Dodaj do ulubionych

Dodatkowe jajeczkowanie?

28.10.05, 12:20
"U wielu kobiet, zwłaszcza młodych, dochodzi do dodatkowego jajeczkowania,
mogącego wystąpić w każdej fazie cyklu - tzw. jajeczkowania sprowokowanego w
wyniku stosunku płciowego." - koniec cytatu.
Ludzie, naprawdę??????????????
Obserwuj wątek
      • mama-magdy Re: Dodatkowe jajeczkowanie? 28.10.05, 12:39
        No właśnie... Aż złapałam się za głowę, kiedy to przeczytałam. Nie w
        podręczniku medycyny. Taką "wiedzę" podaje uczniom I klasy gimnazjum
        podręcznik "Biologia. Człowiek - anatomia, fizjologia i higiena", którego
        autorem jest Barbara Klimuszko. Nie wiem, może autorka chciała wystraszyć i
        zniechęcić młodych ludzi do podejmowania współżycia, no bo skoro nigdy nic nie
        wiadomo, a wspólżycie może wywołać owulację, to lepiej dać sobie z tym spokój...
        Ale to przecież nie upoważnia jej do wypisywania takich bzdur. Strach pomyśleć,
        czego jeszcze "uczy" szkoła. Co o tym myślicie? Ja nie chcę, żeby moje dziecko
        było w taki sposób okłamywane ( choć martwię się na zapas - córka ma dopiero 3
        lata ).
          • niebieskaosmiornica Re: Dodatkowe jajeczkowanie? 28.10.05, 13:43
            Nie tylko w podrecznikach szkolnych niestety..........
            Jak bylam w podstawowce, to siostra katechetka twierdzila, ze z gwaltu nie
            mozna zajsc w ciaze, bo sie kobieta blokuje i jezeli dziewczyny twierdza, ze
            maja ciaze z gwaltu, to na pewno sie upily i nie pamietaja co robily............
            Opowiedzialam to mojej siostrze, wowczas studentce medycyny, a ona na to, ze
            jest wrecz odwrotnie, ze w czasie gwaltu, pod wplywem stresu moze nastapic
            dodatkowe jajeczkowanie, ze to taki mechanizm biologiczny zapewniajacy
            mozliwosc prokreacji najsilniejszym osobnikom i ze kroliki to wlasciwie tylko
            takie jajeczkowania maja.............
            Na zawsze utkwilo mi to w pamieci.......... Nie komentuje, bo komentarza chyba
            nie wymaga................
      • genepis Re: Dodatkowe jajeczkowanie? 28.10.05, 22:03
        osieuek napisała:

        > Podaj tytuł podręcznika, autora i wydawnictwo.
        >
        > Do wydawnictwa można napisać maila.
        >

        Przecież podała.
        Znalazłam to w internecie:

        www.gimnazjum.pl/przedmioty/biologia/podreczniki/biol157_99.php3
        Jest to jakieś wydawnictwo ŻAK

        Strona wydawnictwa to:
        www.wydawnictwo-zak.pl/
        Piszcie maile. Ja też to zrobię, bo to wstyd, żeby takie bzdury w podręczniku
        podawać.

        Owulacja podczas stosunku została stwierdzona, nie pamietam, na 100% - muszę
        sprawdzić, albo u myszy, albo u królików. Ale one mają zupełnie inny typ
        regulacji cyklu.

        O regulacji u człowieka był wątek Burczykowej.

        genepis
    • wierzgalska1 Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- Tak 29.10.05, 14:58
      Ale nie dodatkowa!!!!!

      Na pewno zacytowałaś słowo w słowo?

      Może tam nie chodzi o dodatkowe, ale o owulację w innym terminie niż
      spodziewana?
      To i owszem, zdarza się. Sama "wymierzyłam" (termometrem mi.in :)) taka
      zależność.

      Owulację mozna niejako wyidukować, pewne czynniki zewnętrzne mają wpływ na
      dopasowanie się wewnętrznych procesów (chemicznych, zmian hormonalnyuch)- w
      celu oczywiście podstawowym - przetrwania gatunku.

      Te czynniki to:

      1. Atrakcyjność osobnika płci przeciwnej, która podburzy nam tak hormony i
      dojdzie do wcześniejszej (rzadziej późniejszej) owulacji - a to u ludzi młodych
      (wygórowana reakcja hormonalno-neuroprzekaźnikowa na spotkanie, czy samą myśl o
      spotkaniu X.X.!) często się zdarza, częściej niż na innym etapie zycia!
      Właśnie u mnie termin owulacji dostosował się do terminu spatkań z tymże
      osobnikiem!!! Może to przypadek, bo dopiero 2x takie coś zauważyłam...

      2. Szczególny przypadek tego ODBIORU "atrakcyjności" to po prostu odbyty
      stosunek płciowy z atrakcyjnym (obcym?) partnerem.
      Gdzie indziej nazywaja to, że "przygodny seks może wywołać owulację".
      Jak to jest z gwałtem? Tam chyba nie ma wzajemnej atrakcyjności? No chyba, że...
      Może sam mechaniczny czynnik + adrenalina z przeżycia. Nie wykluczam, choć
      powątpiewam.
      Może atrakcyjność była u młodych kobiet (i sprzyjała wyindukowaniu owulacji),
      aż do czasu próby współżycia (szczególnie inicjacji), a potem, w trakcie
      prysnęła - ale partner i tak "wyegzekwował" swoje.
      Myślę, że takie "półgwałty" są niestety dość popularne, bioąc pod uwagę
      obserwację mentalności współczesnej młodzieży.
      3. Zmiana klimatu - doskonale przejrzyście przesuwa termin owulacji, zazwyczj
      na późniejszy (organizm) musi sie przyzyczaić do zmiany, zaaklimatyzować.
      4. Stres, sytuacja stresowa - to tez niesprzyjające warunki na ciążę, więc
      jajeczkowanie się odbywa z opóźnieniem.
      Niektóre kobiety w sytuacji stresu mogą odpuścić sobie w danym cyklu owulację.
      Aż do skrajnego przypadku, gdzie długotrawły stres może zablokować
      jajeczkowanie w ogóle i takie osoby często młode - nagle przestają
      miesiączkować.
      5. Odchudzanie - organizm na nie reaguje +/- jak na stres.
      Osoby analizujące czyjeś cykle w NPR zalecają również co miesiąc pisać wagę.
      Myślę, że właśnie dlatego.

      Jeśli jednak nastąpi takie przedwczesne, "wyindukowane" jajeczkowanie,
      wcześniejsze niz wykalkulowane z "kalendarzyka" i długości cyklu, nie oznacza
      to, że w przewidzianym terminie (w połowie cyklu) będzie drugie jajeczkowanie!
      A tamto było "dodatkowe"... Nic bardziej błędnego!
      Jeden cykl, jedno jajeczkowanie (najwyżej z uwolnieniem więcej niż 1 jajeczka).
      Dlaczego?
      Bo hormony ludzkie są tak zaprogramowane, że mają tylko jeden szczyt w
      miesiącu, który pozwala tylko na jedno jajeczkowanie, a potem cała kaskada jego
      konsekwencji (hormonalnych) umożliwia na kolejne dopiero po menstruacji.

      Z poważaniem
      w.

      P.S. Nie wierzę, że to cytat dosłowny, że tam autorka użyła słowa "dodatkowe".
      Myslę, że to mogło zostać przekręcone.
      Poprosze mamę-magdy o nr strony z tego podręcznika, na której była ta
      informacja.

      Skombinuję sobie tę książkę.

      Do Mamy-magdy!!!!
      Poproszę o nr strony i rok wydania(które) pozycji pani Klimuszko.

      Milczenie będzie oznaczało, że mama-magdy nie widziała tej książki na oczy,
      albo, że ma tę wiadomość jako zasłyszaną (duże prawdopodobieństwo, że
      przekręconą).
      Tak, czy siak, jeżeli wersja oryginalna będzie sie różnić od cytatu autorki
      wątku - tp przykro mi Mamo-magdy, świadomie, czy nieświadomie (półświadomie, bo
      nikt pozytywnie nastawiony do NPR nie napisałby takiego zdania) próbujesz:
      1. namieszać.
      2. Prowokować, obalać możliwość stosowania metody NPR (u siebie? u ogółu?)
      3. Powątpiewać w skuteczność najbardziej precyzyjnej (prawie naukowej!) metody
      rozpoznawania niepłodności.
      (Bo właśnie dzięki NPR da się dokładnie określić termin jajeczkowania, że taka
      np.przedwczesna owulacja już była i nie musimy się stresować w ok. połowy cyklu
      i używać wtedy prezerwatyw - bo najmłodszej młodzieży przecież nie aplikuje się
      hormonów dopóki się niewyregulują ich naturalne cykle.)
      Niewiedza ciagnie kasę!
      I stres.

      Zdrowia i duzo pieniędzy!
      Dla wszystkich.

      A Mamę-magdy naprawdę proszę o podanie strony z tekstem źródłowym cytatu!
      To niezwykle istotne, kluczowe w sprawie, na którą odpowiedź sama chciałaś
      uzyskać, czyż nie?

        • wierzgalska1 Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 29.10.05, 23:57
          vibe-b napisała:

          > A ja bym chciala o jeden szczegol zwiazany z przyspieszeniem owulacji
          zapytac:
          > jakiego rzedu jest to przyspieszenie? To znaczy: jesli kobieta zwykle owuluje
          > w , powiedzmy 17 dniu cyklu, to przyspieszona owulacja moze zajsc w : 10, 8,
          6
          > czy nawet 5 czy 3 dniu cyklu?

          Na pewno niewielkie jest pole do manweru. Przecież musi zdążyć dojrzeć jeden
          pęcherzyk Graafa etc, etc. Podczas miesiączki wykluczyłabym tą możliwość
          całkowicie. W którym dalej dniu u danej kobiety - to pewnie zależy od tempa
          wzrastania pęcherzyka Graafa, a to jest pewnie osobniczą cechą, jak tempo
          przemiany materii. Niby ten sam proces, a u każdego jest inaczej.

          W moim przypadku, przy bardzo regularnych miesiączkach
          i momencie skoku powtarzalnym prawie co do dnia (13/14dc) przyspieszenie
          (ostatnie) o jakim pisałam wynosiło dokładnie 3 dni. "Klimatyczne", wakacyjne
          opóźnienie - również 3 dni.
          Jak ktoś ma ogólnie mniej uregulowane cykle, to 3 dni to w zasadzie
          żadne "przesunięcie"...
          Dla mnie to dość znaczne.

          A co pisze w tej książce "Taking charge of your fertility" o elastyczności
          owulacji, czy czynnikach wpływających na termin owulacji?

          Dużo mądrąści stamtąd wyciągnęłaś na światło dzienne!
          • vibe-b Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 30.10.05, 00:18
            wierzgalska1 napisała:


            >
            > A co pisze w tej książce "Taking charge of your fertility" o elastyczności
            > owulacji, czy czynnikach wpływających na termin owulacji?
            >

            Generalnie podkreslona jest oczyswista mozliwosc opoznienia owulacji (stres,
            podroze, przeprowadzki, choroba, leczenie, zmiany wagi). Jak na razie nie
            spotkalam sie aby ksiazka opisywala przypadek przyspieszenia, no ale nie
            przeczytalam jeszcze od deski do deski. (choc musze przyznac iz w skorowidzu
            jest tylko termin opoznionej owulacji)


            pozdr
      • osieuek Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 29.10.05, 17:15
        Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę. Wygląda na to, że sytuacja organizmu przed
        owulacją przypomina mechanizm z nakręconą sprężyną, którą jakieś zaburzenie
        łatwo może zwolnić. Czyli że łatwiej owulację wyzwolić - przyśpieszyć - niż
        opóźnić. Tak wnoszę z mojej wiedzy na temat nieprzewidywalnej długości I fazy.

        • wierzgalska1 Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 31.10.05, 07:52
          osieuek napisała:

          > Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę. Wygląda na to, że sytuacja organizmu
          przed
          > owulacją przypomina mechanizm z nakręconą sprężyną, którą jakieś zaburzenie
          > łatwo może zwolnić. Czyli że łatwiej owulację wyzwolić - przyśpieszyć - niż
          > opóźnić.

          Nic bardziej błędnego.
          Za przespieszenie owulacji są odpowiedzialne sprzyjające warunki (zdrowotne,
          bezstresowość etc.) oraz POZYTYWNE EMOCJE! A o te o wiele trudniej w
          dzisiejszym świecie.
          Łatwiej się stresujemy, kichamy i raczej łatwiej w nas wzudzić NEGATYWNE
          EMOCJE...
          Znacznie „łatwiej” o czynniki opóźniające owulację. Więc ta sytuacja zdarza się
          odpowiednio częściej, wydłużając oczekiwanie na @.

          (P.S. Przy przyspieszeniu owu osobiście nie miałam wcześniej @, lecz trochę
          dłuższą fazę lutealną.)

          > Tak wnoszę z mojej wiedzy na temat nieprzewidywalnej długości I fazy.

          Teoretycznej czy praktycznej?

          I właściwie o czym Twoja Wiedza stanowi? O pływającym w pewnych granicach
          terminie owu?

          Pozdr.
      • vibe-b Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 29.10.05, 17:45
        wierzgalska1 napisała:

        > Ale nie dodatkowa!!!!!
        >
        > Na pewno zacytowałaś słowo w słowo?
        >
        > Może tam nie chodzi o dodatkowe, ale o owulację w innym terminie niż
        > spodziewana?
        > To i owszem, zdarza się. Sama "wymierzyłam" (termometrem mi.in :)) taka
        > zależność.
        >
        > Owulację mozna niejako wyidukować, pewne czynniki zewnętrzne mają wpływ na
        > dopasowanie się wewnętrznych procesów (chemicznych, zmian hormonalnyuch)- w
        > celu oczywiście podstawowym - przetrwania gatunku.
        >
        > Te czynniki to:
        >
        > 1. Atrakcyjność osobnika płci przeciwnej, która podburzy nam tak hormony i
        > dojdzie do wcześniejszej (rzadziej późniejszej) owulacji - a to u ludzi
        młodych
        >
        > (wygórowana reakcja hormonalno-neuroprzekaźnikowa na spotkanie, czy samą myśl
        o
        >
        > spotkaniu X.X.!) często się zdarza, częściej niż na innym etapie zycia!
        > Właśnie u mnie termin owulacji dostosował się do terminu spatkań z tymże
        > osobnikiem!!! Może to przypadek, bo dopiero 2x takie coś zauważyłam...
        >
        > 2. Szczególny przypadek tego ODBIORU "atrakcyjności" to po prostu odbyty
        > stosunek płciowy z atrakcyjnym (obcym?) partnerem.
        > Gdzie indziej nazywaja to, że "przygodny seks może wywołać owulację".



        Zaintrygowala mnie ta informacja na tyle,iz znow zaczelam grzebac w mojej
        ulubionej ksiazce, ktora sie czeto posilkuje (Taking charge of your fertility)
        i oto co tam stoi:

        "Pytanie: czy orgazm moze wywolac owulacje?
        odpowiedz: NIE. Orgazm i owulacja nie sa skorelowane. Aby owulacja byla
        mozliwa, musi zajsc estrogenowy "built up", stopniowo, zwykle w ciagu cyklu dni"
        • genepis Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 29.10.05, 18:18
          vibe-b napisała:

          > wierzgalska1 napisała:
          >
          > > Ale nie dodatkowa!!!!!
          > > Na pewno zacytowałaś słowo w słowo?
          > > Może tam nie chodzi o dodatkowe, ale o owulację w innym terminie niż
          > > spodziewana?
          > > To i owszem, zdarza się. Sama "wymierzyłam" (termometrem mi.in :)) taka
          > > zależność.
          > >
          > > Owulację mozna niejako wyidukować, pewne czynniki zewnętrzne mają wpływ n
          > a
          > > dopasowanie się wewnętrznych procesów (chemicznych, zmian hormonalnyuch)-
          > w
          > > celu oczywiście podstawowym - przetrwania gatunku.
          /.../
          > Zaintrygowala mnie ta informacja na tyle,iz znow zaczelam grzebac w mojej
          > ulubionej ksiazce, ktora sie czeto posilkuje (Taking charge of your
          fertility)
          > i oto co tam stoi:
          >
          > "Pytanie: czy orgazm moze wywolac owulacje?
          > odpowiedz: NIE. Orgazm i owulacja nie sa skorelowane. Aby owulacja byla
          > mozliwa, musi zajsc estrogenowy "built up", stopniowo, zwykle w ciagu cyklu
          dni
          > "

          Obie macie rację, a raczej obie się uzupełniacie.
          Przysadka mózgowa produkuje FSH pobudzający wzrost pęcherzyków Graaffa. Jajnik
          odpowiada produkcją estrogenu.
          Estrogen rośnie... rosnie... i teraz są trzy możliwości.
          a)rośnie stopniowo dochodząc do pewnego poziomu, który dla przysadki jest
          sygnałem do wyrzucenia LH. Pik LH powoduje pękniecie pęcherzyka, czyli owulację.
          Owulacja zachodzi w mniej więcej spodziewanym terminie.
          b) rośnie... nagle pojawia się jakiś czynnik, ktory organizm uznaje za
          niekorzystny, więc organizm się rozmyśla i poziom estrogenu spada, choć
          pojawiły się już pierwsze objawy płodności tj śluz. Po jakimś czasie rośnie
          znowu i tak moze się bawic w kotka i myszkę nawet kilka razy. w koncu decyduje
          się, estrogen rożnie do odpowiedniego poziomu, przysadka wyrzuca LH i dalej jak
          wyżej.
          W tym przypadku I faza jest dłuzsza (czasem jest to typowa uroda danej kobiety,
          a czasem wyjatkowo organizm robi jej psikusa i ta druga, wiedzac, ze zawsze
          owulowala koło np 14 dnia i ze były objawy owulacji, mysli ze jest juz "po" (a
          nie mierzy temperatury) i "wpada" bo owulacja zaszla pozniej niz zwykle, a
          wspolzycie a moze raczzej szykowanie sie do niego spowodowało "zwolnienie
          cyngla" czyli to, o czym pisała osieuek.
          c) poziom rosnie ale na skutek jakichs wydarzen zewnetrznych roznie szybciej
          niz zwykle (np inicjacja seksualna, atrakcyjnosc partnera itd) i szybciej
          osiaga poziom, ktory dla przysadki jest znakiem, ze ma wyrzucic LH.
          Z tym, ze jesli pecherzyki Graaffa nie są dosc dojrzałe by ten najwiekszy był w
          ogole w stanie pęknąc, to oczywiscie owulacja sie nie przyspieszy az tak bardzo.
          TO wszystko roznice indywidualne.

          To tak gwoli podsumowania Wierzgalskiej i vibe-b, z ktorymi w zasadzie sie
          zgadzam.
          Ciekawa jestem jak to wyglada w samej ksiazce.
          Napisalam do Żaka, ale nie mam odpowiedzi.
      • modernista Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 30.10.05, 01:25
        A czy z tego wszystkiego nie wynika, że są kobiety które z jakiś powiedzmy
        psychicznych czynników (by nie sprowadzać wszystkiego co ludzkie do chemii)
        mogą pociągnąć za cyngiel wcześniej i owulacja po kilku dniach wpasuje się w
        oczekujące kijanki :) - to by tłumaczyło te poczęcia z 7, 8 dnia cykli
        generalnie normalnej długości.

        Gdzieś czytałem, nie wiem czy to nie bzdura, ze niektóre kobiety mieszkające
        razem dopasowują swoje cykle do siebie -to by wspierało tezę o wpływie
        środowiska na cykl -a może to pozostałość ze zwierzęcych godów i próba
        konkurencyjnego wabienia samca alfa :) Ciekawe czy przez net też to działa -
        strzeżcie się dziewczyny :)
        • vibe-b Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 30.10.05, 09:12
          modernista napisał:

          >
          >
          > Gdzieś czytałem, nie wiem czy to nie bzdura, ze niektóre kobiety mieszkające
          > razem dopasowują swoje cykle do siebie -


          No, to raczej bzdura:)
          Mieszkalam 5 lat w akademiku w roznych ukladach "osobowych" i zawsze kazda
          miesiaczkowala wedle wlasnego rytmu.

          pozdr
        • osieuek Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 30.10.05, 10:40
          A ja się zastanawiam, czy dałoby się jakoś sterować tym wyzwoleniem owulacji.
          Tzn. zrobić tak, żeby pojawiła się najwcześniej jak się da i to w taki sposób,
          że wiemy kiedy.

          Nie byłoby to może specjalnie wygodne, bo cykle by się skróciły. Ale
          przynajmniej byłaby jasność co do tego, kiedy była owulacja.
          • wierzgalska1 Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 31.10.05, 08:07
            osieuek napisała:

            > A ja się zastanawiam, czy dałoby się jakoś sterować tym wyzwoleniem owulacji.
            > Tzn. zrobić tak, żeby pojawiła się najwcześniej jak się da i to w taki sposób,
            > że wiemy kiedy.

            Właściwie, to wiemy kiedy się zbliża owu (śluz, libido) i kiedy zacząć się
            strzec, a kiedy skończyć - to temp. nam wskazuje.
            WIęc po co jeszcze coś więcej.
            Osobiście jestem zachwycona tym co wiem!

            Można by oczywiście zastosować jakieś podłącznie do elektrod ( w wybranym przez
            siebie terminie ;), w celu wywołania pozytywnych emocji (w S-F o tym pisano już
            od dawna!) czy stanów organizmu sprzyjających poczęciu (owulacji) - również w
            celu leczniczym - wywołania owulacji i co za tym idzie powrócenia
            miesiączkowania - zamiast chemii!!!
            :)

            > Nie byłoby to może specjalnie wygodne, bo cykle by się skróciły.

            Nie wiem jak u innych, może to nie reguła, ale mnie osobiście 3 dni wcześniej
            owulacja NIE przyspieszyła o 3 dni @. Organizm to nie zegar...
            Ma swoje własne prawa.

            Pozdr.
          • modernista Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 31.10.05, 10:58
            Szkoda, że to niemożliwe - tym róznimy się od małpich kuzynów, że mamy ukrytą
            owulację - to byłby ewolucyjny krok wstecz, ale za to jaki powrót do
            natury. :)
            Sam nie wiem, ale lepsze jednak są cykle krótkie z z dlugą III fazą -wtedy nie
            byłoby pokus do chodzenia po polu minowym w fazie I, bo by jej praktycznie nie
            było.

            pozdrawiam
      • lilith76 Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 30.10.05, 14:12
        > Jak to jest z gwałtem? Tam chyba nie ma wzajemnej atrakcyjności? No chyba, że..
        > .
        > Może sam mechaniczny czynnik + adrenalina z przeżycia. Nie wykluczam, choć
        > powątpiewam.
        > Może atrakcyjność była u młodych kobiet (i sprzyjała wyindukowaniu owulacji),
        > aż do czasu próby współżycia (szczególnie inicjacji), a potem, w trakcie
        > prysnęła - ale partner i tak "wyegzekwował" swoje.
        > Myślę, że takie "półgwałty" są niestety dość popularne, bioąc pod uwagę
        > obserwację mentalności współczesnej młodzieży.

        trzeba będzie o tym informować kobiety chcące usunąć ciążę z gwałtu. tym z obszarów objętych wojnami domowymi i brutalnymi gwałtami też. kapryśnice.

        emocje, to emocje - pozytywne i negatywne.

        socjobiolodzy dopuszczają wyindukowaną owulację w wyniku gwałtu - coś takiego jest jak najbardziej na rękę dla przetrwania gatunku. nieważne jakimi sposobami - czystymi, czy nie - ważne, że jest kolejne pokolenie.
        • majkabis Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 02.11.05, 11:46
          O fizjologii cyklu (wątek burczykowej):


          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14906&w=20178405&v=2&s=0
          lilith76 napisała:

          >
          > socjobiolodzy dopuszczają wyindukowaną owulację w wyniku gwałtu

          lilith- bardzo Cie proszę- podaj model, wg którego byłoby to mozliwe- tzn. jak
          przebiega wtedy gra hormonalna, bo wiadomo, ze owulacja powstaje jako odpowiedź
          na wysoki poziom estrogenów (tak w skrócie).

          - coś takiego j
          > est jak najbardziej na rękę dla przetrwania gatunku. nieważne jakimi
          sposobami
          > - czystymi, czy nie - ważne, że jest kolejne pokolenie.

          gdyby naturze zależało az tak na kolejnym pokoleniu, to np. nie byłoby
          naturalnej niepłodności podczas karmienia piersią i w premenopauzie, kobiety
          nie przestawałyby miesiączkować w niekorzystnych warunkach (niedożywienie,
          przewlekłe wyczerpujące stresy, duzy wysiłek fizyczny- np. sportsmenki, czy
          okresy wojny i obozów koncentracyjnych). Prawda wg mnie jest taka, ze naturze
          zalezy nie tylko na kolejnym potomku, ale także na jakosci tego potomstwa i
          jeśli występuje jakies zagrożenie, które może spowodowac komplikacje w ciąży,
          to natura zazwyczaj pozbawia kobietę mozliwości rozrodczych (wspomniane
          sytuacje).
          Gwałt jest stresem, tzn, wyzwala takie same hormony, jak np. cięzki stres
          (smierć kogoś bliskiego), głód czy wyczerpujący wysiłek fizyczny. Wydzielają
          się wtedy hormony ucieczki- adrenalina, testosteron. One z kolei zaburzają
          wydzielanie FSH przez przysadke mózgową- czyli wzrost pęcherzyka bywa
          utrudniony, a wręcz czasami pęcherzyk staje się niezdolny do ostatecznej
          dojrzałosci i owulacji. Jakim zatem cudem te hormony mogłyby wyindukować
          owulację? Dlatego pytałam o ten teoretyczny model. Do tego- prolaktyna- też
          jest markerem stresu. Każda kobieta z hiperprolaktynemią wie, jak "łatwo" jest
          wtedy zajść w ciążę.Z kolei wiadomo, ze jesli taki stres (gwałt , wysiłek czy
          inny stresor) miał miejsce po owulacji (albo tylko po wyrzucie LH), to bywa
          zaburzona faza poowulacyjna (nie tworzy sie ciałko żółte, albo staje się
          niewydolne)- tak czy siak, uzyskanie ciąży w wyniku gwałtu jest bardzo mało
          prawdopodobne- co zresztą potwierdzaja statystyki policyjne i np. ilość
          legalnych aborcji po gwałcie. Było kiedyś wspólne opracowanie jakiejś komórki w
          Komendzie Głownej polocji i ich lekarzy specjalistów (czy jakos ta- nie
          pamietam) i oni własnie zwracali uwage na te fakty.

          Natomiast jeszcze inna sprawa by mnie interesowała- jakim cudem mozna byłoby
          stwierdzic taka indukcję owulacji w wyniku gwałtu? Przeciez nalezałoby najpierw
          upewnić się czy kobieta nie ma zamiaru owulowac (czyli monitoring owulacji), a
          potem ją zgwałcić i znowu zrobic kontrolne USG, aby się przekonac, czy doszło
          do owulacji. Mam inna teorie na ten temat: normalnie u kobiety moga się zdarzyć
          krótsze cykle, a więc szybsze niz zazwyczaj owulacje. Jesli własnie u takiej
          kobiety doszłoby do gwałtu, a potem kontrolne USG wykazałoby, że kobieta juz
          jest po owulacji, to jak nic, tylko mamy do czynienia z indukcja owulacji przez
          gwałt. Albo skrócenie całego cyklu w wyniku gwałtu tez mogłoby przemawiać za
          szybszą owulacja, jesli nie bierze się możliwości i nie ocenia długości fazy
          poowulacyjnej (przeciez ta moze się skrócić i stąd skrócony cały cykl, a nie
          szybsza indukowana owulacja).

          Jednym słowem- bardzo mnie interesuje ten teoretyczny model indukowania
          owulacji poprzez gwałt. No a jesli jeszcze były jakies badania w tym kierunku,
          to bardzo prosze o opis metodologii tych badań.Będę wdzięczna.
          • lilith76 Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 02.11.05, 13:36
            podałam teorie o której czytałam, ale bronić jej do krwii nie będę, bo dla mnie
            to tylko ciekawostka. jak i cała socjobiologia, która jest - delikatnie pisząc -
            mocno kontrowersyjna, ale dobrze się czyta.

            > gdyby naturze zależało az tak na kolejnym pokoleniu, to np. nie byłoby
            > naturalnej niepłodności podczas karmienia piersią i w premenopauzie, kobiety
            > nie przestawałyby miesiączkować w niekorzystnych warunkach (niedożywienie,
            > przewlekłe wyczerpujące stresy, duzy wysiłek fizyczny- np. sportsmenki, czy
            > okresy wojny i obozów koncentracyjnych).

            to jest dobry argument za tym, że naturze należy na kolejnym pokoleniu. jeśli
            kobieta nie jest w stanie przetrwać ciąży i wychować dziecka (w tych warunkach
            szanse, że przeżyje ona i dziecko są zerowe), to nie ma sensu aby jajeczkowała.
            gdyby jajeczkowała żadnego kolejnego pokolenia by nie było.

            Prawda wg mnie jest taka, ze naturze
            > zalezy nie tylko na kolejnym potomku, ale także na jakosci tego potomstwa

            do momentu rozpropagowania antykoncepcji strategie były dokładnie odwrotne -
            ważna była ilość potomstwa, nie jakość. dużo dzieci się rodziło, dużo umierało.
            jakość potomstwa tak, ale w rozumieniu "przeżyją najzdrowsi, najsilniejsi".

            ale chyba dyskusja odbiegła od tematu.

            pozdrawiam.
            • majkabis Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 03.11.05, 21:08
              Dopiero teraz doczytałam, ze wspomniałaś o socjobiologach. Faktycznie- ciekawie
              ich się czyta, ale zazwyczaj niewiele wnosza ich teorie z zakresu zachowania
              się zwierzat do tłumaczenia procesów, zachodzących u człowieka. Nawet co do
              świata zwierzat i ich badań na ich temat to mam podstawowe zastrzezenia- a
              mianowicie sprowadzanie wszystkiego do matematyki. A juz pisanie o dodatkowych
              owulacjach u człowieka pod wpływem seksu, to czysta paranoja- u królików tak
              jest na 100%, ale u królików dojrzałe jajeczka są przechowywane i mogą dłuuugo
              czekac na sprzyjający moment by owulować, a takim momentem jest własnie
              kopulacja, bo to pod jej wpływem uwalniają sie hormony, powodujące bezpośredni
              wyrzut tej dojrzałes wcześniej komorki. Poza tym- trudno tez porównywac królika
              do człowieka i z tego powodu, że u królików wystepuje superfetation, czyli
              nadpłodnienie (zapłodnienie, kiedy jest juz obecny zarodek w jednej z części
              macicy)- jest to konsekwencja owulacji pod wpływem kopulacji. Taka "ruja" u
              królików to nic innego, jak okres, kiedy samiczka ma dojrzałe jajeczka,
              czekające na uwolnienie pod wpływem kopulacji.
              Wiem, ze moze nieduzo róznimy sie genotypem od np. świniaka, ale wystarczy
              tylko spojrzec, aby przekonac się o róznicy. Poza tym- człowiek człowiekowi
              jest jeszcze mniej "rózny", ale juz jak mamy kobiete i mężczyzne to mozna
              powiedziec, ze róznimy sie tylko jednym chromosomem- a jak duzo on powoduje
              róznic! Dlatego socjobiologie traktuje jako ciekawostkę :) a nie jako żódło
              wiedzy o człowieku.
              szkoda, że nie podałas teorii, jaka głoszą na temat dodatkowych owulacji u
              człowieka- chodzi mi o teoretyczny model, ale taki, gdzie bedzie przedstawiona
              gra hormonalna, uwzgledniająca hormony stresu (przeciez takie się wydzielają
              nie tylko pod wpływem gwałtu, ale także pod wpływem np. pierwszego współzycia
              czy w ogóle współżycia). Może masz jakąś książkę na ten temat? Chetnie
              zapoznałabym się z takimi argumentami "za", bo argument, że tak jest u
              zwierzat, to do mnie nie dociera.

              to jest dobry argument za tym, że naturze należy na kolejnym pokoleniu. jeśli
              > kobieta nie jest w stanie przetrwać ciąży i wychować dziecka (w tych
              warunkach
              > szanse, że przeżyje ona i dziecko są zerowe), to nie ma sensu aby
              jajeczkowała.

              No i dlatego nie jajeczkuje- bo nie przetrwa ani ona, ani dziecko (to tylko
              bardzo ogólnie piszę, bo dzisiaj raczej nie spotyka sie np. długiej
              niepłodnosci podczas karmienia piersią - lepsze odżywienie, itp)
              >
              > gdyby jajeczkowała żadnego kolejnego pokolenia by nie było.

              A tu juz sama sobie zaprzeczyłas- chyba, ze nie bardzo zrozumiałam, o co
              chodzi. Przecież bez jajeczkowania nie ma mozliwosci powstania kolejnego
              pokolenia.
              • lilith76 Re: Głównie do Mamy-magdy... Indukowana owulacja- 04.11.05, 16:23
                > szkoda, że nie podałas teorii, jaka głoszą na temat dodatkowych owulacji u
                > człowieka- chodzi mi o teoretyczny model, ale taki, gdzie bedzie
                przedstawiona
                > gra hormonalna, uwzgledniająca hormony stresu (przeciez takie się wydzielają
                > nie tylko pod wpływem gwałtu, ale także pod wpływem np. pierwszego współzycia
                > czy w ogóle współżycia). Może masz jakąś książkę na ten temat? Chetnie
                > zapoznałabym się z takimi argumentami "za", bo argument, że tak jest u
                > zwierzat, to do mnie nie dociera.

                jak dotrę do tej książki, to sprawdzę :)

                > >
                > > gdyby jajeczkowała żadnego kolejnego pokolenia by nie było.
                >
                > A tu juz sama sobie zaprzeczyłas- chyba, ze nie bardzo zrozumiałam, o co
                > chodzi. Przecież bez jajeczkowania nie ma mozliwosci powstania kolejnego
                > pokolenia

                chodziło mi o konkretną sytuację - gdyby jajeczkowała w sytuacji głodu, stresu,
                to nie donosiłaby ciąży lub nie wykarmiłaby dziecka i tak nie byłoby kolejnego
                pokolenia. w zasadzie obie się w tym punkcie zgadzamy, tylko ja zastosowałam
                skrót myślowy.
    • malpolid Re: Dodatkowe jajeczkowanie? 02.11.05, 11:49
      Nie ma dodakowego jajeczkowania. Jest to wbrew ludzkiej fizjologii. Może dojść
      do kolejnej owulacji ale tylko w czase 24 godzin od pierwszej, dlatego systemy
      metod objawowo-termicznych biorą to pod uwagę i za czas życia jaja przyjmują 2
      dni.Spontanicznie to króliki owulują Do
      poczytania:www.npr.pl/przychodnia/jajeczkowanie.html
      • mama-magdy Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 02.11.05, 12:39
        ...ale nie tylko
        Nie zaglądałam na forum od zeszłego tygodnia i naprawdę nie spodziewałam się,
        że tak namieszałam. Najpierw do Wierzgalskiej: mój post nie był żadną
        prowokacją. Nie wiem na ile dokładnie czytałaś obydwa moje posty, ale chcę
        przypomnieć,że ja już wyraziłam swoje oburzenie wobec faktu, iż takie bzdury
        podaje podręcznik szkolny. Książkę widziałam na własne oczy i mam nadzieję, że
        zacytowałam ten fragment dosłownie - sprawdzę to jeszcze dzisiaj. Podam też
        numer strony, na której to znalazłam.
        A teraz do wszystkich dyskutujących: umieściłam mój post na "NPR", bo nikt nie
        zna się na tych sprawach lepiej, niż Wy. Kiedy przeczytałam o dodatkowym
        jajeczkowaniu w podręczniku, najpierw zdębiałam, ale potem naszła mnie
        refleksja, że chyba szkoła nie może uczyć nieprawdy. I dlatego musiałam
        skonfrontować swoją wiedzę, zanim zacznę dyskutować np. z wydawcą albo z
        autorką podręcznika. Cieszę się, że do wydawcy już wysłano maila - ciekawe czy
        będzie jakaś odpowiedź. Mimo wszystko cieszę się też, że rozpętała się taka
        dyskusja - dzięki temu wiedza wszystkich zainteresowanych będzie bardziej
        ugruntowana. Przepraszam wszystkich, którzy odebrali mój post jako prowokację.
        Absolutnie nie było to moim zamiarem. Sama jestem zwolenniczką NPR i aż mi
        wstyd, kiedy pomyślę, że stałam się tutaj wrogiem publicznym nr 1. Pozdrawiam
        wszystkich bardzo serdecznie. Wierzgalską też - mimo ostrego ataku na moją
        osobę :-)
        • genepis Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 02.11.05, 15:16
          mama-magdy napisała:

          > Książkę widziałam na własne oczy i mam nadzieję, że
          > zacytowałam ten fragment dosłownie - sprawdzę to jeszcze dzisiaj. Podam też
          > numer strony, na której to znalazłam.

          Jeśli by to nie było zbyt duzym problemem, czy mogłabys wklepać tych kilka zdań
          z wzmiankowanej strony? Tak, zeby to był dosłowny cytat wraz z kontekstem
          choćby niewielkim.
          Albo - jeśli masz scanner, to może zeskanuj i przelij na priv do mnie,
          wierzgalskiej i kto tam jeszcze by chciał?
          > Kiedy przeczytałam o dodatkowym
          > jajeczkowaniu w podręczniku, najpierw zdębiałam, ale potem naszła mnie
          > refleksja, że chyba szkoła nie może uczyć nieprawdy. I dlatego musiałam
          > skonfrontować swoją wiedzę, zanim zacznę dyskutować np. z wydawcą albo z
          > autorką podręcznika. Cieszę się, że do wydawcy już wysłano maila - ciekawe
          czy
          > będzie jakaś odpowiedź.

          Na razie nie ma żadnej. Ani do mnie, ani do kolezanki, która tez do nich
          napisała proponując, że przejrzy im ten podręcznik, bo może takich "kwiatków"
          jest tam więcej. Może to okres okołoświateczny tak wpłynął, a może... mniejsza
          o to. Mam nadzieję, że wydawnictwo jednak się odezwie.

          Pozdrawiam

          genepis

          P.S.
          Swoją drogą na przykład w podręczniku do biologii w liceum napisane jest tak:
          "Pojedynczy cykl rozpoczyna sie w pierwszym dniu krwawienia (...) pierwsza faza-
          krwawienie (..) trawa ok 4-5 dni.(.....tu prawidłowo o FSH...)
          Miedzy 5 a 14 dniem cyklu - w fazie przedowulacyjnej - estrogeny (...)Pod
          koniec fazy przedowulacyjnej przysadka (...)Nazywamy to owulacją (...)
          ---jak na razie wszystko OK
          • lilith76 Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 02.11.05, 16:19
            > Nie ma ani słowa o cyklach trwajacych dłuzej niz 28 dni, ani zaznaczenia, ze
            > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
            > zmienny.
            > No ale to jest bład powielany przez wiekszosc podrecznikow wiec nie ma chyba
            o
            > co kruszyc kopii?
            > A moze i do nich warto by napisac?
            >


            a potem na "Zdrowiu Kobiety" pojawiają się wątki typu: "Mam nieregularne cykle -
            28, 27, 26 dni. Czy będę bezpłodna?" lub "Jestem w 30 dniu cyklu, dlaczego mój
            okres tak bardzo się spóźnia?". nie cytuję, ale oparte na autentykach.
            • genepis Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 02.11.05, 21:11
              lilith76 napisała:

              > > Nie ma ani słowa o cyklach trwajacych dłuzej niz 28 dni, ani zaznaczenia,
              > ze
              > > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
              > > zmienny.
              > > No ale to jest bład powielany przez wiekszosc podrecznikow wiec nie ma ch
              > yba
              > o
              > > co kruszyc kopii?
              > > A moze i do nich warto by napisac?
              > >
              >
              >
              > a potem na "Zdrowiu Kobiety" pojawiają się wątki typu: "Mam nieregularne
              cykle
              > -
              > 28, 27, 26 dni. Czy będę bezpłodna?" lub "Jestem w 30 dniu cyklu, dlaczego
              mój
              >
              > okres tak bardzo się spóźnia?". nie cytuję, ale oparte na autentykach.
              >

              Ach... ale walczenie z tym, to już prawie donkiszoteria, bo trzeba by
              nieustannie pisać do wszystkich wydawnictw, kolorowych czasopism etc...
              • wierzgalska1 Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 02.11.05, 23:05
                > Ach... ale walczenie z tym, to już prawie donkiszoteria, bo trzeba by
                > nieustannie pisać do wszystkich wydawnictw, kolorowych czasopism etc...

                No właśnie nie od nich trzeba zacząć...

                Do nich powinno dotrzeć od środowisk medycznych.
                To byłoby dopiero autorytatywne i uznane za potrzebne by uwzględnić obecny stan
                wiedzy.

                Nas, kobiety, działające solo, nie jako organizacja o statucie prawnym (można
                by o takiej pomyśleć - co Wy na to?) traktuje się jak nawiedzone (a jak już
                wiadomo, że związane z NPR to - aseksy!). Przykre, ale takie szufladkowanie
                jest prawdziwe...

                Pozdr.
                w.
          • wierzgalska1 Ad spostrzeżenia genepis 02.11.05, 22:47
            >
            jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
            zmienny.
            No ale to jest bład powielany przez wiekszosc podrecznikow wiec nie ma chyba o
            co kruszyc kopii?
            A moze i do nich warto by napisac?
            >

            Warto.
            Przecież to jest skandaliczne jaka jest nasza niewiedza!!!
            To chore, że O TYM wie niewiele kobiet, zwykle tylko te, które
            poszukują "głębszych" informacji na temat swej płodności i to zwykle w wieku
            powiedzmy dojrzałym (mało poniżej 25 r.ż.), po pierwszym dziecku itp.
            A reszta (czyli większość w niedoinformanym społeczeńtwie - bo takim
            społeczeństwem się najłatwiej steruje...) niech się stresuje, kupuje testy
            ciążowe (co panika) lub łyka antyki, by sobie uregulować, choć i usztucznić -
            siebie.

            Trza to ruszyć, tylko jak? ...
            • genepis Re: Ad spostrzeżenia genepis 03.11.05, 00:28
              wierzgalska1 napisała:

              > >
              > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
              > zmienny.
              > No ale to jest bład powielany przez wiekszosc podrecznikow wiec nie ma chyba
              o
              > co kruszyc kopii?
              > A moze i do nich warto by napisac?
              > >
              >
              > Warto.
              > Przecież to jest skandaliczne jaka jest nasza niewiedza!!!
              > To chore, że O TYM wie niewiele kobiet, zwykle tylko te, które
              > poszukują "głębszych" informacji na temat swej płodności i to zwykle w wieku
              > powiedzmy dojrzałym (mało poniżej 25 r.ż.), po pierwszym dziecku itp.
              > A reszta (czyli większość w niedoinformanym społeczeńtwie - bo takim
              > społeczeństwem się najłatwiej steruje...) niech się stresuje, kupuje testy
              > ciążowe (co panika) lub łyka antyki, by sobie uregulować, choć i usztucznić -
              > siebie.
              >
              > Trza to ruszyć, tylko jak? ...

              Chyba zatem i do nich napiszę a i Wy piszcie.
              Po drugie - kto może, niech przegląda podręczniki i wkleja w tym wątku info o
              błedach.
              Co do lekarzy - tego środowiska się nie ruszy. Co im będą "nielekarze" głowę
              zawracać.
              To jak w dowcipie:
              - dokąd mnie panowie wiozą?
              - do prosektorium
              - alez ja zyję!
              - Cicho! Profesor wie lepiej!

              A co do podręcznika w ktorym cykl trwa 28 dni to jest to podrecznik
              "Biologia 1" (zakres podstawowy) wydawnictwo OPERON. Bład jest na stronie 113
              (rozdział 8)
              Autorzy
              Waldemar Lewinski (nb nauczyciel biologii i wydawca)
              Jan Prokop
              Grażyna Skirmuntt
              Jolanta Walkiewicz
              • wierzgalska1 Re: Ad spostrzeżenia genepis 03.11.05, 11:44
                genepis napisała:

                > Co do lekarzy - tego środowiska się nie ruszy. Co im będą "nielekarze" głowę
                > zawracać.
                > To jak w dowcipie:
                > - dokąd mnie panowie wiozą?
                > - do prosektorium
                > - alez ja zyję!
                > - Cicho! Profesor wie lepiej!

                A kto ich uczy poplecznictwa zamiast rozumowego samodoskonalenia!!!! Akademie
                Medyczne i pokolenia wyżej "lekarzy" - wykładowców, którzy łamią im charaktery
                już na uczelni, by odwrażliwić, by nie zwariować w zawodzie. Przykre, ale
                liznęłam o to i wiem, że student medycyny jest mniej szanowany niż np. student
                politechniki. Więc potem lekarz wykazuje mniej szacunku do człowieka (mimo
                bezpośredniej styczności w pracy) niż np. inżynier...
                Niestety to pokolenie wykładowców AM robi z ludzi (przyszłych medyków) szmaty,
                a to niechcący reakcja przenoszona dalej.
                Więc potem się dziwić, że istnieje brak etyki w zawodzie...

                Nie dba sie o dobro, tylko o jedność poglądów. jak by wszyscy leczyli tak samo
                jak ich koledzy po fachu, to wszyscy robiliby te same błędy. Jak by nie
                odważyli się zaeksperymentować, to by nie było postępu w medycynie!

                Jednak niewielu lekarzy ma odwagę odstąpić od ogólnie przyjętego systemu
                patrzenia na problem, ten zaś napędzany przez możliwości koncernów
                farmaceutycznych (co w kwestii środków antykoncepcyjnych i niedoinformowania
                pacjentów szczególnie widać.)


                Dobra, a ma szansę NPR jako metoda na poziomie bez wsparcia medycznego - nie.
                Przynajmniej moim zdaniem.

                Zmieniam zdanie - trza uderzyć do tych, którzy zatwierdzają pod względem
                merytorycznym plan nauczania biologii w szkołach.
                I chętnie sama opracowałabym plan nauczania seksualności, jako "nieodłącznego
                elementu życia ludzkiego" u młodych ludzi.
                To wszystko jest na poziomie trywializmów (nawet żenujące dla nauczyciela) i
                śmiechu na sali.
                Przykre jak niepoważnie podchodzi sie do czegoś, co jest ważne.


                > A co do podręcznika w ktorym cykl trwa 28 dni to jest to podrecznik
                > "Biologia 1" (zakres podstawowy) wydawnictwo OPERON. Bład jest na stronie 113
                > (rozdział 8)
                > Autorzy
                > Waldemar Lewinski (nb nauczyciel biologii i wydawca)
                > Jan Prokop
                > Grażyna Skirmuntt

                Będę bronić. Jestem WIELKĄ FANKĄ LEWIŃSKIEGO!!! Byłam u niego osobiście w Rumii!
                Jak jeszce wydawnictwo miał ... w domu! - sprowadzić najlepsze pod słońcem
                podręczniki bilogii!!!!, pisane niczym fabuła. Na skojarzenia. Doskonałe by z
                r o z u m i e ć, a nie tylko wykuć.

                To, że podano przykładowo cykl 28 dniowy, to chyba norma.
                Zawsze, żeby zrozumieć, trzba sobie wyobrazić model. Na pewno jest tam notka,
                że to przykładowa długość, a nie jedyna dopuszczalna.
                Za to on, ten sam LEWIŃSKI Waldemar pisze pięknie o hipertermii
                prolaktynozależnej!!!, czyli podstawie matody termicznej i pisze o zastosowaniu
                powyższej (część biologii z pomarańczoymi widełkami na okładce, Anatomia i
                Fizjologia człowieka, jeszcze cz-b, wyd.lata 90s)
                .
                Ten Pan pisze i wyjaśnia na poziomie Burczykowej.
                On pisaŁ DOBRE KSIĄŻKI, ale program nauczania go skasował. Żeby się sprzedać,
                musiał się dostosować. To przykre. Bo jego kolejne, juz kolorowe podręczniki,
                zgodne z planem nauczania - nie są takie już takie dobre...

                Pozdrawiam...

                Żałuję, że to co dobre jest gaszone na tym świecie przez to co dochodowe...
                • wierzgalska1 28 dni ... co stałe, a co nie... 03.11.05, 12:08
                  > > Nie ma ani słowa o cyklach trwajacych dłuzej niz 28 dni, ani zaznaczenia,
                  > ze
                  > > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
                  > > zmienny.
                  > > No ale to jest bład powielany przez wiekszosc podrecznikow wiec nie ma ch
                  > yba

                  Nie czepiałabym się. Regularnie powinno być w miarę po owulacji ale, też i
                  do... chyba, że coś zaburzy, coś jest nie tak...
                  Jednak, na spostrzeżeniach własnego organizmu, nie rzekłabym, że na pewno
                  zawsze faza lutealna ma dokładnie taką samą długość.
                  U mnie ma po prostu minimalnie 10 dni, a najdłużej 13-14.
                  Intesywny wysiłek fizyczny np.poprzez wpływ na hormony, ma wpływ
                  na "przyspieszenia" miesiączki. Również wyjazd w góry - duże wysokości, etc.
                  To nie jest wcale stałe, więc nie ma co uogólniać.
                  Ma po prostu stałe granice, ni może być krótsza niż ileś tam dni, bo tyle trwa
                  proces bilogiczny, progesteron nie opadnie od tak, nagle. Jednak są czynniki,
                  które powodują, że organizm dłużej lub krócej rozprawia się z fizjologicznym
                  procesem. Organizm nigdy nie działa jak zegarek, odizolowany od wszystkiego z
                  zewnątrz.
                  Jeżeli któreś z nas, np. Genepis mają tak regularne fazy poowulacyjne, to
                  super, to tylko ułatwia życie!! :) - łatwo przewidzieć nadchodzącą @ itp.

                  Nie chcę obalać teorii o stałości fazy poowulacyjnej, ale czy nie chodzi
                  czasami w tym o to , co pisał właśnie Lewiński (naprawdę, mogę zacytować na
                  życzenie dosłownie, książka jest z 90 któregoś roku, ta z pomarańczowym):
                  że podczas, gdy kobiety o różnej długości cykli mają różne tempa dojrzewania
                  pęcherzyków Graafa (i to jest sprawcą różnic w długości cykli u kobiet, jest to
                  cecha indywidualna), to faza poowulacyjna jest u każdej kobiety mniej więcej
                  tej samej długości.

                  czyli w tym zawierało się to, czego brakuje genepis:
                  > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
                  > > zmienny.

                  zmienny - uściśliłabym jeszcze "u różnych kobiet".
                  Drastycznie zmienny u jednej i tej samej osoby czas oczekiwania na owulację
                  (choć przez dzisiejsze stresujące czasy częściej spotykany...)- nie oszukujmy
                  się - jet nieprawidłowością...

                  Pozdr.
                  w.
                  • genepis Re: 28 dni ... co stałe, a co nie... 03.11.05, 12:37
                    wierzgalska1 napisała:

                    > > > Nie ma ani słowa o cyklach trwajacych dłuzej niz 28 dni, ani zaznac
                    > zenia,
                    > > ze
                    > > > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owu
                    > lacji
                    > > > zmienny.
                    > > > No ale to jest bład powielany przez wiekszosc podrecznikow wiec nie
                    > ma ch
                    > > yba
                    >
                    > Nie czepiałabym się. Regularnie powinno być w miarę po owulacji ale, też i
                    > do... chyba, że coś zaburzy, coś jest nie tak...
                    > Jednak, na spostrzeżeniach własnego organizmu, nie rzekłabym, że na pewno
                    > zawsze faza lutealna ma dokładnie taką samą długość.

                    Nie zgadzam się z Tobą.
                    Owszem rzadko się zdarza, że ma te 14 dni, ale u ZDROWEJ kobiety ma 14+/-2 dni
                    i na tym polega jej stałość, ze będzie się wahać w granicach 12-16.
                    Jesli jest krótsza to znak, że w organizmie coś się dzieje nie tak, jeśli
                    dłuzsza - też.
                    Natomiast w pierwszej części nie ma żadnej stałości i na tym polega
                    jej "stałość", ze jest zmienna.
                    Że owszem oscyluje w pewnych granicach ale kobieta nie ma 100% pewności ze
                    jeśli wśrod jej ostatnich 12 cykli najkrótszy wynosił powiedzmy 26 dni to na
                    pewno jej się nie zdarzy 24 dniowy a jeśli miała zwykle cykle 28 dniowe z
                    wahnięciem do 2-3 dni to nie pojawi się jej np 40 dniowy. I wcale z tego powodu
                    nie musi biec do lekarza.
                    A gdyby takie cuda działy się z II fazą (tj poowulacyjną) to wybrać się powinna
                    (o ile znajdzie dobrego gina, bo mało ktory się na tym zna)

                    > Ma po prostu stałe granice, ni może być krótsza niż ileś tam dni, bo tyle
                    trwa
                    > proces bilogiczny, progesteron nie opadnie od tak, nagle. Jednak są czynniki,
                    > które powodują, że organizm dłużej lub krócej rozprawia się z fizjologicznym
                    > procesem. Organizm nigdy nie działa jak zegarek, odizolowany od wszystkiego z
                    > zewnątrz.

                    I zgoda. I własnie o tym pisze. Ze te wahnięcia w II fazie są mniejsze niż w
                    pierwszej.
                    I ze nie trzeba się od razu szpikować hormonami, bo jeden cykl trwał 28 dni a
                    drugi 36.
                    Jeśli w tym pierwszym owu była koło 14 a w drugim koło 23 to wszystko jest OK.
                    A tymczasem dziewczyny, co ja mówię dziewczyny, kobiety i to dorosłe! myślą że
                    jeśli nie maja wszystkich cykli o tej samej długości to mają "nieregularne
                    miesiączki"
                    > Jeżeli któreś z nas, np. Genepis mają tak regularne fazy poowulacyjne, to
                    > super, to tylko ułatwia życie!! :) - łatwo przewidzieć nadchodzącą @ itp.

                    Mam regularne tzn mieszczące się w owym 14 +/-2. I tak powinno byc.
                    >
                    > Nie chcę obalać teorii o stałości fazy poowulacyjnej, ale czy nie chodzi
                    > czasami w tym o to , co pisał właśnie Lewiński (naprawdę, mogę zacytować na
                    > życzenie dosłownie, książka jest z 90 któregoś roku, ta z pomarańczowym):
                    > że podczas, gdy kobiety o różnej długości cykli mają różne tempa dojrzewania
                    > pęcherzyków Graafa (i to jest sprawcą różnic w długości cykli u kobiet, jest
                    to
                    >
                    > cecha indywidualna), to faza poowulacyjna jest u każdej kobiety mniej więcej
                    > tej samej długości.

                    O tym właśnie piszę! A na dojrzewanie pęcherzyków Graaffa mają wpływ czynniki
                    zewnętrzne i kółko sie zamyka.
                    >
                    > czyli w tym zawierało się to, czego brakuje genepis:
                    > > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owulacji
                    > > > zmienny.
                    >
                    > zmienny - uściśliłabym jeszcze "u różnych kobiet".
                    > Drastycznie zmienny u jednej i tej samej osoby czas oczekiwania na owulację
                    > (choć przez dzisiejsze stresujące czasy częściej spotykany...)- nie oszukujmy
                    > się - jet nieprawidłowością...

                    Jeśli zmiany dotyczą I fazy - nie jest to patologia tylko "taka uroda" po
                    prostu jej organizm mocniej reaguje na bodźce zewnętrzne bądz wewnetrzne innymi
                    słowy nie jest gotowy na ewentualne zapłodnienie.
                    Jesli wahniecie dotyczą II fazy - jest to nieprawidłowość.

                    Do tego znajomość tych prawd ma niebagatelne znaczenie w przyszłych ciążach.
                    Znam przypadek kobiety o długich cyklach, której lekarze wmówili, ze powinna
                    poddać się procedurze wywołania porodu, bo będzie ciąża przenoszona, a dziecko
                    urodziło się z objawami wcześniactwa.
                    Po prostu - liczyli wiek ciąży od dnia miesiaczki (jak jest przyjete) a nie od
                    dnia owulacji, ktora u tej kobiety zaszła duzo później niż u typowej regularnie
                    (28-dniowo) miesiączkującej.
                    Lekarzom trzeba patrzeć na ręce i tego też szkoła powinna nauczyć.
                    A jesli ktorys z uczniow bedzie w przyszlosci lekarzem to i jemu ta wiedza sie
                    przyda.
                    >
                    > Pozdr.
                    > w.
                    >
                    tez pzdr
                    g
                    • wierzgalska1 Re: 28 dni ... co stałe, a co nie... 03.11.05, 16:19
                      genepis napisała:

                      > (...) Ze te wahnięcia w II fazie są mniejsze niż w
                      > pierwszej.

                      Owszem. Myślę, że tak jest.

                      w:
                      > > nie rzekłabym, że na pewno
                      > > zawsze faza lutealna ma dokładnie taką samą długość.

                      g:
                      > Nie zgadzam się z Tobą.
                      > Owszem rzadko się zdarza, że ma te 14 dni, ale u ZDROWEJ kobiety ma 14+/-2
                      dni
                      > i na tym polega jej stałość, ze będzie się wahać w granicach 12-16.

                      czyli nie można pisać w podręcznikach, że jest stała...
                      Tolerancja +/-2 dni to dość dużo (to 4 dni(!) wahania - niektóre mają bardziej
                      puntualnie owulację...).

                      g:
                      > > > jesli cykl nie trwa 28 dni to czas od owulacji jest stały, a do owu
                      > lacji
                      > > > > zmienny.
                      w:
                      > > zmienny - uściśliłabym jeszcze "u różnych kobiet".
                      > > Drastycznie zmienny u jednej i tej samej osoby czas oczekiwania na owulac
                      > ję
                      > > (choć przez dzisiejsze stresujące czasy częściej spotykany...)- nie oszuk
                      > ujmy
                      > > się - jet nieprawidłowością...
                      g:
                      > Jeśli zmiany dotyczą I fazy - nie jest to patologia tylko "taka uroda" po
                      > prostu jej organizm mocniej reaguje na bodźce zewnętrzne bądz wewnetrzne

                      Właśnie!!! Może te wszelkie przesunięcia- mini-nieregularności u jednej kobiety
                      zależą od podatności na różne czynniki!!! - "po prostu jej organizm mocniej
                      reaguje na bodźce"

                      > Jesli wahniecie dotyczą II fazy - jest to nieprawidłowość

                      to i owszem, może się odbić na utrzymaniu ciąży. Przesunięcie fazy II przy
                      prawidłowej fazie III nie ma znaczenia (oprócz niepowtarzalnej plejadki
                      wykresów, moje są jak przerysowane jeden od drugiego...)

                      :)
                • genepis Re: Ad spostrzeżenia genepis 03.11.05, 12:16
                  wierzgalska1 napisała:

                  > > A co do podręcznika w ktorym cykl trwa 28 dni to jest to podrecznik
                  > > "Biologia 1" (zakres podstawowy) wydawnictwo OPERON. Bład jest na stronie
                  > 113
                  > > (rozdział 8)
                  > > Autorzy
                  > > Waldemar Lewinski (nb nauczyciel biologii i wydawca)
                  > > Jan Prokop
                  > > Grażyna Skirmuntt
                  >
                  > Będę bronić. Jestem WIELKĄ FANKĄ LEWIŃSKIEGO!!! Byłam u niego osobiście w
                  Rumii
                  > !

                  No to świetnie! Skoro się znacie to od Ciebie najszybciej przyjmie krytykę.
                  Ja osobiście Lewińskiego bardzo cenię (choć nie znam człowieka) bo podoba mi
                  się język jego odręczników, ale jeśli nawet sam Lewiński zrobi bład, to trzeba
                  to wytknąć (a może tym bardziej trzeba)

                  > Jak jeszce wydawnictwo miał ... w domu! - sprowadzić najlepsze pod słońcem
                  > podręczniki bilogii!!!!, pisane niczym fabuła. Na skojarzenia. Doskonałe by
                  z
                  > r o z u m i e ć, a nie tylko wykuć.

                  Z tym się zgadzam, jak pisałam wyżej.
                  >
                  > To, że podano przykładowo cykl 28 dniowy, to chyba norma.
                  > Zawsze, żeby zrozumieć, trzba sobie wyobrazić model. Na pewno jest tam notka,
                  > że to przykładowa długość, a nie jedyna dopuszczalna.

                  No właśnie nie. Zresztą czekaj, sprawdzę raz jeszcze,
                  Przeczytałam jeszcze raz tę stronę i przejrzałam kilka stron wstecz i naprzod.
                  Nigdzie nie znalazłam informacji, ze cykl trwa dłużej bądź krócej niż 28 dni, w
                  ogóle nic nie było o wahaniach cyklu. Byc moze p.W.L. uznał to za oczywistość,
                  o której nie warto wspominać. Niestety nie każdy nauczyciel to naprostuje.
                  Nie ma też ani słowa o tym, ktora faza jest stałą i choć o hormonalnej
                  regulacji jest nieźle napisane, to jednak o praktycznym zastosowaniu tej wiedzy
                  (nawet nie do NPR, tylko takie zwykłe "co z tego wynika" "kiedy się spodziewać
                  miesiączki" "jak to się może przeliczać na dni cyklu") nie znalazłam.
                  O tym jak progesteron oddziałuje na organizm (o wzroście PTC, o mozliwej
                  bolesności piersi, o wahaniach nastroju) też nie ma ani słowa.
                  bardzo suchy jest ten rozdział jak nie Lewinskiego.

                  > Za to on, ten sam LEWIŃSKI Waldemar pisze pięknie o hipertermii
                  > prolaktynozależnej!!!, czyli podstawie matody termicznej i pisze o
                  zastosowaniu
                  >
                  > powyższej (część biologii z pomarańczoymi widełkami na okładce, Anatomia i
                  > Fizjologia człowieka, jeszcze cz-b, wyd.lata 90s)

                  Nie znam tej ksiazki. Niestety tu jest tak okrojone że aż zgroza bierze. Czyżby
                  pan W.L. miał swojego ptaka, który go dziobie? (chodzi mi o "porządek
                  dziobania")
                  Ale porównałam z podręcznikiem WSIPu i tam o cyklu (po pobieżnym przeczytaniu)
                  wydaje się być napisane bardziej sensownie. więc nie jest tak, że im "nie
                  wolno" o tym pisać. Jak się chce to jednak mozna.
                  A moim zdaniem to są zbyt ważne sprawy, by je z uwagi na "poziom podstawowy"
                  wyrzucać.
                  >
                  > Żałuję, że to co dobre jest gaszone na tym świecie przez to co dochodowe...

                  A niby dlaczego to co złe ma być bardziej dochodowe od tego, co dobre?
                  Czyż nie jest tak, że "nać klijaą, nać pannn!" ?
        • wierzgalska1 Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 02.11.05, 22:37
          mama-magdy napisała:

          > ...ale nie tylko
          > Nie zaglądałam na forum od zeszłego tygodnia i naprawdę nie spodziewałam się,
          > że tak namieszałam. Najpierw do Wierzgalskiej: mój post nie był żadną
          > prowokacją. Nie wiem na ile dokładnie czytałaś obydwa moje posty, ale chcę
          > przypomnieć,że ja już wyraziłam swoje oburzenie wobec faktu, iż takie bzdury
          > podaje podręcznik szkolny. Książkę widziałam na własne oczy i mam nadzieję,
          że
          > zacytowałam ten fragment dosłownie - sprawdzę to jeszcze dzisiaj.

          Miło by było. Dzienkks!

          > Podam też
          > numer strony, na której to znalazłam.

          Dziękuję. Skoro krytykujemy i na 100% wiemy co (a dzieki Tobie łatwiej do tego
          dotrę!), to i ja chętnie napiszę do wydawnictwa!
          Im więcej głosów oburzenia tym bardziej sprawy nie mogą zbagatelizować.
          Znam wielu nauczycieli biologii. Pogadam z nimi, żeby uczulić wszystkich na
          obecność takiego błędu!!!

          > A teraz do wszystkich dyskutujących: umieściłam mój post na "NPR", bo nikt
          nie
          > zna się na tych sprawach lepiej, niż Wy. Kiedy przeczytałam o dodatkowym
          > jajeczkowaniu w podręczniku, najpierw zdębiałam, ale potem naszła mnie
          > refleksja, że chyba szkoła nie może uczyć nieprawdy. I dlatego musiałam
          > skonfrontować swoją wiedzę, zanim zacznę dyskutować np. z wydawcą albo z
          > autorką podręcznika. Cieszę się, że do wydawcy już wysłano maila - ciekawe
          czy
          > będzie jakaś odpowiedź. Mimo wszystko cieszę się też, że rozpętała się taka
          > dyskusja - dzięki temu wiedza wszystkich zainteresowanych będzie bardziej
          > ugruntowana. Przepraszam wszystkich, którzy odebrali mój post jako
          prowokację.
          > Absolutnie nie było to moim zamiarem. Sama jestem zwolenniczką NPR i aż mi
          > wstyd, kiedy pomyślę, że stałam się tutaj wrogiem publicznym nr 1. Pozdrawiam
          > wszystkich bardzo serdecznie. Wierzgalską też - mimo ostrego ataku na moją
          > osobę :-)

          Wzajemnie :). To nie miał być atak. Nie czułam niechęci do Ciebie, ani do
          ważności sprawy jaką poruszyłaś - wręcz przeciwnie!
          Nie mogłabym jednak zarzucić coś wydawnictwu nie mając 100% pewności, że tam na
          pewno TAK pisze. Słowo w słowo.
          Że to jest prawda, a nie plotka (efekt "głuchego telefonu").
          Czuję natomiast niechęć do zachowań ludzkich, które są plotkarskie - ostro
          krytykują a tak na prawdę nie wiedzą co *bałam się, że i tu...), nie znają
          sprawy czy osoby za to zajmują zbyt pewne stanowiska wobec sprawy!
          Uspokoiłaś mnie.

          Dziękuję.
          I zerknę w ten podręcznik, mimo, że Ci wierzę...

          Pozdr.
          w.

          Pozdr.
          • mama-magdy Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 04.11.05, 00:51
            Sprawdziłam i zapewniam,że zacytowałam słowo w słowo ( jeden szczegół: w
            podręczniku sformułowanie >sprowokowanego< ujęto w cudzysłowie ). Cytowany
            fragment można znaleźć na stronie 127 w wydaniu z 2000r. Nie wiem czy były inne
            wydania.
            Przejrzałam ( bo nie mam czasu na dokładne czytanie, a poza tym nie jestem
            ekspertem w tej dziedzinie ) cały rozdział i zauważyłam, że autorka mówi np.o
            tym, że dziewczęta powinny obserwować swój organizm i uczyć się rozpoznawania
            własnej płodności - docenia więc wartość NPR ( powołuje się np.na E.Wójcik ).
            Ale przecież nie ma ludzi nieomylnych - Wasze wypowiedzi też to potwierdzają. I
            być może autorce tego podręcznika też zdarzył się błąd, choć w pierwszej chwili
            wydawało mi się, że świadomie chciała namieszać w umysłach młodych czytelników.
            Co oczywiście nie znaczy, że można przejść nad tym do porządku dziennego i
            zaniechać próby skorygowania tego błędu.
            • wierzgalska1 Re: Dodatkowe jajeczkowanie?- do Wierzgalskiej... 04.11.05, 10:01
              A czy oprócz słowa "sprowokowanego" jest też na pewno słowo DODATKOWEGO
              (jajeczkowania)?
              Możesz jeszce raz p r z e p i s a ć słowo w słowo wraz z uwzględnieniem
              miejsca, gdzie dodano "sprowokowanego"...
              Co?

              Dziś nie mam możliwości wyruszyć na zdobywanie tego podręcznika, a zżera mnie
              niepokój.

              Skoro masz tekst przed sobą. "Zeskanuj", co?
              Ładnie prosimy.

              :):):)
    • mamalgosia do wierzgalskiej 03.11.05, 12:12
      Nie wiem, czy dobrze zrozumiałąm twojego posta: napisałaś, że chociaż owu
      przyspieszyła sie o 3 dni, to miesiączka nie. Czyli faza lutealna Ci się
      wydłużyła o te 3 dni? czyli ile trwała?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka