz mamą. Nie bierz moich słów do siebie. Ostatnio jestem rozdrażniona (sytuacja rodzinna; nie chcę mieć kolejnego faceta, który znowu ode mnie odejdzie... bo to zaczyna być jakiś pieprzony "Dzień świstaka"... może popełniam jakiś błąd? Nie wiem. Wiem tylko, że tym błędem nie jest moje tempo seksualne... pewnie jestem potworem, w którym nie można sie zakochać ;) Ja to tempo utrzymam. I być może mój dzień świstaka będzie trwał zawsze). Ostatnio uzależnmiona jestem od takiich pogaduch na forum...narkotyzuję się tym;) Dobranoc.
                • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 22.09.10, 18:54
                  Nie uważam sie za lepszą. Ten post jest wciąż aktulany. A kościół do prezerwatyw nie zachęca przecież. Uważam, że bycie dziewicą chroni kobietę - tylko tyle.
                  forum.gazeta.pl/forum/w,14906,115895802,116437902,_.html
                  Mogę przecież zostać sama. Po prostu mój wybór jest trudny. Ale on nie wynika z heroizmu. On wynika z charakteru, z którym się urodziłam. Mam 32 lata! (tak!). I wpadłam we własną pułapkę. Mogę nigdy nie doświadczyć seksu.
                  Każda kobieta ma swoją historię i przeżywa własne trudności. jak mam takie w tym względzie, Ty masz inne. Nikogo nie rozliczam, bo jakim prawem? Nie oceniam ludzi. I nie zadzieram nosa, Moje dziewictwo od jakiegoś półtora roku jest moim autentycznym krzyżem... Bardzo sie otworzyłam w tym poście. Uraziłaś mnie. Jeśli ja uraziłam wcześniej Ciebie - przepraszam.
                  Pozdrawiam.
                    • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 23.09.10, 14:06
                      a inaczej byś jakos napisała, jabyś wiedziała ile mam lat? ;D
                      czy w ogóle byś nie pisała? :)

                      o_O mówisz.... :) nastolata? nie, stara panna! :> ano... tak mi sie to jakos wszystko tak ułożyło. ten typ tak ma. Podły charakterek ;) Wszyscy wieją... Okropna jestem, a jeszcze miodku im żałuję, żądlę :)
                      Ale moją babską intuicją czuję, że ja sie w koncu doczekam na mojego misia i pozwolę mu zajrzeć do barci ;) i wyjadać miodek. i że ten dzień świstaka sie skończy ;)
                      • dziub_dziubasek Re: doznania a faz cyklu 23.09.10, 19:47
                        A ja Cię podziwiam, naprawdę. za to Twoje podejscie do życia. Rzadko się spotyka w dzisiejszych czasach takie osoby. ja czuję się jakbym była z innej epoki- mój mąż jest moim pierwszym i jedynym partnerem, stosuję metody naturalne zamist "nowoczesnej antykoncepcji", mam dwojkę wspaniałych dzieci mimo, ze nie mam jeszcze 30 lat...
                        Życzę Ci by Twoje marzenia o "swoim misiu" się spełniły. Wierzę, ze masz dobrą intuicję by czekac na tego jedynego :)
                        • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 23.09.10, 20:03
                          ja czuję się jakbym była z innej epoki- m
                          > ój mąż jest moim pierwszym i jedynym partnerem, stosuję metody naturalne zamist
                          > "nowoczesnej antykoncepcji", mam dwojkę wspaniałych dzieci mimo, ze nie mam je
                          > szcze 30 lat...
                          Dziub Dziubasem, jaki miły post. Dziękuję! :):) Twój post wzbudził we mnie bardzo ciepłe emocje, jak list od jakiejś dobrej koleżanki :) Miło mi.
                          Dobrze wam z mężem? :) Jesteś szczęśliwa?

                          > Życzę Ci by Twoje marzenia o "swoim misiu" się spełniły. Wierzę, ze masz dobrą
                          > intuicję by czekac na tego jedynego :)
                          Dziękuję. Ale mam nadzieję, że gdzieś niedługo jest meta... i że to nie kest maraton, ale dwa razy maraton!! ;D Słabnę... Nie z potrzeby seksu (choć też, tylko że to na potem), ale z potrzeby miłości, bliskości. Serdecznie Cię pozdrawiam. Jeszcze raz dziękuję, że napisałaś... Potrzebny mi taki leciutki dopping, bo troszkę już jednak jestem zmęczona :)
                          • dziub_dziubasek Re: doznania a faz cyklu 24.09.10, 09:56
                            Z moim mężem jesteśmy parą od liceum (ponad 11 lat), małżeństwem ponad 7 lat. Mimo róznych okoliczności jakie przez te lata się pojawiały jestem szczęśliwa. I myślę, ze on tez jest szczęśliwy. Miedzy nami najpierw pojawiła się głęboka przyjaźń, miłość przyszła później (przynajmniej z mojej strony, mój mąż twierdzi, że on od początku mnie kochał).
                            Po takim czasie uczucie przechodzi przez różne fazy, bywało, ze było źle, mamy za sobą kryzys, ale teraz jest pięknie, znowu :)
                            • d.moll.ka Re: doznania a faz cyklu 24.09.10, 18:13
                              Pewnie, kryzysy są... A ta prawdziwa miłość (z Hymny o miłości) nie jest fajerwerkami. Hormony z czasem przestają nam sprzyjać. I zostaje tylko dwoje ludzi ze swoją miłością. I odpowiedzialnością!

                              Dziękuję, że napisałaś. Bardzo dziękuję! Potrzebowałam wpisu od kogoś takiego jak TY.
                              :) powodzenia!
                      • bystra_26 niedojrzałość? 24.09.10, 15:04
                        To tylko moja prywatna, niefachowa, opinia.

                        Masz 32 lata, a to co do tej pory napisałaś, sugerowało raczej naiwną 20-stkę. Porównania do misia i miodu, o jejku!

                        Czujesz się lepsza od innych dziewczyn, co nie czekają na księcia?

                        Musisz mieć w związku tak, jak Ty chcesz, bo uważasz, że Twoja wizja oparta o wiekowe autorytety jest dokonała? I każdy facet, który nie spełnia wszystkich punktów Twojej wizji związku, małżeństwa, domu i rodziny, się nie nadaje?

                        Uważasz, że seks to jedynie Twój wspaniałomyślny dar dla Niego, a nie Twoja korzyść?

                        Przede wszystkim jednak źle diagnozujesz, dlaczego faceci odchodzą od Ciebie. Znajdź zaufaną osobę albo psychologa, który Ci powie, z czym masz naprawdę problem.

                        I przestań czytać "Miłujcie się!", bo tamte rady nadają się dla nastolatków. Potem się używa własnego rozumu i rozeznania.
                        • d.moll.ka dojrzałość 24.09.10, 18:10
                          Luzik Bystra! Nie cwaniakuj, bo nic o mnie nie wiesz.
                          Może jestem dojrzalsza od Ciebie.
                          Nie czuję potrzeby polemikiz Tobą. Mam swoje zdanie, wyprawcowane kiedys, dopracowywane sukcesywnie - i nie zmieniam! Seks jest ogromną korzyścią. I zamierzam te tyły w swoim czasie nadrabiać dniami i nocami!!! O seksie tantrycznym słyszłaś? :P
                          Pa pa. Zmień nick na Mądrala.
    • d.moll.ka :):):) 13.09.10, 15:10
      DZIĘKI WIELKIE ZA WASZE WSZYSTKIE WPISY:)

      Wniosek mam jeden zasadniczy a brzmi on nastepująco:
      NPR, obserwacja mojego cyklu, bez cienia wątpliwości, mnie kusi i intryguje. Na pewno będę z małżeństwie się obserwować i liczyć na to, że luby od czasu do czasu w ramach współpracy poda termometr z półki;) Niemniej jednak, jak już się doczekam na małżeństwo, nie zamierzam absolutnie seksu limitować... I dziękuję Annie za opinie :) Anna, u mnie w lodówce też pewnie będą prezerwatywy...;) I będą w użyciu bez wyrzutów sumienia.... To ludzkie. Ale jeśli od czasu do czasu uda się nam bez seksu w okresie płodnym - super. I to gdzieś będzie ideał nie znikający z mojego horyzontu... Jak uda sie go od czasu do czasu zrealizować w życiu - bardzo dobrze. Jeśli uznamy wspóllnie, że to nam daje szczęście - do tego ideału tym chętniej będziemy dążyć... Ale na pewno jak sie nie uda - nie będzie źle :) jak mawiali renesansowi humaniści: Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
      Kobietą jestem i jak juz seks przestanie mi być wreszcie obcy - będę go uprawiać z mężem bez frustrowania sie i rozładowywania napięcia seksualnego poprzez masturbację (jego i moją). To nie wchodzi w grę.

      Poza tym... bądżmy szczerzy;) Ma już tyle lat, że prawdopodobnie będę sie troszkę spieszyć z potomstwem - więc grozy czystego NPR-u mogę do końca swych dni nie doświadczyć;):)

      Bystra, wojowniczko - dzięki :)
      zastanawiam się, dlaczego jesteś na anty wobec katolickiego NPR. Instruktorzy naopowiadali Tobie i partenerowi bzdur i was tym jakoś skrzywdzili? Myślę, że masz do nich jakiś wielki żal i on znajduje swój wyraz w Twojej ofensywnej postawie - a przybierasz ją wyraźnie, kiedy mowa o światopoglądzie...

      Jak się zakocham na całe życie - znowu tu sie pojawię! :):) Może... :)
      • an-nna Re: :):):) 13.09.10, 16:35
        Myślę ze prawdziwe wnioski i tak wyciągniesz w życiu ale poprzez probe poznania rożnych opcji będzie Ci łatwiej. Moje pytanie do Ciebie ile masz lat ? /zaintrygowało mnie bo piszesz o dzieciach, ze będziesz się musiała spieszyć /
        • d.moll.ka Re: :):):) 13.09.10, 21:30
          to był taki żart... :) zdanie zakończyłam emotikonem.
          mimo to nie zdradzę jednak wieku - ochrona prywatności;)

          zresztą... wiek wiekiem...
          7-letni siostrzeniec niedawno mi powiedział z lekkim krytycyzmem w głosie: Ciocia... ale Ty jesteś dziecinna.
          Kolega, który jest z wykształcenia psychologiem, jak mu sie poskarżyłam przy okazji stwierdził, że to dobrze, bo to oznacza, że jestem empatyczna...

          Dobrze czy źle - jestem troszkę dziecinna i wiem o tym. Ale jak trzeba - jestem i bardzo dojrzała.
    • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 18.09.10, 13:22
      Chciałam się pochawalić, iż dzisiaj napisała do mnie maila Mama Pakusia :):)
      Warto było czekać te kilkanaście dni! A dziś rano prezencik - to na otarcie łez, po tym, jak wczoraj zostawił mnie facet. Ale ja mu pomogłam - chciał małego co nieco, bez zobowiązań ;) :) Figa!
      Jeśli ktoś nie znałby Mamy Pakusia - służe przypomnieniem:
      metod naturalnych urodziła się od swojej mamy-lekarki (czyli to taka kultywowana tradycja)
      poza tym:
      forum.gazeta.pl/forum/w,14906,115081718,115143485,Re_Brak_wiary_w_NPR_.html
      pozdrawiam :)
      dużo brzydoty, bylejakości na tym świecie, ale i dużo piękna, staranności, pietyzmu...
    • kitiana Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 25.09.10, 14:36
      Witam
      Naturalne metody to w dzisiejszym świecie wciąż sprawa trochę kontrowersyjna i powszechnie w społeczeństwie uważana za sposób na to by mieć 10 dzieci (spotkałam się z takimi opiniami), wywodzący się z zaścianków parafialnych i przekazywany czy wręcz narzucany przez nawiedzone panie w poradniach życia rodzinnego. Odnoszę wrażenie, że generalnie mało kto wie, że metody te zostały opracowane przez różnych naukowców, którzy niekoniecznie musieli mieć cokolwiek wspólnego z Kościołem, czy wiarą w ogóle. Tak samo wygląda sprawa ze skutecznością tych metod (stąd ta 10 dzieci), a tymczasem chodzi tu o umiejętność ich stosowania i interpretacji pod kątem własnego organizmu, co przyznaję jest sprawą niełatwą, wymagającą sporej wiedzy, ostrożności i wysiłku. A dziś, zwłaszcza jeśli chodzi o seks wśród młodych (choć nie tylko) mało kto chce się wysilać, żeby czekać (na dni niepłodne, na tego jedynego, na ślub...).

      Ja zaczynałam od podejścia na maksa sceptycznego wręcz negatywnego. Głównie przez mamę, która stosując te metody ma więcej dzieci niż pierwotnie planowała (ma połowę z tej 10, choć nikt niczego nie żałuje, a ja nie wyobrażam sobie, że któregokolwiek z mojego rodzeństwa mogłoby nie być bo są świetni:) a ostatnia ciąża była efektem rozpoczęcia przechodzenia organizmu mamy w okres menopauzy, wszystko się interpretacyjnie rozjechało i omal nie skończyło śmiercią mamy i małego... Tak więc miałam pełne podstawy do tego aby z moją opinią o tych metodach wpisać się w nurt większości społeczeństwa.

      Ale zmieniłam zdanie. Bo nie można winy za czyjeś błędy w interpretacji czy stosowaniu w ogóle zwalać na same metody. Ale stąd się potem biorą tak negatywne opinie o NPR. Pod tym względem prezerwatywy, wkładki, spirale, tabletki są wygodne bo się za bardzo wysilać w ich stosowaniu nie trzeba i można się kochać praktycznie kiedy się chce.
      A w życiu tak nie jest. Doszłam do wniosku, że stosując powszechnie przyjęte formy antykoncepcji można sobie i swojemu związkowi tylko narobić krzywdy. Bo czasem są sytuacje, że trzeba czekać – dłuższa delegacja, ciąża zagrożona, choroba... Jak się czekać nie potrafi, bo zawsze się dostaje, kiedy przyjdzie ochota, to potem są tragedie.
      Inną sprawą jest trucie się tabletkami. Ja ze swojej strony nie widzę żadnego powodu, dla którego dla własnej lub cudzej przyjemności miałabym niepotrzebnie ryzykować własne zdrowie i życie (z hormonami nie ma żartów). Uważam, że zdrowy człowiek nie powinien brać tabletek jeśli nic mu nie dolega (zwłaszcza takich, które w tak dużym stopniu jak tabletki antykoncepcyjne ingerują w organizm i zaburzają jego rytm). Kwestia „chcicy na seks” nie jest dla mnie powodem.
      Prezerwatywy? A fu! Do czucia gumy mężczyzna nie jest potrzebny.
      Celowo pomijam tu kwestie Kościelno-wiarowe, choć dla mnie osobiście one też są ważne. Tak jak szacunek do samej siebie, swojego ciała i ciała Tego, którego kocham, do naszej miłości, którą można wyrażać przecież nie tylko przez seks. A to są sprawy niezależne od wiary.
      Poza tym dzięki obserwacjom w ramach NPR lepiej rozumiem swój organizm. Widzę, jak funkcjonuje w różnych fazach cyklu, jak reaguje na różne czynniki typu stres, złe samopoczucie, krótki sen itd. Dzięki temu uczę się przewidywać konsekwencje swoich działań.

      Problem w tym, że przytoczone przeze mnie argumenty nie przekładają się na kasę (wydaną), a za całym przemysłem antykoncepcyjnym stoją przecież krocie, A powinno być tak, że jak coś nic nie kosztuje (materialnie) to powinno być bardziej rozpowszechnione niż coś co kosztuje sporo i to miesiąc w miesiąc. Tak nie jest. A szkoda. Bo kosztuje „tylko” trochę wysiłku.
      • bystra_26 do kitiana 25.09.10, 15:00
        1. METODY STWORZONO DLA PAR STARAJĄCYCH SIĘ O DZIECI.

        Właśnie tak. Metody miały pomóc parom doświadczającym trudności z poczęciem.

        A papież łaskawie zezwolił na stosowanie NPR również w celu ODŁOŻENIA POCZĘCIA W CZASIE z ważnych przyczyn w Humanae Vitae, po tym jak odrzucił Raport Większości, w którym świeccy i duchowni uzasadnili, że dopuszczenie stosowania antykoncepcji nieporonnej jest wskazane.

        tygodnik.onet.pl/32,0,12365,malzenska_intymnosc,artykul.html

        1. Stosujesz ortodoksyjny NPR z zerowymi zachowaniami seksualnymi w czasie potencjalnej płodności?

        2. Wybrałaś metody ze względu na przytoczone tu argumenty, czy pod presją KK?

        3. Do do koncernów farmaceutycznych itp.

        Jakby nie było takiej potrzeby to środki antykoncepcyjne by nie istniały. Istnieją, bo potrzeba jest, bo Matka Natura już nie reguluje przeżywalności dzieci, bo już się nie daje zachodzić w ciążę co 2 lata i wszystkie dzieci utrzymać.

        Kiedyś ludzie nie musieli sobie limitować współżycia i uzasadniać tego jakąś uduchowioną ideologią, mogli współżyć codziennie i Kościół im nie zarzucał uzależnienia od seksu.

        My jesteśmy od nich gorsi? My myślimy, wiemy, że kiedyś mogłaś mieć 12 dzieci, bo tylko 3 z nich przeżyło więcej niż 5 lat. Dzisiaj chcesz mieć 3 dzieci i ani jednego więcej, bo każde będziesz utrzymywać do pełnoletności co najmniej. I szukasz rozwiązania, dzięki któremu będziesz mieć normalne życie seksuale, a nie limitowany enpeerem, dla wielu za rzadki, seks.
        • kitiana do bystra_26 26.09.10, 00:57
          Odnoszę wrażenie (może mylne, nie wiem), że wystarczy wspomnieć cokolwiek o wierze i Kościele, zaraz zaczyna się uchodzić za człowieka, który nie potrafi samodzielnie myśleć, tylko przyjmuje poglądy „pod presją”... Ech...

          Od początku zatem.

          1. Przyznaję, że nie znam dokładnej historii metod NPR, genezy powstania ani też drogi, na jakiej zostały zaakceptowane przez KK. Zakładam, że jest jak piszesz, możliwe, że siedzisz w temacie dłużej i więcej na ten temat czytałaś (ale staram się nadrabiać zaległości). Jakkolwiek by nie było, przytoczony przez Ciebie pierwotny cel metod niczego nie zmienia. W sensie takim, że z jednej strony pomagają one parom mającym trudności w zajściu w ciążę, gdyż pozwalają w miarę dokładnie określić czas, w którym występuje największa szansa na poczęcie. Z drugiej zaś pomagają określić czas w cyklu kobiety, w którym małżonkowie mogą, świadomie i odpowiedzialnie odkładając poczęcie dziecięcia, pogłębiać więź poprzez współżycie. Czy któryś cel jest gorszy? Wszystko jest ważne. Nie rozumiem, co mi chciałaś przez to pokazać. Seks można uprawiać (jak marchewki:) zarówno po to, żeby mieć dzidzię (i to jest pierwszy podstawowy cel – przetrwanie gatunku), jak i po to by było dobrze i fajnie między małżonkami, żeby więź między rodzicami była silna. Tylko się cieszyć, że ktoś odkrył, jak wyznaczyć odpowiednie fazy naturalnych cykli kobiety bez konieczności nienaturalnego w nie ingerowania.

          Kolejne 1. Jakie to dla Ciebie ma znaczenie, jaki NPR stosuję i co miało na celu Twoje pytanie?

          2. Ta „presja” mnie rozwaliła. Piszesz na końcu, że „my myślimy”... a nie napisałam wcześniej ot tak sobie, że „Celowo pomijam tu kwestie Kościelno-wiarowe”, gdyż one nie są dla mnie wystarczającym argumentem, a tylko że są ważnym. Nie jestem typem osoby, wbrew temu co możesz sądzić, która robi i myśli coś dlatego, że „rodzice tak każą”, albo „bo tak powiedział ksiądz w kościele”. Mam własny rozum, którym się kieruję, a który notabene nie wyklucza ani wiary ani Kościoła. Do NPR nie Kościół mnie przekonał, a to co napisałam wcześniej. Kiedy zaczynałam jakkolwiek zastanawiać się nad NPR najpierw poszłam do ginekologa o tym porozmawiać, a nie do pani na parafii.

          3. Co do potrzeby... mawiają, że potrzeba matką wynalazków. Ale nie ze wszystkim tak jest. Nie potrafię sobie wyobrazić np zapotrzebowania nagłego ludzkości na Coca-Colę ;)
          Prawdą jest, że teraz inaczej wygląda przeżywalność dzieci (mamy chociażby nowoczesne szpitale i możliwości medyczne ratowania słabych maluchów) czy kwestia utrzymania ich, jak pisałaś co najmniej do pełnoletności, zapewnienia wykształcenia itp. To powoduje, że trzeba świadomie i odpowiedzialnie decydować się na rodzicielstwo. Ja się z tym wszystkim zgadzam.
          Ale nie zgadzam się z poglądem, że dlatego istnieje antykoncepcja. Istniała już w czasach starożytnych, ludzie radzili sobie jak mogli, by jak piszesz: „mieć normalne życie seksuale, a nie limitowany enpeerem, dla wielu za rzadki, seks”. Były jakieś prezerwatywy z jelit różnych zwierzątek (już nie pamiętam dokładnie, jakich) i tego typu historie. Aż przyszły możliwości i ktoś wpadł na to, że można na tym nieźle zarobić i tak to się kręci do dziś.

          Nie czuję się gorsza. Ale też nie uważam, że „normalne życie seksualne” polega tylko na współżyciu zawsze wtedy, kiedy się ma na to ochotę.

          Pozdrawiam
          • bystra_26 Re: do bystra_26 26.09.10, 11:06
            Wcale nie uważam, że ludzie stosują NPR tylko pod presją. Niektórzy go wybierają z powodów ekologicznych, alergicznych (nie mogą stosować prezerwatyw) i in. Tylko, ze wtedy nie masz do czynienia z NPR, ale z czymś, co ja nazywam NMPR - Naturalne Metody Rozpoznawania Płodności. NMPR to tylko narzędzie do określania dni płodnych i niepłodnych. Jak ktoś stosuje metody tylko w ramach katolickiej etyki seksualnej to mamy właśnie rzeczywiste Naturalne Planowanie Rodziny.

            1. Co do celów współżycia, to uważam, że cel jednoczący, więziotwórczy jest ważniejszy. Dlaczego? Bo natura daje w cyklu z celowaniem współżycia w dni płodne maksymalnie 25-40%, czyli nie można powiedzieć, że jej głównym celem jest przedłużanie gatunku.

            2. Pytałam jak stosujesz NPR, bo tu jest duże pomieszanie pojęć i Ci, co de facto stosują NMRP i stosują np. zastępcze formy seksu w czasie płodnym, nie mają pojęcia, co to znaczy totalna wstrzemięźliwość w tym czasie. W związku z tym "NPR" jest według nich metodą idealną i nieuciążliwą.

            3. Pomysły na antykoncepcję dawniej mieli ludzie bogaci. U nich przeżywalność niemowląt i dzieci była wyższa niż u biednych. No i jak do podziału spadku było mniej chętnych, to też lepiej (patrz: polskie rozdrobnienie dzielnicowe).

            4.
            > Nie czuję się gorsza. Ale też nie uważam, że „normalne życie seksualne"
            > polega tylko na współżyciu zawsze wtedy, kiedy się ma na to ochotę.

            Chciałam tylko pokazać, że kiedyś nawet kościelna definicja "normalnego życia seksualnego w małżeństwie" była dużo mniej restrykcyjna.

            Poza tym opierasz się na chorym schemacie. Ludzie stosujący pigułki czy prezerwatywy wcale nie współżyją, ile wlezie, jak ich tylko ochota najdzie.

            Dla mnie 8 dni na seks w cyklu 30 dniowym ciągiem, to nie jest normalne życie seksualne, bo seks niestety nie jest taką potrzebą, którą można nasycić się na zapas. Jak Ci jeszcze tę III fazę okroi choroba dziecka, wyjazd na uroczystość rodzinną czy zmęczenie, bo masz w pracy gorący okres, to masz 2 seksy na miesiąc. I jak masz taką perspektywę na kolejne 15 lat, bo zakończyłaś swoje plany prokreacyjne, to ta wizja jest dołująca, nie uważasz?
            • jeszcze_lisbon_story Re: do bystra_26 06.10.10, 20:32
              czysty NPR jest ideałem.
              mądry spowiednik nie zabije za użycie prezerwatywy!
              kośćiół stoi na straży pewnych wartości, podtrzymując swoje stanowisko - ale naprawdę do NPR się dojrzewa. Są tacy, którzy nie dojrzeją, bo za trudne! Większość!

              Ojciec Ksawery Knotz ("Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga") pięknie pisze w swojej książce o potrzebie wyrozumiałości i nie traktowaniu grzechów przeciwko ciału jako najcięższych... żartuje nawet, że podchodząc do konfesjonału ludzie zaczynają od nich spowiedź... nadając tym grzechom jakiś niepotrzebny ciężar.

              Nikt, kto nie spróbuje czystego NPR - nie będzie wiedział, jak trudny jest, jakim jest wielkim wyzwaniem. I że jest prawie niemożliwy..
      • d.moll.ka Re: dzisiejszy świat - pytanie o Waszą motywację. 25.09.10, 23:01
        To jest kolejny wpis kobiety inteligentnej, o bogatym słownictwie, stosującej "metody naturalne" w praktyce... Zakłądając ten wątek bardzo na takie głosy liczyłam. I... nie zawiodłam się :) To wszystko umacnia mnie dodatkowo w przekonaniu, że seks wyłącznie w małżeństwie i stosowanie NPR to są projekty trudne, ambitne, wymagające - ale nie niemożliwe! Że warto podjąć próbę i projekt NPR-u w związku realizować! Podjąć wyzwanie... Bo są takie kobiety... :)
        Jak dojrzewałaś do NPR-u. Czy stosowałaś antykoncepcję? Jakie się ma trudności na początku stosowania NPR-u?

        Doszłam do wniosku, że stosując powszechnie przyjęte fo
        > rmy antykoncepcji można sobie i swojemu związkowi tylko narobić krzywdy. Bo cza
        > sem są sytuacje, że trzeba czekać – dłuższa delegacja, ciąża zagrożona, c
        > horoba... Jak się czekać nie potrafi, bo zawsze się dostaje, kiedy przyjdzie oc
        > hota, to potem są tragedie.
        (...)
        > Celowo pomijam tu kwestie Kościelno-wiarowe, choć dla mnie osobiście one też są
        > ważne. Tak jak szacunek do samej siebie, swojego ciała i ciała Tego, którego k
        > ocham, do naszej miłości, którą można wyrażać przecież nie tylko przez seks. A
        > to są sprawy niezależne od wiary.
        Czekanie na siebie z seksem to taki powrót do narzeczeństwa dla mnie. Marzenie o owocu zakazanym... Myślę, że to wszystko jest warte zachodu. Bez lateksu i bez chemii. Naturalne i piękne, jakieś wyjątkowe.

        Zazdroszczę Wam, że żyjecie tym z życiu - a nie, jak ja, w sferze marzeń, oczekując :) Zazdroszczę Wam takich mężczyzn i seksu zharmonizowanego z muzyką kobiecego ciała. I zazdroszczę tego, że Wasi mężczyźni chcieli kiedyś tę muzykę usłyszeć, i są tej melodii wierni. Zazdroszczę Wam mężczyzn, którzy są kochankami i przyjaciółmi jednocześnie...

        Bardzo dziękuję za podzielenie się ze mną czymś tak cennym i dla mnie ważnym :) dobranoc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka