Dodaj do ulubionych

abstynencja - jak sobie radzić?

08.02.05, 12:32
jesteśmy mloda stażem parą. Stosujemy NPR, co oczywiste dla nas. Jest jednak
pewnien mankament, z ktorym nie wiem jak sobie radzić. otóż na razie nie
możemy pozwolić sobie na dziecko. Pewnie za kilka lat tak - ale teraz -
wykluczone! Niestety, ja mam najwiekszą ochotę na bliskość własnie wtedy
kiedy nie powinnam jej mieć... :( a kiedy już mogę - ochota mniejsza (ale
jest oczywiście). Trudno mi wytrzymać przez te płodne dni i mmojemu M też,
jako, że temperament ma całkiem całkiem :(
Mam w związku z tym pytanie do doświadczoneych forumowiczek - jak sobie
radzić wtedy z tym napięciem??? Przytulanie nie pomaga, bo jeszcze wzmaga
ochotę na to czego w danym okresie nie wolno...
dziweczyny pomózcie! nie chcę porzucac npr, ale znaleźć wyjście
Frywolna
Obserwuj wątek
    • fiamma75 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 13:49
      Doskonale Cię rozumiem. Czasami mieliśmy straszną ochotę a tu ... chyba zęby w ścianę ;-) zamiast rzecz jasna :-D Nam właśnie pomagało takie przytulanie bez pójścia na całość. Rozumiem, że jednak nie jest to dla Ciebie wyjście. Jedni znajomi stosowali metodę spania pod dwiema kołdrami :-) Znowu dla innych nie był to problem. A tak poważnie - nie wydaje mi się, żeby istniał jakiś złoty środek. Czasami życie tak układa, ze pokus mniej (a to mąż ma nocki, czy II zmianę), a czasami wręcz przeciwnie - jak pojechaliśmy na wymarzony urlop, to akurat był szlaban :-( a tu królewskie małżeńskie łoże wręcz zapraszało... Na szczęście z górskich wycieczek wracaliśmy padnięci :-) Na pewno jest trudniej małżeństwom bezdzietnym (tak mi się wydaje), bo jakby nie było zawsze jest więcej czasu dla siebie.
      Moge jedynie życzyć Ci, abyście znaleźli jakis swój własny złoty środek.
          • sylwiksylwik Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 14:41
            my sobie nie radzimy. Tzn nie adzimy odkad pracuje jako astronom i wykonuje
            obserwacje. To nie sa ustalone dyzury po iles godzin a obserwacje wtedy kiedy
            jest pogoda. Wlasciwie nigdy nie wiem czy pojde spac o 23 czy o 7 rano. Pracujac
            tak moje wykresy stawaly sie zupelnie nieczytelne. Jako ze nie chce faszerowac
            sie hormonami uzywamy tylko prezerwatywy. Wiem ze dla was jest to nie do
            pomyslenia - ochyda i grzech. Dla mnie tez kiedys bylo. Ale niewyobrazalna jest
            dla mnie abstynencja przez dwa lata bo przez dwa lata nie moge miec dziecka.

            W sumie to tesknie do czasow kiedy stosowalam NPR i zastanawiam sie czy jest dla
            mnie jeszcze jakas nadzieja. Poki co ucze sie obserwacji szyjki (sluz jest u
            mnie zawsze obecny).
          • frywolna Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 14:44
            na mnie trochę też, ale to na poziomie świadomości, ale ciało się domaga, to
            tak jak z np.lodami, kiedy jesteś na diecie tyle, że x 1000. No i mój m, który
            tez wtedy cierpi. Uprawiać wtedy sporty? Mnie to zmęczy, ale mój M po wysiłku
            fizycznym jest jeszce bardziej "zakręcony" :)))
            czasami to się boję, żebyśmy się przez ta wymuszoną :) abstynencję nie oddalili
            od siebie...
            • fiamma75 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 14:53
              Mój m, kiedy wiedział, że mam czas płodny, starał się raczej mnie nie nakręcać, bo to ja mam większy problem z abstynencją, że tak powiem unikał "zaczepiania mnie". Wie, że jest mi trudniej niż jemu w tym czasie. Poza tym odliczaliśmy dni, kiedy już będzie prawdopodobne można.
              Bywało nieraz tak, że zastanawiałam się czy jeszcze ryzykować, bo wg mnie mógł, ale nie musiał zaczynać się okres płodny, to on zawsze mnie studził. Qrczę i miał rację, bo rano np. bywały objawy już wyraźne :-)
              • anusia29 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 15:05
                No tak, my tez staramy się wtedy nie nakręcać. I jakoś musi być. Ale to nie to!
                Wyszttko jest teraz takie "wykalkulowane" - czy już mozna, czy jescze nie
                mozna, a może można, tylko lepiej nie bo niepewne... a jak już mozna to czasem
                mnie się już nie chce (choć dwa dni temu chcialo się bradzo)
                Może jest coś homeopatycznego, co odwróciloby to 'chcenie'?
                Jesteśmy młodzi stażem, może z czasem się odechce??? Z jednej strony może
                byłoby lepiej, z drugie - kurcze to nie tak!
                  • lemuria A moze by tak... 23.02.05, 22:37
                    A moze by tak np. seks oralny? Przeciez to jest fajne zblizenia, zaciesnienie
                    wiezi... no i bardzo przyjemne... (dla obu stron)
                    Albo np. palcówka? Orgazm gwarantowany, bliskosci, czulosc... zawsze cos
                    zamiast seksu
                    a nie zaraz szklanka wody...
                    Przeciez sa inne sposoby, ktore umilic moga wieczor...:)
              • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 15:31
                NO właśnie, przedłużający się czas niepewny powoduje frustrację i oddalenie się
                od siebie, a pod wpływem "nakręcenia" łatwo o błędną ocenę sytuacji, naginanie
                faktów i złą interpretację.
                Pisałam już w innym wątku, jak to po ślubie, po długim czekaniu na siebie,
                spędziliśmy dłuuugie dziesięć dni wymarzonej egzotycznej podróży poślubnej -
                zaklinając termometr i objawy i bojąc się nawet dotknąć.
                Zdarzają się długo planowane urlopy, jak są dzieci, to tym bardziej liczy się
                perspektywa większej bliskości i samotności - i co? Chyba nie ma więc nic
                złego, że w imię spraw ważniejszych - spokoju i harmonii w rodzinie - w
                okresach wątpliwych zastosuje się prezerwatywę i / lub globulki. W czasie, gdy
                wyraźnie widać, że "coś się dzieje" - można się kilka dni rzeczywiście
                powstrzymać, ale pozostały czas - to, przynajmniej w moim przypadku - czas
                gdybania, dywagowania i niepewności. Dlatego oswoiliśmy tę sytuację przy pomocy
                dodatkowych zabezpieczeń. Nie stosujemy ich z założenia i za każdym razem, ale
                zawsze dobrze pomyśleć, że jakby co, to mamy rozwiązanie. Poza tym, czesto
                kiedy można, to się akurat nie chce czy się nie da, a kiedy wszystko sprzyja -
                wtedy nie można. Takie "kochanie na hurra" rodzi wiele nieporozumień i
                frustracji.
                Pisałam już też w innym wątku o hipotetycznej pani w okresie premenopauzy -
                obserwuje się, bada, a tu już trzeci tydzień rozmaite objawy płodności. Czeka
                ze współżyciem, czeka - i końca nie widać. Nie każda ma tyle odwagi i pewności
                swoich obserwacji, żeby podjąć w takiej sytuacji współżycie. Więc czeka dalej.
                Czeka też jej mąż. Reguły npr na taką sytuację są, ale stosowanie ich wymaga
                nie lada doświadczenia. Poza tym reguły te tylko mówią, jak rozpoznać trwający
                okres potencjalnie płodny, a nie mówią nic o tym, jak radzić sobie, jeśli taki
                stan trwa kilka miesięcy. A to jest jeden z poważnych minusów stosowania npr w
                czystej postaci - konieczność powstrzymywania się, czasem nie wiadomo jak długo.
                Pozdrawiam - Toya
                • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 18:03
                  Wybacz, ale dla mnie to co piszesz, to sprowadzanie sprawy do absurdu.
                  Mnożenie zabezpieczeń przypomina mi sytuację plażowicza, który widząc
                  nadciągającą falę tsunami rozkłada dodatkowe parasole.
                  Może psychicznie go to uspokoi (na chwilę) ale skutek mizerny - tzn jeśli jest
                  na drodze fali, to mu te parasole guzik pomogą, a jeszcze któryś mu się wbije w
                  czułe miejsce i będzie kłopot.
                  Ewakuacja byłaby bardziej rozsądna.
                  Jeśli natomiast usadowił się w miejscu, gdzie fala nie dotrze (przed telewizorem
                  na przykład) to te parasole wygladają trochę.. hmmm śmiesznie, co?
                  Czytając Twoje posty mam wrażenie, że chciałabyś zjeść ciastko i mieć je nadal.
                  Stosować NPR, ale bez wysiłku, być w 100% zabezpieczona i jeszcze być w zgodzie
                  z nauką KK.
                  Nie stosowałąm nigdy sztucznej antykoncepcji, trudno mi więc wypowiadać się np.
                  o komforcie współżycia z użyciem tejże, ale osobiście bałabym się stosowania
                  globulek, czy żeli plemnikobójczych z co najmniej dwóch powodów (pomijając
                  sprawę niewielkiej ponoc skuteczności) po pierwsze - mam dość wrażliwą skórę,
                  nieodpowiedni krem to zaraz zaczerwienienie, pieczenie itd, mam więc prawo
                  podejrzewać, że delikatne śluzówki będą jeszcze wrażliwsze - w końcu jeśli coś
                  ma siłę zabicia plemnika dość dobrze osłoniętego, to co mówić o moich biednych
                  komóreczkach? Po drugie - co będzie gdy taki niedobity plemnik-McGvyer jednak
                  się przez tę barierę przedrze? Ile mam szans na urodzenie zdrowego dziecka?
                  Więc globulki odpadają w przedbiegach.
                  Jeśli jednak stosuję NPR to wiem do licha czy jest ten czas płodny, czy nie.
                  No i jeśli jest, a poczęcie byłoby w tym momencie kataklizmem podobnym do
                  tsunami - pozostaje jedno wyjście - ewakuacja.
                  (Tym na Phuket tez na pewno było żal zmarnowanego urlopu)
                  A co do sposobów - mnie osobiście najbardziej sie podobają sposoby mimooozy.
                  W końcu kiedyś trzeba podtrzymywać więzi rodzinne i przyjacielskie. Dni płodne
                  to bardzo dobry moment ;-)
                  • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 20:55
                    > Wybacz, ale dla mnie to co piszesz, to sprowadzanie sprawy do absurdu.
                    > Mnożenie zabezpieczeń

                    Twoje alegorie, chociaż barwne i pomysłowe, nie do końca jednak odpowiadają
                    sytuacji. Mnożenie zabezpieczeń, choćby pojedynczo marnych, zwiększa jednak
                    pewność. Wynika to zwyczajnie z rachunku prawdopodobieństwa. I nie ma to nic
                    wspólnego z wybieraniem między "ewakuacją" a "parasolem". Po prostu - kiedy z
                    obserwacji wynika bardzo jasno, że czas jest płodny, najlepiej rzeczywiście
                    unikać wsółżycia (ewakuacja), ale kiedy czas jest wątpliwy ( a pisałam już nie
                    raz, że to kwestia interpretacji objawów, dla mnie wątpliwy jest często ) -
                    wtedy ewakuacja jest działaniem zbyt na wyrost. Trzymając się Twoich porównań -
                    czy powinno się ewakuować (czyt. przebywać z dala od plaży) tylko dlatego, że
                    jest się w rejonie aktywnym sejsmicznie, ale słońce, plaża itd - kuszą? Chyba
                    lepiej po prostu zachować czujność i mieć pod ręką lornetkę.
                    A parasol w pokoju przed telewizorem - chyba nikomu nie przeszkadza, prawda?
                    Nawet śmieszny, jeśli jakoś uspokaja - to czemu nie?
                    >Stosować NPR, ale bez wysiłku, być w 100% zabezpieczona i jeszcze być w zgodzie
                    > z nauką KK.
                    Tak się nie da. Każdy dąży do jak największej pewności. Ja stosuję npr i
                    jeszcze coś. Jeśli to coś nie zakłóca moich obserwacji, to jeśli nie pomaga, to
                    na pewno nie szkodzi, prawda? Możesz twierdzić, że to już nie npr - OK, jak to
                    zwał, tak zwał - mierzę, obserwuję, macam, zapisuję. Oprócz tego - aplikuję. To
                    moja metoda i zapewniam Cię, że nie tylko moja. O nauce KK nie chcę tu
                    dyskutować, bo też nie jestem wyjątkiem kwestionując ją w wielu punktach.

                    > mam dość wrażliwą skórę,
                    > nieodpowiedni krem to zaraz zaczerwienienie, pieczenie
                    Cóż, jedna ma wrażliwą skórę, inna - mało czytelne objawy płodności. Dobrze, że
                    nie i to, i to... ;))

                    >> W końcu kiedyś trzeba podtrzymywać więzi rodzinne i przyjacielskie. Dni
                    płodne to bardzo dobry moment ;-)

                    Czyli jak tylko możecie, to cieszycie się wyłącznie sobą w sypialni, bez
                    kontaktów z rodziną i znajomymi, dla których czas macie tylko w okresie
                    płodnym? Hmmm... My kontakty towarzyskie podtrzymujemy niezależnie od fazy
                    cyklu. I dla siebie chcemy mieć czas w miarę możliwości, a nie na sygnał z
                    termometru.
                    • klara.brzoza Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 21:14
                      toya3 napisała:


                      > >> W końcu kiedyś trzeba podtrzymywać więzi rodzinne i przyjacielskie.
                      > Dni
                      > płodne to bardzo dobry moment ;-)
                      >
                      > Czyli jak tylko możecie, to cieszycie się wyłącznie sobą w sypialni, bez
                      > kontaktów z rodziną i znajomymi, dla których czas macie tylko w okresie
                      > płodnym? Hmmm... My kontakty towarzyskie podtrzymujemy niezależnie od fazy
                      > cyklu. I dla siebie chcemy mieć czas w miarę możliwości, a nie na sygnał z
                      > termometru.
                      Czyżby znowu dzielenie wlosa na czworo?
                      Wiesz, zastanawiałam się nawet przez moment, jak Ty funkcjonujesz na codzień z
                      takimi frustracjami , którym dajesz upust na forum. Ale szybko mi przeszło- bo
                      co mnie to obchodzi?

                      Na tym wątku wypowiadają się osoby w kwestii radzenia sobie z abstynencją. Po
                      co to napisałaś (co zacytowałam)?. Dlaczego i kto Ci dał prawo drwienia z
                      innych, traktowania siebie jak wyrocznię, osobę nieomylną, wszystkowiedzącą i
                      nieznoszącą osób z innymi poglądami? Za kogo Ty sie uważasz? Może zastanów sie,
                      o co Ci chodzi , co chcesz zyskać, zanim się odezwiesz! Nie szanujesz innych
                      dyskutantów, Twoje ma byc zawsze na wierzchu. Opanuj się! Na mnie działasz
                      większością swoich wypowiedzi jak czerwona płachta na byka- draznisz, obrazasz,
                      wysmiewasz, atakujesz. Na tym na pewno nie polega dyskusja. Ponieważ z Tobą
                      jednak dyskutować się nie da, więc- ja nie bedę (już kiedys to sobie obiecałam,
                      ale słowa, niestety nie dotrzymałam- pewnie dlatego, że dostrzegłam wtedy u
                      Ciebie troche pokory).


                      • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 00:18
                        > Na tym wątku wypowiadają się osoby w kwestii radzenia sobie z abstynencją.
                        A co Ty masz do powiedzenia o abstynencji? Bo jak się ciebie czyta, to wydaje
                        się, że właśnie abstynencja doskwiera ci najbardziej.
                        Na zarzuty nie odpowiadam, bo szkoda rąk...

                        >Na mnie działasz
                        > większością swoich wypowiedzi jak czerwona płachta na byka- draznisz

                        OO, zauważyłam to nie tylko ja! - ubolewam.

                        > dostrzegłam wtedy u
                        > Ciebie troche pokory).
                        Pochlebiasz sobie.
                        Pokorę okazałam burczykowej swojego czasu - i to był błąd.

                        > jak wyrocznię, osobę nieomylną, wszystkowiedzącą i
                        > nieznoszącą osób z innymi poglądami? Za kogo Ty sie uważasz?

                        Wypisz, wymaluj - burczykowa! Pisze do siebie!
                      • zxcvbn1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 00:27
                        > Dlaczego i kto Ci dał prawo drwienia z
                        > innych, traktowania siebie jak wyrocznię, osobę nieomylną, wszystkowiedzącą i
                        > nieznoszącą osób z innymi poglądami? Za kogo Ty sie uważasz? Może zastanów sie,
                        > o co Ci chodzi , co chcesz zyskać, zanim się odezwiesz! Nie szanujesz innych
                        > dyskutantów, Twoje ma byc zawsze na wierzchu. Opanuj się! Na mnie działasz
                        > większością swoich wypowiedzi jak czerwona płachta na byka- draznisz, obrazasz,
                        > wysmiewasz, atakujesz.

                        I kto to mówi? Czyżby osoba, która pyta na forum inną, czy "mąż za krótki
                        łańcuch jej zostawił, że dostaje do komputera"?

                        > Na tym na pewno nie polega dyskusja.

                        Cieszę, że to zrozumiałaś. Zastosuj u siebie.
                    • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 00:05
                      toya3 napisała:

                      > Twoje alegorie, chociaż barwne i pomysłowe, nie do końca jednak odpowiadają
                      > sytuacji. Mnożenie zabezpieczeń, choćby pojedynczo marnych, zwiększa jednak
                      > pewność. Wynika to zwyczajnie z rachunku prawdopodobieństwa. I nie ma to nic
                      > wspólnego z wybieraniem między "ewakuacją" a "parasolem". Po prostu - kiedy z
                      > obserwacji wynika bardzo jasno, że czas jest płodny, najlepiej rzeczywiście
                      > unikać wsółżycia (ewakuacja), ale kiedy czas jest wątpliwy ( a pisałam już nie
                      > raz, że to kwestia interpretacji objawów, dla mnie wątpliwy jest często ) -
                      > wtedy ewakuacja jest działaniem zbyt na wyrost. Trzymając się Twoich porównań -
                      >
                      > czy powinno się ewakuować (czyt. przebywać z dala od plaży) tylko dlatego, że
                      > jest się w rejonie aktywnym sejsmicznie, ale słońce, plaża itd - kuszą? Chyba
                      > lepiej po prostu zachować czujność i mieć pod ręką lornetkę.

                      Ależ oczywiście - należy się wylegiwać na plaży zachowując czujność i mając
                      lornetkę - jaka piękna alegoria NPR!
                      Parasol w tym momencie tylko by przeszkadzał, a mógłby nawet zasłonić
                      nadciągające tsunami.
                      > A parasol w pokoju przed telewizorem - chyba nikomu nie przeszkadza, prawda?
                      > Nawet śmieszny, jeśli jakoś uspokaja - to czemu nie?

                      Generalnie mogę się zgodzić. Wiele cudzych zachowań nas śmieszy i nasze
                      zachowania śmieszą wielu, ale dopóki nie robia nikomu krzywdy, to nam nic do tego.
                      Innymi słowy - parasol przed telewizorem - tak. (Pod warunkiem, że ktoś go nie
                      potrzebuje, bo chce wyjśc na zewnątrz gdzie pada) Torebka foliowa zakładana na
                      głowę na widok tsunami - już raczej nie, bo można się udusić.
                      Cyjanek potasu podany rodzinie (bo a nuż tsunami tu dotrze i będą cierpieć) -
                      zdecydowanie nie.
                      > >Stosować NPR, ale bez wysiłku, być w 100% zabezpieczona i jeszcze być w zg
                      > odzie
                      > > z nauką KK.
                      > Tak się nie da. Każdy dąży do jak największej pewności. Ja stosuję npr i
                      > jeszcze coś. Jeśli to coś nie zakłóca moich obserwacji, to jeśli nie pomaga, to
                      >
                      > na pewno nie szkodzi, prawda? Możesz twierdzić, że to już nie npr - OK, jak to
                      > zwał, tak zwał - mierzę, obserwuję, macam, zapisuję. Oprócz tego - aplikuję. To
                      >
                      > moja metoda i zapewniam Cię, że nie tylko moja. O nauce KK nie chcę tu
                      > dyskutować, bo też nie jestem wyjątkiem kwestionując ją w wielu punktach.

                      No cóż - wszystko chyba rozbija się o to na czym/na Kim każdy polega, na
                      czym/Kim się opiera i jakie ma priorytety.
                      Jeśli ważne są wzgledy reigijne, to jednak wypadałoby ten parasol przed TV
                      zamknąc i bardziej zaufać.
                      Jeśli nie ma tego rodzaju motywacji - nie wiem - być może rzeczywiście parasol
                      jawi się jako jedyny ratunek.
                      Dla mnie poza motywacją religijną (pomijając ewidentne korzyści z NPR niezależne
                      zupełnie od religii) bardzo istotny jest aspekt zdrowotny.
                      Przy NPR mam 100% pewności, ze nie szkodze ani sobie ani ewentualnemu dziecku.
                      Dla mnie to bardzo ważne.
                      Przy globulkach takiej pewności bym nie miała i to właśnie powodowałoby moją
                      frustrację i lęk.
                      W tej chwili jestem wolna od lęku.
                      >
                      > > mam dość wrażliwą skórę,
                      > > nieodpowiedni krem to zaraz zaczerwienienie, pieczenie
                      > Cóż, jedna ma wrażliwą skórę, inna - mało czytelne objawy płodności. Dobrze, że
                      >
                      > nie i to, i to... ;))

                      A skok temperatury nie jest u Ciebie wyraźny?
                      >
                      > >> W końcu kiedyś trzeba podtrzymywać więzi rodzinne i przyjacielskie.
                      > Dni
                      > płodne to bardzo dobry moment ;-)
                      >
                      > Czyli jak tylko możecie, to cieszycie się wyłącznie sobą w sypialni, bez
                      > kontaktów z rodziną i znajomymi, dla których czas macie tylko w okresie
                      > płodnym? Hmmm... My kontakty towarzyskie podtrzymujemy niezależnie od fazy
                      > cyklu. I dla siebie chcemy mieć czas w miarę możliwości, a nie na sygnał z
                      > termometru.

                      No, to już kwestia ustalenia priorytetów. Dla ludzi, którzy "na nic nie mają
                      czasu" taki "płodny szlaban" może być dobrym impulsem do podtrzymywania
                      kontaktów, które w innej sytuacji (nie dość zmotywowani) mogliby zaniedbać.

                      Pozdrawiam i chyba dobranoc, co?
                      Mąż już dawno poszedł spać, dobrze że i tak niczego nie planowaliśmy ;-))))

                      BTW - frywolna - może posadź męża nad jakimś internetowym forum dyskusyjnym?
                      Mój jak się zaangażuje w dyskusję, to nawet najbardziej skąpej koszulki nie
                      zauważy. Obawiam się, że nawet na stado gołych bab defilujących przez pokój
                      mógłby nie zwrócić uwagi (ale oczywiście nie zamierzam tego sprawdzać)
    • mimoooza Re: abstynencja - jak sobie radzić? 08.02.05, 15:46
      Zajrzyj tu - może znajdziesz coś dla siebie:
      www.lmm.pl/forum/viewtopic.php?t=297
      Nam pomaga organizacja czasu - jesteśmy bardzo zapracowani i staramy się
      planować tak, by w czasie niepłodnym móc poświęcić sobie jak najwięcej czasu na
      bycie ze sobą blisko. W czasie płodnym wieczorami padamy ze zmęczenia... A
      jesli zdarza się tak, że akurat jest weekend, święto itp robimy wypady do kina,
      zwiększamy częstotliwość kontaktów z rodziną, zapraszamy przyjaciół.
        • frywolna Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 14:20
          zgadza się - ale nie czytasz dokładnie moich postów - okazywac uczucia mozna na
          100 sposobów (i tu nie ma problemu), ale jak zaspokoic popęd seksulany w
          momencie gdy jest on najsilniejszy (faza płodna), a na ciążę nie mozna sobie (z
          róznych względów) w danym momencie pozwolić...???
          • anulka37 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 14:57
            Moim zdaniem masz dwa wyjścia:
            1.stosujesz NPR i godzisz się na skutki uboczne jakie ze sobą niesie,czyli
            unikanie współżycia w dni płodne-wtedy faktycznie lepiej nie zostawać sam
            na sam;lepiej nie kłaść się spać razem;nie prowokować strojem nocnym
            itp.,zachowaniem,gestami itp.
            2.korzystasz w dni płodne z prezerwatywy.
            Innej możliwości nie ma.
            Ale jakie są korzyści z NPR-np.masz pewność,że nie jesteś traktowana przez
            męża przedmiotowo(co z parami bezpłodnymi?)
            wasze zbliżenie pełne jest czułości-u małżeństw stosujących antykoncepcję to
            zwyczajne zaspokajanie zwierzęcych popędów(przytulanie-bzykanie)
            Twój mąż będzie Ci wierny do grobowej deski,bo jest przyzwyczajony do
            abstynencji-natomiast ci stosujący antykoncepcję po 2 dniach pędzą do agencji;
            tym samym Twoje małżeństwo będzie trwałe-zdrada na pewno Wam nie grozi.
            Twój mąż Cię szanuje-na pewno nie będziesz oziębła
            Waszemu małżeństwu nie grozi rutyna w sypialni.
            To podstawowe korzyści,które na pewno przewyższają jedną wadę jaką jest
            wstrzemięźliwość przez kilka dni w miesiącu.


            • frywolna Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 15:27
              generalnie się zgadzam, że npr ma wiele zalet i tą WIELKA wadę :)))
              z wiernością dzięki npr - to akurat nie - własnie rozwodzi się kuznka - tam tez
              był tylko npr i... mąż kuzynki ma/mial kochankę... smutne, ale akurat npr nie
              zapobiega zdradom :(
            • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 15:30
              Brawo, Anulka!
              Grunt to motywacja i właściwe spojrzenie na istotę rzeczy! Kilka dni czy
              tygodni w tę czy w tamtą - cóż to jest wobec całego życia! A że
              na "przytulanie" (ale za to jakie!!) zostaje parę dni - no cóż - nie takie
              trudności się pokonywało "w imię zasad" ;))
              Pozostaje wciąż nierozstrztgnięta kwestia tej nieszczęsnej prezerwatywy (npr-
              kom ortodokskom to słowo przez klawiaturę nie przechodzi...) - czy z nią to
              jeszcze npr, czy już antykoncepcja? Bo mam wrażenie, że ortodokski migają się
              od odpowiedzi i głosu nie zabierają z braku argumentów...
              Pozdrawiam serdecznie!

              • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 18:11
                toya3 napisała:

                /../
                > Pozostaje wciąż nierozstrztgnięta kwestia tej nieszczęsnej prezerwatywy (npr-
                > kom ortodokskom to słowo przez klawiaturę nie przechodzi...) - czy z nią to
                > jeszcze npr, czy już antykoncepcja? Bo mam wrażenie, że ortodokski migają się
                > od odpowiedzi i głosu nie zabierają z braku argumentów...

                A było jakieś pytanie?
                Jeśli pytasz o to czy z prezerwatywą to jeszcze NPR - odpowiem - nie.

                Dlaczego?
                Nie znalazłam w opisach NPR żadnej wersji z prezerwatywą. Termometru o ile wiem
                w nią się nie zawija, do interpretacji wykresu nie jest potrzebna, pisać nią się
                nie da, żadna reguła o niej nie mówi, obserwować jej tez nie ma po co.

                Czy to antykoncepcja - tak.

                Dlaczego?
                Bo jest to środek barierowy zapobiegający poczeciu (czy skutecznie to inna sprawa)

                Jeszcze jakieś pytania?

                genepis
                • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 21:11
                  Cóż, argumenty nie do odparcia, ale to wszystko tylko nazewnictwo.
                  Wszystkie zarzuty do antykoncepcji dotyczą głównie metod chemicznych -
                  rzeczywiście, można tych chorób się doszukać... Aż strach czytać i włos się
                  jeży, że tyle kobiet świadomie w to bagno wchodzi...
                  Co można powiedzieć o prezerwatywach oprócz zdarzających się alergii? NIewiele.
                  Dlatego nie zgadzam się z wrzucaniem do jednego worka antykoncepcji
                  wszystkiego, co nie jest npr-em.
                  Ale za to ile pożytku z okresowej wstrzemięźliwosci w NPR!
                  A tyle samo można by (tylko po co?) wyliczyć problemów małżeńskich, nerwic,
                  frustracji, stresu - to też zdrowie, i to obojga małżonków!
                  • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 23:37
                    toya3 napisała:

                    > Cóż, argumenty nie do odparcia, ale to wszystko tylko nazewnictwo.
                    > Wszystkie zarzuty do antykoncepcji dotyczą głównie metod chemicznych -
                    > rzeczywiście, można tych chorób się doszukać... Aż strach czytać i włos się
                    > jeży, że tyle kobiet świadomie w to bagno wchodzi...
                    > Co można powiedzieć o prezerwatywach oprócz zdarzających się alergii? NIewiele.
                    > Dlatego nie zgadzam się z wrzucaniem do jednego worka antykoncepcji
                    > wszystkiego, co nie jest npr-em.
                    > Ale za to ile pożytku z okresowej wstrzemięźliwosci w NPR!
                    > A tyle samo można by (tylko po co?) wyliczyć problemów małżeńskich, nerwic,
                    > frustracji, stresu - to też zdrowie, i to obojga małżonków!

                    No dobrze, ale o co Ci właściwie chodzi?
                    Zadałaś pytanie - odpowiedziałam.
                    Natomiast zupełnie nie rozumiem czemu ma służyć ten wywód powyżej. Mogłabyś
                    rozjasnić?
                    • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 08:49
                      No to postaram się rozjaśnić, może rzeczywiście za dużo na raz.:)
                      NIe miejsce tu na dyskusje światopoglądowe, więc postaram się wyłączyć
                      sumienie, włączyć tylko mózg:

                      Stosowanie prezerwatywy w okresach wątpliwych (nie na pewno potencjalnie
                      płodnych) o tyle pomaga radzić sobie z abstynencją, że pozwala skrócić czas jej
                      trwania do naprawdę niezbędnego minimum.

                      I sporym nadużyciem jest (w mojej opinii) uzywanie jednego
                      określenia "antykoncepcja" dla środków hormonalnych i "gumowych".
                      O ile zgadzam się ze szkodliwością tabletek hormonalnych (naprawdę nigdy nie
                      próbowałam!), tak do prezerwatywy nie mogę się za bardzo przyczepić. Róznica
                      jest taka, że pigułki na pewno kłócą się z npr, a prezerwatywa, odpowiednio
                      stosowana - współpracuje z nim. I wbrew temu nazewnictwu - ja uważam, że
                      używając prezerwatyw przy jednoczesnym stosowaniu wszystkich zasad npr -
                      stosuję npr!
                      A czasem naprawdę można tę abstynencję skrócić - i też spełni swoje zadanie
                      wzmacniania więzi małżonków. Bo jak już wzmocni, a ciągle trwa, to zaczynają
                      się (często) od siebie oddalać, są poirytowani i pełni zwątpienia. Dlatego
                      wtedy można dla polepszenia sytuacji - zabezpieczyć się dodatkowo, bez żadnej
                      szkody dla npr.
                      BTW tak sobie myślę: Nie wiem, ile kobiet stosuje czyste npr nie z powodu
                      posłuszeństwa KK, pewnie spory odsetek, ale gdyby nagle KK dopuścił
                      prezerwatywę jako uzupełnienie npr - ile z tych sfrustrowanych
                      i "przymuszonych" podchwyciłoby to? Pewnie niemało.
                      Pozdrawiam
                      • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 11:02
                        toya3 napisała:

                        > No to postaram się rozjaśnić, może rzeczywiście za dużo na raz.:)
                        > NIe miejsce tu na dyskusje światopoglądowe, więc postaram się wyłączyć
                        > sumienie, włączyć tylko mózg:
                        >
                        > Stosowanie prezerwatywy w okresach wątpliwych (nie na pewno potencjalnie
                        > płodnych) o tyle pomaga radzić sobie z abstynencją, że pozwala skrócić czas jej
                        >
                        > trwania do naprawdę niezbędnego minimum.
                        >
                        > I sporym nadużyciem jest (w mojej opinii) uzywanie jednego
                        > określenia "antykoncepcja" dla środków hormonalnych i "gumowych".
                        > O ile zgadzam się ze szkodliwością tabletek hormonalnych (naprawdę nigdy nie
                        > próbowałam!), tak do prezerwatywy nie mogę się za bardzo przyczepić. Róznica
                        > jest taka, że pigułki na pewno kłócą się z npr, a prezerwatywa, odpowiednio
                        > stosowana - współpracuje z nim. I wbrew temu nazewnictwu - ja uważam, że
                        > używając prezerwatyw przy jednoczesnym stosowaniu wszystkich zasad npr -
                        > stosuję npr!

                        Poprosiłas (kilka listów wcześniej) o odezwanie się osób stosujących NPR a nie
                        stosujących prezerwatyw.
                        Odpowiedziałam na Twoje pytania i podałam argumenty uzasadniając swoje stanowisko.
                        IMHO prezerwatywa jest zaprzeczeniem i wykrzywieniem idei NPR.
                        Takie jest moje zdanie i możemy dalej dyskutowac na ten temat ale wolałabym aby
                        to była dyskusja na płaszczeźnie argumentów a nie odczuć. Proponuję jednak
                        załozyć sobie osobny wątek "czy prezerwatywa to NPR" by nie zaśmiecać wątku
                        frywolnej.
                        Wracając do Twojego listu :
                        Dlaczego tak Ci zależy aby NPR obejmowało stosowanie prezerwatywy? Jeśli
                        schodzimy z płaszczyzny światopoglądowej, to mozesz sobie do NPR dodawać co Ci
                        się żywnie podoba, nawet malowanie się niebieską farbą "przed" (bo niebieski
                        odstrasza plemniki)
                        Ale NPR to jest NPR. A dodatki to są dodatki.
                        Jeśli opracujesz metodę, w której prezerwatywa będzie pomagała w WYZNACZANIU
                        okresu płodności to możesz probować to opisać i wśrod metod Rotzera i
                        angielskiej znajdzie się metoda toi.
                        Natomiast NPR nie jest antykoncepcją, tylko wykorzystaniem naturalnej
                        cykliczności kobiety do planowanie rodziny(pisałam o tym w innym wątku, nie chcę
                        wklepywać jeszcze raz tego samego), a celem stosowania prezerwatywy (tak
                        przynajmniej wynika z Twojego listu) jest jednak zapobieganie poczęciu.

                        Nadal nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. To znaczy, dlaczego tak zabiegasz o
                        "przyklejenie" prezerwatywy do NPR?
                        Prezerwatywa to prezerwatywa, a NPR to NPR. Jeśli, jak twierdzisz, sprawy
                        światopoglądowe Cię nie interesują w tej dyskusji, to niezrozumiała jest Twoja
                        kampania na rzecz włączenia prezerwatywy do NPR i nie nazywania prezerwatywy
                        antykoncepcją.
                        • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 11:56
                          > Poprosiłas (kilka listów wcześniej) o odezwanie się osób stosujących NPR a nie
                          > stosujących prezerwatyw.
                          > Odpowiedziałam na Twoje pytania i podałam argumenty uzasadniając swoje
                          stanowis
                          > ko.
                          > IMHO prezerwatywa jest zaprzeczeniem i wykrzywieniem idei NPR.

                          Nie prosiłam, tylko stwierdziłam, że mało się wypowiadają - tym bardziej
                          doceniam Twój głos.
                          Jeśłi chodzi o argumenty vs odczucia, sama napisałaś: IMHO...

                          > Dlaczego tak Ci zależy aby NPR obejmowało stosowanie prezerwatywy? (...)
                          > Nadal nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. To znaczy, dlaczego tak zabiegasz o
                          > "przyklejenie" prezerwatywy do NPR?

                          Nie zależy, nie zabiegam ani nie prowadzę kampanii na rzecz dokładania
                          prezerwatyw - ja to po prostu tak postrzegam, na mój własny użytek, podobnie
                          jak wiele, wiele innych. A że nie jestem w takim razie zaliczana do npr-ek -
                          trudno, chyba to przeżyję...;)

                          > Jeśli
                          > schodzimy z płaszczyzny światopoglądowej, to mozesz sobie do NPR dodawać co Ci
                          > się żywnie podoba, nawet malowanie się niebieską farbą "przed" (bo niebieski
                          > odstrasza plemniki)

                          NO chyba trochę tu się zapędziłaś - malowanie miałoby znacznie mniejszą
                          skuteczność od prezerwatywy ;)), a zatem znowu wychodzi na to, że wrzuca się
                          wszystko, co nie jest npr-em - do jednego wspólnego wora.
                          A w takim razie wygląda na to, że nie da się o npr dyskutować poza płaszcyzną
                          światopoglądową.
                          Pozdrawiam - toya


                        • tik78 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 19:29
                          > Natomiast NPR nie jest antykoncepcją, tylko wykorzystaniem naturalnej
                          > cykliczności kobiety do planowanie rodziny(pisałam o tym w innym wątku, nie chc
                          > ę
                          > wklepywać jeszcze raz tego samego), a celem stosowania prezerwatywy (tak
                          > przynajmniej wynika z Twojego listu) jest jednak zapobieganie poczęciu.

                          Masz rację - jest subtelna różnica. Celem stosowania prezerwatywy jest zwykle
                          zapobieganie poczęciu. Celem stosowania NPR jest zapobieganie poczęciu albo
                          ułatwianie poczęcia - zależnie od woli. To jest ta drobna różnica.
                      • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 13:25
                        toya3 napisała:


                        > Stosowanie prezerwatywy w okresach wątpliwych (nie na pewno potencjalnie
                        > płodnych)

                        Czyli np. śluz jakiś jest, ale nie wysoce płodny, więc prezerwatywa i do
                        dzieła? A pewna jesteś, że za parę godzin nie będzie to już sluz wysoce płodny?
                        I co , jesli wtedy pęknie Wam ustroistwo? Postinor?

                        > Róznica
                        > jest taka, że pigułki na pewno kłócą się z npr, a prezerwatywa, odpowiednio
                        > stosowana - współpracuje z nim.

                        Tak współpracuje- szczególnie z objawem sluzowym na drugi dzień.

                        > I wbrew temu nazewnictwu - ja uważam, że
                        > używając prezerwatyw przy jednoczesnym stosowaniu wszystkich zasad npr -
                        > stosuję npr!
                        W każdej metodzie masz napisane, kiedy nalezy zaprzestać współżycia jesli nie
                        palnuje się dziecka. Jesli jednak w tym czasie współzyjesz, to nie stosujesz
                        NPR, tylko wykorzystujesz swoje obserwacje do podjęcia decyzji, czy mozna bez
                        gumki, czy tylko z nią. To jest podstawowa różnica- do czego wykorzystujesz
                        swoje obserwacje.

                        > A czasem naprawdę można tę abstynencję skrócić - i też spełni swoje zadanie
                        > wzmacniania więzi małżonków.

                        Dziekuję za takie "gumowe wzmacnianie". Według mnie więzi między małzonkami
                        wzmacnia "bycie ze sobą" na rózne sposoby: rozmowy, bliskość emocjonalna,
                        wspólne sprawy, zainteresowania itd. Współżycie jest tylko jednym z elementów.
                        No chyba, że jedynym celem albo dominującym, dla którego się jest razem, jest
                        osiąganie satysfakcji ze współżycia. Do tego potrzebne jest "wzmacnianie"
                        więzi - masz 100% rację.

                        Bo jak już wzmocni, a ciągle trwa, to zaczynają
                        > się (często) od siebie oddalać, są poirytowani i pełni zwątpienia.

                        Tutaj to zupełnie sie zamotałaś. Chyba, że chodziło Ci o brak "wzmocnienia"
                        wśród par nastawionych tylko na seks.

                        Dlatego
                        > wtedy można dla polepszenia sytuacji - zabezpieczyć się dodatkowo, bez żadnej
                        > szkody dla npr.

                        Przy okazji innego postu na tym wątku pytałam już o ewentualna skuteczność
                        takiego postepowania.

                        > BTW tak sobie myślę: Nie wiem, ile kobiet stosuje czyste npr nie z powodu
                        > posłuszeństwa KK, pewnie spory odsetek, ale gdyby nagle KK dopuścił
                        > prezerwatywę jako uzupełnienie npr - ile z tych sfrustrowanych
                        > i "przymuszonych" podchwyciłoby to? Pewnie niemało.

                        Są też i tacy, co bez konieczności posłuszeństwa KK stosują NPR
                        bez "wzmacniaczy" i jest nas wcale nie mało. Widocznie powód, któremu
                        podporządkowana została decyzja o NPR, jest dla nas bardzo wazny.

                        > Pozdrawiam
                        • tik78 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 19:35
                          > > prezerwatywa, odpowiednio stosowana - współpracuje z nim.
                          >
                          > Tak współpracuje- szczególnie z objawem sluzowym na drugi dzień.

                          A gdy nie stosujesz prezerwatywy, to co to zmienia w kwestii pojawienia sie
                          śluzu na drugi dzień? Jeśli stosujesz tylko NPR, ale "na drugi dzień" śluz się
                          pojawi, to czy będzie lepiej, niż jakbyś stosowała prezerwatywę? Czy
                          niestosowanie prezerwatywy pozwoli ci skuteczniej "odłożyć poczęcie" (żeby nie
                          napisać "zabezpieczyć się przed ciążą")? Odważę się wysunąć tezę, że wręcz
                          przeciwnie.
            • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 16:07
              Stosujesz antykoncepcję na codzień, masz doświadczenia z wkładką
              wewnatrzmaciczną i usuniętą ciążę na koncie, to jak możesz się wypowiadać na
              temat NPRu, skoro go nie praktykujesz?
              NA PEWNO nigdy nie doradzałabym w kwestii, na której się nie znam.
              • anulka37 Re: do burczykowej 15.02.05, 18:25
                a czy kobiet,która brała pigułki czy miała wkładkę nie może zacząć stosowć NPR?-są przecież specjalne metody postępowania dla tych kobiet.
                Wiem też gdzie i za ile można kupić narkotyki-czy to oznacza,że jestem narkomanką?Może ostrożnie z osądami?
                A antykoncepcję stosuję ,bo nie chcę kolejnej ciąży,a NPR nie daje mi wystarczjącej pewności -szczególnie w fazie przedowulacyjnej.
                • burczykowa Re: do burczykowej 16.02.05, 13:30
                  anulka37 napisała:

                  > a czy kobiet,która brała pigułki czy miała wkładkę nie może zacząć stosowć
                  NPR?
                  > -są przecież specjalne metody postępowania dla tych kobiet.

                  Pewnie, że może. Tylko Ty napisałas wyraźnie:

                  > A antykoncepcję stosuję ,bo nie chcę kolejnej ciąży,a NPR nie daje mi
                  wystarczj
                  > ącej pewności -szczególnie w fazie przedowulacyjnej.

                  Więc stosujesz antykoncepcje i zarazem uczysz sie NPRu. Ciekawa koncepcja.
            • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 18:06
              anulka37 napisała:

              > Moim zdaniem masz dwa wyjścia:
              > 1.stosujesz NPR i godzisz się na skutki uboczne jakie ze sobą niesie,czyli
              > unikanie współżycia w dni płodne-wtedy faktycznie lepiej nie zostawać sam
              > na sam;lepiej nie kłaść się spać razem;nie prowokować strojem nocnym
              > itp.,zachowaniem,gestami itp.
              > 2.korzystasz w dni płodne z prezerwatywy.

              Która ma niesamowitą skuteczność, prawda?


              > Ale jakie są korzyści z NPR-np./.../
              > To podstawowe korzyści,które na pewno przewyższają jedną wadę jaką jest
              > wstrzemięźliwość przez kilka dni w miesiącu.

              No i po co ten sarkazm? Zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie
              zazdrościsz NPR-kom...
              • anulka37 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 18:37
                jeśli jest prawidłowo użyta,nie pęknie i nie zsunie się to tak;ale jeśli zawiedzie to da się zauważyć i można jeszcze zareagować;
                dlaczego sarkazm-przytaczam korzyści,które wyczytałam na stronie o NPR.
                A czego można NPR-kom zazdrościć?










                Wkurza mnie tylko
                  • frywolna Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 19:40
                    Hej dziewczyny,odchodzicie od tematu mojego wątku :( a ja -niedoświadczona -
                    nadal czekam na Wasze praktyczne rozwiązania - co zrobić z tym napięciem przez
                    kilka/kilkanaście (brak doświadczenia w npr) dni? W weekend przetestowalismy
                    wizyte u rodziny. Ale wieczorami waracamy do domku i... trudno. Ja to ja - ale
                    co mam tez podsunąc jemu? Wysiłek fizyczny w mojego męża odnosi odwrotny skutek
                    (tzn. nie jest "zmęczony") ;-)
                    • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 20:55
                      > Hej dziewczyny,odchodzicie od tematu mojego wątku
                      Racja.

                      My w fazie płodnej robimy rzeczy nudne i zwyczajne (np rachunki bankowe,
                      większe sprzątania, itp), w niepłodnej - oddajemy się zajęciom ciekawym;-), te
                      nudne ograniczając do minimum. Często planujemy na ten czas coś ekstra i wtedy
                      łatwiej czekać:-)
                      Wiemy, co nas "nakręca" i unikamy tych sytuacji.

                      Piszesz, że dla Was oczywiste jest stosowanie NPR - zakładam, że także z
                      powodów religijnych. Jeśli tak jest - to możecie prosić o wsparcie wyższą
                      instancję:-) w końcu ludzie modlą się o różne sprawy.

                      Pozdrawiam.
                    • artus1231 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 15:49
                      frywolna napisała:

                      > Hej dziewczyny,odchodzicie od tematu mojego wątku :( a ja -niedoświadczona -
                      > nadal czekam na Wasze praktyczne rozwiązania - co zrobić z tym napięciem
                      przez
                      > kilka/kilkanaście (brak doświadczenia w npr) dni? W weekend przetestowalismy
                      > wizyte u rodziny. Ale wieczorami waracamy do domku i... trudno. Ja to ja -
                      ale
                      > co mam tez podsunąc jemu? Wysiłek fizyczny w mojego męża odnosi odwrotny
                      skutek
                      >
                      > (tzn. nie jest "zmęczony") ;-)

                      Frywolna, jeśli chcesz naprawdę wejść w NPR i przy tym nie mieć skutku
                      ubocznego w postaci ciągłych frustracji do kwadratu (bo małżeństwo to para :),
                      maż jedno wyjście:
                      tak jak wypowiadające się dziewczyny zmienić z mężem podejście do seksu -
                      zacząć go traktować jako coś mało istotnego w związku, jeden z wielu
                      przeróżnych sposobów okazywania sobie miłości i to wcale nie najważniejszy.
                      Gdy już się od tego (okropnego w gruncie rzeczy :) seksu uwolnisz, doświadczysz
                      błogosławieństwa NPR-u i czasu wstrzemięźliwości. Dopiero wtedy będziecie tak
                      naprawdę naprawdę wolnymi ludźmi :)

                      Ach, dziewczyny, jak mnie kusi, by wcielić się na chwilę w tradycjonalistę i
                      przy pomocy Waszych argumentów bronić... seksu czysto prokreacyjnego!
                      Gwarantuję, że to będzie dużo spójniej trzymało się kupy. :)
                      • fiamma75 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 19:41
                        artus1231 napisał:
                        > Frywolna, jeśli chcesz naprawdę wejść w NPR i przy tym nie mieć skutku
                        > ubocznego w postaci ciągłych frustracji do kwadratu (bo małżeństwo to
                        para :),
                        > maż jedno wyjście:
                        > tak jak wypowiadające się dziewczyny zmienić z mężem podejście do seksu -
                        > zacząć go traktować jako coś mało istotnego w związku, jeden z wielu
                        > przeróżnych sposobów okazywania sobie miłości i to wcale nie najważniejszy.
                        > Gdy już się od tego (okropnego w gruncie rzeczy :) seksu uwolnisz,
                        doświadczysz
                        >
                        > błogosławieństwa NPR-u i czasu wstrzemięźliwości. Dopiero wtedy będziecie tak
                        > naprawdę naprawdę wolnymi ludźmi :)

                        Ej, Artus, my jakoś podejścia do seksu nie zmieniliśmy i bynajmniej nie
                        traktujemy go jako mało istotny dla nas. Czas wstrzemięźliwości to nigdy nie
                        był łatwy czas, ale albo rybki albo akwarium :-) Problem raczej jest w tym, że
                        jeżeli coś wybieramy - tu npr, to trzeba być konsekwentnym i nie utrudniać
                        sobie życia tu: czasu płodnego. Też należę do młodych małżonek (choć ze stażem
                        dłuższym niż frywolna + lata obserwacji, więc dlatego mi łatwiej), więc
                        powinnam nic tylko narzekać. Nie powiem, że było to proste pokonać swoje
                        hormony :-) ale motywacja robi swoje :-) Nie sądzę też, że wyjściem jest uzycie
                        prezerwatywy w czasie płodnym, bo to jest rosyjska ruletka z dużą szansą
                        trafienia.
                        • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 17.02.05, 10:44
                          artus1231 napisał:
                          > Frywolna, jeśli chcesz naprawdę wejść w NPR i przy tym nie mieć skutku
                          > ubocznego w postaci ciągłych frustracji do kwadratu (bo małżeństwo to
                          para :),
                          > maż jedno wyjście:
                          > tak jak wypowiadające się dziewczyny zmienić z mężem podejście do seksu -
                          > zacząć go traktować jako coś mało istotnego w związku, jeden z wielu
                          > przeróżnych sposobów okazywania sobie miłości i to wcale nie najważniejszy.
                          > Gdy już się od tego (okropnego w gruncie rzeczy :) seksu uwolnisz,
                          doświadczysz
                          >
                          > błogosławieństwa NPR-u i czasu wstrzemięźliwości. Dopiero wtedy będziecie tak
                          > naprawdę naprawdę wolnymi ludźmi :)

                          No dobra, Artus - zamieniłeś się z żoną podejściem do seksu. Jesteś zatem
                          wolnym człowiekiem, wiesz, że seks nie jest najważniejszy, doświadczasz
                          błogosławieństwa NPR i czasu wstrzęmięźliwości. No super.

                          Ale jak teraz czuje się Twoja piękniejsza połowa, miotana namiętnościami,
                          sfrustrowana do kwadratu, uzależniona od tego okropnego seksu?
                          Nienajlepiej wyszła na tej zamianie...
                          ;-)

                          Do kitu ta Twoja rada.

                          Fiamma Ci ładnie napisała - jeśli coś wybieramy (a wybieramy, bo to dla nas
                          dobre), to bądźmy w tym konsekwentni. Nie utrudniajmy sobie życia.
                          NPR ma i plusy i minusy. Ty chcesz samych plusów... wątpię, czy tak się da.
                          Pozdrawiam.
                          • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 17.02.05, 11:06
                            > Do kitu ta Twoja rada.
                            Wiem, że to do artusa, jednak pozwolę sobie:
                            Przecież taką właśnie radę uslyszałoby się od "teoretyków" npr! Artus ujął to
                            we własne słowa, ale sens jest zachowany! Nie wyczuwasz w tym przekąsu?

                            >jeśli coś wybieramy (a wybieramy, bo to dla nas
                            > dobre), to bądźmy w tym konsekwentni. Nie utrudniajmy sobie życia.
                            > NPR ma i plusy i minusy.

                            Anulka podsumowała już kiedyś plusy i minusy (jeden minus!) npr. Rzecz w tym,
                            że dążymy do ułatwienia sobie życia, a zatem - do minimalizowania minusów (cóż
                            za fraza! ;)) ). W tej sytuacji akurat można bez szkody dla plusów radzić sobie
                            różnymi sposobami. Oczywiście, nie będzie to npr w czystej postaci (już mi to
                            wykazano - i przyjmuję to), ale coś, co nie kłóci się z nim i nie przeszkadza.
                            A nikt przecież nie mówi, że to musi być NPR. (No, chyba że musi - wtedy
                            pozostaje "rada artusa" ;) ).
                            Pozdrawiam
                • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 18:04
                  anulka37 napisała:

                  > jeśli jest prawidłowo użyta,nie pęknie i nie zsunie się to tak;ale jeśli
                  zawied
                  > zie to da się zauważyć i można jeszcze zareagować;
                  > dlaczego sarkazm-przytaczam korzyści,które wyczytałam na stronie o NPR.
                  > A czego można NPR-kom zazdrościć?

                  To napisz, jak prawidłowo uzywac, by nie pękła- taki sposób na 100%, że nie
                  peknie. Chętnie się czegoś nauczę.
                  A jak mozna zareagować, gdy jednak pęknie? Jak nasze babcie (irygacje?)czy może
                  Postinor??? Jesli ktoś stosuje NPR, to Postinor odpada- nawet, jesli motywacje
                  do stosowania NPRu nie wynikały z nauki KK. Chyba że owa reakcja miałaby
                  polegać na I wizycie "ciążowe" u lekarza- tu sie zgadzam
              • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 15.02.05, 21:15
                > Która ma niesamowitą skuteczność, prawda?
                Skutecznośc nie jest czymś dokładnie podawanym, tylko zawsze od-do.
                Najważniejsze w skuteczności jest prawidłowe stosowanie. A z pewnością łatwiej
                zastosować prawidłowo prezerwatywę, niż wszystkie zalecenia npr.
                • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 12:57
                  toya3 napisała:

                  > Skutecznośc nie jest czymś dokładnie podawanym, tylko zawsze od-do.

                  A jaka jest skuteczność prezerwatywy w okresie potencjalnej płodności? Bo
                  przeciez bez sensu stosowac ją w okresie przed czy po owulacji, no nie?
                  I kiedy będzie wynik "od", a kiedy "do"- tzn. jakie czynniki na to wpływają?

                  > Najważniejsze w skuteczności jest prawidłowe stosowanie.

                  Czy peknięcia prezerwatywy są wynikiem nieprawidłowego stosowania? Czy do
                  peknięcia dochodzi, bo np. kobieta ma ostre ścianki pochwy czy facet zbyt
                  ostry "kolec", a może dlatego, że wystarczającego miejsca dla nasionek nie
                  zostawili? Przecież prezerwatywa- nadmuchana- zwieksza kilkakrotnie swoją
                  objętośc i nie peka, więc te 2-3-4 ml nasienia wybuchu spowodować nie mogą.

                  A z pewnością łatwiej
                  > zastosować prawidłowo prezerwatywę, niż wszystkie zalecenia npr.

                  Nie sądze, ale upierac się nie będę. Natomiast mnie interesuje jedna kwestia:
                  jeśli współżyjąc w okresie "niezbyt płodnym" czy wątpliwym ,ale nie podczas
                  wysokiej płodności (ciekawe, jak to odróżnić?) z użyciem prezerwatywy i mimo to
                  wpadniesz, to która z metod ponosi za to winę, która okazała się nieskuteczna?
                  NPR, który nie zakłada współżycia w okresie płodności, czy prezerwatywa, która
                  ma- według Ciebie - dodatkowo "zabezpieczać", podwyższać skuteczność NPRu?
                  I najwazniejsze- byc może: jaką metodę wybrac dla siebie po porodzie? Tabletki
                  i wkładki? A może globulki, mające jeszcze niższy wskaźnik skuteczności niz
                  prezerwatywy? A może nadal ufać gumie?
                  • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 20:29
                    Jak ci tak ciągle te prezerwatywy pękają (a może kolejna obsesja?), to chyba
                    powinnaś zmienić markę i miejsce zakupu (hipermarket - apteka)?
                    Mi nie pękają ;)

                    > I najwazniejsze- byc może: jaką metodę wybrac dla siebie po porodzie?
                    > Tabletki
                    > i wkładki? A może globulki, mające jeszcze niższy wskaźnik skuteczności niz
                    > prezerwatywy? A może nadal ufać gumie?

                    O NPR zapomniałaś? przecież to najlepsza metoda, prawda?
                    • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 22:36
                      Proszę Cię: odpowiedz na moje pytania, chociaz raz postaraj się odpowiedzieć
                      wprost na każde- żeby nikogo nie wprowadzic w błąd (tak o to dbasz przecież).

                      toya3 napisała:

                      > Jak ci tak ciągle te prezerwatywy pękają (a może kolejna obsesja?), to chyba
                      > powinnaś zmienić markę i miejsce zakupu (hipermarket - apteka)?
                      > Mi nie pękają ;)

                      A gdzie napisałam, że to ja stosuję??? Przeciez to przykład czysto teoretyczny-
                      lubisz takie, sama w tym celujesz. Poza tym - sama Anulka sugerowała, że jak
                      pęknie, to jest czas, żeby zareagować. Więc jednak pękać muszą.
                      >
                      > > I najwazniejsze- byc może: jaką metodę wybrac dla siebie po porodzie?
                      > > Tabletki
                      > > i wkładki? A może globulki, mające jeszcze niższy wskaźnik skuteczności n
                      > iz
                      > > prezerwatywy? A może nadal ufać gumie?
                      >
                      > O NPR zapomniałaś? przecież to najlepsza metoda, prawda?

                      Odpowiedz na moje pytania. Sformułowałam je prosto, zwięźle, nawet Ty nie
                      powinnaś mieć z nimi problemu.
                      koro proponujesz i zachwalasz pod niebiosa metodę nowatorską NPR z gumeczka, to
                      oczekuję jasnych odpowiedzi na pytania, które się z tą metodą wiążą.
                      • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 23:06
                        Obsesja nr 2: pękające prezerwatywy (jako przykład teoretyczny)

                        >- sama Anulka sugerowała, że jak
                        > pęknie, to jest czas, żeby zareagować. Więc jednak pękać muszą.

                        Logika! JAK pęknie, TO jest czas - nie wynika z tego bynajmniej, że pękać
                        muszą. Ale ty i tak wiesz, że muszą - patrz obsesja nr 2.
                        Anulka też mogła podać przykład teoretyczny.

                        > > O NPR zapomniałaś? przecież to najlepsza metoda, prawda?
                        j.w.

                        >koro proponujesz i zachwalasz pod niebiosa metodę nowatorską NPR z gumeczka

                        Nie proponuję i nie zachwalam. Odpowiadam na pytanie w temacie.
                        Nowatorska nie jest, zapewniam.
                        • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 23:55
                          Czemu nie odpowiadasz na moje pytania? Jednak za trudne? Podziel się z nami
                          swoja wiedzą i doświadczeniem- nie trzymaj wszystkiego dla siebie, jak juz tu
                          jesteś. Może skorzystamy na tym.
                          >
                          Logika! JAK pęknie, TO jest czas - nie wynika z tego bynajmniej, że pękać
                          > muszą.

                          LOGIKA! Ale z tego wynika, ze MOGĄ pękać.

                          >Ale ty i tak wiesz, że muszą.

                          Kłopoty ze zrozumieniem tekstu czytanego? Znowu? Zacytuj, gdzie napisałam, że
                          wszystkie prezerwatywy pękają.
                          No i czekam na odpowiedzi na moje pytania. Chyba, że Cię to przerasta.
                          • toya3 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 17.02.05, 00:07
                            >> Logika! JAK pęknie, TO jest czas - nie wynika z tego bynajmniej, że pękać
                            > > muszą.
                            >
                            > LOGIKA! Ale z tego wynika, ze MOGĄ pękać.
                            To napisałas dopiero teraz. w dodatku nie zamieściłaś swego poprzedniego
                            tekstu, kluczowego w tym wypadku:

                            >>Więc jednak pękać muszą.

                            to twoje słowa, prawda? Więc albo muszą, albo mogą, zdecyduj się.

                            > Czemu nie odpowiadasz na moje pytania? Jednak za trudne? Podziel się z nami
                            > swoja wiedzą i doświadczeniem- nie trzymaj wszystkiego dla siebie, jak juz tu
                            > jesteś
                            Wiesz, od dzielenia się wiedzą (cudzą w dodatku) i pouczania to ty tu jesteś.
                            Przypomnę ci, że pojawiłam się na tym forum z problemem, a nie z naukami.
                            I nie widzę powodu, żebym akurat tobie miała odpowiadać na jakieś pytania.
                      • lillavati Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 23:28
                        Oj, Burczykowa... Nie jestem Toya, wiem, ale nie krzycz na mnie. Ja właśnie
                        jestem po porodzie i jest mi trudno. Śluz jest przez cały czas, czasem płodny
                        (tak mi się wydaje), czasem nie. Więc gdy jest płodny i 3 dni po - abstynencja,
                        w innym czasie prezerwatywa daje mi pewien komfort psychiczny.
                        PS. dzięki za namiary na nauczycieli NPR
                        • burczykowa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 23:47
                          lilavati! Jakżebym smiała na Ciebie krzysczeć! A za co? Ja tu tylko gościem
                          jestem.
                          Jak jesteś po porodzie i masz spore trudności ze śluzem to sprawdź u lekarza,
                          czy nie masz jakiej nadżerki.
                          Co do stosowania prezerwatywy- toż to wybór osobisty. Tylko toya chce nas
                          przekonac, że to jedyna słuszna metoda postepowania, więc proszę konkretne
                          odpowiedzi na moje pytania, a ona-nie. I jak z nią dyskutować? Jest sens? Nie
                          ma w ogóle.
      • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 07:39
        > Mnie mniej zależało na npr, to mój mąz jest "ortodoksyjny", ale może
        > rzeczywiście poiwnniśmy rozwarzyć npr raz jeszcze...?

        Może i tak.
        NPR to metody, które mogą dać małżeństwu wiele dobrego, ale tylko wtedy, kiedy
        to jest wolny wybór. Jeśli jest to decyzja podjęta pod jakąś presją - NPR może
        się stać męczącym ograniczeniem.

        Rozmawiajcie. Mówcie o swoich obawach, pragnieniach. Ustalcie, co dla Was
        ważne, co najważniejsze. Z jednej strony ciężar abstynencji, z drugiej
        konflikty sumienia... trudne... ale w życiu nieczęsto trafiają się łatwe wybory.

        Pozdrawiam (i trzymam kciuki za NPRem - naprawdę warto)

            • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 16.02.05, 21:32
              an_ni napisała:

              > powodzenia!!!
              > nie ma sie co meczyc
              > mlodzi jestescie to cieszcie sie z seksu a nie z wyliczanek

              Z tego co tu piszesz jasno wynika, ze o NPR nie masz zielonego pojęcia. Po co
              więc zabierasz głos w sprawach na których się nie znasz?
              • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 17.02.05, 09:29
                An_ni ma pojęcie - wie np., że wszystkie NPR-ki mają okres płodny w czasie
                świąt BN (nie ma już tego wątku). Wie też, że NPR ma jakiś związek z seksem.

                Ciekawe, jakie zależności dostrzega między:
                - przeżywaniem radości z tegoż,
                - umiejętnością liczenia,
                - wiekiem -
                - i co ją w tym wszystkim najbardziej męczy?


                  • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 17.02.05, 12:46
                    An_ni a kto Ci proponuje ideologiczne dyskusje?

                    JA?

                    Ja właśnie jestem NPRką nieideologiczną - stosuję met. ob.-ter., bo przemysł
                    nic lepszego nie moze mi zaoferować!

                    Jeśli masz jakieś pytania w sprawie NPR(ale bez ironizowania), to chętnie Ci
                    odpowiem (bez ironizowania). Najchętniej w nowym wątku.
                    :-)
            • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 17.02.05, 12:41
              an_ni napisała:

              > jak widzisz frywolna jest mnie zajadla i mi odpowiedziala ! ucz sie!

              Ja tylko zapytałam co cię to obchodzi - innymi słowy zarzuciłam Ci niezdrową
              ciekawość.
              A co robi frywolna to sprawa frywolnej.

              Jeśli gość wchodzi do cudzego mieszkania nie wytarłszy uprzednio zabłoconych
              butów, to jeden gospodarz zwróci mu (mniej lub bardziej delikatnie) uwagę, a
              inny będzie udawać, że nie widzi brudnych śladów na jasnym dywanie.
              Niezależnie jednak od tego jak się zachowa gospodarz - wchodzenie w brudnych
              butach mówi wiele o kindersztubie gościa.
    • gosiaz75 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 18.02.05, 23:26
      Myślę że największym problemem w NPR nie jest sam fakt wstrzemięźliwości - w
      końcu niejednokrotnie w życiu człowiek musi rezygnować z czegoś, na co ma w
      danym momencie ochotę. Jednak w NPR (jeżeli unikamy poczęcia), kobieta ZAWSZE
      musi rezygnować z seksu wtedy, kiedy najbardziej tego pragnie, kiedy
      fizjologicznie i psychicznie jest na to najbardziej gotowa, kiedy sprawiłoby to
      jej najwięcej radości i dało największe spełnienie! Piszę "kobieta", bo to
      kobieta cyklicznie tego doświadcza, oczywiście dotyka to także jej partnera.
      Anusia29 napisała, że dwa dni potem to już nie to samo ("a jak już mozna to
      czasem mnie się już nie chce") i niestety muszę się zgodzić. Tak więc za tą
      osławioną naturalnością NPR-u kryje się coś bynajmniej nie naturalnego - trudno
      przecież nazwać naturalnym unikanie współżycia akurat w czasie największej na
      to gotowości psycho-fizycznej, a podejmowanie współżycia, kiedy owa naturalna
      gotowość zanika. To raczej gwałt na naturze (zwłaszcza naturze kobiety),i co
      gorsza permamentne pozbawianie jej możliwości najbardziej spełniającego seksu.
      Im dłużej stosuję NPR, tym bardziej to do mnie dociera i tym bardziej mi się ta
      idea nie podoba. Ale najgorsze jest to, że nie widzę wyjścia z tej sytuacji!
      Poprzezknieje sugeruje seks oralny. "wspolzycie nie jest jedyna formą
      zaspokajania popedu seksualnego we dwoje". Nie wiem jak Wy, ale ja kiedy mam
      dni płodne, to nie nie marzę tylko o zaspokojeniu popędu (orgazmie?)(bo tu
      faktycznie seks oralny bybłby rozwiązaniem), tylko o tym, żeby mój ukochany
      mnie wypełnił, żeby znalazł się we mnie choć na chwilę, (nagi, a nie w gumowym
      skafandrze), bo właśnie wtedy najbardziej pragnę być z nim połączona. Uczucie
      jest niesamowite (samo połączenie daje rozkosz), zwłaszcza w porównaniu ze
      współżyciem w dni niepłodne. I tego tak niesamowicie spełniającego uczucia
      kobieta zostaje pozbawiona dzięki NPR...
      A wracając do pytania głównego: jak sobie radzić z abstynencją? Myślę, że
      jeżeli się rzeczywiście chce i wierzy w słuszność tej abstynencji (typu
      umacnianie więzi itd), to już połowa sukcesu. Umysł ma wielką siłę i przy
      odpowiedniej z nim współpracy (odsyłam do szeregu książek o rozwoju duchowym,
      technikach pracy nad podświadomością - wizualizacje, airmacje, medytacje itp.)
      da się zapanować nawet nad popędem seksualnym.
      Gorzej jednak, kiedy wcale nie jesteśmy przekonani o zbawiennym i umacniającym
      działaniu wstrzemiężliwości akurat w dni płodne. Ja widzę,że im dłużej
      stosujemy NPR, tym bardziej tej wstrzemięźliwości nie akceptuję. Skutek jest
      taki, że coraz częściej i poważniej naginamy zasady - maxymalnie skróciliśmy
      fazę płodności a i w okresie płodnym zdarza nam się zaszaleć: połączyć choć na
      chwilę...(czyli nic innego jak -strasznie to zabrzmi- stosunek przerywany,
      wiem, wiem to już totalna głupota, grozi nerwicą, nie mówiąc już o ciąży...) No
      ale takie są fakty i szczerze mówiąc nie żałuję tego, choć oczywiście nie
      polecam tym, którzy absolutnie nie chcą mieć w danym momencie dzieci. Ale z
      drugiej strony, mając światopogląd duchowy, nie można zapomnieć że jeżeli Bóg
      zechce dać nam dziecko to "wciśnie nam je" nawet 4-go dnia po skoku temp., czy
      8 dni przed owulacją...jeśli taka będzie Jego wola. I odwrotnie - na nic nasze
      starania (o dziecko), na nic nasze plany, jeśli Bóg ma inne. Więc, jeżeli ktoś
      jest wierzący - może warto nabrać trochę dystansu do tego całego unikania i
      planowania, czy tego lęku przed ciążą - nie wystarczy plemnik i komórka jajowa,
      by powstało życie. Amen ;)






      • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 19.02.05, 10:14

        > Jednak w NPR (jeżeli unikamy poczęcia), kobieta ZAWSZE
        > musi rezygnować z seksu wtedy, kiedy najbardziej tego pragnie, kiedy
        > fizjologicznie i psychicznie jest na to najbardziej gotowa, kiedy sprawiłoby
        > to jej najwięcej radości i dało największe spełnienie! Piszę "kobieta", bo
        to
        > kobieta cyklicznie tego doświadcza, oczywiście dotyka to także jej partnera.
        > Anusia29 napisała, że dwa dni potem to już nie to samo ("a jak już mozna to
        > czasem mnie się już nie chce") i niestety muszę się zgodzić.

        Gosiu - najsilniejsze libido w okresie płodnym nie jest jakimś obowiązującym
        wzorcem - ja tego tak nie odczuwam (i nie jestem takim znów wyjątkiem, o czym
        przekonałam się na tym forum i w kilku innych miejscach).


        > faktycznie seks oralny bybłby rozwiązaniem), tylko o tym, żeby mój ukochany
        > mnie wypełnił, żeby znalazł się we mnie choć na chwilę, (nagi, a nie w
        gumowym
        > skafandrze), bo właśnie wtedy najbardziej pragnę być z nim połączona. Uczucie
        Uczucie
        > jest niesamowite (samo połączenie daje rozkosz), zwłaszcza w porównaniu ze
        > współżyciem w dni niepłodne. I tego tak niesamowicie spełniającego uczucia
        > kobieta zostaje pozbawiona dzięki NPR...

        Zauważ, że tego uczucia nie doświadczysz także z prezerwatywą. Nie doświadczysz
        go rónież z pigułką, bo wtedy z zasady nie ma okresu płodnego. Trochę
        demonizujesz NPR.

        To, jak kierujemy swoją płodnością jest naszym własnym wyborem. NIkt nikogo nie
        zmusza do stosowania tego, czy owego. Jeżeli NPR Cię męczy, nie ma powodu, by w
        nim tkwić.

        Pozdrawiam.





        • zxcvbn1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 19.02.05, 12:01
          > Gosiu - najsilniejsze libido w okresie płodnym nie jest jakimś obowiązującym
          > wzorcem - ja tego tak nie odczuwam (i nie jestem takim znów wyjątkiem, o czym
          > przekonałam się na tym forum i w kilku innych miejscach).

          Nie jest wzorcem. Ja mam tego pecha, że podpadam pod ten wzorzec i pod
          większością postu gosi mogłabym się podpisać - pomijając szczególnie zdania o
          stosunku przerywanym i czytaniu publikacji piorących mózg.

          Więc dołączam się do chóru poprzezknieje - brawo gosia!

          > Zauważ, że tego uczucia nie doświadczysz także z prezerwatywą. Nie
          > doświadczysz go rónież z pigułką, bo wtedy z zasady nie ma okresu płodnego.
          > Trochę demonizujesz NPR.

          Czy z pigułką go nie doświadczę, to kwestia sporna - już kiedyś o tym pisałam,
          przytaczając cytat prof. Starowicza. Nie próbowałam, więc nie wiem, czy
          doświadczę. Ale stosując NPR też nie doświadczam. Mało tego - męczę się
          niesamowicie, starając sie w sobie zabić te pragnienia. A gdy tylko pragnienia
          umierają śmiercią naturalną - wszystko już wolno. No to może lepiej by było
          zabić te pragnienia pigułką, o ile ona rzeczywiście je zabija? Skoro i tak nie
          mogę pragneń spełnić i tak, to chyba lepiej, żeby ich wcale nie było? Szlag mnie
          trafia, gdy jestem w okresie płodnym i czytam, że powinniśmy ten czas poświęcić
          na okazywanie sobie czułości w inny sposób. W tym okresie każda czułość w każdy
          sposób dokłada cegiełkę do nerwicy!

          > To, jak kierujemy swoją płodnością jest naszym własnym wyborem. NIkt nikogo
          > nie zmusza do stosowania tego, czy owego. Jeżeli NPR Cię męczy, nie ma powodu,
          > by w nim tkwić.

          Tak banalnie to ujęłaś, że aż nie do końca zgodnie z prawdą. Pomijając to, że
          niektóre instytucje zmuszają do stosowania NPR, rodzinę planuje się zwykle
          parami i to może być wystarczający powód do tego, żeby w czymś tkwić.

          Pozdrawiam.
          • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 19.02.05, 12:16
            > doświadczę. Ale stosując NPR też nie doświadczam. Mało tego - męczę się
            > niesamowicie, starając sie w sobie zabić te pragnienia. A gdy tylko pragnienia
            > umierają śmiercią naturalną - wszystko już wolno. No to może lepiej by było
            > zabić te pragnienia pigułką, o ile ona rzeczywiście je zabija? Skoro i tak nie
            > mogę pragneń spełnić i tak, to chyba lepiej, żeby ich wcale nie było? Szlag
            mnie trafia, gdy jestem w okresie płodnym i czytam, że powinniśmy ten czas
            poświęcić na okazywanie sobie czułości w inny sposób. W tym okresie każda
            czułość w każdy sposób dokłada cegiełkę do nerwicy!


            Naprawdę serdecznie Ci współczuję, ale czy to jest wina NPR? To jest taka
            metoda, ktora zakłada brak współżycia w okresie płodnym, jeśli nie chce się
            dziecka. Mnie ona odpowiada, więc stosuję i chwalę. Ty się w niej męczysz (jak
            piszesz - masz ku temu powody), ale to nie powód, żeby się obrażać na samą
            metodę!

            Nie wchodzę w wątki ideologiczne, bo to nie moja działka. Nie wiem jednak, co
            lepsze - zaspokojone potrzeby i niespokojne sumienie, czy to, czego
            doświadczasz teraz. Sama nie wiem, co bym wybrała.

            Trzymaj się.
            • zxcvbn1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 19.02.05, 15:30
              > Naprawdę serdecznie Ci współczuję, ale czy to jest wina NPR?

              Nie, nie jest to wina NPR. Nie jest winą dymu z papierosów, że kogoś boli od
              niego głowa. Nie jest winą cukierka, że kogoś boli ząb po jego zjedzeniu. Nie
              jest winą kubka, że kogoś drażni jego kolor. Analogicznie trudno mówić o winie
              prezerwatywy, jeśli ktoś ma uczulenie na gumę ;o. Załóżmy więc, że to moja wina,
              bo stosuję NPR - sama jestem sobie winna :/.

              > Ty się w niej męczysz (jak
              > piszesz - masz ku temu powody), ale to nie powód, żeby się obrażać na samą
              > metodę!

              To nie jest takie proste. Gdy dziecko nie lubi owsianki, a matka mu ją wciska,
              bo owsianka jest zdrowa, to choćby to dziecko za przeproszeniem rzygało
              owsianką, to matkę będzie kochać i szanować, a do owsianki będzie czuło wstęt.
              • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 19.02.05, 16:46
                > Nie, nie jest to wina NPR. Nie jest winą dymu z papierosów, że kogoś boli od
                > niego głowa. Nie jest winą cukierka, że kogoś boli ząb po jego zjedzeniu. Nie
                > jest winą kubka, że kogoś drażni jego kolor. Analogicznie trudno mówić o winie
                > prezerwatywy, jeśli ktoś ma uczulenie na gumę

                Słuszny wniosek. Ale dalej już nie rozumiem - do kogo masz pretensje, że NPR Ci
                nie pasuje: do Ogino i Knausa? Do Rotzera? Do Billingsa?

                Czego Ty właściwie chcesz?
                • zxcvbn1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 19.02.05, 21:42
                  > Słuszny wniosek. Ale dalej już nie rozumiem - do kogo masz pretensje, że NPR Ci
                  > nie pasuje: do Ogino i Knausa? Do Rotzera? Do Billingsa?

                  Nie mam do nich pretensji! Stworzyli metody, które pozwalają niektórym osiągać
                  szczęście. I dobrze.
              • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 20.02.05, 10:34
                zxcvbn1 napisała:

                > > Naprawdę serdecznie Ci współczuję, ale czy to jest wina NPR?
                >
                > Nie, nie jest to wina NPR. Nie jest winą dymu z papierosów, że kogoś boli od
                > niego głowa.

                No jak to nie jest?
                Przecież nawet "Minister Zdrowia Ostrzega...." Papierosy są szkodliwe same w
                sobie. Chociaż oczywiście największą winę zaciąga palacz, ale nijak to się ma do NPR

                > Nie jest winą cukierka, że kogoś boli ząb po jego zjedzeniu.

                Jest głupotą jedzącego, że nie idzie do dentysty, tylko opycha się cukierkami.

                > Nie
                > jest winą kubka, że kogoś drażni jego kolor.

                W imię czego mam się umartwiać i używać kubka, którego nie lubię? Lepiej oddać
                komuś, kto uwielbia takie kolory.

                > Analogicznie trudno mówić o winie
                > prezerwatywy, jeśli ktoś ma uczulenie na gumę ;o.

                Najwyżej o głupocie tego, kto używa, mimo, że wie iż mu szkodzi.

                Wszystkie jednak Twoje przykłady nijak się mają do NPR. NPR nie szkodzi zdrowiu.
                Napiszesz zaraz, że szkodzi małżeństwu. Wiele zależy od motywacji. Małżeństwo
                jest też zadaniem, a nie płynięciem z nurtem i pozwalaniem, by miotały nami
                fale. Od siebie też trzeba trochę wymagać, a "co kogos nie zabije, to go
                wzmocni" Problem gosi jest na pewno bolesny, ale jest to coś przez co trzeba
                przejść we dwoje. Myślę, że zaufanie Bogu dużo tu pomaga, dlatego NPR łatwiej
                stosować z motywacją religijną (zaufaniem Bogu moze byc też "rzucenie się na
                siebie" w okresie płodnym z dopuszczeniem możliwości, że jeśli Bóg uważa, iż
                potrzebne nam jest teraz dziecko, to widać ma w tym swój plan.)

                > Załóżmy więc, że to moja wina
                > ,
                > bo stosuję NPR - sama jestem sobie winna :/.

                Winna, że co?
                >
                >
                > To nie jest takie proste. Gdy dziecko nie lubi owsianki, a matka mu ją wciska,
                > bo owsianka jest zdrowa, to choćby to dziecko za przeproszeniem rzygało
                > owsianką, to matkę będzie kochać i szanować, a do owsianki będzie czuło wstęt.

                Jest dokładnie odwrotnie. Dziecko chciałoby się obżerać owsianką, a matka mówi
                "dziś nie, chyba, że chcesz być bardzo gruby"
                • zxcvbn1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 20.02.05, 15:44
                  > sobie. Chociaż oczywiście największą winę zaciąga palacz, ale nijak to się ma d
                  > o NPR

                  I o to mi chodziło - że największą winę zaciąga palacz. Papierosy szkodzą, ale
                  to tylko przedmiot, a trudno winę zwalać na przedmiot.

                  > > Nie jest winą cukierka, że kogoś boli ząb po jego zjedzeniu.
                  >
                  > Jest głupotą jedzącego, że nie idzie do dentysty, tylko opycha się cukierkami.

                  Zgadzam się.

                  > > Nie
                  > > jest winą kubka, że kogoś drażni jego kolor.
                  >
                  > W imię czego mam się umartwiać i używać kubka, którego nie lubię? Lepiej oddać
                  > komuś, kto uwielbia takie kolory.

                  A co, jeśli dostałaś kubek w prezencie? Też oddasz? Jeśli dostałaś kubek od
                  ukochanego męża to też oddasz komuś? Nie jest ważne, że zrobisz mu przykrość?

                  > > Analogicznie trudno mówić o winie
                  > > prezerwatywy, jeśli ktoś ma uczulenie na gumę ;o.
                  >
                  > Najwyżej o głupocie tego, kto używa, mimo, że wie iż mu szkodzi.

                  Dokładnie tak.

                  > Wszystkie jednak Twoje przykłady nijak się mają do NPR.

                  Swoimi przykładami chciałam pokazać, że rozumiem, że nie jest winą NPRu, że mnie
                  męczy zamiast cieszyć. I tylko tyle.

                  > > Załóżmy więc, że to moja wina
                  > > ,
                  > > bo stosuję NPR - sama jestem sobie winna :/.
                  >
                  > Winna, że co?

                  Winna swojemu cierpieniu. Bo je sobie zadaję stosując coś, co się do tego
                  cierpienia przyczynia. To tak jak z cukierkiem, papierosem czy prezerwatywą.
                  No przecież nie Ogino czy Billings są winni :).

                  > > To nie jest takie proste. Gdy dziecko nie lubi owsianki, a matka mu ją wc
                  > iska,
                  > > bo owsianka jest zdrowa, to choćby to dziecko za przeproszeniem rzygało
                  > > owsianką, to matkę będzie kochać i szanować, a do owsianki będzie czuło w
                  > stęt.

                  Tym przykładem chciałam pokazać, że czasami się cierpi używając czegoś / jedząc
                  coś / stosując coś. A jednak trudno się za to obrazić na kogoś, kto ma znaczący
                  wpływ na to, że się to coś używa/je/stosuje, szczególnie, jeśli się tego kogoś
                  kocha i szanuje. Niemniej jednak trudno też uniknąć uczucia
                  odrzucenia/wstrętu/niechęci do tego czegoś. I tyle.

                  > Jest dokładnie odwrotnie. Dziecko chciałoby się obżerać owsianką, a matka mówi
                  > "dziś nie, chyba, że chcesz być bardzo gruby"

                  To co innego. Ale skoro już poruszasz ten aspekt, to może po prostu dziecko
                  chciałoby jeść owiankę wtedy, gdy jest głodne, a nie wtedy, gdy ma problemy
                  żołądkowe i ostatnie, na co ma ochotę, to jedzenie owsianki?
                  • genepis Re: abstynencja - jak sobie radzić? 20.02.05, 20:13
                    zxcvbn1 napisała:

                    > > W imię czego mam się umartwiać i używać kubka, którego nie lubię? Lepiej
                    > oddać
                    > > komuś, kto uwielbia takie kolory.
                    >
                    > A co, jeśli dostałaś kubek w prezencie? Też oddasz? Jeśli dostałaś kubek od
                    > ukochanego męża to też oddasz komuś? Nie jest ważne, że zrobisz mu przykrość?

                    No tu masz rację. Nie oddam. Chociaż zdarzyło mi się polubić rzeczy, które same
                    w sobie mi się nie podobały tylko dlatego, że jakoś wiązały się z ukochaną osobą.
                    Więc tu działa też i w druga stronę - to jest to, co pisałam o motywacji. I
                    chyba zamia, czy mimooza (a może grrw?) tez coś takiego pisały - że po pewnym
                    czasie kobiecie zaczyna się kojarzyć - skok temperaturki mniam! juz niedługo
                    będzie przytulanko. I czeka się, a apetyt rośnie...
                    >
                    > > Wszystkie jednak Twoje przykłady nijak się mają do NPR.
                    >
                    > Swoimi przykładami chciałam pokazać, że rozumiem, że nie jest winą NPRu, że mni
                    > e
                    > męczy zamiast cieszyć. I tylko tyle.

                    Życzę cierpliwości - długo już tak się męczysz?
                    >
                    > Tym przykładem chciałam pokazać, że czasami się cierpi używając czegoś / jedząc
                    > coś / stosując coś. A jednak trudno się za to obrazić na kogoś, kto ma znaczący
                    > wpływ na to, że się to coś używa/je/stosuje, szczególnie, jeśli się tego kogoś
                    > kocha i szanuje. Niemniej jednak trudno też uniknąć uczucia
                    > odrzucenia/wstrętu/niechęci do tego czegoś. I tyle.

                    Czy dobrze zrozumiałam? Twój problem polega na tym, ze gdy NPR daje zielone
                    światło to Ty czujesz wstręt do seksu? (Pytam poważnie, bez ironii)
                    >
                    > > Jest dokładnie odwrotnie. Dziecko chciałoby się obżerać owsianką, a matka
                    > mówi
                    > > "dziś nie, chyba, że chcesz być bardzo gruby"
                    >
                    > To co innego. Ale skoro już poruszasz ten aspekt, to może po prostu dziecko
                    > chciałoby jeść owiankę wtedy, gdy jest głodne, a nie wtedy, gdy ma problemy
                    > żołądkowe i ostatnie, na co ma ochotę, to jedzenie owsianki?

                    Ale te problemy wcale nie są problemami żołądkowymi, juz raczej nerwicowymi, a
                    owsianka jak była zdrowa, tak zdrowa pozostaje. Warto by poszukać prawdziwych
                    przyczyn niechęci do owsianki, gdy mama ją stawia na stole, a głodu owsianki,
                    gdy mama akurat gotuje kaszkę mannę z malinami.
                    • zxcvbn1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 22.02.05, 22:19
                      > Więc tu działa też i w druga stronę - to jest to, co pisałam o motywacji. I
                      > chyba zamia, czy mimooza (a może grrw?) tez coś takiego pisały - że po pewnym
                      > czasie kobiecie zaczyna się kojarzyć - skok temperaturki mniam! juz niedługo
                      > będzie przytulanko. I czeka się, a apetyt rośnie...

                      Pozostaje mi zazdrościć.

                      > Czy dobrze zrozumiałam? Twój problem polega na tym, ze gdy NPR daje zielone
                      > światło to Ty czujesz wstręt do seksu? (Pytam poważnie, bez ironii)

                      Nie, genepis, nie czuję wstrętu do seksu. Tracę na niego ochotę. Moje ciało
                      przestaje się tego domagać. Chce mi się płakać, a nie kochać. Często boli mnie
                      głowa, często mam kłopoty żołądkowe. Dotyk przestaje wywoływać dreszcze
                      przyjemności. Dopiero na kilka do kilkunastu godzin przed miesiączką wszystko
                      zaczyna się znów zmieniać na lepsze.

                      > Ale te problemy wcale nie są problemami żołądkowymi, juz raczej nerwicowymi, a
                      > owsianka jak była zdrowa, tak zdrowa pozostaje. Warto by poszukać prawdziwych
                      > przyczyn niechęci do owsianki, gdy mama ją stawia na stole, a głodu owsianki,
                      > gdy mama akurat gotuje kaszkę mannę z malinami.

                      W przypadku owsianki sprawa jest skomplikowana. W przypadku płodności akurat
                      prostsza - hormony...
                  • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 21.02.05, 15:31
                    zxcvbn1 - stosujesz NPR, bo tego chce Twój mąż. Ty jako dobra żona zrobisz
                    wszystko, by był szczęśliwy. To bardzo chwalebne. Pamiętaj jeszcze o tym:

                    - codziennie rano i wieczorem powtarzaj sobie "poświęcam się dla mojego męża,
                    bo go kocham i szanuję".
                    - jak idziesz z nim do łóżka dawaj mu do zrozumienia, ile Cię to kosztuje.
                    - pamiętaj, że NPR polega na umartwianiu się.
                    - jeśli przypadkiem współżycie w III fazie sprawi Ci przyjemność, pamiętaj, że
                    to wbrew naturze.
                    - czytaj nasze forum (a jeszcze lepiej inne fora) i wyłapuj wszystkie posty,
                    które eksponują niedogodności NPR.
                    - bądź wyczulona na wszelkie głosy, które ironizują wartości NPR
                    - utożsamiaj się z tymi osobami, które te poglądy głoszą.
                    - jeśli usłyszysz, że ktoś jest szczęśliwy z NPR, najlepiej z nim w ogóle nie
                    rozmawiaj.
                    - jeśli ktoś chwali NPR - nie wierz mu, przeszedł pranie mózgu.
                    - jeśli ktoś chce Ci coś doradzić - traktuj to jako atak.

                    To powinno wystarczyć. Wkrótce staniesz się szczęśliwą, spełnioną kobietą.

                    --------------

                    Dziewczyno - przepraszam za to, co napisałam,
                    ale
                    co Ty SOBIE ROBISZ?
                      • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 23.02.05, 19:35
                        > Zszokowało mnie lekko to, co napisałaś.
                        Taki miałam zamiar. Lekko zszokować i skłonić do refleksji. Jak długo można żyć
                        wbrew sobie samej?

                        > Może powiedz, CO MAM ROBIĆ?
                        Na pewno nie robić, tego, co wyżej (a tak mi wychodzi z lektury Twoich
                        wypowiedzi).
                        Naprawdę dobrze Ci życzę.

                        Trzymaj się.


                        • artus1231 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 24.02.05, 11:36
                          Zamio, masz rację, łatwo jest wpaść w cierpiętnictwo. Ale zapomniałaś o
                          podstawowej zadzie psychologicznej: by próbować skutecznie zmierzyć się z jakąś
                          trudnością, najpierw trzeba dobrze z niej zdać sobie sprawę. Zxcvbn1 ma realny
                          (a nie wydumany!) problem, a to oznacza, że ma p r a w o czuć się sfrustrowana,
                          wkurzona, wściekła, itd. "Życzliwe" głosy (nie mówię o Twoich, Zamio, postach! -
                          na które, przyznam, zawsze czekam :) typu: o czym ty dziewczyno mówisz; sama
                          sobie jesteś winna - na pewno nie pomagają, a tylko wkurzają i jeszcze bardziej
                          zniechęcają do NPR.

                          Przyszło mi do głowy porównanie, za które pewno mnie pobijecie, bo skala
                          zupełnie inna, ale prawa psychologiczne chyba te same: po stracie dziecka
                          rodzice mają prawo cierpieć (zob. forum: "Chore dziecko, strata dziecka").
                          • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 24.02.05, 14:08
                            Artusie, ja nie wątpię, że problem Zxcbn1 jest prawdziwy! Ma prawo czuć złość,
                            ma prawo do buntu i to robi!

                            Nie ma złych emocji.

                            Tylko, że to do niczego nie prowadzi.
                            To granie do własnej bramki. Matnia.
                            Czas coś zmienić. Kręcenie się w kółko tylko problem nasili.

                            Ja nie zapomniałam o zasadzie psychologii (o empatii). Zastosowałam inną -
                            postawiłam znak STOP.

                            Pozdrawiam :-)






                        • zxcvbn1 zamia1 24.02.05, 12:24
                          >Na pewno nie robić, tego, co wyżej (a tak mi wychodzi z lektury Twoich
                          >wypowiedzi).

                          >- codziennie rano i wieczorem powtarzaj sobie "poświęcam się dla mojego męża,
                          bo go kocham i szanuję".

                          Codziennie nie muszę, czasami muszę. Powiedz, jak ianczej radzić sobie z tym, że
                          ciało zachowuje się prawie dokładnie odwrotnie, niż "powinno, żeby być w zgodzie
                          z NPR".

                          >- jak idziesz z nim do łóżka dawaj mu do zrozumienia, ile Cię to kosztuje.

                          Tu przesadziłaś.

                          >- pamiętaj, że NPR polega na umartwianiu się.

                          Często polega. Powiedz, co zrobić, żeby nie polegało. Przeszczepić sobie
                          gruczoły produkujące hormony?

                          >- jeśli przypadkiem współżycie w III fazie sprawi Ci przyjemność, pamiętaj, że
                          to wbrew naturze.

                          Kiedyś raz współżycie w III fazie sprawiło mi bardzo dużą przyjemność. Przez
                          kilka godzin myślałam, że moja zasada upadła i byłam cała szczęśliwa. Kilka
                          godzin, czyli do czasu, gdy trochę niespodziewanie dostałam miesiączkę.

                          >- czytaj nasze forum (a jeszcze lepiej inne fora) i wyłapuj wszystkie posty,
                          które eksponują niedogodności NPR.

                          Wyłapuję posty z obu biegunów. I dyskutuję, jeśli są szczególnie bardzo bzdurne.

                          >- bądź wyczulona na wszelkie głosy, które ironizują wartości NPR
                          >- utożsamiaj się z tymi osobami, które te poglądy głoszą.

                          A Ty się nie utożsamiasz z osobami, które mają takie poglądy, jak Ty? Ludzie
                          często to robią. I między innymi stąd się biorą nie do końca uzasadnione
                          polowania na klony tam, gdzie ich akurat nie ma.

                          >- jeśli usłyszysz, że ktoś jest szczęśliwy z NPR, najlepiej z nim w ogóle nie
                          >rozmawiaj.

                          Rozmawiam z Tobą, rozmawiam z genepis, więc skąd ten zarzut?

                          >- jeśli ktoś chwali NPR - nie wierz mu, przeszedł pranie mózgu.

                          Nie, niekoczniecznie. Może NPR mu odpowiada. Chyba że ton wypowiedzi z mojego
                          punktu widzenia rzeczywiście wskazuje na pranie mózgu.

                          >- jeśli ktoś chce Ci coś doradzić - traktuj to jako atak.

                          Jeżeli ktoś rzeczywiście chce mi doradzić, traktuję to często jako zaproszenie
                          do dyskusji, o ile jest o czym dyskutować. Gdy z kolei ktoś wytyka mi rzekomo
                          nieodpowiedni kolor włosów itp., to inna sprawa ;).

                          > Może powiedz, CO MAM ROBIĆ?
                          > Na pewno nie robić, tego, co wyżej

                          zamia, proszę napisz, co robić.
                          • zamia1 Re: zamia1 24.02.05, 14:39
                            > zamia, proszę napisz, co robić.

                            Nie napiszę Ci, co TY masz robić. Napiszę Ci, co JA bym zrobiła.

                            Przegadałabym z mężem całą sprawę: "Męczę sie z NPR, robię to dla Ciebie, bo
                            Cię kocham, staram się, ale nie jestem szczęśliwa. Coś trzeba z tym zrobić."

                            To bardzo trudna rozmowa. Może być ciężko zabrać się do niej (z różnych
                            względów). Wnioski mogą być trudne do wyartykułowania. Ale myślę, że to
                            konieczne, by nie żyć w odrębnych światach.

                            Potem proponujemy rozwiązania - taka burza mózgów - wszystkie, nawet dziwne na
                            pozór pomysły. Być może - dziecko. Być może - choćby czasowe odejście od NPR.
                            Być może - rozbudowanie ars amandi. Być może castagnus. Nie wiem.

                            Potem wybieramy coś, co wydaje się nam najbardziej sensowne i na co oboje
                            możemy się zgodzić. Jakiś kompromis. Rozważamy (jak na szalkowej wadze) ile kto
                            straci, ile kto zyska. Małżeństwo to równorzędny układ, ciężary powinny być
                            rozłożone równo.

                            Tak postąpiłabym JA.
                            Nie ma sytuacji bez wyjścia.

                            Trzymaj się.

                            • refcio Re: zamia1 02.03.05, 16:52
                              Z całego serca życzę Wam bliźniaczego przychówku co roku! Może wtedy
                              przejrzycie na te zaćmione średniowieczem oczęta.
    • gosiaz75 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 20.02.05, 03:49
      poprzezknieje napisała
      "brawo gosia
      z zycia wziete
      poczekamy 10 lat jak wam nie bedzie w glowie ryzykowanie kolejnego poczecia..."

      Bez obawy - z pewnością nie będziemy tak ryzykować, kiedy na 100% nie będziemy
      chcieli mieć (więcej) dzieci. Zresztą kiedy tak będzie być może zmienimy
      metodę, tego jeszcze nie wiem. Natomiast teraz dzieci jeszcze nie mamy i w
      razie co nie będzie dramatu. Choć faktem jest, że wolelibyśmy jeszcze poczekać
      z decyzją o powiększeniu rodziny. Ale z drugiej strony jak tak patrzę dookoła
      to wydaje mi się, że gdyby wszyscy tak czekali na "właściwy moment" to ludzkość
      by wymarła ;)

      zamia1 napisała
      "Gosiu - najsilniejsze libido w okresie płodnym nie jest jakimś obowiązującym
      wzorcem - ja tego tak nie odczuwam (i nie jestem takim znów wyjątkiem, o czym
      przekonałam się na tym forum i w kilku innych miejscach)".

      No to tylko pozazdrościć! Gdybym tak miała, problem ze wstrzemięźliwością
      przestałby istnieć.

      zamia1:
      "Zauważ, że tego uczucia nie doświadczysz także z prezerwatywą. Nie
      doświadczysz go rónież z pigułką, bo wtedy z zasady nie ma okresu płodnego.
      Trochę demonizujesz NPR"
      zxcvbn1:
      "Ale stosując NPR też nie doświadczam. Mało tego - męczę się niesamowicie,
      starając sie w sobie zabić te pragnienia. A gdy tylko pragnienia umierają
      śmiercią naturalną - wszystko już wolno. No to może lepiej by było zabić te
      pragnienia pigułką, o ile ona rzeczywiście je zabija? Skoro i tak nie mogę
      pragneń spełnić i tak, to chyba lepiej, żeby ich wcale nie było?"
      zamia1:
      "To, jak kierujemy swoją płodnością jest naszym własnym wyborem. NIkt nikogo
      nie zmusza do stosowania tego, czy owego. Jeżeli NPR Cię męczy, nie ma powodu,
      by w nim tkwić".

      Chcialam powiedzieć, że nie było moim celem "demonizowanie" NPR. Wybrałam tę
      metodę z własnej nieprzymuszonej woli, po ośmiu latach tabletek. I właśnie
      dlatego rzuciłam tabletki, że stało się ze mną tak jak pisze zxcvbn1 - moje
      pragnienia umarły, po kilku latach niemal zapomniałam co to jest popęd. Chyba
      nie trudno sobie wyobrazić jakie to może mieć konsekwencje dla związku...
      Odstawiłam więc tabletki i wreszcie poczułam, że jestem kobietą i pragnę
      swojego ukochanego. I tylko ten mały szczegół, że kiedy go pragnę najbardziej,
      akurat nie możemy być tak blisko jak byśmy chcieli.
      Tak więc znowu coś za coś. I to jest właśnie smutne. Pewnie że nikt nikogo nie
      zmusza do stosowania tego czy owego. Tylko że co by nie stosować, zawsze jest
      jakieś ale. Jak tabletki to można zawsze tylko ochoty brak, jak NPR to jest
      ochota, ale akurat wtedy nie można, jak prezerwatywa to sztuczne oddzielenie,
      kiedy miała być ta największa bliskość. Już nie wiadomo co lepsze. Pomyślałam o
      spirali - ona nie ingeruje ani w cykl ani w przebieg samego aktu, jednak na
      samą myśl o zabójczym drucie w macicy słąbo mi się robi (brrr). Jednym słowem
      wszędzie jakaś porażka...
      Czasem zastanawiam się czemu tak Bóg to rozwiązał. Skoro dał nam wolną wolę to
      czemu nie w tej kwestii? Czy życie nie byłby prostsze a ludzie szczęśliwsi
      gdyby zawsze poczęcia były wynikiem woli rodziców a nie skutkiem (niezawsze
      niestety chcianym) namiętności? Ale, co ja tam wiem... :(






      • fiamma75 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 23.02.05, 13:53
        W sumie masz wiele racji w tym, co piszesz.
        Wybierając npr, wybieramy jednak okresową wstrzemięźliwość (a dla wielu kobiet współżycie w tym mniej sprzyjającym czasie). Jest to jeden z trudniejszych aspektów wyboru. Bawi mnie jednak, choć czasem jest to raczej gorzki śmiech, przedstawiania przez niektórych zagorzałych zwolenników npr (zwł. z powodów ideologicznych) niemalze cudownych zalet wstrzmięźliwości. Dużo uczciwsze i zarazem prawdziwe jest dla mnie mówienie wprost, że ten czas jest czasem trudnym, że niekiedy trzeba się sporo nagimnastykować. No bo niby w jaki sposob wstrzemięźliwość jednoczy małżonków? Chyba, ze chodzi o to, że razem są sfustrowani faktem, że nie czują się zjednoczeni. Albo np. ze to powrót do czasów narzeczeństwa? Ale chyba nie po to wzieliśmy ślub, żeby być narzeczonymi? ;-) Lub, że dzięki temu czasowi mężczyzna nie będzie zdradzał (a kobieta to nie ma pragnień?) żony np. w okresie połogu, choroby, bo będzie "przyzwyczajony" do abstynecji i dlatego można mu zaufać. A gdzie tu miejsce na miłość, która nie zdradza? Wiele takich "kwiatków" można tu umieścić, ale po co? Npr ma wady i zalety. Nie jest idealne. Wstrzemięźliwość nie jest błogosławieństwem, lecz trudem. Po co dorabiać do niej ideologię, która wcale nie ułatwia, lecz zaciemna obraz?
        I nikt mi nie powie, że na przyjemność współżycia mają tylko wpływ warunki zewnętrzne tzn. czuły kochający mąż, pełne zrozumienie,dobra atmosfera, kwiaty, itp. Różnica pomiędzy współżyciem w dni niepłodne a płodne jest dosyć znaczna - mimo że warunki pozostają niezmienne. Pozostaje mi tylko zazdrościć kobietom, które nie odczuwają takiej różnicy (ale to bardziej zazdrość przyszłościowa) i cieszyć się tym, ze na razie mogę zapomnieć o abstynecji :-D
      • wanda_76 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 23.02.05, 22:34
        Do tej pory śledziłam całą dyskusję z boku i nie sądziłam, że zdecyduję się coś
        napisać.Zwłaszcza, że sama(tzn. z moim mężem) nie nauczyłam się jeszcze
        bezboleśnie przeżywać okresów wstrzemięzliwości, choć jesteśmy małżeństwem
        prawie sześć lat.
        Ja nie należę do kobiet, którym w fazie niepłodności poowulacyjnej gwałtownie
        pogarsza się samopoczucie i tracą chęć na współżycie, ale istotnie dużo silniej
        odczuwam te pragnienia w okresie płodnym.Ma to z kolei wpływ na odczucia mojego
        męża - i nie jest nam łatwo.

        Muszę jednak powiedzieć, że miałam okazję przekonać się, że to nie jest kwestia
        samych hormonów.Równie dużą - o ile nie większą - rolę odgrywa tu typowo ludzkie
        pożądanie tego co nieosiągalne.Kiedy byliśmy gotowi na przyjęcie dziecka to
        niestety tylko pierwszy raz był tak niesamowity, jak się nam wcześniej
        wydawało.Choć nie przeczę, pewna różnica i tak pozostała.My mieliśmy cztery
        miesiące zanim zaszłam w ciążę, a liczyliśmy nawet, że zajmie to nam więcej
        czasu i dłużej pocieszymy się tą swobodą, nie czekaliśmy niecierpliwie na
        "sukces"!!!

        Myślę też, że najtrudniej jest przed pojawieniem się dziecka.Potem są trudności
        oczywiście, różne nowe i stare też, ale chyba jednak łatwiej wytrzymać tę
        okresową abstynencję, choćby ze względu na dużo częstsze zmęczenie.Dla mnie
        obecnie(mam dwoje dzieci w wieku 4 i 2,5 roku) jednym z bardziej męczących
        problemów jest brak możliwości spontanicznego współżycia i dotyczy to przecież
        każdego momentu cyklu.Trzeba się bardzo starać, żeby nie popaść w rutynę
        kochając się "o tej samej godzinie, w tym samym miejscu".W tej sytuacji staram
        się moje gorące pragnienia spotęgowane "niedostępnością" ukochanego przyjmować
        jako coś, co pomaga spojrzeć na niego jak za czasów pierwszego zakochania...
        I mam wrażenie, że powolutku to nastawienie zaczyna przynosić rezultaty.
        • zamia1 Re: abstynencja - jak sobie radzić? 24.02.05, 09:01
          Wando, zwróciłaś uwagę na wiele - moim zdaniem - istotnych spraw.


          > Równie dużą - o ile nie większą - rolę odgrywa tu typowo ludzkie pożądanie
          tego co nieosiągalne.

          > Myślę też, że najtrudniej jest przed pojawieniem się dziecka.Potem są
          trudności oczywiście, różne nowe i stare też, ale chyba jednak łatwiej
          > wytrzymać tę okresową abstynencję, choćby ze względu na dużo częstsze
          > zmęczenie.


          > Trzeba się bardzo starać, żeby nie popaść w rutynę
          > kochając się "o tej samej godzinie, w tym samym miejscu".


          > W tej sytuacji staram
          > się moje gorące pragnienia spotęgowane "niedostępnością" ukochanego przyjmować
          > jako coś, co pomaga spojrzeć na niego jak za czasów pierwszego zakochania...
          > I mam wrażenie, że powolutku to nastawienie zaczyna przynosić rezultaty.

          Z punktu widzenia mojego (trochę starszego) małżeństwa - potwierdzam.

          Pozdrawiam :-)
        • wiedzma_ksantypa Re: abstynencja - jak sobie radzić? 24.02.05, 12:22
          Też śledzę całą dyskusję z boku, bezskutecznie usiłując znaleźć jakiś sposób na
          abstynencję, z którą sobie kompletnie nie radzę :-( ale bynajmniej nie z winy
          NPRu chociaż też stosujemy.
          Zastanawiam się (to do tych dziewczyn, którym NPR utrudnia cieszenie się
          seksem), a może Wy po prostu za często macie okazję się kochać?
          Mój ślubny, oprócz wielu niewątpliwych zalet - ma jedną wadę. To ja za nim
          biegam, a nie on za mną.
          Więc jak ze dwa razy w miesiącu uda się go zapędzić do łóżka, to moge to uważać
          za sukces (Ciekawe, że za każdym razem mu się podoba, a potem znowu ja muszę
          inicjować)
          Zatem gdybym patrzyła czy to czas taki, czy siaki, to byśmy pewnie "raz w roku
          kole wielkiejnocy". A tak - cieszę się tym co mam. I chociaż abstynencja mi
          doskwiera (choc to nie od NPRa) to jak juz mamy okazję - nie zauważyłam by jakoś
          mi przeszkadzało kochanie się w czasie niepłodnym.
          tak jak napisała Wanda - kochaliśmy się i w czasie płodnym i niepłodnym. W
          płodnym miewam większą ochotę na samo zainicjowanie, ale jakościowo nie jest
          wcale jakoś szczególnie "orgiastycznie". W niepłodnym jak już męza namówię, to z
          reguły mamy bardzo udany seks, chyba że przypadkiem trafimy na bardzo krótki
          chyba środek tego niepłodnego czasu, kiedy jestem bardziej sucha.
          Może lekarstwem jest właśnie takie seksualne "wygłodzenie"? (Klin klinem,
          abstynencja abstynencją?)
          Tylko co mają zrobić takie już za mocno przegłodzone jak ja?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka