Dodaj do ulubionych

Miesiąc miodowy i NPR....

10.05.05, 21:20
Witam wszystkich,jestem mloda mezatka-od soboty, czuje sie bardzo szczesliwa
z moim Mezem, w koncu jestesmy razem, mozemy nareszcie bez ograniczen oddawac
sie sobie w calosci,ale tu pojawia sie problem-metody naturalne, ktore
zakladaja okresowa wstrzemiezliwosc(w zwiazku z tym, ze jestem poczatkujaca-
czas bez przytulanek to ok 15 dni) i ogromna, przeogromna potrzeba
seksu...Spalamy sie w pragnieniu i pozadaniu siebie,bardzo duzo w nas
napiecia, ktore niczym nie daje sie rozladowac,w koncu czekalismy na siebie
ponad 2 lata( nie wspolzylismy w narzeczenstwie).
I teraz moje pytanie- jak sobie z tym radzic?Co robic?
Pomozcie, doradzcie....jak to wygladalo u Was?
My coraz mniej mamy checi na stosowanie NPR, zaczynam sie zastanawiac czy nie
jest to dobra metoda dla malzenstw z kilkoletnim stazem, ktore etap silnego
napiecia maja za soba.Jest pokusa zastosowania prezerwatywy np dzisiaj( mam 4
dc-niby czas nieplodnosci jeszcze wg Rotzera- mam zanotowane dlugosci 5
ostatnich cykli-ale dzidziusia jeszcze miec nie chcemy, wiec boje sie ze to
nie do konca pewne, zreszta ten sluz...niby go nie widze, nie odczuwam, ale
jaka mam pewnosc, ze dobrze wnioskuje z objawow swojego organizmu??)Maz mnie
bardzo bardzo mocno kocha i zgadza sie na ten trud czekania, ale jest coraz
ciezej- jestesmy malzenstwem od kilku dni i kochalismy sie tylko raz, a mamy
ochote bez przerwy...
Oj...wyzalilam sie....
prosze o jakas sensowna pomoc.
Pozdrawiam aga
Obserwuj wątek
    • antosiczek Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 10.05.05, 21:38
      Jesli jesteś wierząca ( niewierzący też stosują npr, jedni konsekwentnie, inni-
      w tym także uważający się za głęboko wierzących- w dniach płodnych posiłkują
      sie prezerwatywa; która - po pierwsze jest moralnie sprzeczna z nauką kościoła,
      po drugie akurat w czasie płodności kobiety jest ryzykowną antykoncepcją)i jest
      dla Ciebie ważne by być w porządku wobec swojego systemu wartości - spróbujcie
      zaczekać. Wiem, że jest to bardzo trudne, ale nikt nie obiecywał, że bęedzie
      łatwo. Dużo wsparcia i rady możesz otrzymać na forum Ligi Małżeństwo Małżeństwu
      na stronach www.lmm.pl. Jest tam wiele osób praktykujących metody naturalne już
      kilka lat z powodzeniem. Życzę odwagi, wytrwałości i radości.
    • aga_ww Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 10.05.05, 21:43
      Dzieki, nie pocieszylas mnie za bardzo...to wiem, ze nikt nie obiecywal, ze
      bedzie latwo...Jestem wierzaca i w imie naszego systemu wartosci chcemy
      zaczekac.Chcialabym jednak uslyszec jaies opinie osob, ktore stosuja npr od
      poczatku- jak to u nich wygladalo? Jak sobie radzili z napieciem seksualnym?To
      jest naprawde pomocne wiedzec, ze jest jesczz3e ktos ...
    • fiamma75 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 10.05.05, 22:22
      Myśmy stosowali metodę Roetzera od początku małżeństwa, nie planując
      dzidziusia, z tym, że miałam obserwacje z paru ładnych lat, więc na pewno to
      bardzo nam ułatwiało (zwł. w wyznaczeniu niepłodności przedowulacyjnej)
      zobaczysz, że z czasem będzie łatwiej, zaczniesz czuć się pewniej, lepiej też
      poznasz swój organizm i może będziecie mieli więcej dni dla siebie :-)
      Bardzo trudno nam było wytrzymać w czasie płodnym, ale staraliśmy sobie to
      potem odbić :-)
    • misia_7 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 10.05.05, 23:03
      Po pierwsze serdecznie Ci gratuluję i podziwiam was za silną wolę ;-) jesli
      jestescie w stanie sie powstrzymac, to może poczekaj te pare dni do skoku (
      wcale nie 15 dni!) i nie bedziesz sie denerwowala jesli nie planujecie dziecka.
      jestem mężatką od 4 lat i tez mialam ten problem i go czasem tez miewam...
      trudno bywa, ale da sie wytrzymać. Nie robcie nic wbrew sobie i nie miejcie
      wyrzutow sumienia. Mysle, ze jest wam latwiej niz innym, bo umieliscie sie
      powstrzymac od wspolzycia przed slubem. zycze wszystkiego dobrego
      • toya3 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 10.05.05, 23:16
        Podpisuję się pod misią. Od siebie dodam, że tez czekaliśmy baardzo długo przed
        slubem, a po - też było ciężko, stres wydłużył jeszcze czas oczekiwania.
        Pamiętam nasze rozgoryczenie, wątpliwości. Tylko z tym nie robieniem nic wbrew
        sobie, misiu - ciężko powiedzieć, co by tu było wbrew sobie, a co nie?
        Na pocieszenie tylko dodam, że wtedy wydawało nam się to czekanie baardzo
        długim i niesprawiedliwym, ale co to było wobec wielu, wielu miesięcy
        razem ;)) - przychodziły różne chwile, rodziłam dzieci, były przymusowe
        przerwy, były też okresy szalonego seksu, aż do znudzenia - to wszystko składa
        się na życie w małżeństwie. Miesiąc miodowy nie musi być zaraz po ślubie, mozna
        go po jakimś czasie starannie zaplanować i bardzo swiadomie i wspaniale
        przezyć, nawet wiele razy - czego Ci gorąco życzę.
        • misia_7 do toya3 :) masz rację 10.05.05, 23:34
          jak przeczytalam co napisalam , to uznalam, że chyba powinnam iść już spać, bo
          sama nie wiem jak to zdanie by mozna zinterpretować :-) ale interpretujcie
          wlasciwie czyli zgodnie z wlasnym sumieniem
          No wlasnie, jeszcze kwestia wspolżycia w małżeństwie. np. u mnie tak jest, że
          potrzebuję czasem paru dni wytchnienia, a mężuś , powiedzmy , wyciszenia :-)
          A teraz mamy przerwe przymusową, bo poronilam 2 kwietnia i cykl mi szaleje,
          temperatura codziennie inna itd. I jeszcze to, że nie powinnam teraz zachodzić
          znowu w ciążę, by i tej nie stracić, ciężko jest. Ale jestem zadowolona z
          siebie, że nawet w takich chwilach wytrwalam w NPR, chociaz lekarz chcial mi
          wypisac recepte na pigulki. ale też da sie przezyc. :-)
    • mimoooza Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 09:07
      My też od początku małżeństwa (czyli od prawie 3 lat) stosujemy NPR i nie
      współżyliśmy ze sobą przed ślubem. Nam również na początku było trochę trudno,
      ale absolutnie nie żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na inne środki regulacji
      poczęć.
      Może byliśmy w trochę "korzystniejszej" sytuacji - noc poślubna wypadła w
      okresie poowulacyjnym, ale przecież po pierwszym współżyciu trzeba odczekać
      kilka dni, żeby się ewentualne zranienia dobrze zagoiły itd., a więc zaraz
      potem był @ i następny cykl i czas przedowulacyjnej niepłodności względnej...
      Miałam wtedy obserwacje z 1 roku i korzystaliśmy z 1 fazy, zgodnie z regułami.
      Jeśli prowadzisz obsrwacje już jakiś czas, nie powinnaś się obawiać tak bardzo
      1 fazy, po prostu przyjmij jej długość z dużą ostrożnością, bez balansowania na
      granicy.

      Zgadzam się też z dziewczynami, które się już wypowiedziały, że w małżeństwie
      są różne okresy, również jeśli chodzi o bliskość fizyczną. Na pewno jej Wam nie
      zabraknie.


      Poza tym my bezpośrednio po ślubie ciągle mieliśmy jakichś gości, którzy
      oglądali nasze mieszkanko, były rodzinne spotkania z oglądaniem nagrania ze
      ślubu i zdjęć i tak przez około miesiąc, więc paradoksalnie mieliśmy czasami
      mniej czasu dla siebie niż przed ślubem.

      Ze swojego doświadczenia radzę więc tak planować czas, żeby w czasie płodnym
      spotykać się z przyjaciółmi, wychodzic do kina itp., po prostu korzystać z
      życia we dwoje w inny sposób. Przecież piękno małżeńskiego życia nie ogranicza
      się do seksu (choć to najwyraźniejsza zmiana w stosunku do narzeczeństwa...) i
      poczucie bliskości, jedności i ogromną radość mogą przynosić najróżniejsze
      formy aktywności innego rodzaju.
      A kiedy doczekacie się już czasu poowulacyjnego, może warto pomyśleć o jakimś
      urlopie, tak żeby móc się cieszyć sobą bez ograniczeń? To na pewno pomoże
      przetrwać kolejny czas absytnencji.

      Dodam jeszcze coś od siebie - my teraz też przeżywamy okresy abstynencji z
      wielką trudnością, choć z przyczyn innych. Ze względów zdrowotnych lekarze
      poradzili nam, byśmy nie zwlekali ze staraniami o maleństwo. Zmieniliśmy więc
      nasze plany życiowe - wcześniej chcieliśmy poczekać jeszcze 1-1.5 roku ze
      względu na to, że wtedy zakończę pewien etap związany z życiem zawodowym, od
      którego zależy moja przyszłość. Samo podjęcie tej decyzji nie było łatwe, ale
      doszliśmy do wniosku, że widocznie to jakiś znak dla nas, że to już czas.
      Zrobiłam niezbędne przed ciążą badania, łykam kwas foliowy itd. I teraz
      naprawdę bardzo chcielibyśmy zacząć starania, ale postanowiliśmy poczekać do
      końca czerwca - mam wtedy bardzo ważną, daleką podróż zagraniczną związaną z
      moim zajęciem, która może mi w przyszłości bardzo pomóc w sprawach zawodowych.
      Nie chciałabym w jej czasie być we wczesnej ciąży (w optymistycznym wariancie
      gdyby się udało od razu ;-)). A więc mimo podjętej decyzji o staraniach o
      poczęcie za jakiś czas, teraz nadal stosujemy abstynencję w czasie płodnym. To
      jest naprawdę trudne właśnie ze względu na to, że uznaliśmy, iż czas na
      potomka, a z drugiej strony wiemy, że odpowiedzialnie jest poczekać jeszcze te
      1.5 miesiąca.

      Przepraszam, że tak przydługo, ale chciałam Ci tylko powiedzieć, że sytuacje w
      życiu naprawdę są różne. Wiem, że jest Wam ciężko, bo czekaliście tak długi
      czas na bycie ze sobą blisko, ale jednocześnie zapewniam, że jeśli wytrwacie
      przy takim rozwiązaniu, przyniesie ono Wam poczucie harmonii w życiu
      seksualnym, a chwil "uniesienia" napewno Wam nie zabraknie, pozostaje tylko
      cierpliwie poczekać i nie zniechęcać się na początku.

      Serdecznie pozdrawiam i życzę Wam obojgu wiele radości z życia (i pożycia)
      małżeńskiego :-)
      Mimoooza
    • zamia1 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 10:11
      Właśnie leci w radiu:

      Urszula - Piesek twist


      Mądre serce jest jak pies
      samą prawdę w sobie ma
      wiernie czeka przecież wie
      szczęście kiedyś wróci nie ma po co się bać...
      mądre serce jest jak pies
      nie wie jak udawać żal
      może czekać nawet wiek
      szczęście kiedyś wróci nie ma po co się bać...
      jeśli możesz komuś całe serce dać
      kochać raz na zawsze nigdy nie będziesz sam...
      gdy się kocha wszystko łatwe jest
      zapamiętaj to co czujesz kiedy miłość znajdzie się
      gdy się kocha można czekać wiek
      to co dobre już zostanie nigdy nie ominie cię...
      kiedy jesteś zakochany serce jak piesek mały cieszyć się będzie
      kiedy jesteś zaganiany serce jak piesek mały znajdzie się wszędzie
      kiedy jesteś zdołowany serce jak piesek mały cierpieć też będzie
      kiedy jesteś zakochany serce jak piesek mały cieszyć się będzie...

      Pozdrawiam serdecznie:-)

    • toya3 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 10:14
      Opowiem jeszcze o swojego rodzaju paradoksie w moim życiu małżeńskim. Jak
      pisałam, początki były trudne i pełne zwątpienia. Potem nadszedł bardzo dobry
      czas, gdy stosowaliśmy npr, w pełni korzystając z okresów niepłodności,
      powstrzymując sie w okresie płodnym, ale wolne to było od unikania ciąży za
      wszelką cenę. Woleliśmy poczekać, ale ew. wpadka nie byłaby tragedią. Po kilku
      latach uznaliśmy, że "już czas". I wtedy, wydawałoby się - hulaj dusza!
      Niestety, to było fajne przez parę miesięcy. Potem trochę się "przejadło" i
      wkradł się niepokój. A potem - znowu życie z termometrem i wykresem, tylko w
      innym celu. Pojawiło się współżycie "na gwizdek", trzydniowe przerwy,
      monitoring owulacji, odliczanie dni do @ - koszmar, przy którym problemy z
      miesiąca miodowego są naprawdę śmieszne. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że
      seks, na który tak czekaliśmy, można aż tak obrzydzić przez to właśnie niejako
      zmuszanie do niego. Na szczęście to tez już przeszłość, teraz znów jest dobrze,
      chyba lepiej niż kiedykolwiek.
      To tak tylko dla potwierdzenia, że różne okresy bywają - czasem się chce a nie
      można, czasem nie chce się, a trzeba (nikomu nie życzę...), a po latach
      wszystko ma swój czas i miejsce - uczymy się siebie, dopasowujemy i zaczynamy
      chcieć wtedy, gdy można :))
    • aaa73 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 10:56
      Ja jestem mężatką od 8 miesięcy, też czekaliśmy do ślubu (4lata) i stosuemy
      npr. Rzeczwiście,bywa trudno...Ja dostałam @ w dniu ślubu, a potem 65 (!!)
      dniowy cykl...Ale z naszego b.skąpego na razie doświadczenia już wiem,że ten
      czas też jest fajny! Po pierwsze,ostatnio doszłam do wniosku, że chyba gdyby
      nie okresowa wstrzemięźliwość, to chyba kochalibyśmy się rzadziej-jak można
      zawsze, to jest jakiś film/mecz w tv, nauka, jakies inne zajęcia. A tak
      wiemy:albo zaplanujemy sobie bycie razem, albo za kilka dni będzie za
      późno.Poza tym, odkryłam, że paradoksalnie mąż jest dla mnie badziej czuły
      właśnie wtedy, kiedy nie możemy się kochać-to chyba jest właśnie ta wyobrażnia
      miłości... No i czemu piszesz czas bez przytulanek-toż to właśnie idealny czas
      na przytulanki,pocałunki i pieszczoty, choc oczywiście tzrzeba uważać,by sie za
      bardzo nie rozbudzić...;)W każdm razie głowa do góry-wszystko z czasem sobie
      poukładacie, przyzwyczaicie się. Całe życie przed Wami!!Powodzenia!!I pamiętaj,
      npr jest dla wszystkich!Pozdrawiam i życzę szczęścia! :)
      • artus1231 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 14:48
        To, co piszecie, wyraźnie pokazuje w jak dużym stopniu NPR odrywa seks od
        życia. To (tym razem :) nie zarzut tylko konstatacja, bo sam nie mam do
        zaproponowania dobrego rozwiązania. Użycie prezerwatywy może by pomogło, może
        nie, a najprawdopodobniej nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Daleki jestem od
        traktowania prezerwatywy jako lekarstwa na wszystko. Seks to dziwna sprawa. :)
        Wiąże się z przedziwnym paradoksem. Z jednej strony zdecydowanie jest on
        najważniejszy (to w nim następuje - ontologicznie - zjednoczenie osób, tworzy
        się i odnawia małżeństwo). Z drugiej, gdy skupimy na nim uwagę, na pewno
        wszystko prędzej czy później się rozjedzie, nie uda się, zacznie się psuć. I
        bądź tu mądry, człowieku-małżonku! Być może jest tak, jak w tej sentencji św.
        Loyoli - trawestuję: postępuj tak, jakby wszystko od ciebie zależało, patrz
        wyniku, jakby wszystko było niezasłużonym ani nie zapracowanym darem, darmo
        otrzymanym. Inaczej mówiąc, w seks trzeba koniecznie wkładać staranie, wysiłek
        i serce, ale jednocześnie nie wolno zbytnio liczyć, że się dzięki temu wszystko
        zawsze uda. Wysiłek i pokora. To jest piekielnie trudne, bo chcemy mieć
        maksymalną kontrolę, zwłaszcza gdy chodzi o sprawę tak ważną jak pomyślność w
        małżeństwie.
            • artus1231 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 16:22
              Mimozo, nawet z tezą: "Z jednej strony zdecydowanie jest on
              najważniejszy (to w nim następuje - ontologicznie - zjednoczenie osób, tworzy
              się i odnawia małżeństwo)"? Gdy ją pisałem, myślałem o naszym sporze i byłem
              pewny, że Cię ta teza zirytuje :)

              zamia1 napisała:
              > Nie zgadzam się z tym, że NPR odrywa seks od życia.

              Zamio, toż to po prostu fakt - jak w pysk strzelił! :)
              • mimoooza Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 11.05.05, 17:04
                artus1231 napisał:

                > Mimozo, nawet z tezą: "Z jednej strony zdecydowanie jest on
                > najważniejszy (to w nim następuje - ontologicznie - zjednoczenie osób, tworzy
                > się i odnawia małżeństwo)"? Gdy ją pisałem, myślałem o naszym sporze i byłem
                > pewny, że Cię ta teza zirytuje :)

                Rzeczywiście, przeoczyłam ;-)
                A serio - wszystko zależy od tego, jaki punkt widzenia przyjmiemy. Bez miłości
                nie ma (nie powinno) być sakramentu małżeństwa, z drugiej strony jego
                dopełnieniem jest akt seksualny i w nim sakrament się odnawia. Ale według mnie
                miłość jest pierwsza, a współżycie ją dopełniai nadaje specyfikę związkowi
                małżeńskiemu.

                A jeśli chodzi o "oderwanie od życia" - blisko życia jest chyba tylko "pójście
                na żywioł" i brak jakiejkolwiek regulacji poczęć. Wszystkie metody jakoś
                ingerują, nie tylko NPR. A czasem nawet samo życie bywa złośliwe, kiedy by się
                chciało być blisko a nie można z najróżniejszych przyczyn, wcale nie NPR-owych.
                Pozdrawiam :-)
                  • artus1231 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 12.05.05, 13:57
                    Zamiu, sama w innym wątku powiedziałaś, że NPR to "dostosowanie swojego
                    zachowania" czyli współżycia do cyklu (konkretnie niepłodnej jego fazy, gdy
                    chcemy uniknąć poczęcia). By "dostosowywać" trzeba współżycie uczynić
                    niezależnym od niektórych przynajmniej czynników mających na niego wpływ, m.in.
                    biologicznych (większej ochoty w okresie płodnym) oraz właśnie życiowych, o
                    których już pisałem: pojednanie po sprzeczce, które domaga się
                    przypieczętowania na nowo przymierza małżeńskiego, spotkanie po długiej
                    rozłące, zaplanowane wcześniej wspólne wakacje - czyli czas tylko dla siebie,
                    większa potrzeba bliskości spowodowana jakimiś okolicznościami. A nawet trzeba
                    współżycie uczynić niezależnym od... ślubu i nocy poślubnej, co jest gorzkim
                    paradoksem. :) W NPR współżycie płciowe biegnie swoim torem (sztywno
                    wyznaczonym przez fizjologiczny cykl) a codzienne życie małżeńskie swoim. W
                    pewnych wymiarach da się to życie małżeńskie dostosować do cyklu i Ty to,
                    Zamiu, nauczyłaś się robić (planując fajne rzeczy sprzyjające współżyciu w
                    fazie niepłodnej). Ale przecież nie wszystko, co jest ważne w życiu małżeńskim,
                    da się odpowiednio skutecznie zaplanować i przewidzieć. Stąd to przykre
                    poczucie "przymusu" w NPR (nie możemy współżyć wtedy gdy są poważne, obiektywne
                    racje ku temu, a powinniśmy współżyć wtedy, gdy np. specjalnych racji ani
                    ochoty nie ma - współżycie "na zapas", "żeby się nie zmarnowało").
                    Katoliccy etycy "naturalność" współżycia sprowadzają do zachowania jego
                    fizjologii, twierdząc, że to kryterium gwarantuje całą resztę (głębokie
                    przeżycie, budowanie jedności i najlepsze wyrażanie miłości). Według nich
                    naruszenie owej fizjologicznej "naturalności" to zawsze uleganie pożądliwości.
                    Jest to albo ślepota, albo "zła wola" (bo chyba nie są wszyscy durniami?).
                    Życie i miłość czasem przecież domagają się współżycia "niewczas".
                    • zamia1 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 12.05.05, 17:29
                      Zamio, Artusie;-)

                      Ja widzę to "oderwanie od życia" zupełnie inaczej.
                      "Życie" to cykl kobiety, zmienny w czasie: raz okres płodny, raz niepłodny.
                      Kobiety w wieku rozrodczym już tak mają.
                      Małżeństwo to związek zawsze płodnego mężczyzny i cyklicznie płodnej kobiety.
                      Małżeństwo NPR-owe respektuje cykl kobiety, czyli owo "życie" i dostosowuje
                      swoje zachowania w sposób zależny od tego, co chce uzyskać.

                      > pojednanie po sprzeczce, które domaga się
                      > przypieczętowania na nowo przymierza małżeńskiego, spotkanie po długiej
                      > rozłące, zaplanowane wcześniej wspólne wakacje

                      > A nawet trzeba
                      > współżycie uczynić niezależnym od... ślubu i nocy poślubnej,

                      To, kiedy idziemy do łóżka, a kiedy nie - to tylko nasze wybory. Nikt Ci nie
                      zabroni współżyć po awanturze, czy podczas wakacji, skoro uważasz, że tak
                      trzeba.
                      Winisz NPR? Ja się cieszę, że mamy możliwość świadomego wyboru: chcę być w
                      ciąży, czy nie. 100 lat temu jej nie było. Jeśli ludzie nie chcieli więcej
                      dzieci, mieli do wyboru właściwie tylko nie współżyć w ogóle.

                      Piszesz: "W NPR współżycie płciowe biegnie swoim torem (sztywno
                      wyznaczonym przez fizjologiczny cykl) a codzienne życie małżeńskie swoim." Ja
                      tak tego nie odbieram. Nie widzę tu tych dwóch odrębnych torów, które w pewnych
                      momentach się krzyżują, tylko cały czas jedną drogę. Czy mąż i żona stanowią
                      prawdziwie małżeństwo tylko wtedy, kiedy "można"?

                      • artus1231 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 12.05.05, 18:58
                        zamia1 napisała:
                        > Ja widzę to "oderwanie od życia" zupełnie inaczej.
                        > "Życie" to cykl kobiety, zmienny w czasie: raz okres płodny, raz niepłodny.
                        > Kobiety w wieku rozrodczym już tak mają.
                        > Małżeństwo to związek zawsze płodnego mężczyzny i cyklicznie płodnej kobiety.
                        > Małżeństwo NPR-owe respektuje cykl kobiety, czyli owo "życie" i dostosowuje
                        > swoje zachowania w sposób zależny od tego, co chce uzyskać.

                        Jeżeli dla danego małżeństwa w ich wspólnym życiu ważniejszy jest respekt dla
                        cyklu i pełna fizjologiczna naturalność współżycia od wszelkich okoliczności,
                        na których współżycie jest właściwą odpowiedzią - to zgoda. Mamy więc albo
                        zachowanie naturalności cyklu i fizjologii kosztem naturalności postępowania,
                        albo - odwrotnie. :)
                            • zamia1 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 12.05.05, 19:23
                              Ech...:-)
                              Naturalny cykl kobiety jest jaki jest. Nie da się go nagiąć do różnych
                              życiowych okoliczności. Za to owe okoliczności można (przynajmniej w części)
                              nagiąć do cyklu.
                              Albo to zaakceptujemy (i zyjemy sobie szczęśliwie długie lata), albo nie
                              (i buntujemy się, marudzimy, lub szukamy szczęścia w antykoncepcji).
                              • m.gc Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 12.05.05, 19:50
                                > Albo to zaakceptujemy (i zyjemy sobie szczęśliwie długie lata), albo nie
                                > (i buntujemy się, marudzimy, lub szukamy szczęścia w antykoncepcji).

                                Ale czy rzeczywiście "szukamy szczęścia" w antykoncepcji?
                                Włosy nam siwieją i albo to akceptujemy i żyjemy długo (i siwo), albo buntujemy
                                się i farbujemy.
                                Skóra nam wiotczeje lub schnie itd. - akceptujemy albo lifting, albo kosmetyki,
                                albo i co.
                                Czy to oznacza szukanie szczęścia w farbie do włosów? kremie?

                                To jest oczywiście inna kwestia. Ale argumentacja podobnawa.

                                  • m.gc Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 12.05.05, 23:07
                                    zamia1 napisała:

                                    > (...)nie widzę analogii.
                                    Explicite chodziło o dwie rzeczy.
                                    1. "Naturalność" sama z siebie nie stanowi argumentu za etycznością, a
                                    "nienaturalność" za nieetycznością.
                                    2. Obrona jakiegoś postepowania przed zarzutem nieetyczności nie jest tożsama z
                                    upatrywaniem w nim prostej drogi do szczęścia.
                                    • zamia1 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 13.05.05, 07:39
                                      > 1. "Naturalność" sama z siebie nie stanowi argumentu za etycznością, a
                                      > "nienaturalność" za nieetycznością.
                                      > 2. Obrona jakiegoś postepowania przed zarzutem nieetyczności nie jest tożsama
                                      > z upatrywaniem w nim prostej drogi do szczęścia.

                                      Naturalnie, tylko, że ja nie o tym ...

                                      • m.gc Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 13.05.05, 08:44
                                        Zamio. Ponieważ to jest forum, to przynaję sobie prawo zareagować na tekst, np.
                                        Twój, bardziej zwracając uwagę na to, jak ja go kojarzę (a więc i inni mogą)niż
                                        na Twoje osobiste zdanie i intencje, których pewnie nie znam. Twoja wypowiedź
                                        zawierała coś, co bywa używane jako argument - i tak bywa odczytywane. Tylko tyle.
      • nordynka1 Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 14.05.05, 21:55
        Ha ..mnie też,po raz pierwszy mam nadzieję nie ostatni ;-)

        ago_ww gratulacje! dziewczyny napisały już dużo z tego co chciałabym Ci
        powiedzieć. My z mężem tez czekaliśmy na naszą noc poślubną kilka tygodni - w
        dniu ślubu miałam środek okresu. Ale doszliśmy do wniosku, że skoro czekaliśmy
        na siebie dwa lata to warto wytrwać jeszcze te kilkanaście dni. Jasne że
        wymagało to jakiegoś wysiłku ale ..warto. To co najcenniejsze kosztuje
        najwięcej. Życzę Wam wytrwałości i tego byście byli szczęśliwi w Waszym
        małżeństwie!
    • menudia Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 16.05.05, 03:23
      Jeśli NPR jest czymś, co ma zniechęcić ludzi do seksu, to u mnie to działa. Czas
      dzieli się na części, w których nie mogę się kochać i części, w których nie chcę
      się kochać. Zawsze mnie fascynował problem nocy poślubnej. Ja miałam szczęście,
      bo wypadła na dni niepłodne. Jeśli w czasie kochania się z użyciem prezerwatywy
      mają Cię dręczyć wyrzuty, że robisz coś złego, to to jest bez sensu. Postępuj w
      zgodzie z sobą. I zastanów się również, ile w NPR jest głosu Boga, a ile
      dorobionej sztucznie ideologii. Czekaliście długo to i teraz dacie radę. Tylko
      żebyście za kilkadziesiąt lat nie stwierdzili nagle, że coś Wam umknęło... Że
      całe życie tylko czekaliście...
      • ewania77 NPR a zycie 16.05.05, 09:36
        Zgadzam sie z Menudia - w codziennym zyciu zapracowanych malzonkow jest tak
        strasznie malo czasu na bycie razem, w tym i na fizyczna milosc, ze nie
        wyobrazam sobie dalszych restrykcji i ograniczen spowodowanych NPR. Szanuje
        osoby, ktore to stosuja i zycze im szczescia, ale nie wmawiajcie ludziom, ze
        jest to swietna metoda dobra dla kazdego. Bo nie jest
    • 0golone_jajka A BEZ WKŁADANIA to nie można???? 16.05.05, 09:49
      My, gdy są dni płodne i nie mamy akurat prezerwatyw robimy wszystko POZA PENETRACJĄ. Zapewniam, że oboje osiągamy pełną satysfakcję. Nie trzeba koniecznie tylko i wyłącznie się parzyć jak króliki i od razu robić dzieci. Można to zrobić BEZ WKŁADANIA.
        • zuzaba Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 18.05.05, 14:20
          mimika37 napisała:

          >Więc może nie robić cyrków, żeby potem nie żałować, że si
          > ę
          > coś straciło?
          Ale o co Ci chodzi?
          Pieszczenie się ręką uważasz za cyrk???????
          I co się straci?
          Przeciez to nie wyklucza za ileś dni wpółżycia!
    • majowa-panna Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 17.05.05, 09:06
      Aga, rozumiem Cię, bo my też "czekamy" i mamy ślub w tą sobotę, a ten cykl w
      wyniku stresów przedślubnych i pracy w nocy w okresie około owu zrobił się po
      prostu dosyć "inny" niż pozostałe do tej pory :((( więc chyba poczekamy na
      następny... i mam nadzieję że się doczekamy. Trzymaj się cieplutko i się nie
      poddawaj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ps. Zawsze warto miec jakiś dopuszczalny plan B.
        • majkabis Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 18.05.05, 22:28
          0golone_jajka napisał:

          > > Ps. Zawsze warto miec jakiś dopuszczalny plan B.
          >
          > czyli np petting, ja z moją dziewczyną przez kilka lat ograniczaliśmy się
          jedyn
          > ie do pettingu a i tak było nam dobrze.
          Hehehe
          Chyba lata pomyliłeś z godzinami.
          Przeciez brak współzycia przez całe lata grozi choroba psychiczna i rozstrojem
          nerwowym. Nie wierzę, byś na to się godził. No chyba, że korzystałes z innych.
          • 0golone_jajka Re: Miesiąc miodowy i NPR.... 19.05.05, 09:30
            > Przeciez brak współzycia przez całe lata grozi choroba psychiczna i rozstrojem
            > nerwowym.

            Sugerujesz, że wszyscy księża są chorzy psychicznie????

            Poznałem moją dziewczynę gdy miałem 18 lat. To była moja pierwsza i ja też byłem jej pierwszy. Zaczynaliśmy powoli, zresztą nie było warunków (wiadomo, rodzice). Pierwszy stosunek odbyliśmy chyba po 3 latach. Teraz, oczywiście, inaczej bym na to patrzył, bo już współżyłem, ale przedtem powstrzymanie się od czegoś czego nie znałem nie było takie trudne.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka