Dodaj do ulubionych

Gdzie ci mężczyźni?

19.03.05, 19:21
Podobno NPR jednoczy i silnie angażuje oboje małżonków w planowanie rodziny.
Dlaczego na tym forum są prawie same kobiety? (+jeden mężczyzna, co najwyżej
dwóch czy trzech) Wygląda na to, że tylko kobiety są zainteresowane NPR. Gdzie
ci mężczyźni? Siedzą w tym czasie na forach o samochodach, komputerach,
polityce? Czy ich zaangażowanie nie polega przypadkiem tylko na potulnym
czekaniu od fazy do fazy lub radosnym używaniu od fazy do fazy?
Obserwuj wątek
    • burczykowa Re: Gdzie ci mężczyźni? 19.03.05, 20:32
      To Cię rozczaruję- mój mąż zupełnie sie na tym nie zna i nie ma na to ochoty, a
      ja nie widzę konieczności wtajemniczania go w moje sluzy czy temperaturki. I
      nie sądzę, bysmy przez to nie byli jakoś silnie zjednoczeni jako małżonkowie.
      Pewnie, że to są NASZE WSPÓLNE sprawy, ale byłoby to sztuczne, gdyby nagle
      musiał sie tym zainteresować. Mąż wie, po co robię notatki co wieczór i mierzę
      sobie temperaturkę. Nie wydaje mi się, by mnie musiał ktos kontrolować i
      sprawdzać, czy dobrze zinterpretowałam objawy. Takie wspólne interpretacje czy
      omawianie cyklu odebrałabym pewnie jako przerwanie gry wstepnej po to, by
      naciągnąć gumiorka ;-0
      Kiedy poznalismy się, ja od dawna prowadziłam swoje obserwacje (wtedy jeszcze
      tylko PTC), więc od razu wiedział, w co sie pakuje.Popytał trochę, ale on nie z
      tych, co wpada w zachwyt nad tempką czy śluzem chocby to było własnej zony.
      Termometru mi nie podaje, bo wstaje jako pierwszy- całą godzine przed nami.
      Gdyby chciał mnie wtedy obudzic, by mi podac termometr, to pewnie dostałby po
      głowie. Tak więc w naszym przypadku pewnie bardziej pasuje Twoje ostatnie
      zdanie (może oprócz tego potulnego czekania)...
      Ciekawi mnie, co Artus na to- czy nie obudzi sie w nim etyk na te moje
      herezje , he , he !
      • reszka2 Re: Gdzie ci mężczyźni? 19.03.05, 21:47
        Mój podobnie jak burczykowej - ostatnio nawet niebożę stwierdziło, że
        stosujemy - cytuję - "kalendarzyk czy coś tam", co rozjuszyło mnie nie na
        żarty, bo zasady zna, wie po co ten termometr przez parę dni przy łózku
        robi :), a tak w ogóle to nie wiem na ile to była z jego strony intelektualna
        prowokacja.
        W każdym razie forum jest otwarte dla facetów też.
    • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 09:01
      > Podobno NPR jednoczy i silnie angażuje oboje małżonków w planowanie rodziny.
      > Dlaczego na tym forum są prawie same kobiety?

      Bo to kobiety najczęściej lubią sobie pogadać. A do planowania rodziny forum
      niepotrzebne;-)

      > Czy ich zaangażowanie nie polega przypadkiem tylko na potulnym
      > czekaniu od fazy do fazy lub radosnym używaniu od fazy do fazy?

      A co innego mieliby robić?
      Mój czasmi pogoni mnie rano (sobota, niedziela) do mierzenia.
      • artus1231 Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 09:26
        Zamio, a gdzieś niedawno pisałaś, że do tego tanga (NPRu) trzeba dwojga.
        Mnie teza o jakimś ponad przeciętnym pobudzaniu przez NPR "relacji
        interpersonalnych" od dawna zastanawia. Nawet sam Papież w
        adhortacji "Familiaris consortio" pisze o "dialogu" małżonków ("Wybór rytmu
        naturalnego [jaki on tam naturalny, raczej antynaturalny!] bowiem pociąga za
        sobą akceptację cyklu osoby, to jest kobiety, a co za tym idzie, akceptacje
        dialogu, wzajemnego poszanowania, wspólnej odpowiedzilnosci..."). Gdzie jest
        ten "pociagany dialog", skoro seksem steruje zeszyt z zapisakmi. Wystarczy, że
        mąż zaglądnie sobie do notatek, odliczy trzy wyższe temperatury i wie kiedy
        żona "musi". :)
        • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 09:32
          > Zamio, a gdzieś niedawno pisałaś, że do tego tanga (NPRu) trzeba dwojga.

          A nie jest tak? Wyobrażasz sobie, że żona chce tylko npr, a mąż domaga sie
          stałego dostępu (albo na odwrót)?

          Ale co wspólnego ma z tym siedzenie na forum?

          NAtomiast co do reszty - juz odpowiadałam (ze szczególnym uwzględnieniem
          owego "musi").
          • artus1231 Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 16:05
            Myślę, że jest tak:
            Jeśli między małżonkami jest uprzednie wyjątkowo dobre porozumienie i harmonia,
            od początku małżeństwa są na siebie uważni i wrażliwi, starają się nie
            popełniać głupich błędów we wzajemnej komunikacji i dbają o nią, to NPR (które
            jest dużym obciążeniem związku!) są w stanie w miarę bezboleśnie przeżywać.
            Gdy jednak harmonia z jakichś powodów szwankuje, to NPR tylko pogarsza sytuację.
            Trudno jest mi natomiast zrozumieć, że NPR może samo z siebie mieć jakichś
            zbawienny wpływ na małżeństwo, jak głosi z uporem Papież (skąd on to wie?) a za
            nim wszyscy ideowi propagatorzy naturalnych metod.
            • osieuek Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 17:58
              No właśnie, katoliccy apologeci NPR twierdzą, że ta metoda - w odróżnieniu od
              innych - wymaga współpracy i współodpowiedzialności obojga małżonków. No i
              owszem, jeśli chodzi o odpowiedzialność i "współpracę" w sensie negatywnym -
              czyli, że mąż współpracuje w ten sposób, że nie domaga się seksu, gdy żona
              twierdzi, że nie można. Ale co to za współpraca tak naprawdę?

              I tak to kobieta bada sobie wszystko, co ma badać i to ona podejmuje decyzję,
              czy można, czy nie. Jak spytać apologetów, o co konkretnie chodzi z tą
              współpracą męża, to wyduszają z siebie sugestię, żeby podawał żonie termometr.
              Kpina.

              Tak samo współodpowiedzialność - jeżeli żona źle zinterpretuje objawy, to
              odpowiedzialność niestety spoczywa na niej i koniec. Nie widzę tu różnicy
              pomiędzy np. odpowiedzialnością za zażycie tabletki hormonalnej.


            • burczykowa Artusie! 21.03.05, 19:22
              artus1231 napisał:

              > Myślę, że jest tak:
              > Jeśli między małżonkami jest uprzednie wyjątkowo dobre porozumienie i
              harmonia,
              >
              > od początku małżeństwa są na siebie uważni i wrażliwi, starają się nie
              > popełniać głupich błędów we wzajemnej komunikacji i dbają o nią, to NPR
              (które
              > jest dużym obciążeniem związku!) są w stanie w miarę bezboleśnie przeżywać.

              No, no, no! To ciekawi mnie, dlaczego my- mam na mysli stosjuący NPR z innych
              względów, niż KK (to przy okazji)- nie traktujemy życia z NPRem jako pasma
              udreki i bólu? Artusie- juz to kiedyś sugerowałam: może powód stosowania NPRu w
              KK nie jest jakoś wyjatkowo ważny, skoro taki dyskomfort odczuwasz? Może trzeba
              zwracać uwagę TAKŻE na inne powody, dla których warto stosować? Tylko- jak by
              to przyjęła nauka KK?


              > Gdy jednak harmonia z jakichś powodów szwankuje, to NPR tylko pogarsza
              sytuację

              Oczywiście, że tak- nawet, jesli NPR stosujesz nie z zaleceń KK


              > Trudno jest mi natomiast zrozumieć, że NPR może samo z siebie mieć jakichś
              > zbawienny wpływ na małżeństwo,

              Może , jesli popatrzysz na doraźne skutki antykoncepcji: spadek libido, stany
              przewlekłego zmęczenia, obrzeki, zmiany nastrojów, suchość pochwy- to
              znajdziesz odpowiedź. Natomiast nie twierdzę, że w razie trudności małżeńskich
              najlepszy jest NPR.

              > jak głosi z uporem Papież (skąd on to wie?)

              czy uważasz, że trzeba samemu przechorować chorobę nowotworową, by być dobrym
              onkologiem?


              > a za
              >
              > nim wszyscy ideowi propagatorzy naturalnych metod.

              Nie wiem- ja nie jestem "ideowa" i nie poruszam kwestii wpływu NPR na
              małżeństwo, za to podkreślam, w czym pomaga obserwacja. Jesli kościół głosi, że
              stosując NPR zapobiegamy rozwodom, to wydaje mi sie to naciągane o tyle, że juz
              samo bycie katolikiem wyklucza przeciez rozwód. To tylko takie moje zdanie.
              • poprzezknieje Re: Artusie! 21.03.05, 20:34
                > czy uważasz, że trzeba samemu przechorować chorobę nowotworową, by być dobrym
                > onkologiem?

                chcialabys aby operacje twojego nowotworu przeprowadzal lekarz ktory nigdy nie
                widzial przypadku nowotworu a o operacjach to przeczytal jedynie cos w
                ksiazeczkach ?
                Prosze o krotka odpowiedz TAK czy NIE?
                  • m.gc Re: Poprzezknieje: 22.03.05, 11:25
                    > Czy dobry onkolog MUSI sam przejść przez chorobę nowotworową, by innych leczyć?
                    >
                    > Prosze o odpowiedź: TAK czy NIE?
                    Bardzo często używany argument w temacie "czy celibatariusz jest kompetentnym
                    doradcą w sprawach małżeńskich". Tylko że nowotwór to przeważnie śmiertelna
                    choroba. Jedyny z grubsza cel lekarza to zniszczyć go jak najprędzej i w miarę
                    możności jak najmniej zaszkodzić zdrowiu pacjenta. Lekarza onkologa i pacjenta z
                    nowotworem łączy wspólne dążenie do zdrowia, rozumiane po obu stronach
                    zasadniczo podobnie. Pacjent może się upierać "ależ ja się świetnie czuję!", ale
                    ignorowanie słów lekarza może się szybko skończyć śmiercią. Ludzie to na ogół
                    rozumieją albo sami na własnej skórze odczuwają swój upór.
                    Natomiast zdrowe życie małżeństwa nie jest tym samym, co zdrowe życie
                    celibatariusza. Pożycie małżeńskie to nie choroba.
                    Analogia lekarska może się odwoływac do grzechu: ksiądz-celibatariusz jest
                    "fachowcem od rozpoznawania grzechu". W temacie planowania rodziny byłby więc
                    zdolny do rozpoznania, że małżeństwo stosujące takie to a takie metody jest,
                    analogicznie do pacjenta z guzem, skazane na nieuchronne kłopoty, brnie coraz
                    głębiej w grzech, pozbawiając się życiodajnej więzi z Bogiem. Takie właśnie
                    , bardzo mocne są twierdzenia nauki KK o grzeszności antykoncepcji. I stąd
                    ludzkie wątpliwości, ponieważ głebokie brnięcie w grzech na ogół jest zauważalne
                    dla wszystkich. Czy różnica w sposobach planowania potomstwa jest tak
                    zauważalna? Czy stosujących antykoncepcję rozpoznaje się podobnie jak inne
                    patologie małżeńskie? Wedle nauki KK konsekwentnie tak właśnie powinno być.
              • zxcvbn1 Wtrącam się 21.03.05, 21:16
                > > Trudno jest mi natomiast zrozumieć, że NPR może samo z siebie mieć jakich
                > ś
                > > zbawienny wpływ na małżeństwo,
                >
                > Może , jesli popatrzysz na doraźne skutki antykoncepcji: spadek libido,

                Stosując NPR nie korzystam z libido, a wręcz inaczej: postępuję dokładnie wbrew
                libido. Gdy libido jest wysokie, muszę z nim walczyć, a gdy jest bardzo niskie,
                to "hulaj dusza, piekła nie ma".

                > zmiany nastrojów,

                Miewam ciągle, nawet bez antykoncepcji. Szczególnie wtedy, gdy jest czas na
                oddawanie się małżeńskim przyjemnościom.

                > suchość pochwy-

                Gdy tego problemu nie ma i jest super wilgotno - i tak nie mogę się kochać. Mogę
                się kochać tylko wtedy, gdy ten problem występuje.

                A co do tego spadku libido, to już przytaczałam kiedyś Starowicza - u większości
                kobiet stosujących pigułki ten problem nie występuje. Kilka procent odczuwa
                spadek libido po tabletkach, kilka procent odczuwa wzrost.

                A jeśli nawet libido spada, to wręcz dobrze, bo nie trzeba z tym walczyć w dni
                płodne.
                  • artus1231 Re: Wniosek? 22.03.05, 11:38
                    W kwestii: Papież jako lekarz.
                    Dobry lekarz, kiedy zauważa, że dana terapia jednym pomaga, a innym szkodzi,
                    nie będzie twierdził, że jest uniwersalna. Tymczasem nauka KK jest taka:
                    to "pacjenci" muszą dostosować się do terapii (m.in. zmienić podejście do
                    małżeńskiego seksu :), bo ona sama w obie zawsze jest przecudna. I zawsze tylko
                    na dobre im to wyjdzie. Pytam: skąd Papież to wie - a priori?
                    Takie podejście, Burczykowa, z medycyną ma niewiele wspólnego :)
                      • majkabis Re: Wniosek? 22.03.05, 14:03
                        Ha, dobre!Fiammo! Udało Ci się! Toż to sedno całej sprawy, lek na chorobę
                        (czyli brak seksu w małżeństwie) u Artusa! Sam Artus się wplątał!
                        • majkabis Re: Wniosek? 22.03.05, 19:46
                          poprzezknieje napisała:

                          > o ile wiem to jest tylko jeden papież
                          > czy moze cos sie zmienilo ?
                          Nic sie nie zmieniło, jednak lekarzy jest wielu- np. lekarzy luterańskich,
                          anglikańskich, prawosławnych itp.- ten sam BÓG, a różne zasady- do wyboru. U
                          niektórych to nawet antykoncepcja dozwolona bez grzechu.
                          • poprzezknieje Re: Wniosek? 22.03.05, 21:20
                            > Nic sie nie zmieniło, jednak lekarzy jest wielu- np. lekarzy luterańskich,
                            > anglikańskich, prawosławnych itp.- ten sam BÓG, a różne zasady- do wyboru.

                            gdyby papiezy w kosciele bylo tylu co lekarzy w naszym systemie zdrowia to nie
                            bylo by problemu i by sie zmienilo ale ze jest jeden papiez to niestety wyboru
                            nie ma !
                            a nawolywanie do zmiany wyznania ma tyle sensu co wejscie do przychodni i
                            oswiadczenie ludziom w kolejce do lekarza aby poszli sie leczyc w Niemczech jak
                            im sie w Polsce nie podoba bo podobno w Niemczech to lepiej o pacjenta dbaja...

                            >U
                            > niektórych to nawet antykoncepcja dozwolona bez grzechu.
                            raczej powiedzialbym ze U NIEKTORYCH z niezrozumialych powodow robi sie problem
                            z antykoncepcji tak jakby ludzie mieli za malo innych, na prawde powaznych
                            problemow w zyciu...
      • przyziemna Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 17:09
        > Podobno NPR jednoczy i silnie angażuje oboje małżonków w planowanie rodzi
        > ny.
        > > Dlaczego na tym forum są prawie same kobiety?
        >
        > Bo to kobiety najczęściej lubią sobie pogadać. A do planowania rodziny forum
        > niepotrzebne;-)

        A do jazdy samochodem potrzebne? A do polityki potrzebne? A do obsługi
        komputera? Zajrzyjmy na forum Motocykle. Jak myślisz, dlaczego kobiet tam jak na
        lekarstwo? "Bo to mężczyźni najczęściej lubią sobie pogadać"?

        > A co innego mieliby robić?
        > Mój czasmi pogoni mnie rano (sobota, niedziela) do mierzenia.

        O ile NPR rzeczywiście angażuje oboje, to chyba coś powinni robić...? Jeśli
        powiem, że przyziemna i zamia są obie zaangażowane w oglądanie filmu, to chyba
        nie znaczy, że zamia ogląda, a przyziemna śpi?
        • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 20.03.05, 18:50
          > A do jazdy samochodem potrzebne? A do polityki potrzebne? A do obsługi
          > komputera? Zajrzyjmy na forum Motocykle. Jak myślisz, dlaczego kobiet tam jak
          nalekarstwo? "Bo to mężczyźni najczęściej lubią sobie pogadać"?

          Nie wiem, nie mój problem.

          > O ile NPR rzeczywiście angażuje oboje, to chyba coś powinni robić...? Jeśli
          > powiem, że przyziemna i zamia są obie zaangażowane w oglądanie filmu, to chyba
          > nie znaczy, że zamia ogląda, a przyziemna śpi?

          I to też nie mój problem. Jeśli Cię to interesuje - sama szukaj odpowiedzi.

    • burczykowa Re: I jeszcze jedno: 21.03.05, 20:47
      Kurczę- za szybko się wysłało:
      Czy -aby uczyć kobietę samoobserwacji cykli miesiączkowych podczas premenopauzy-
      sama muszę przejść najpierw sama ten etap?
      Odpowiedz:
      TAK czy NIE?
      • poprzezknieje dziekuje za brak odpowiedzi na moje pytanie! 21.03.05, 23:24
        Sa dwie roznice:
        1) onkolog musi dlugo sie uczyc i praktykowac aby moc operowac
        2) onkolog wypowiada sie na tematy badz co badz obiektywne

        a o ile wiem
        1) papiez nie ma zadnego praktycznego doswiadczenia w kwestii wplywu metod
        regulacji poczec na malzenstwo
        2) jest to sprawa bardzo subiektywna

        to mniej wiecej tak jakbys uczac kobiety o NPR w czasie premenopazy wmawiala im
        co beda czuly ! a jezeli ta kobieta w wieku 50 parulat powie ze tego nie czuje
        to co jej odpowiesz? Nic! bo nie mozesz podeprzec sie autorytetem magisterium
        aby bronic swoich arbitralnych twierdzen dotyczacych bardzo subiektywnych
        odczuc ludzi!

        Pytam sie wiec ponownie czy godzisz sie aby operowal cie ktos kto operacje zna
        tylko ze slyszenia i z rysunkow?
        Bo taka wiedze na temat seksu posiadaja wlasnie ksieza! a mimo to nie obawiaja
        sie na tej podstawie operowac i sterowac malzenstwami!
        • burczykowa Re: dziekuje za brak odpowiedzi na moje pytanie! 22.03.05, 10:53
          Bredzisz, poprzezknieje!
          Ciekawa sprawa w związku z tym: opieka nad umierającym: trzeba umrzeć samemu,
          by potem (?) wiedzieć, czego potzrebuje umierający.

          poprzezknieje napisała:

          > Sa dwie roznice:
          > 1) onkolog musi dlugo sie uczyc i praktykowac aby moc operowac
          Co to znaczy "praktykować"? skoro innych jeszcze nie leczy, to czy to oznacza,
          że sam siebie leczy?


          > 2) onkolog wypowiada sie na tematy badz co badz obiektywne -

          szczególnie jesli ma do czynienia np. z nowotworem szyjki macicy u kobiet
          bedącej na początku ciąży
          > a o ile wiem
          > 1) papiez nie ma zadnego praktycznego doswiadczenia w kwestii wplywu metod
          > regulacji poczec na malzenstwo

          Ponawiam pytanie o mozliwość nabycia doświadczenia w kwestii opieki nad chorym
          z agonią .
    • toya3 Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.03.05, 22:18
      > Czy ich zaangażowanie nie polega przypadkiem tylko na potulnym
      > czekaniu od fazy do fazy lub radosnym używaniu od fazy do fazy?

      Wydaje mi się, że własnie na tym polega ich zaangażowanie, i nie tylko, a aż -
      co innego mogą robić? Mogą tylko akceptować to, co dzieje się w organizmie
      kobiety i korzystać z tego zgodnie z obraną strategią planowania rodziny.
      Wszelkie zalecenia/sugestie dla małżeństw stosujących NPR, że mąż powinien np.
      podawać żonie termometr czy analizować z nią razem wykresy - to śmieszne,
      niepoważne i naciągane na siłę próby włączenia mężczyzny do npr. Dla mnie
      wprowadzanie męża w zmiany konsystencji śluzu czy twardości szyjki są
      zwyczajnie niesmaczne i odzierają calkowicie z tzw. romantyzmu i tajemniczości
      życie małżeńskie. Podobne zarzuty słyszałam odnośnie wspólnych porodów, ale dla
      mnie to całkiem co innego. Mąż był obecny przy moich dwóch porodach i raczej
      dobrze to wpłynęło na całokształt, ale nie czułabym się dobrze, gdyby dzień w
      dzień razem ze mną roztrząsał zagadnienia mojej fizjologii. Uważam, że musi mu
      wystarczyć moja interpretacja sytuacji. Łatwiej o spontaniczność i beztroskę
      współżycia, gdy oboje nie mamy w głowie kart cyklu i wykresów. I nie ma to nic
      wspólnego z szacunkiem dla żony i jej płodności, jeśli już, to zwiększa
      zaufanie męża do żony i jej "wersji zdarzeń". Ktoś nazwie to może zrzucaniem
      odpowiedzialności na jedną stronę - może i tak, ale przecież interpretacja
      śluzu czy szyjki też jest subiektywna.
      • osieuek Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 08:39
        > Uważam, że musi mu
        > wystarczyć moja interpretacja sytuacji. Łatwiej o spontaniczność i beztroskę
        > współżycia, gdy oboje nie mamy w głowie kart cyklu i wykresów.

        Wiesz co, ale z drugiej strony - wtedy spontaniczność i beztroska jest tylko z
        jego strony. Ty przecież wciąż masz w głowie karty cyklu i wykresy. Chyba, że
        uważasz się za osobę dużo "doskonalszą" od męża, która w odróżnieniu do niego
        jest w stanie udźwignąć ciężar tych kart i wykresów i odpowiedzialności za
        interpretację. Czyli że na twoją spontaniczność i beztroskę to wszystko nie
        wpływa. Albo że wpływa, ale poświęcasz się, żeby choć mąż nie musiał się martwić.

        To może jednak sprawiedliwiej byłoby dzielić tę odpowiedzialność na pół?
        • elfnet Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 10:30
          A my mozę jesteśmy dziwni, ale mąż częśto mnie pyta:Jak tam temperaturka? i nie
          po to by "wykorzystać" czas kiedy można, bo raczej mnie studzi w moich
          zapędach. Sprawdza mi czasem śluz,c o wcale nie jest degustujące, wkońcu robimy
          razem różne rzeczy:) czasem zaglada w moje notatki. Żeby nie było, to termometr
          też mi podaje. Jak mam wątpliwości z interpretacją to razem rozmawiamy na temat
          przyczyn i rozwiązań- nie odczuwam tego jako suche rozmowy o fizjologii, tylko
          o nas i o naszych sprawach.
          A dyskutować na forum po prostu nie lubi. Woli zajmować się żoną w
          rzeczywistości nie-wirtualnej,a nie podnoscic dyskusje na oddalone, jego nie
          dotyczace nieścisłe tematy.
          • fiamma75 Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 11:54
            Mój mąż siłą rzeczy nie może mi podawać termometru, bo pracuje na III zmiany i jest tylko jeden tydzień, gdy mógłby to robić + weekendy (czasem więc wtedy poda). Za to zawsze go strzepuje - używam owulacyjnego z szeroka skalą - więc dobrze wie jaka mam temp. (Termometr sobie leży i czeka na powrót męża :-)) Ostatnio razem ze mną śledzi czy spada na okres czy też nie. Co do reszty, to gdy miałam wątpliwości czy jeszcze można czyjuż nie, to zawsze mnie studził. Poza tym mój stan płodności lub nie" poznaje zazwyczaj po moim zachowaniu. Szczegóły techniczne npr zostawia mi, bo wie, że mnie samą to bardzo ciekawi a on nie ma do tego głowy. Na forum, -ach nie siedzi, bo nie jest fanem internetu, jezcze i mnie przegania od komputera :-)
            • 1611ab Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 14:40
              Wszystkim stosującym NPR życzę powodzenia. Obawiam się jednak że przynajmniej
              część z was będzie miała w niedługim czasie przyjemność zdziwić się , że jest w
              ciąży :-). Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć ze NPR jest tak samo
              skuteczne jak prezerwatywa, a do tego znacznie bardziej stresujące. Po czterech
              latach stosowania NPR ( mierzenie temperatury, sprawdzanie śluzu..) okazało się
              że jestem w ciąży :-). Nie byłam z tego powodu szczęśliwa, ponieważ nie
              planowałam w tym czasie dziecka ale stało się o już. Od tego czasu odradzam
              każdej myślącej kobiecie stosowanie tego sposobu. Poza wszystkimi innymi
              niedogodnościami najgorsze dla mnie było to że nie mogłam kocahć się z mężem
              codziennie albo częściej. Oboje bardzo z tego powodu cierpieliśmy. Odnosze
              nieodparte wrażenie że kobiety, które z takim przekonaniem zachwalają NPR nie
              mają zbyt wielkiego temperamentu i to , że nie muszą się często kochać jest im
              na rekę. Zawsze można się zasłonić płodnymi dniami , a nie jak kiedyś boląca
              głową.
              • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 15:14
                > Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć ze NPR jest tak samo
                > skuteczne jak prezerwatywa,
                Czyli jedno nieplanowane dziecko masz z NPR-u, a drugie z prezerwatywy?


                > a do tego znacznie bardziej stresujące.
                Mam na ten temat inne zdanie.

                > Po czterech
                > latach stosowania NPR ( mierzenie temperatury, sprawdzanie śluzu..) okazało
                się że jestem w ciąży :-).

                No cóż, nie ma metod w 100% pewnych, nie wiedziałaś? Jeśli się idzie do łóżka
                (i nie gra tam w karty), to można spłodzić dziecko (o ile para jest hetero;-)


                > Poza wszystkimi innymi
                > niedogodnościami najgorsze dla mnie było to że nie mogłam kocahć się z mężem
                > codziennie albo częściej.

                Dlaczego? Mnie nikt tego nie zabrania.

                > Odnosze
                > nieodparte wrażenie że kobiety, które z takim przekonaniem zachwalają NPR nie
                > mają zbyt wielkiego temperamentu
                A czy mieć niewielki temperamnet to coś złego?;-)

                Pozdrawiam:-)


                • 1611ab Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 15:58
                  Odpowiadam w kolejności:
                  -miałam jedną wpadkę z NPR
                  -każdy ma prawo do własnego zdania
                  -skąd taka uszczypliwość ? Czyżby mąż nie był zadowolony z niewielkiego
                  temperamentu ?
                  -taaaa i pewnie bardzo lubisz rodzić co rok ?
                  -mały temperament jest tak samo dobry jak wielki pod warunkiem że obojgu
                  partnerom odpowiada

                  To była odpowiedź na twoją ale tak poważnie to pisałam o sobie i moim mężu.
                  Kochamy się kochać ale nie chcemy mieć gromadki maluchów bo nas na nie
                  najzwyczjniej nie stać. Niestety w takim wypadku NPR nie jest żadnym
                  rozwiązaniem. Żadne wzniosłe teksty nie zmienią faktu, że ludzie, którzy
                  potrzebują siebie bardzo często będą nieszcęśliwi i sfrustrowani stosowaniem
                  NPR. W takim przypadku NPR może spowodować więcej szkód każda tabletka anty.
                  Pozdrawiam męża :-))
                  • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 16:52

                    "Odpowiadam w kolejności:
                    -miałam jedną wpadkę z NPR"
                    Wynikało co innego;-)

                    "-każdy ma prawo do własnego zdania"
                    Nie ulega wątpliwości;-)
                    Moje jest inne niż Twoje. Czy to źle?

                    "-skąd taka uszczypliwość ?"
                    Jaka uszypliwość? Metod 100% NIE MA. Poza szklanką wody.
                    Ja bym nie zaufała prezerwatywie - statystycznie jest niżej niż metody ob.-
                    termiczne.

                    "Czyżby mąż nie był zadowolony z niewielkiego
                    temperamentu ?"
                    Ma normalny. Ogólnie nie narzeka, choć kiedy był młodszy...;-)

                    "-taaaa i pewnie bardzo lubisz rodzić co rok ?"
                    Tego nie wiem. Mam tylko dwoje dzieci i DWA lata różnicy między nimi ;-)

                    "-mały temperament jest tak samo dobry jak wielki pod warunkiem że obojgu
                    partnerom odpowiada"
                    Też tak sądzę.

                    "To była odpowiedź na twoją ale tak poważnie to pisałam o sobie i moim mężu.
                    Kochamy się kochać ale nie chcemy mieć gromadki maluchów bo nas na nie
                    najzwyczjniej nie stać. Niestety w takim wypadku NPR nie jest żadnym
                    rozwiązaniem. Żadne wzniosłe teksty nie zmienią faktu, że ludzie, którzy
                    potrzebują siebie bardzo często będą nieszcęśliwi i sfrustrowani stosowaniem
                    NPR. W takim przypadku NPR może spowodować więcej szkód każda tabletka anty."

                    Twoje zdanie, Twoja decyzja. Nas też nikt nie zmusza do NPR-u, ale zostaniemy
                    przy nim, mimo, że w Twoich oczach nie zasługuję na miano "kobiety myślącej";-)

                    "Pozdrawiam męża :-))"
                    Przez internet? Ja swojego pozdrawiam bardziej bezpośrednio;-)
              • burczykowa 1611ab 23.03.05, 12:22
                Dziekuję za życzenia powodzenia w stosowaniu NPRu- chociaz mnie nie jest ono
                akurat potrzebne.
                Ja należę do kategorii tych niemyslących- jak nas nazwałaś- i może dlatego
                przez okres 3 razy dłuższy od Twojego nie zaliczylism żadnej wpadki, niestety
                (tak, tak- niestety- jak sie planuje, to bardzo trudno podjąć decyzję o ciąży).
                Jesliby ntomiast trafiła nam się nieplanowana ciąża, to przyjęłabym to Z ULGĄ,
                bo nie musiałabym podejmować świadomie decyzji o kolejnym bajbusie.Póki co- mam
                nadzieję, że za parę miesięcy dane mi będzie poinformować Szanowne Forumowiczki
                o II na teście ciążowym.
                Przeszłam w swoim życiu także okres stosowania tabletek hormonalnych jako leku-
                całe 5 miesięcy! NIGDY WIĘCEJ!!! Co nam było z możliwości "kochania sie" ile
                sił wystarczy, skoro nie byłam sobą? Obrzęknięte, bolesne piersi, że miejsca w
                łóżku znaleźć sobie nie mogłam, bóle i zawroty głowy takie, że na słońce
                wychodzic nie mogłam, wszystko mnie draźniło i nic nie zadowalało.Pojawiły się
                problemy ze spotkaniami u znajomych: alkohol, niestrawności, zmiana
                godzin "zażywania" tego "cudu"- efekt leczniczy mógł byc niepełny, ale bardziej
                nas interesowało, by efektem nie było dziecko. Pewnie- mozna się tak
                poświęcać, tylko po co? My obydwoje z tego powodu cierpieliśmy, dlatego z
                radością przyjęlismy wiadomość, że nie ma potrzeby dalszego stosowania tego
                świństwa. Dlatego demonizujesz, jesli antykoncepcja rozwiązuje wszystkie
                problemy związane ze współżyciem w małżeństwie.
                Napisałaś:
                > kobiety, które z takim przekonaniem zachwalają NPR nie
                > mają zbyt wielkiego temperamentu i to , że nie muszą się często kochać jest
                im
                > na rekę.
                Otóż ja NIE MUSZĘ sie kochać- robię to z przyjemności, a nie z obowiązku.

                > Zawsze można się zasłonić płodnymi dniami

                No, a jesli mąż się na tym zna?


                > a nie jak kiedyś boląca
                > głową.
                A to już nie problen NPRu, tylko komunikacji między małżonkami. Jesli żona nie
                jest w stanie powiedzieć, że nie ma ochoty, a mąż nie jest w stanie tego
                zrozumiec- to ich problem.
        • toya3 Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 15:12
          > To może jednak sprawiedliwiej byłoby dzielić tę odpowiedzialność na pół?

          Nie ma sprawiedliwości na tym swiecie :) Ani równego podziału ról, o jakim
          marzą feministki. Każda płeć ma swoje zadania i role i wciąganie drugiej połowy
          na siłę w dziedziny tej pierwszej to tylko oszukiwanie siebie i wszystkich
          dookoła. Tak to już jest, że to kobieta ponosi wszystkie konsekwencje
          (biologiczne) własnej płodności, więc to, czy mężczyzna będzie jej towarzyszył
          przy obserwacjach (nawet bardzo dokładnie, jak w następnej wypowiedzi, gdzie
          elfnet pisze, że mąż sprawdza jej śluz - gratuluję!) - nic nie zmieni, poza,
          jak pisałam, całkowitą utratą intymności. Oczywiście, "będą jednym ciałem" itd -
          ale są pewne granice, Pan Bóg stworzył każdą płeć do innych zadań.


          • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 22.03.05, 15:19
            > więc to, czy mężczyzna będzie jej towarzyszył
            > przy obserwacjach (nawet bardzo dokładnie, jak w następnej wypowiedzi, gdzie
            > elfnet pisze, że mąż sprawdza jej śluz - gratuluję!) - nic nie zmieni, poza,
            > jak pisałam, całkowitą utratą intymności.

            Kiedy byliśmy młodzi - też mi sprawdzał;-)))
            Teraz już wie, jak co wygląda.
      • toya3 Re: od moderatora 22.03.05, 20:29
        > Święta idą, lepiej myślcie jak te owulacje świąteczne poprzesuwać...

        No właśnie, jak???
        Z okazji tych właśnie Świąt bardziej na miejscu byłby chyba
        termin "jajeczkowania" ;-)))


      • burczykowa Wielkanocne Jajkowanie 23.03.05, 12:33
        Reszko, mam nadzieje, że mój organizm stanie na wysokości zadania- jak zwykle-
        i nie przesunie mi owulacji (pozwalam na 1-2 dni!)!. Tym razem zaliczę
        wielkanocne jajeczkowanie u znajomych na Szmaragdowej Wyspie, a tam, niestety,
        nie będzie warunków do skonsumowania III fazy (będziemy z dzieciakami) :(
        Dlatego licze, że ani lot, ani 2-3 godzinny sen na dobę czy litry wypijanego
        Balleysa przez najblizszy tydzień nie powstrzymają moich jajeczek przed
        eksplozją.A po powrocie (na sam weekend!) odbijemy to sobie- o ile nie będziemy
        leczyć KACA.
        Pozdrawiam
    • spokofacet Re: Gdzie ci mężczyźni? 23.03.05, 00:07
      NPR to sposób na życie i musi angażować męża. Bez zaangażowania żony i męża to
      nie można mówić o NPR... Tak czytam te posty i niestety musze zaprotestować
      przeciwko używaniu NPR jako metody "przeciwpoczęciowej", czyli
      antykoncepcyjnej, bo NPR i anty to dwa różne bieguny. Mogę się zgodzić, że
      ktoś "stosuje" METODY NATURALNE, czyli niehormonalne, nieinwazyjne,
      niebarierowe itd, ale to jeszcze nie świadczy o tym, że jest to NPR! NPR to
      mentalność, styl życia etc. Ja i moja żonka taktujemy naszą płodność małżenską
      od lat jako NASZĄ sprawę, oboje, siłą rzeczy, jesteśmy zaangażowani; nie wdając
      się w szczegóły kto zapisuje, podaje termometr, bo to sprawa wtórna. Ważny jest
      punkt wyjścia: "po co?"- żeby mieć dzieci? czy żeby nie mieć? czy żeby
      był "bezpieczny sex"? czy żeby było NATURALNIE?
      konkludując: npr to nie METODA; metody rozpoznawania płodności (czy to
      naturalne, czy to "nowotechnologiczne")i naturalne planowanie rodziny to nie to
      samo. :P
      • zamia1 Re: Gdzie ci mężczyźni? 23.03.05, 08:26
        > NPR to sposób na życie i musi angażować męża.

        > Ja i moja żonka taktujemy naszą płodność małżenską
        > od lat jako NASZĄ sprawę, oboje, siłą rzeczy, jesteśmy zaangażowani; nie
        > wdając się w szczegóły kto zapisuje, podaje termometr, bo to sprawa wtórna.

        Mam takie samo zdanie.
        Kwestia tego, kto podaje, kto zapisuje - to drobiazgi, które w każdym
        małżeństwie docierają się same. Wiele spraw w małżeństwie tak wygląda: np. on
        robi zakupy, ona gotuje; on odprowadza dzieci do przedszkola, ona sprząta; on
        kopie ogródek, ona wyrywa chwasty (lub na odwrót, albo w zupełnie innym
        układzie i proporcji) - ale oboje pracują dla swojej rodziny i dbają, by dobrze
        funkcjonowała.

        Pamiętam, że na początku naszego małżeństwa starliśmy się stworzyć związek
        partnerski, w którym obciążenia dnia codziennego będą rozłożone równo i
        sprawiedliwie. No i razem obieraliśmy ziemniaki, razem wieszliśmy pranie; razem
        myliśmy naczynia... Było to bardzo fajne, miało swój urok, ale po jakimś czasie
        zaczęło ewoluować. Okazało się, że ja lepiej i szybciej prasuję, że on robi
        lepiej zakupy (czasy były ciężkie, kartkowe, a on miał pracę w terenie) - i nie
        ma sensu, żeby to wszystko robic razem, bo to strata czasu i energii. To się
        pogłębiło, gdy urodziły się dzieci.
        No i wyspecjalizowaliśmy się - on robi to, ja tamto. Nie wiem, czy to jest
        sprwiedliwe - gdyby tak każdą czynność i każde zaangażowanie rozłożyć na
        czynniki pierwsze, zważyć, zmierzyć... Chyba się nie da, i chyba nie potrzeba.
        Ważne, że DZIAŁA:-)

        Dlatego ja nie widzę konieczności angażowania męża w obserwacje i zapisywanie
        objawów mojej płodności. W naszym małżeństwie to moje zadanie. Mąż ma do mnie
        zaufanie w tej kwestii, a ja CZUJĘ, że jest ze mną. Czasem zagląda do karty,
        czasem pogoni do mierzenia (i PODA TERMOMETR;-) Decyzję "rozpoczynamy sezon"
        podejmujemy wspólnie.

        To nie jest tak, że jeśli pomylę się w obserwacjach i skutkiem tego będzie
        nieplanowana ciąża - to odpowiedzialność spadnie tylko na mnie i mąż będzie mi
        ciosał kołki na głowie. Decydując się na NPR daliśmy sobie kredyt zaufania.
        Jednak nie na wszystko mamy wpływ. Nie wszystko możemy przewidzieć.
        Ale to już inny temat;-)

        Nie ma jednej recepty na udane małżeństwo. Dlatego mam dystans do prób
        sugerowania: co kto i kiedy powinien.

        Pozdrawiam:-)




        • spokofacet Re: Gdzie ci mężczyźni? 23.03.05, 11:01
          > Dlatego ja nie widzę konieczności angażowania męża w obserwacje i zapisywanie
          > objawów mojej płodności. W naszym małżeństwie to moje zadanie. Mąż ma do mnie
          > zaufanie w tej kwestii, a ja CZUJĘ, że jest ze mną. Czasem zagląda do karty,
          > czasem pogoni do mierzenia (i PODA TERMOMETR;-) Decyzję "rozpoczynamy sezon"
          > podejmujemy wspólnie.

          ...a wiec twoj mąż jest zaangażowany ;) ZAANGAŻOWANY to może nieodpowiednie
          słowo. Ale skoro zagląda w karty, decyzje są wspólne to właśnie jest to NPR.
          Tak jak u nas - wspólna sprawa. Natomiast jeśli w małżeńswie TYLKO jedna
          strona - kobieta lub mężczyzna (bo znam przypadek zaangażowania tylko faceta,
          dziwne ale tak jest) zajmuje się METODĄ to już nie jest to NPR tylko jakiaś tam
          metody... diagnozownaia, rozpoznawania , czy jakby to nie nazywać. To jest taka
          sama róznica jak między tym, czy moje dziecko MAM-posiadam czy też dziecko MAM-
          jestem dla niego (odpowiedzialne rodzicielstwo).

          > Nie ma jednej recepty na udane małżeństwo. Dlatego mam dystans do prób
          > sugerowania: co kto i kiedy powinien.

          zgadzam się!!! ja przyłaczam się tylko do tych głosów, które mowią o tym czym
          NPR jest a czym nie jest... wg mnie NPR nie jest METODĄ. moze to temat na
          nowego posta?


        • mimoooza Re: Gdzie ci mężczyźni? 23.03.05, 11:47
          Zgadzam się z Zamią w 100%, najważniejsze jest porozumienie,
          trzymanie "wspólnego frontu", a reszta to szczegóły, które w każdym małżeństwie
          mogą wyglądać inaczej, zależnie od charakterów, temperamentów, zdolności.

          Wszystkim życzę radosnych i pogodnych Świąt :-)
        • burczykowa Zamio! 23.03.05, 11:52
          Podpisuję się obiema łapkami! Dokładnie napisałabym to samo!!!
          Jeśli chce się do czegoś dołozyć ideologię, to faktycznie- trzeba męża jakoś
          angażować (czyt. Wyszukiwać, co on by tu mógł na rzecz NPRu zrobić DLA NAS).
          No, ale okazuje się, że my nie stosujemy NPRu, a tylko metody rozpoznawania
          płodności...
      • poprzezknieje Re: Gdzie ci mężczyźni? 23.03.05, 10:39
        > Tak czytam te posty i niestety musze zaprotestować
        >przeciwko używaniu NPR jako metody "przeciwpoczęciowej", czyli
        >antykoncepcyjnej, bo NPR i anty to dwa różne bieguny.

        Zobacz ze w takim razie papiez Paweł VI mial zły poglad na te metody
        bo przeciez napisal w HV o metodach naturalnych i antykoncepcji:
        "Jest prawdą, że w obydwu wypadkach małżonkowie przy obopólnej i wyraźnej
        zgodzie chcą dla
        słusznych powodów uniknąć przekazywania życia i chcą mieć pewność, że dziecko
        nie zostanie poczęte."
        jakby nie patrzec jest tu ewidentnie mowa o nastawieniu "anty" i nawet sam
        papież nie robił takich cyrków jak ty aby
        udawać że w npr chodzi o co innego niz o unikanie poczecia! Widocznie jestes po
        prostu bardziej papieski niz Paweł VI.
        ale widze ze przez prawie 40 lat nauka poszla naprzod i zostala juz dopracowana
        cala ideologia
        ktorą prezentujesz
        tylko zastanawia mnie przed kim udajesz ? przed sobą ? przed innymi?
        • reszka2 poprzezknieje 23.03.05, 11:43
          bacz na język, niemiło mi się zrobiło od tonu twojego listu, nie rozważając o
          słuszności lub braku słuszności.
          Będę kasować (z żalem).
      • burczykowa Spokofacet 23.03.05, 12:54
        Czyli- jak dobrze zrozumiałam- NPR to coś z ideologią, a metody rozpoznawania
        płodności to antykoncepcyjne NPR bez ideologii?
        W NPRze i MRP chodzi przecież dokładnie o to samo: oznaczyc prawidłowo okres
        płodności w cyklu. Jak wykorzystać to rozeznanie? Jak planuję dziecko, to
        wsółżyję, a jak nie- to sobie odpuszczam (chyba, że ktoś chce sprawdzić
        skuteczność prezerwatywy w czasie płodnym).
        Tylko jest pewne ale: obserwuję swoje objawy płodności TAKŻE w innym celu- by
        potwierdzic, że wszystko jest OKi, czyli chodzi też o zaobserwowanie jakichś
        nieoczekiwanych, niepokojących objawów- czyli w ten sposób kontroluję swoje
        zdrowie. W tym ujęciu ani to nie jest NPR, ani MRP. To jak to nazwać???
        Myslę, że jest to rozkładanie "problemu" na czynniki pierwsze: musi być
        ideologia, by to nazwać NPRem, mąż musi brać udział , musi się znaleźć jakieś
        miejsce w "otoczce ideologicznej" dla niego. Ja nie szukam pretekstu, by nazwać
        swoje obserwacje NPRem, dla mnie wszystko jedno, czy nazwać to można Metodami
        Rozpoznawania Płodności, czy NPRem- bo okazuje się, że cel moich obserwacji
        jest jeszcze dodatkowy, a tego na razie żadne sformułowanie, żadna nazwa nie
        odzwierciedla. Stosuję NPR (??? samoobserwację), bo chcę wiedzieć, co się
        dzieje w moim organizmie. Jako mysląca kobieta wiem, do czego może doprowadzic
        antykoncepcja hormonalna, więc tego nie stosuję z troski o moje zdrowie.
        Rozumie to mój małżonek i akceptuje to- musi mnie w związku z tym kochać,
        skoro woli czasowe "pozbawienie dostępu" od stałego, ale wątpliwego zdrowotnie.
        No i czy znajomość zaleceń czy dokumentów KK w sparwie NPRu i antykoncepcji to
        obowiązek stosującego NPR? Bo ja ich nie znam i one mnie nie interesują.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka