Dodaj do ulubionych

Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ?

11.06.06, 20:19

Na początek zaznaczę, że (na razie) nie stosuję NPR, bo jeszcze nie wspóżyłam.
Ale jestem katoliczką, mam nadzieję kiedyś wyjść za mąż i wolałabym nie mieć
jedenaściorga dzieci - więc tak sobie czasami o tym czytam.
I jakkolwiek cała operacja mierzenia temperatury, badania śluzu (IMHO nie
sposób nie widzieć jak się zmienia) i notowania wygląda na umiarkowanie
uciążliwą, to nigdzie nie doszukałam, jak można sobie radzić z seksem podczas
dni płodnych. Tj. czytałam tylko o tym, że ludzie stosują prezerwatywy,
uprawiają seks oralny itp. Ale to nie są przecież rozwiązania dla katolików.

Ja obserwując mój cykl jako najważniejszą różnicę między dniami płodnymi i
niepłodnymi zauważam poziom libido. W dni płodne myślę o seksie prawie cały
czas, a w dni niepłodne mógłby dla mnie nie istnieć. Trochę przeraża mnie
metoda planowania rodziny zakładająca współżycie seksualne tylko gdy nie mam
na to ochoty.
Tak więc napiszcie - może w małżeństwie jest inaczej ?
czy to współżycie w dni niepłodne wam wystarcza ?
czy macie jakieś inne metody obejścia tego haczyka ?
Obserwuj wątek
    • espree Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 08:57
      Chęc na seks nie zależy tylko od dni płodnych (całe szczęście!).
      Oczywiście, podczas owulacji mam zwiększoną ochotę, jestem bardziej czuła i non
      stop mogłabym się do męża tulić, ale... na tym koniec. Bo nie planujemy na
      razie dzieci.
      Za to w czasie niepłodnym nie mam problemów z ochotą na seks - bo przecież
      pozytywny wpływ na moją chęć ma przede wszystkim jego obecność, ciepło, jego
      ochota, dotyk i też świadomość, że "teraz można", że jest bezpiecznie.
      Bo co to za seks w stresie?

      Więc da się :)
    • troll47 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 13:27
      Myślę, że dobrze Cię rozumiem. Może to zbyt odważne, ale porzuciłam praktycznie
      codzienne mierzenie temperatury na rzecz właśnie obserwacji libido. I ja, i mój
      ukochany wiemy dobrze, że jak zaczynam być nerwowa, płaczliwa, mniej się
      uśmiecham, wszystko zaczyna mnie drażnić, tracę ochotę na seks, to znaczy, że
      już można (na wszelki wypadek przyjmujemy, że za 2-3 dni będzie można). Od czasu
      do czasu obserwuję też trochę śluz.

      Generalnie jednak moje ciało, moje samopoczucie, mój humor, moje libido, a nie
      termometr mówią mi o fazie cyklu. Kiedyś mierzyłam temperaturę, ale przestałam,
      gdy zauważyłam tę niewątpliwą korelację.

      Trudno oczekiwać, żeby małżeństwo mogło wpłynąć na odwrócenie tego stanu rzeczy
      ;). To jest przecież nierozerwalnie związane z biologią, z układem hormonalnym,
      a nie z przysięgą.

      Nie wiem, czy mam prawo nazywać się katoliczką (w świetle tego, co tu piszę,
      pewnie nie :P). Taką metodę planowania rodziny stosuję nie ze względów
      religijnych. Natomiast drażni mnie nieco, że ten problem jest często ukrywany i
      bagatelizowany przez propagatorów NPR. (Z drugiej strony drażni mnie też pełna
      fałszu propaganda przeciw NPR.)

      Byłam pełna żalu, dlatego zaczęliśmy stosować w dni płodne prezerwatywy. I
      kochamy się wtedy, gdy chcemy, a nie tylko wtedy, gdy kalendarz daje zielone
      światło (a ciało niekoniecznie). Zaznaczę jednak od razu, że mimo wszystko czuję
      się bezpieczniej w dni niepłodne, niż w dni z prezerwatywą :). Tylko że my tak
      naprawdę nie boimy się ciąży - za kilka miesięcy zaczniemy sie wręcz o nią
      starać :). No i mimo wszystko bez prezerwatywy jakoś tak wygodniej.

      Mój poziom libido jest też stosunkowo wysoki w pierwszych dniach cyklu i tuż
      przez miesiączką (czyli gdy jest niska temperatura, niski poziom progesteronu).
      Nie da się ukryć, że ma to wysoki związek z poziomem hormonów.

      Z drugiej strony poziom libido ma też duży związek z tym, czy w danym dniu
      ukochany mnie wkurzy, czy w pracy coś się złego wydarzy itp. My kobiety jesteśmy
      po prostu zbyt skomplikowane :D.

      Nigdy nie brałam tabletek antykoncepcyjnych. Ale gdy czytam, że imitują one w
      organizmie kobiety tak jakby cały czas fazę poowulacyjną (co pewnie ma związek z
      tym, że kobiety biorące tabletki często skarżą sie na obniżone libido), to się
      cieszę, że mam swoje NPR i (ryzykowne) prezerwatywy, i że mam przynajmniej swoją
      sympatyczną pierwszą fazę i dzień przed miesiączką :).

      Wiem, że są ludzie, którzy podchodzą do NPR ortodoksyjnie. I rozumiem, że takie
      podejście może dawać radość, np. z powodu bycia w zgodzie z własnym sumieniem, z
      powodu większego poczucia bezpieczeństwa. Nie ma idealnych metod planowania
      rodziny, ale każdy może znaleźć dla siebie jakiś złoty środek. Ważne, żeby czuć
      się z wybraną metodą dobrze, bezpiecznie. Jeśli się chce szanować swoje zdrowie,
      to ważne jest, żeby wybrana metoda tego zdrowia nie wystawiała na próby. No i
      żeby nie mieć poczucia, że wybrana metoda jest źródłem konfliktu z sumieniem,
      lub przeciwnie: że jest źródłem jakiegoś bezcelowego umartwiania.
    • lilith76 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 14:19
      potwornie podziwiam osoby korzystające z czystego npr, bo ja mam skok libido od
      2 dnia cyklu prawie do owulacji. potem jest spadek.
      ale dla mnie npr, to nie sprawy religii, ideologi, ale satysfakcja z poznania
      własnego ciała.
      dlatego korzystamy też z prezerwatyw.

      być może okres czekania na fazę poowulacyjną i czas celibatu wzmagają w parze
      pragnienie seksu. każdy, po dłuższej przerwie, nie może się potem nasycić.
      gorzej jeśli akurat wtedy wypadnie wyjazd, delegacja, choroba.
      • troll47 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 17:24
        > być może okres czekania na fazę poowulacyjną i czas celibatu wzmagają w parze
        > pragnienie seksu. każdy, po dłuższej przerwie, nie może się potem nasycić.

        Zanim zaczęłam korzystać z prezerwatyw, gdy poruszałam np. na forach problem
        długiej wstrzemięźliwości i podwyższonego libido w okresie płodnym, zawsze mi
        tłumaczono, że:
        1) wstrzemięźliwość w okresie płodnym umacnia związek, bo oczekiwanie uczy
        szacunku do drugiej połówki itp.
        2) wstrzemięźliwość w okresie płodnym sprawia, że po tym poście mam mieć rzekomo
        większą ochotę na seks

        Życie pokazało, że niemożność współżycia w dni o wysokim libido stała się u mnie
        źródłem frustracji, żalu. Moim zdaniem wstrzemięźliwość w dni płodne ma dwojaki
        wpływ na związek: z jednej strony rzeczywiście uczy wzajemnego szacunku, ale z
        drugiej strony - może prowadzić do sporych konfliktów w związku, jeśli kobieta
        chce mieć prawo do przyjemności seksualnej (nie zapominajmy też o mężczyznach ;).
        Oczywiście problemu nie ma, jeśli kobieta swą przyjemność czerpie np. głównie z
        tego, że jest po prostu przytulona, pogłaskana, gdy czerpie przyjemność tylko z
        bliskości, z zainteresowania mężczyzny; gdy myśli np. że orgazm to zjawisko
        występujące tylko w filmach pornograficznych itp. Dla każdego coś dobrego.

        Jeśli natomiast chodzi o drugą kwestię, czyli że niby post ma wzmóc we mnie
        pożądanie, to w moim przypadku okazało się to kompletną bzdurą. Było po prostu
        tak, że w dni płodne trzeba było się zmagać, a gdy dni płodne mijały, apetyt na
        seks mijał momentalnie - zastąpiony gorszym nastrojem, rozdrażnieniem. Po
        wzroście temperatury seks mógł nie istnieć - aż do jej przedmiesiączkowego spadku.

        Wiele kobiet stosujących NPR zarzeka się, że ich poziom libido nie ma żadnego
        związku z płodnością. Nie pozostaje nic innego, jak im wierzyć, bo w sumie chyba
        same wiedzą najlepiej, co czują.
        Z drugiej strony wydaje się, że z biologicznego punktu widzenia głównym celem
        człowieka, tak jak każdego gatunku, jest rozmnażanie. To jest dość naturalne. I
        to chyba dlatego seks jest dla nas przyjemny (a przynajmniej dla większość z
        nas). A jeśli tak, to dość logiczne wydaje się być to, że w okresie płodnym
        kobieta ma więszą ochotę na seks. Ciężko zaprzeczyć tak prostym prawom natury...
        Mimo to niektórzy uparcie zaprzeczają.
        Możliwe, że jest tak, że gdy kobieta nie chce dziecka (co z kolei też jest jakoś
        tak sprzeczne z naturą), nie czuje się przygotowana do macierzyństwa, to ma
        niski poziom libido, nawet w dni płodne... Nie wiem, to takie tylko moje
        rozważania - biologiem ani lekarzem nie jestem ;).
    • hodka Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 15:25
      melila napisała:

      > nigdzie nie doszukałam, jak można sobie radzić z seksem podczas
      > dni płodnych. Tj. czytałam tylko o tym, że ludzie stosują prezerwatywy,
      > uprawiają seks oralny itp. Ale to nie są przecież rozwiązania dla katolików.

      A dlaczego seks oralny itp to nie jest rozwiązanie dla katolików?
      • melila Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 15:36
        Stosunek Kościoła Rzymsko-katolickiego do seksu analnego i oralnego (tak jak do
        masturbacji) jest zdecydowanie negatywny. Nie przytoczę Ci tego dokładnie, ale
        tak jakby chodziło o to, że kobieta ma jedna naturalną dziurkę ;-) i o to, że
        każdy seks musi być związany z gotowością poczęcia dziecka (jakoś mętnie to
        zabrzmiało).
            • hodka Re: Zdecydowanie negatywny? 13.06.06, 15:35
              No cóż, przeczytałam i nadal nie widzę nic złego w seksie oralnym.
              Odczytuję, że zabronione jest JEDNOSTRONNE WYKORZYSTYWANIE PARTNERA. No ale to
              jest kwestia interpretacji. To, że pod wypowiedziami podpisały się "jakies"
              osoby tym bardziej mnie przekonuje, że każdy Pismo Święte interpretuje sam.
              • hodka Re: Zdecydowanie negatywny? 14.06.06, 10:53
                Kontynuując dyskusję :) wklejam fragment wypowiedzi, którą skopiowałam z
                portalu www.spowiedz.pl
                Na pytania odpowiadają zakonnicy. Fragment wklejonej przeze mnie odpowiedzi
                jest co prawda, nie na temat seksu oralnego, ale uważam, że jest adekwatny do
                naszej rozmowy

                "Przekroczenia granic w tak delikatnej kwestii jak kontakt z chłopakiem nie da
                się wymierzyć za pomocą linijki. Trzeba tu wrażliwości, wyobraźni i żywego
                kontaktu z Bogiem. Jeśli autentycznie się modlisz, to będziesz wiedziała...
                Rzeczywistość grzechu to nie moralna matematyka. Co prawda, dawniej niektórzy
                moraliści starali się precyzyjnie określić regiony ciała, gdzie można pocałować
                druga osobę, a gdzie już nie można, ale - na szczęście - to już historia. Jeśli
                sumienie cos ci wyrzuca, to podziel się tymi wyrzutami ze spowiednikiem lub
                inna, doświadczona w sprawach wiary osoba."
      • lilith76 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 15:40
        > A dlaczego seks oralny itp to nie jest rozwiązanie dla katolików?
        >
        >

        mogę spłaszczyć temat, ale według KK jedyny aprobowany kontakt intymny pomiędzy
        małżonkami, to taki, który kończy się pozostawieniem nasienia męża w ciele
        kobiety (pomiędzy różne formy pieszczot mogą chyba być). to ciało kobiety, to
        chyba jedynie pochwa.
    • daggga Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 12.06.06, 22:36
      A ortodoksyjni Żydzi mają zabronione kochanie sie w dniach niepłodnych. Muszą
      czekać na płodne. No i oczywiście mieć jak najwięcej dzieci.
      Skoro ta dyskusja jest tak przyjemnie świeża i naiwna, to się przyłączę.
      Wydaje mi się, że jest wyjście dla katolików: czasem nie wytrzymać i kochać się
      w dni płodne, tym samym dając Panu Bogu szansę. A tak w ogóle, to mieć więcej
      dzieci, niech się rodzą. Teraz późno się wychodzi za mąż, powiedzmy 30 lat,
      zostaje kilkanaście lat płodnych. Ciąża, karmienie - statystycznie, grozi nam
      nie więcej niz 7-8 ciąż. A jak sie zmęczymy gromadką maluchów, odechce się nam
      chwilowo seksu (męża tez trzeb aangażować w karmienie, nocne wstawanie) i w
      naturalny sposób będzie dłuższa przerwa. Nie to co kiedyś, gdy człowiek się
      żenił w wieku 18 lat (ostatnio czytałam że jakiś gość Opus Dei jest w POlsce co
      ma 16 dzieci, naprawdę). A wreszcie, Kościół wprawdzie zachęca w tej sprawie
      do wielkoduszności, ale zezwala na opóźnianie poczęcia, więc nie zaszkodzi
      zrobić sobie małe umartwienie co jakiś czas i kochać się tylko w dni nieplodne.
      Więcej spontanu i radości z seksu, kochajmy sie w dni płodne! (To mnie nie
      dotyczy, bo u mnie każdy 1 raz kończy się ciążą jak na razie).
      Pozdrawiam serdecznie
      Daga
    • mia_mag Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 14.06.06, 14:52
      Podobnie jak ty jestem katoliczką i aby żyć w zgodzie ze swoim sumieniem
      stosujemy tylko NPR (jestem mężatką od 3 lat). Problem z dniami płodnymi
      pojawił się prawie od razu i to większy dla mojego męża niż dla mnie. Już
      wyjaśniam. Wprawdzie wzrost mojego libido też współgra z dniami płodnymi, ale
      potrafię przez odpowiednie nastawienie ( z pomocą męża) wzbudzić w sobie ochote
      na seks prawie zawsze. Gorzej jest z nim - bo kiedy już można, on nie ma
      ochoty, blokuje go to planowanie. Nie będę cię oszukiwać - jest ciężko. Ale
      podobno większość mężczyzn nie ma z tym problemu, więc może w twoim przypadku
      wszystko się ułoży. Tego ci gorąco życzę.
      Co do drugiego problemu - seks oralny, stosunek przerywany a nawet petting są
      niedopuszczalne. Skąd to wiem? Katechizm Kościoła Katoliciego, rozmowy ze
      spowiednikami i gazeta "Miłujcie się". Chciałabym tego nie przeczytać i nie
      wiedzieć,ale stało się, pojawiły się wątpliwości, zaczęłam szukać, pytać no i
      okazało się,że wszystko odpada. Nie do końca rozumiem dlaczego, ale zwykle gdy
      coś jest dla nas niewygodne to chcemy to kwestionować, więc na razie zaufałm w
      tej kwestii spowiednikom.
      Wiem, że zabrzmiało to bardzo pesymistycznie i za to przepraszam. Zwykle nie
      jestem takim smutasem :) I jeszcze raz powtarzam - to, że ja mam problemy, nie
      oznacza, że ty też będziesz je miała. Są pary, które żyją z NPRem i są z tego
      zadowolone. Niczego nie przewidzisz. Tylko jedna rada - porozmawiajcie o tym z
      przyszlym mężem, żeby wam ten problem nie rozwalał małżeństwa. U mnie na
      szczęście poza krótkimi spięciami (głównie wychodzącymi ode mnie) jest OK :)
        • searena Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 14.06.06, 22:56
          A jak się kończą niezamierzonym to co???:)
          Rany, jak to czytam to mi sie włos jeży na głowie :))))))) Ja wszystko rozumiem
          ale nie popadajmy w paranooję! Czy seks jest grzechem?? Jesli nie to żadne
          pieszczoty nie są grzechem. Jestem w stanie zrozumieć że ktoś ze wzgledów rel.
          nie współżyje przed ślubem ale odmawianie sobie radości z seksu na wszelkie
          odpowiadające nam sposoby jest prostą drogą do nerwicy, oziębłości, znudzenia,
          "braku seksu w małżeństwie" i rozpadu związku. Bardzo wam współczuję panie
          "katoliczki".
          • daggga Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 15.06.06, 00:03
            searena napisała:

            Bardzo wam współczuję panie
            > "katoliczki".

            Ja też sobie współczuję.
            Ale gdzieś czytałam, że grupą najczęściej uprawiających sex kobiet są
            katoliczki, zaraz po protestantkach. Do tego katolicy rzadziej chorują na
            depresję. Coś za coś.
            • searena Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 15.06.06, 10:07
              A tnij, co mnie to :) Napisałam tylko co myśle. Nie wiedziałam że jeszcze
              pokutuje u nas takie zacofanie. W cudzysłowie bo wg mnie nie świadczy o
              katolicyzmie to jak kto uprwawia sex. Podejrzewam nawet że Boga to w ogóle nie
              obchodzi :) Co innego jest wazne w życiu, to jakimi jesteśmy ludźmi i jacy
              jesteśmy dla siebie i dla innych.
              Amen.
              • mia_mag Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 16.06.06, 07:43
                Mnie natomiast żal ciebie searena. Masz problem z tolerowaniem poglądów innych
                osób. Dziewczyna zadała pytanie, więc jej odpowiedziałam wg. swojej najlepszej
                wiedzy i doświadczenia. Ja nie oceniam twojego światopoglądu, chociaż dla mnie
                akurat najważniejszy jest Bóg, a dopiero potem ludzie. A to, że nawet nie
                starasz się tego zrozumieć albo chociaż zaakceptować świadczy o twoim
                zacowaniu, ograniczeniu umysłowym a przede wszystkim o tym, jakim jesteś
                człowiekiem dla siebie i dla innych. Ale nie jest mi ciebie żal - mam wrażenie,
                że wspaniale się z sobą czujesz i uważasz się za równie wspaniałą w stosunku do
                innych. Brawo. Tylko tak dalej. Ciekawe, co uważają ci inni....
                • searena Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 16.06.06, 12:21
                  Ależ to ta dziewczyna miała problem bo wyraźnie jej potrzeby kłócą się z tym co
                  wymaga kościół. Dlatego to wg mnie jest z deka dziwne, uważam że pomyłką jest
                  robienie czegoś wbrew sobie, zaprzeczanie swoim potrzebom i ogranizcanie się tam
                  gdzie jest to niewskazane. I nie ma to nic wspólnego ze światopogladem, sa to
                  zwykłe zahamowania. Można byc dobrym katolikiem i miec szczęśliwe życie
                  sexualne. I nie obrzucaj mnie tu epitetemi bo o zacofaniu można mówić tylko w
                  odniesieniu do takich własnie zachowań, wbrew sobie, wbrew naturalności i
                  fizjologii człowieka. Inni? Mam wielu znajomych, przyjaciół, lubię seks i nie
                  mam zahamowań, nic nie robię pod przymusem, zakazy mnie nie interesują jesli nie
                  maja przesłanek racjonalnych :) Ogólnie jest wszystko ok. A ty jesteś śmieszna z
                  wyciaganiem daleko idących wniosków, wyobraźnia ci tylko działa i nie opierasz
                  się na żadnych podstawach.
                  żegnam.
                  • skrzynka3 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 16.06.06, 15:32
                    Searena pozostanmy przy tym ze kazdy ma prawo do zycia w zgodzie ze swoimi
                    przekonaniami (o ile nie krzywdzi przy tym innych).
                    Widzisz religia dosc czesto wymaga wlasnie ograniczania siebie, rezygnacji z
                    czegos nawet jesli to sporo kosztuje. Jednych to nie interesuje, kieruja sie
                    tylko wlasnym przekonaniem tego co sluszne a co nie -ich pelne prawo.
                    Dla innych wazne jest rowniez zycie w zgodzie i harmonii z sumieniem,
                    zewnetrzymi nakazami swojej wiary (nie wazne jaka ona bedzie Katolicka,
                    Protestancka, Muzulmanska czy inna)-tez ich prawo.
                    Tak - mozna byc dobrym Katolikiem i miec szczesliwe, udane zycie seksualne
                    rowniez przestrzegajac obowiazujacych Katolika norm. I sprobuj uwierzyc mozna
                    postrzegac te normy jako cos duzo dajacego a nie ograniczajacego i
                    unieszczesliwiajacego.Nie musisz tego rozumiec i akceptowac. Po prostu przyjmij
                    ze tak moze byc.
                    Skrzynka
                    • poprzezknieje Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 17.06.06, 23:50
                      > Tak - mozna byc dobrym Katolikiem i miec szczesliwe, udane zycie seksualne
                      > rowniez przestrzegajac obowiazujacych Katolika norm. I sprobuj uwierzyc mozna
                      > postrzegac te normy jako cos duzo dajacego a nie ograniczajacego i
                      > unieszczesliwiajacego.Nie musisz tego rozumiec i akceptowac. Po prostu przyjmij

                      Przyjmij tez to, ze niewielu katolikow potrafi tak traktowac NPR jak pisze
                      skrzynka bo zdecydowana wiekoszosc nie zgadza sie z zakazem antykoncpecji. Nawet
                      w Polsce !
                      Ot zyjemy w takiej lekkiej paranoii kiedy Hierarhia swoje, Ludzie swoje i nikt
                      nie widzi w tym żadnego problemu...
      • hodka Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 23.06.06, 12:43
        Wydaje mi się, że to dzielenie włosa na czworo. No, ale tak jak dziewczyny
        piszą, każdy żyje własnym życiem i sam decyduje.
        Ja osobiście, chociaż jestem katoliczką, nigdy bym nie pomyślała, że we własnym
        łóżku, z własnym (ślubnym :) ) mężem mogę robić coś grzesznego. Co więcej nadal
        tak nie uważam.

        Co do katolików i stosowania przez nich metod zapobiegania ciąży, to uważam, że
        niestety wynika to z niewiedzy + nagonka otoczenia na to, że to nieskuteczne
        średniowiecze. Szkoda, bo często właśnie przez takie podejście (również w
        poradniach rodzinnych) ludzie mają mniejszy wybór...
    • aiguille Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 26.06.06, 14:35
      nie jestem katoliczką, więc dni płodne nie stanowią dla mnie problemy natury
      etycznej - po prostu stosujemy wtedy globulki i prezerwatywy. metoda
      objawowo-termiczna pomaga mi w wyznaczeniu tych dni, kiedy możemy uprawiać
      miłość bez dodatkowego zabezpieczenia.

      w całym tym wątku uderzyła mnie kwestia seksu oralnego. Naturalnie, każdy
      postępuje według zasad przyjętych przez siebie za słuszne, i szanować należy
      każdy wybór w tej kwestii. Ale nie jestem w stanie pojąć, racjonalnie czy nie,
      stanowiska KK w sprawie seksu oralnego. Nie pojmuję, co w tym jest złego bądź
      nienaturalnego. Dla mnie jest to cudowna forma obdarzania się miłością, która
      daje potężną satsfakcję jednej i drugiej stronie, która daje wiele radości,
      spełnienie, otwarcie się na drugą osobę. Ja odczuwam potrzebę tej formy seksu,
      tak samo jak i "zwykłego". To jest naprawdę piękne, czułe doznanie.

      Poza tym, niektóre kobiety są w stanie doznać tylko orgazmu łechtaczkowego, nie
      pochwowego. Czy w sytuacji, kiedy zabrania się pieszczot prowadzących do orgazmu
      (poza aktem seksualnym), takie kobiety są skazane na brak orgazmu przez całe życie?

      Z góry przepraszam, jeśli czegoś nie zrozumiałam, być może nie jestem w stanie,
      skoro jestem odległa od Kościoła. Ale szczerze podziwiam osoby, które są w
      stanie zrezygnować z wielu wspaniałych pieszczot, dlatego że jest to niezgodne z
      nauką KK. Pozdrawiam!
      • lilith76 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 26.06.06, 16:08
        sądzę, że to dalekie echo po czasach, kiedy w ogóle fizyczność, świat doczesny
        i intymny kontakt fizyczny były brudne, a z czasem wierni nic sobie z tego nie
        robili.
        w dzisiejszych czasach KK stoi chyba na stanowisku, że okazywanie sobie miłości
        przez małżonków nie jest złe. tyle tylko, że akt musi być nastawiony na
        spłodzenie potomstwa (czyli miłość oralna tak, byle nie jedynie), a że na
        plemniki komórka jajowa nie czeka bo to nie ten dzień, to już nie jest wina
        tych biednych małżonków. oni się starali, intencje mieli dobre :)

        jeśli się wg kogoś mylę, to kłócić się nie będę.
    • aster74 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 27.06.06, 11:34
      Melila: dla mnie sprawa podejścia kościoła do sexu była nie do przeskoczenia...
      Z wiernej katoliczki, siedzącej w kościele kilka razy w tygodniu, udzielającej
      się aktywnie itd będącej w wielu wspólnotach, stałam się... nie wiem kim nawet.
      Ateistką chyba nie, bo w Boga wierzę, ale... do kościoła nie chodzę w ogóle...
      Nie umiem tak na pół gwizdka... albo oddaję się czemuś całkowicie, albo wcale.
      To dla mnie strasznie trudny temat. Zarówno częstotliwość, ajk i jakoś sexu
      dozwolona w kościele zupełnie jest dla mnie nie do zaakceptowania... I tak
      sobie myślę, że Bóg stworzył mnie istotą sexualną... i chyba wcale nie jest to
      takie złe co robię, po prostu nie zgadzam się w tej kwestii z kościołem i tyle.
      Mam nadzieję, że nie z tego Bóg mnie kiedyś rozliczy, ale z tego jakim byłam
      człowiekiem... A nie kradnę, nie zabijam, staram się być dobrym i uczciwym
      obywatelem... I mam strasznie pomieszane uczucia wobec osób, które według tego
      żyją: z jednej strony ich podziwiam, a z drugiej mi ich żal... nie jako ludzi,
      ale tego, że tak wielu przyjemności w życiu nie zaznają żyjąc dokładnie według
      tego co można a co nie... sex przez przysłowiową dziurkę w prześcieradle - to
      nie sex: to kopulacja... I szkoda mi ich, że prawdziwego sexu nie poznają, a
      jeśli poznają, będą mieli poczucie, że żyja w grzechu. Ja przez kilka lat nie
      umiałąm się przez to cieszyć sexem, aż przestałam chodzić do kościoła,
      zmieniłam nastawienie i teraz sex, to jest wspanialą formą sprawiania sobie
      wzajemnie przyjemności z mężem...
      • skrzynka3 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 27.06.06, 20:32
        Nie neguje Twoich doswiadczen i odczuc. Mam tylko wrazenie,ze piszesz o
        podejsciu do sexu KK ktore nalezy juz do przeszlosci (na
        szczescie).Polecam "Seks po Chrzescijansku" Wolochowiczow. Sporo tam o radosci
        i przyjemnosci jakie mozna i nalezy czerpac z sexu -w koncu po to jest nam dany
        bo jestesmy istotami seksualnymi i nie ma w tym grzechu :))
        "sex, to jest wspanialą formą sprawiania sobie
        > wzajemnie przyjemności z mężem..." -dokladnie tak jak napisalas :)))

        Ale rozumiem tez, ze nie kazdemu odpowiada rytm wspolzycia w ktorym jest
        miejsce na dwu tygodniowa (a i dluzsza) abstynencje.
        • artus1231 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 28.06.06, 17:40
          Skrzynko, jesteś wielką optymistką (i pozostań taką jak najdłużej!). Ja po
          kilku już latach badania nauczania Magisterium powoli dochodzę do wniosku, że
          chrześcijaństwo jest prawie że nie reformowalne, bo negatywne podejście do
          seksualności zakorzenione jest bardzo głęboko - sięga wręcz samych korzeni,
          czyli zawartego w NT nauczania św. Pawła o "ciele" walczącym
          przeciwko "duchowi" i o konieczności "uśmiercania (!) popędów ciała przy pomocy
          ducha". Trzeba chyba jeszcze jakichś 2000 lat, by Kościół wreszcie uznał
          poglądy św. Pawła za kryptomanichejskie (tak jak potrzebował aż 2000 lat, by
          uznać wypowiedzi Pawła nt kobiet za uwarunkowane kulturowo).
          Niestety "Seks po chrześcijańsku" Wołochowiczów nie jest nauczaniem
          Magisterium. A nauczanie jest takie: pożądanie seksualne po grzechu
          pierworodnym (nawet w małżeństwie!) jest zawsze złe, bo samo z siebie zawsze
          prowadzi do uprzedmiotowienia i trzeba je stale (!) neutralizować
          wstrzemięźliwością i opanowaniem. Kto sądzi, że żartuję, nich poczyta katechezy
          JPII o małżeństwie dotyczące pożądliwości.
          • osieuek Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 28.06.06, 19:35
            Artusie,
            Jak dawno już się nie odzywałeś :-) A ja tak lubię czytać twoje inteligentne
            krytyki. Sama mam poglądy może nawet jeszcze bardziej radykalne niż ty, ale w
            tym przypadku... Amicus Plato, sed magis amica veritas: Najnowsza encyklika
            Benedykta XVI wprowadza jednak nową jakość w porównaniu z tym, co piszesz:

            > pożądanie seksualne po grzechu
            > pierworodnym (nawet w małżeństwie!) jest zawsze złe, bo samo z siebie zawsze
            > prowadzi do uprzedmiotowienia i trzeba je stale (!) neutralizować
            > wstrzemięźliwością i opanowaniem.

            Nie wiem, na ile się ona kłóci z przywoływanymi przez ciebie katechezami JPII -
            w każdym razie, choć nie można jej nazwać jakąś straszną rewolucją, na pewno
            ustawia rzeczy w innym porządku, niż ten cytowany powyżej. Nic nie mówi, że amor
            powinien _neutralizować_ erosa. Raczej, że powinien z nim współpracować. To już coś.

            • rkpior Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 29.06.06, 11:46
              Czesc wszystkim,

              raduje moja dusze ta rzeczowa dyskusja, bo akurat jestem w fazie przemyslen
              na "te sprawy".

              Najpierw troche o sobie: nazywam siebie katolikiem, nie mam zamiaru w pełni
              współżyć do ślubu (czyli tak jak chce KK), nie traktuje pettingu (w dowolnej
              formie) jako takiego strasznego zla jak, zgodnie z naucaniem Kosciola,
              opisujecie w watku (czyli tutaj moja moralnosc kloci sie z KK). Po slubie
              planujemy wykorzystac to co dje npr, ale znowu nie do przesady. Nie wiem, ale
              pewnie bedziemy mimo wszystko "grzeszyc" korzystajac z niedozwolonych
              prezerwatyw... Uwazam jednak, ze npr jest ok. Nawet wskazane w watku
              tlumaczenie o koniecznosci wstrzemiezliwosci w czasie dni plodnych (umacnianie
              zwiazku) podoba mi sie, chociaz go do konca nie rozumiem. Nie rozumiem, bo za
              bardzo wniknalem w te konsumpcyjna kulture. Do tego uwazam, ze natura tez ma
              cos do powiedzenia i libido mojej przyszlej zony z pewnoscia jest podwyzszone w
              okresie przedowulacyjnym (do konca tego jeszcze nie wiem, ale tak podejrzewam).
              Tez nie rozumiem, czemu instruktorzy npr pomijaja ten fakt.

              Przechodze teraz do nauczania KK. Moim zdaniem (nie tylko moim - mojego
              przyjaciela, ktory jest zafascynowany wszelkimi encklikami, ale nie przeszkadza
              mu to w nazywaniu uznanych przez Kosciol metod "ruletka watykanska") Humanea
              Vitae powinno byc zrodlem madrosci w sprawach przez nas poruszanych. Encyklika
              ma juz swoje 38 lat. Jest bardzo popularnym dokumentem i zdazyla przeniknac w
              srodowiska katolickie (i jakies inne pewnie tez) w znacznym stopniu. Punt 16.
              tej encykliki
              (www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pawel_vi/encykliki/humane.html) mowi
              wyraznie, ze metody oparte na npr sa dopuszczalne i wszystko jest spoko. Znaczy
              to mniej wiecej tyle, ze metody antykoncepcji oparte na "ustalonym przez Boga
              porzadku" sa dozwolone i pewnie w na swoj sposob blogoslawione.

              Piszac ten post sam sie zastanawiam, czy po raz kolejny nie zrewidowac swojego
              myslenia na wskazany temat.

              Pozdrawiam wszystkich. Dodam jedynie, ze istnieja powazne przeslanki (to
              wlasnie wiem od tego kumpla), ze Humanea Vitae Pawła VI zawiera tak naprawde
              wiele przemyslen Karola Wojtyly (Miłośc i odpowiedzialnosc wydana byla 8 lat
              przez HV) i tak to nalezy interpretowac.

              Zakoncze cytatem z wskazanej przez osieuek Deus Caritas Est: "Dzisiaj nierzadko
              zarzuca się chrześcijaństwu, że w przeszłości było przeciwnikiem cielesności;
              faktycznie, tendencje w tym sensie zawsze były."

              Radosław
            • artus1231 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 29.06.06, 13:13
              Osieuek,
              śledzę wypowiedzi Benedykta i rzeczywiście zależy mu bardzo by zdjąć z
              chrześcijaństwa odium manicheizmu. KAI np. zacytował jego wypowiedź do Rzymian
              z 6 czerwca:

              Szczególną uwagę Papież zwrócił na "dorastającą młodzież i młodych ludzi,
              którzy przemożnie odczuwają w sobie zew miłości" i których, jak podkreślił,
              trzeba "uwolnić od rozpowszechnionego uprzedzenia, że chrześcijaństwo ze swymi
              przykazaniami i zakazami stawia zbyt wiele przeszkód przed radością miłości, a
              w szczególności nie pozwala rozkoszować się w pełni tym szczęściem, które
              mężczyzna i kobieta znajdują we wzajemnej miłości". "Jest wręcz odwrotnie:
              wiara i etyka chrześcijańska nie chcą dławić miłości, lecz chcą uczynić ją
              zdrową, silną i prawdziwie wolną". To właśnie jest sensem dziesięciorga
              Przykazań, "które nie są szeregiem «nie», lecz wielkim «tak» dla miłości i
              życia".

              Problem w tym, że to wszystko są jedynie życzenia. W encyklice "Bóg jest
              miłością" B16 mówi o erosie na tak ogólnym poziomie, że z tego niewiele wynika.
              JPII też posługiwał się ogólnikami i metaforami, mówiąc o "oblubieńczym
              znaczeniu ciała" i "odwiecznej fascynacji męskością i kobiecością", ale
              próbował to przełożyć na konkret, np. zastanawiając się, na czym
              polega "pożądliwe spojrzenie". Za to go cenię, bo można się z nim kłócić,
              odwołując się do konkretnego doświadczenia życia w małżeństwie (np. nijak się
              nie da obronić przy pomocy teologii ciała JPII przeżycia orgazmu, zawsze ta
              kulminacja będzie opanowaniem przez pożądanie :)

              To co rzeczywiście istotne i nowe w encyklice B16 to zdanie zacytowane przez
              Rkpiora o "stałych tendencjach do deprecjonowania cielesności". Po raz pierwszy
              papież oficjalnie to przyznał w dokumencie o takiej randze dogmatycznej jak
              encyklika! (Drugą nowością, która przejdzie do historii jest... zabawna
              anegdota o Gassendim i Kartezjuszu. Po raz pierwszy w historii w encyklice
              został opowiedziany dowcip :)

              Powtarzam, moim zdaniem aby rzeczywiście cokolwiek ruszyć z seksem w Kościele,
              trzeba najpierw coś zrobić z teologią św. Pawła, którą powszechnie traktuje się
              jako przynależną do Objawienia. Bibliści i teologowie dwoją się i troją, by
              jakoś zneutralizować ten manichejski Pawłowy język. Wmawiają nam, że Paweł nie
              potępia ciała tylko grzech, ale język nigdy nie jest niewinny. Jeśli chciał
              potępić grzech, po co mówił o "ciele" i "człowieku zmysłowym"?
              • modernista Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 29.06.06, 22:56
                A cytowanie przez papieża Nietschego –to też chyba pierwszy raz?

                Co do Pawła to ja bym jednak biblistów-modernistów słuchał :)
                Od rozumienia myśli Szaula dzieli na wiele murów – nie jesteśmy wychowankami
                faryzeuszy, żydami próbującymi po grecku opisać żydowskie rozumienie człowieka
                (a co dopiero przełożyć na polski 2000 lat poźniej), nie piszemy z troską do
                gnostyzujących chrześcijan w Koryncie, nie wierzymy że Koniec jest bliski itd.
                Paweł nie deprecjonował ciała zupełnie tylko czekał, na nowe
                ciało „pneumatyczne” i o tym pisał Koryntianom, którzy zupełnie oddzielali
                ducha (gnostycką „boską iskrę”) od ciała (niepotrzebnej powłoki). W sumie jeśli
                przyjmiemy, że wszystko wokół nas jest OK, to ani Chrystus ani zbawienie nie
                jest potrzebne –coś jednak kwestionować musimy bo chrześcijaństwo straci
                sens :). Ewolucjoniści też twierdzą, ze karą za seks jest śmierć (to
                co „pączkuje” w pewnym sensie nie umiera nigdy). Nic dziwnego że płciowości tak
                się dostało –oczywiście podziału na naturalne i sztuczne to nie uratuje –NPRu
                w "ciele chwalebnym" na szczęście nie będzie trzeba stosować –Humanae Vitae i
                cała wiedza badaczy śluzu pójdzie na przemiał w „niebieskim Jeruzalem” :) –
                może to potępieńcy będą wypełniać zeszyty z niekończącym się okresem
                płodnym :) –brrr!.
                Paweł czekał na bliską Paruzję i stąd np to promowanie celibatu –małżeństwo,
                czyli dalsze budowanie tego kończącego się świata straciło sens –trzeba nieść
                jak najszybciej Ewangelię i skupić na tym wszystkie siły. Jak to myślenie
                zrozumiałem to Paweł stał się dla mnie sympatyczniejszy –nie był przecież
                skostniałym dogmatykiem –nawet w tamtej ostatecznej rzeczywistości lepiej było
                się żenić niż płonąć. NPRu by nie kanonizował.
              • osieuek Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 30.06.06, 00:05
                A propos manicheizmu, ostatnio objawił mi sie taki oto paradoks. Historycznie
                rzecz biorąc - w porządku chronologicznym było tak:

                1. Podejrzliwość Kościoła względem seksu bierze się z manicheizmu, a konkretnie
                z przekonania, że natura cielesna człowieka jest czymś negatywnym.

                2. Stąd jedynym usprawiedliwieniem dla seksu znaleziono prokreację.

                3. Stąd zakaz regulacji urodzeń.

                4. I tak przez ok. 2000 lat.

                5. W drugiej połowie XX wieku Kościół zaczął się wycofywać rakiem... Coś chciał
                zmienić, ale tak, żeby nie wyglądało to na rewolucję. I w ten sposób stanął
                okrakiem:

                a) Wymyślono, że seks z intencją niepoczynania dziecka jest w zasadzie OK.

                b) Jednak tylko wtedy, gdy w tym nie używa się żadnych "sztucznych" środków.

                6. Potrzebne było do tego dziwnego pomysłu jakieś uzasadnienie. Zakaz używania
                tych środków uzasadniono zatem zgodnością z naturą procesów zachodzących w ciele
                kobiety.

                I tak, paradoksalnie - jak kiedyś rygorystycznie obowiązywała konieczność
                sprzeciwu wobec natury, tak dziś równie rygorystycznie obowiązuje konieczność
                zgodności z naturą!

                :-))))))

        • aster74 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 30.06.06, 19:04
          skrzynka3 napisała:

          > Nie neguje Twoich doswiadczen i odczuc. Mam tylko wrazenie,ze piszesz o
          > podejsciu do sexu KK ktore nalezy juz do przeszlosci (na
          > szczescie).Polecam "Seks po Chrzescijansku" Wolochowiczow. Sporo tam o
          radosci
          > i przyjemnosci jakie mozna i nalezy czerpac z sexu -w koncu po to jest nam
          dany
          >
          > bo jestesmy istotami seksualnymi i nie ma w tym grzechu :))
          > "sex, to jest wspanialą formą sprawiania sobie
          > > wzajemnie przyjemności z mężem..." -dokladnie tak jak napisalas :)))
          >
          > Ale rozumiem tez, ze nie kazdemu odpowiada rytm wspolzycia w ktorym jest
          > miejsce na dwu tygodniowa (a i dluzsza) abstynencje.
          >

          A ja nie mam takiego wrażenia, że nalezy do przeszłości... Wyszłam za mąż w
          wieku 31 lat. Co według Ciebie mogłam do tego czasu robić, żeby żyć w zgodzie z
          naukami kościoła?? NIC!! Dosłownie nic, bo nawet myślą grzeszymy... I nawet to,
          że jako dojrzała już kobieta myślałam o sexie było złe. A uprawianie go w
          jakijkolwiek formie, to już nie wspomnę. Co więcej: sama tez nie mogłam
          zaspokoic potrzeb sexualnych... Wszystko, do czasu wzięcia sakramentalnego
          związku małżeńskiego było grzechem. Przypusczam, że gdybym zyła w związku
          sakramentalnym, to aż tak nie przejmowałabym się kodejściem kościoła do
          sexualności, bo uważam, że to co dzieje się między mną a mężem jest sprawą
          naszą i Boga i żaden ksiądz, czy nawet Papież nie będzie rozstrzygał czy
          popełniłam w danym momencie grzech czy nie. No, ale nie wiem czy aby nadal nie
          jest przez kościół uznawane, że jak wytrysk to tylko do środka kobiety, bo z
          tego co wiem, jeszcze nie tak dawno stosunek przerywany był grzechem... A jak
          ja mam fantazję, żeby mi mąż zakończył w innym miejscu?? Albo np. sex
          oralny??... Nie wiem... Mnie i tak ten temat już nie dotyczy, ja wszystko co
          robię z mężem jest grzechem, gdyż jestem drugą żoną mojego męża...

          I wrew temu co piszę i jak piszę nie są to dla mnie proste tematy... Nie dla
          kogoś kto od pierwszych klas szkoły podstawowej, aż do połowy studiów żył tylko
          tym o czym kościół nauczał... Jednak wieczna walka miedzy tym co mi wolno, a
          ułomnością mojego ciała tak mnie wymeczyła, że nie dałam rady... Okazałam się
          za słaba.

          I uwierz: przeczytałam nie jedna pozycje na temat czerpania radości z sexu w
          małżeństwie...
        • aster74 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 30.06.06, 19:20
          Aha skrzyneczko... Pisząc o tych kalesonach, to specjalnie troszkę
          przekoloryzowałam, chcąc podkreślić, że nawet w małżeństwie nie wszystko jest w
          sexie dozwolone... No i dla mnie to już jest przesada, bo jeśli tylko nie robi
          się czegoś wbrew drugiej stronie, to juz w to nie powinien kościół ingerować
          jak wygląda pożycie intymne dwojga kochających się ludzi, złączonych
          sakramentalnym związkiem małżenskim, będącym jednym ciałem... Czyli każda część
          ciała jednego małżonka należy do drugiego, czyli może sobie z nia zrobić co
          chce i jak chce :)
      • modernista Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 29.06.06, 23:10
        Z jednej strony warto Ci pogratulować szczerości, a z drugiej nie wiem czy nie
        wylałaś dziecka z kąpielą.
        Kościół jest w tej dziedzinie pełen hipokryzji, bo na siłę utrzymuje nauczanie
        nie do obrony i większość o tym wie nawet z tych na górze, a spora grupa
        wiernych praktykujących ignoruje to nauczanie, część zaciska zęby (nie
        zapomnijcie wyjąć termometru ;)), garstka wmówiła sobie że wszystko jest dobrze
        i opowiada że NPR to cudowna i budująca Metoda, inni rezygnują albo z życia
        sakramentalnego, albo w ogóle z praktykowania.
        Kościół to nie tylko tabu seksu, ani nawet czysto ludzka rzeczywistość – ‘dobra
        nowina’ o Jezusie Chrystusie jest ciągle żywa i ze względu na te boską stronę
        Kościoła myślę że warto nie rezygnować z praktykowania – Msza, Biblia, modlitwa
        ma wartość samą w sobie, niezależnie co akurat KK w danym momencie wymyśla nt
        seksu. Można by tej postawie zarzucić że to fałsz być katolikiem i stawać
        okoniem, ale Kościół w którym wszystko jest dobrze, który się nie myli i nie
        spiera to wyidealizowana wizja - nigdy taki nie był, a jeśli coś ma się zmienić
        to tylko od środka –pozycja zewnętrznego obserwatora nic nie da.
        • aster74 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 30.06.06, 19:15
          > Kościół to nie tylko tabu seksu, ani nawet czysto ludzka rzeczywistość –
          > ‘dobra
          > nowina’ o Jezusie Chrystusie jest ciągle żywa i ze względu na te boską st
          > ronę
          > Kościoła myślę że warto nie rezygnować z praktykowania – Msza, Biblia, mo
          > dlitwa
          > ma wartość samą w sobie, niezależnie co akurat KK w danym momencie wymyśla nt
          > seksu. Można by tej postawie zarzucić że to fałsz być katolikiem i stawać
          > okoniem

          Widzisz... Masz 100% rację i zgadzam się z Toba. Ja szukam swojego miejsca w
          kościele - jeszcze póki co nie znalazłam... Z Bogiem rozmawiam. I podziwiam
          ludzi, którzy potafią się zamknąć w pewnym sensie na Kościół. Może drogą do
          ułatwenia sobei tego bez poczucia, że jest się w tym momencie fałszywym
          katolokiem, czy jakims hipokryta byłoby przesledzenie historii koscioła, która
          wyraźnie pokazuje, że nie był on nieomylny... Może jednak istotą tego
          wszystkiego powinno być to co czujemy w środku?? Może to nasze sumienie mówi o
          tym co jest grzechem a co nie?? Trudno jednak takie podejcie pogodzić z
          chodzeniem do kościoła, jak zaraz na mszy w czasie kazania ksiądz powie Ci, że
          się mylisz, że to on ma rację... Nie wiem... Ja w każdym bądź razie wciąż
          szukam...

          Dla mnie największym problemem jest moja czarno-białość... Wszystko albo nic...

          Pozdrawiam.
          • skrzynka3 Re: Jak sobie radzicie z dniami płodnymi ? 02.07.06, 20:59
            Aster na pewno masz racje to nie sa wcale latwe i proste tematy. Pozdrawiam Cie
            cieplo :)))

            Arusie jeszcze slowko do Ciebie -oczywiscie masz racje Wolochowiczowie to nie
            magisterium ale na moim egzemplazu jest zgoda Biskupa Kieleckiego na druk, sa
            pozytywne recenzje m. in. ksiezy - czyli nie jest tak ze Panstwo
            Wolochowiczowie cos tam sobie wymyslili co jest kompletnie sprzeczne z linia
            oficjalnego nauczania (m. in. konkretne rady jak wzbudzic pozadanie w mezu ;)).
            Wiele publikacji rowniez osob duchownych (np. w Tygodniku Powszechnym)idzie po
            tej samej linii - podkreslania radosci i przyjemnosci plynacej z seksu w
            malzenstwie. Nie zacytuje Ci teraz dokladnie ale gdzies w takiej dyskusji jakis
            zakonnik stwierdzil, ze jesli zona nie doznala spelnienia w czasie trwania aktu
            maz ma wrecz obowiazek zadbac o Jej satysfakcje w inny sposob i stanowi to
            wtedy czesc tego aktu.
            Wiem, ze nie wszystcy tak mysla ale masz racje jestem optymistka i mam
            nadzieje, ze wlasnie takie myslenie (bliskie kochajacym sie malzonkom,
            przerabiajacym to wszystko w praktyce)przebije sie na powierzchnie :))))
            Skrzynka


            Masz racje ja jestem optymistka i wierze, ze

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka