Dodaj do ulubionych

Jak radzicie sobie ze stresem przed "wpadką"??

30.07.07, 13:34
Hej dziewczyny! No właśnie. Zasady zasadami, ale jak niekturzy czekają czasem
ponad 3 tygodnie na niepłodną fazę, to (tak jak ja na przykłąd) nie
wytrzumują...

Ja sobie powtarzałam już, że nie bendę, że twardo bendę stać przy tym co
ustaliliśmy i co słuszne, a potem... aż wstyd się przyznać, no i teraz bende
czekać te 2-3 tygodnie aż się okaże... czy jestem mamą...

Ja Wy sobie z tym radzicie?? Może jakieś techniki relaksacyjne ;)
W sumie u mnie paniki by nie było, ale czas też nie najleprzy... wiecie:
studia, mieszkanie... kolejny okkurzacz ;)

Macie jakieś złote rady?
Obserwuj wątek
        • franzza Re: Jak radzicie sobie ze stresem przed "wpadką"? 31.07.07, 20:39
          Pozwolę się wypowiedzieć choć nie do mnie było zadane pytanie. Tak jak pisze
          Bystra - nie wszyscy myslą na zasadzie "co będzie, to będzie" i mają komfort
          psychiczny (oraz małe potrzeby ;) do stosowania czystego NPR w celu uniknięcia
          poczęcia. Jest duża grupa osób,któremu NPR,wiedza o swoim organizmie jaką ono
          daje, bardzo sie podoba, dodatkowym argumenetm jest chęc unikniecia trucia sie
          tabletkami. Do ostatecznego przekonania sie do NPR potrzebna jest im jednak
          kropka nad i, czyli potwierdzenie pewności tej metody jako środka
          antykoncepcyjnego i uczynienie jej jak najbardziej komfortowej.
          Ja podobnie jak Kate stosuje NPR wspomagane prezerwatywami. Gdybym nie
          korzystala z prezerwatyw miałabym pewnie ze 18-24 dni wstrzemiężliwości na
          rzecz 8-9 dni niepłodnosci bezwzglednej i komfortu psychicznego. Gdybym nie
          korzystała z prezerwatyw podczas tygodniowego urlopu zaplanowanego klika
          miesiecy wczesniej, nie mogłabym ani razu kochać sie ze swoim Lubym, bo akurat
          teraz niespodziewanie wydlużyła mi sie pierwsza faza. Gdybym zdecydowała sie
          korzystać z niepłodności wzglednej (choć trudno o niej mówić, bo w październiku
          2006 PO RAZ PIERWSZY i jak na razie ostatni zdażył mi się cykl 21 dni), przez
          kolejne tygodnie w każdym miesiącu żyłabym w stresie czy aby nie jestem w
          ciąży. A tak skoro prezerwatywa nie pekła, nie zsunęła się, została prawidłowo
          użyta, takiego stresu nie mam. A jak już pęknie, to wtedy przyjmę to za
          zrządzenie losu,ze po prostu już czas zostać matką i tyle.
          Dlatego moim zdaniem nie należy na sile promowac czystego NPR i popierac jego
          wspoganie przed tych naprawde odkladajacych prezerwatywami. Na pewno jest to
          zdrowsze niż faszerowanie sie tabletkami (choc nie powinnam sie wypowiadac, bo
          tabletek nigdy nie brałam)i pozwala na swietne poznanie swego organizmu. No i
          przede wszystkim przysporzy tej metodzie wiecej zwolenników.
          • s_biela Re: Jak radzicie sobie ze stresem przed "wpadką"? 31.07.07, 23:39
            oj widzę, że wsadziłam kij w mrowisko....

            No to może powiem jak jest ze mną. Generalnie myślałam o poczęciu dziecka
            właśnie wtedy, gdy nasza sytuacja się nieco ustabilizuje, czyli po studiach
            (chociaż licencjacie) i przy lepszej pracy... Ponieważ już teraz lekarze
            podejżewają, że bendę miała problemy z zajściem w ciążę, dlatego ustaliliśmy z
            mężem, że jeżeli nasza sytuacja się nie zmieni przed ukończeniem przeze mnie
            28-ego roku życia, to idziemy "na żywioł" wedle zasady teraz albo nigdy.

            Generalnie staram się trzymać zasad, ale w tym miesiący było inaczej... Do tej
            pory czułam się gotowa psychicznie na dziecko, chociaż wczoraj nie wytrzymałam,
            i rozpłakałam się, bo chciałabym mu zapewnić jak najlepsze życie, a ciężko mi to
            sobie teraz wyobrazić.

            Dlatego zaczęłam ten wątek. Jak sobie radzicie ze stresem przed "wpadką" kiedy
            jeszcze nie znacie wyniku testu ciążowego, a się boicie. Ja sobie kiepsko radzę...

            Ps. Podobno w momencie najwyzszej płodności szanse wynoszą 40%. Czy ten odsetek
            dotyczy wszystkich w okresie rozrodczym, czy może tych w "szczytowej kondycji
            prokreacyjnej" czyli 25-30 lat?
            • lacitadelle Re: Jak radzicie sobie ze stresem przed "wpadką"? 01.08.07, 10:48
              powiem o sobie: ja w czasie, gdy zdecydowanie nie chcieliśmy jeszcze dziecka po
              prostu nie ryzykowałam, tzn. korzystałam z niepłodności bezwzględnej oraz z
              prezerwatywami z niepłodności względnej (bez śluzu typowo płodnego, którego u
              mnie jest dużo i długo). W czasie, gdy występował śluz, po prostu okazywaliśmy
              sobie czułość na inne sposoby :)

              nie wyobrażam sobie "ryzykowania" czy zdawania się na łut szczęścia, jeżeli
              jestem zdecydowana na odłożenie poczęcia. Dla mnie to po prostu głupie.

              Inna sprawa, że od momentu rozpoczęcia współżycia byłam psychicznie i finansowo
              (tzn. zarabiałam i ja, i partner, i choć byłoby ciężko, poradzilibyśmy sobie bez
              pomocy finansowej od osób trzecich) przygotowana na to, że mogę zajść w ciążę. W
              końcu zawsze może się zdarzyć cud. Gdyby tak nie było, na pewno nie
              podejmowałabym współżycia. Dla mnie to jest jedyne rozsądne, uczciwe i
              komfortowe wyjście.

              Jeżeli chodzi o prezerwatywy, to w dłuższym horyzoncie czasowym nie przewiduję
              potrzeby ich stosowania - teraz staramy się o dziecko i na pewno nie chcemy,
              żeby to było ostatnie. A co będzie za te kilka(naście) lat, nie wiem. Dlatego
              przed ślubem rozmawiałam z księdzem o tej formie antykoncepcji, wyjaśniłam, że
              moim zdaniem nie łamię w ten sposób żadnego przykazania (prezerwatywy w żaden
              sposób nie szkodzą naszemu zdrowiu, a wręcz są zalecane w niektórych
              przypadkach, np. częste infekcje pochwy), tak czy inaczej zachowywalibyśmy z
              mężem wstrzemięźliwość w okresie płodnym i nie czuję z tego powodu wyrzutów
              sumienia, więc w momencie, gdy z jakichś powodów nie będziemy sobie z mężem
              mogli w ogóle pozwolić na dziecko, nie wykluczam ich stosowania. Ksiądz nie
              potępił takiej postawy i udzielił mi rozgrzeszenia.

              Btw. czytałam kiedyś któreś (wybaczcie, że nie pamiętam, na pewno w tytule było
              coś o miłości) dzieło JP II, z której wynikało (moim zdaniem dość jasno), że
              jeżeli człowiek wyklucza możliwość spłodzenia potomka, to nie powinien w ogóle
              uprawiać seksu (czyli także stosować czystego NPRu). Przykro mi bardzo, ale nie
              rozumiem takiego podejścia, nie wyczytałam nic takiego w Piśmie Św. i
              zastanawiam się, jak się z tym czują osoby, które z powodów zdrowotnych
              rzeczywiście nie powinny mieć dzieci.

              trochę odbiegłam od tematu - wybaczcie.
              • bystra_26 seks a Kościół 01.08.07, 10:57
                Czasami mam, lacitadelle, wrażenie, że Kościół uważa nadal seks za jedynie
                uprawniony, gdy chce się począć dziecko, za pewnego rodzaju zło konieczne, ...,
                niestety bardzo namieszało przyjęcie chyba platońskiego rozdziału grubą krechą
                ciała i duszy. Ciało - złe, trzeba ujarzmiać, dusza - dobra, trzeba myśleć
                tylko o życiu po smierci.

                Jak czasami słyszę i czytam niektórych księży, to to podejście wciąż pokutuje,
                a małżeństwo według nich to jest taka zapłata za możliwość uprawiania seksu.
                Tylko z czasem okazuje się, że to jest seks limitowany i grzeszny jak nie
                chodzi o zajście w ciążę.
                  • bystra_26 tak prywatnie 01.08.07, 11:03
                    Jestem przekonana, że jeśli by Bogu chodziło o to, że seks ma spełniać tylko
                    lub głównie funkcję prokreacyjną, to rozwiązałby tę kwestię inaczej. Inaczej
                    tzn. skonstruował by tak płodność i potrzeby seksualne, że każdy stosunek
                    kończyłby się ciążą (a tu w najbardziej optymalnym czasie jest
                    prawdopodobieństwo zajścia mniej niż 50%, bo ok. 40%) lub ludzie poza okresami
                    płodnymi nie byliby w stanie zmusić się do seksu.
                    • s_biela Re: tak prywatnie 01.08.07, 16:51
                      bystra_26 tekst, do którego link zamieściłaś jest tendencyjny i widać to na
                      pierwszy rzut oka...

                      Nauka Kościoła Katolickiego jest dla Katolików!!! Na szczęcie mamy wolność
                      wyboru wyznania.
                      Traktowanie prokreacji jako jedynego uzasadnienia dla seksu to "manicheizm",
                      czyli herezja a nie katolicyzm. Nie wiem jak można mieszkając w kraju, w którym
                      jest tylku katolików, mieszać te dwie sprawy?!?!?

                      lacitadelle nie byłam obecna podczas Twojej spowiedzi, ale w sytuacji, którą
                      przedstawiłaś ksiądz mógł Ci udzielić rozgrzeszenia jedynie, jeśli miałaś
                      postanowienie poprawy, czyli rezygnacji z prezerwatyw.
                      Chodzi o otwartość na poczęcie dziecka, o zgodę na przyjęcie planu Boga co do
                      naszego życia, i przekonanie, że jest miłością i będzie się nami opiekował...

                      Jeśli mamm już tutaj mówić o nauczaniu Kościoła i jego etyce aktu małżeńskiego,
                      to jest on traktowany jako zjednoczenie małżonków, forma dążenia do świętości...
                      Do seksu nie trzeba mieć "uprawnienia". Jest on darem Bożym i należy go godnie i
                      w pełni celebrować.
                      Ale to jest nauczanie Kościoła Katolickiego, a nikt nie ma przymusu stosować się
                      do tych zasad!!!
                      jak chcecie, to więcej o tym jest na stronie www.szansaspotkania.net/
                      • bystra_26 Re: tak prywatnie 01.08.07, 17:14
                        Ja uważam Twojego linka za tendencyjnego. To, że ktoś zna historię nauki
                        Kościoła i wyciąga wnioski, które nie zgadzają się z obecnym, od lat
                        nieprzeglądanym stanowiskiem KK, nie jest gorszy od fanatyków NPR za wszelką
                        cenę.

                        Drzewo poznaje się po owocach.

                        Większość katolików albo nie stosuje NPR, albo uważa go za niepotrzebny ciężar,
                        który odbija się negatywnie na życiu małżeńskim, na sferach pozaseksualnych.
                        Większość z tych, co stosują robi to TYLKO ZE STRACHU, choć się do tego nie
                        przyznają nawet przed samymi sobą. Boją się braku rozgrzeszenia i Komunii. Dla
                        mnie postępowanie motywowane tylko strachem nie jest dobre.

                        Kościół ma świadomość, że większość jego członków odrzuca katolicką etykę
                        seksualną, ale jeszcze jakoś nie wydał powszechnej ekskomuniki na tych, co się
                        z nią nie zgadzają.

                        I na koniec - nie wydaje Ci się nieludzką (nie w opozycji do boskiej) zasada
                        przez którą jak masz cykl 70 dni, to żyjecie w celibacie przez 2 miesiące?
                        Zasada, która nie pozwala w takim ekstremalnym przypadku na normalne zycie
                        małżeńskie. Zanim znajdziesz lekarza i leczenie zacznie się skutkować, ile
                        będziecie się takim okresami wstrzemięźliwości męczyć?

                        Na to nie ma technik relaksacyjnych - mieszkasz pod jednym dachem z osobą którą
                        kochasz też cieleśnie, i to wystarcza, że masz potrzeby, które domagają się
                        realizacji. Rozwiązanie jest - na czas płodny mieszkać osobno i nie spotykać
                        się wieczorami we dwoje. Ale czy to można nazwać normalnym małżeństwem?

                        Nie wierzę, że jeśli zajdziesz w nieplanowaną ciążę dzięki dużemu nagromadzeniu
                        niezaspokojonych potrzeb seksualnych, bo któregoś razu nie wytrzymacie i
                        pójdziecie w końcu po długim czekaniu przez fazą niepłodności bezwględnej,
                        która niewiadomo kiedy nastąpi, na całość, że to będzie wola Boga. Bóg nie jest
                        tyranem, by na Was sprowadzać takie sytuacje.

                        Przecież jakbyście chcieli żyć bez seksu, to zostalibyście zakonnikiem i
                        zakonnicą, a nie małżonkami.
                        • agafrytka Bystra 02.08.07, 02:04
                          Poczytaj sobie jeszcze raz BARDZO UWAŻNIE to co napisała s_biela 1.08 g.16.51.
                          I chociazbyś nie wiem jak zaprzeczała i twierdziła inaczej to Kosciół do seksu
                          ma takie podejście,o którym napisała s-biela.
                          Możesz sobie tworzyć swój własny obraz,ale nie przypisuj Kościołowi tego czego
                          nie ma!


                          > Większość katolików albo nie stosuje NPR, albo uważa go za niepotrzebny
                          ciężar,
                          >
                          > który odbija się negatywnie na życiu małżeńskim, na sferach pozaseksualnych.
                          > Większość z tych, co stosują robi to TYLKO ZE STRACHU, choć się do tego nie
                          > przyznają nawet przed samymi sobą. Boją się braku rozgrzeszenia i Komunii.
                          Dla
                          > mnie postępowanie motywowane tylko strachem nie jest dobre

                          Bardzo uogólniasz!Znam mnóstwo małżeństw,które stosują npr,bynajmniej nie ze
                          strachu,po prostu przyjeli taki styl życia i bardzo im to odpowiada.
                          "Boją się braku rozgrzeszenia i Komunii"??????I uwazasz,że zatajają to przed
                          samymi soba,w końcu i przed samym Bogiem,korzystając z sakr.pojednania?
                          Pomyśl trochę.


                          < Jeśli osąd sumienia penitenta nie uważa takiego postępowania za
                          grzech, to grzechu nie ma. Katolik ma postępować w zgodzie z sumieniem, nawet
                          jak jest źle ukształtowane, bo gwałcenie swego sumienia jest najcięższym
                          grzechem.
                          Księża mogą w indywidulanych przypadkach dawać zezwolenie na gumki - w waszej
                          sytuacji macie duże szanse.

                          Owszem jest to grzech.Można sobie nie uważać,że uzywanie prezerwatywy jest
                          grzechem,ale stanowisko Koscioła jest jednoznaczne.
                          Pójdę do sklepu coś ukraść i wcale nie będę tego uważać za grzech!A stanowisko
                          Kościoła jest jasne w tej kwestii.Przykłady można mnożyć.

                          Bystra uświadom mnie,bo umieram z ciekawości w jakich przypadkach ksiądz może
                          zezwolić na gumkę?


                          Stanowisko Kościoła jest takie:seks jest dla ludzi!Ma dwojakie
                          znaczenie:prokreacyjne:jestem otwarty na życie.Drugie znaczenie:zjednoczenie
                          seksualne małżonków ma na celu pogłębienie miłości małżeńskiej,jedności itp.
                          Współżycie w okresach niepłodnych w celu odłożenia poczecia jest jak
                          najbardziej akceptowane przez Kościół.Po to Kościół też trąbi o odpowiedzialnym
                          rodzicielstwie!Przeczytaj sobie "Miłość i odpowiedzialność"K.Wojtyły,a Jan
                          Paweł II?Przecież cały czas o tym mówi,o znaczeniu miłości małżeńskiej i
                          znaczeniu seksualności.
                          Kościół nie jest wrogiem ludzkiej seksualności.
                          Mam wrażenie,że dla Ciebie oddzielną sprawą jest Kościół a oddzielną Bóg.Może
                          się mylę-popraw mnie,jeżeli tak.Tego niestety nie da się oddzielić!

                          • lacitadelle Re: Bystra 02.08.07, 12:20
                            > Owszem jest to grzech.Można sobie nie uważać,że uzywanie prezerwatywy jest
                            > grzechem,ale stanowisko Koscioła jest jednoznaczne.
                            > Pójdę do sklepu coś ukraść i wcale nie będę tego uważać za grzech!A stanowisko
                            > Kościoła jest jasne w tej kwestii.Przykłady można mnożyć.

                            Ago, no jest mała różnica między kradzieżą a używaniem prezerwatyw: to pierwsze
                            jest złamaniem 7 przykazania, a to drugie niestety, ile bym o tym nie myślała,
                            pod żadnego przykazania nie da się podciągnąć.

                            > Bystra uświadom mnie,bo umieram z ciekawości w jakich przypadkach ksiądz może
                            > zezwolić na gumkę?

                            Jeżeli chodzi o to, co ksiądz może, a co nie, to nie mam kompetencji się
                            wypowiadać. Natomiast na naukach przedmałżeńskich usłyszałam, że używania
                            pigułek antykoncepcyjnych zapisanych przez lekarza ze względów zdrowotnych (a
                            nie w celu zapobiegania ciąży) nie jest grzechem. Innymi słowy: leczenie się to
                            nie grzech. Czy zostałam wprowadzona w błąd? A jeżeli nie, to dlaczego
                            małżeństwa, w których jedna osoba jest zarażona AIDS nie mogą stosować
                            prezerwatyw? Przecież to tak samo względy zdrowotne.

                            > Stanowisko Kościoła jest takie:seks jest dla ludzi!Ma dwojakie
                            > znaczenie:prokreacyjne:jestem otwarty na życie.Drugie znaczenie:zjednoczenie
                            > seksualne małżonków ma na celu pogłębienie miłości małżeńskiej,jedności itp.
                            > Współżycie w okresach niepłodnych w celu odłożenia poczecia jest jak
                            > najbardziej akceptowane przez Kościół.Po to Kościół też trąbi o odpowiedzialnym
                            >
                            > rodzicielstwie!Przeczytaj sobie "Miłość i odpowiedzialność"K.Wojtyły,a Jan
                            > Paweł II?Przecież cały czas o tym mówi,o znaczeniu miłości małżeńskiej i
                            > znaczeniu seksualności.
                            > Kościół nie jest wrogiem ludzkiej seksualności.
                            > Mam wrażenie,że dla Ciebie oddzielną sprawą jest Kościół a oddzielną Bóg.Może
                            > się mylę-popraw mnie,jeżeli tak.Tego niestety nie da się oddzielić!

                            Proszę jeszcze raz, niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego współżycie tylko w
                            okresie 100% pewnej niepłodności jest otwarciem się na życie, a stosowanie
                            środków antykoncepcyjnych ze świadomością ich nieskuteczności i otwarciem na jej
                            skutki, z kolei otwartością na życie już nie jest.

                            Dla mnie otwarcie na życia i plan Boga jest w naszej głowie! a nie w wyborze
                            środków zapobiegawczych.

                            Patrzę na wypowiedzi s_bieli i są one dla mnie wewnętrznie sprzeczne: w wątku
                            "jak radzić sobie ze stresem przed wpadką" pisze ona o otwarciu się na przyjęcie
                            nowego życia! hmmm... Czy naprawdę myślicie, że Bóg cieszy się widząc
                            zestresowane małżeństwa, które muszą walczyć z naturalną chęcią okazywania sobie
                            bliskości, przeżywać cały czas stresy z tym związane, frustrować się, w końcu
                            nie wytrzymywać i kochać się ze strachem, a potem czekać na upragnioną
                            miesiączkę stosując techniki relaksacyjne??? Czy nie lepiej by było tę energię i
                            czas poświęcić na lepsze cele?

                            Jeżeli Kościół chce promować odpowiedzialne rodzicielstwo, to niech pozwoli
                            małżonkom, istotom myślącym, mającym sumienie i rozmawiającym z Bogiem, na
                            wybranie środków prowadzących do tego świadomego rodzicielstwa, w ramach
                            oczywiście 10 przykazań. Bo owszem, dla niektórych par, niekoniecznie
                            katolickich, NPR jest najlepszym dostępnym środkiem na planowanie rodziny. Ale
                            dla niektórych nie jest i nigdy nie będzie! Zależy to od wielu czynników, m.in.
                            naturalnego temperamentu, który akurat tak się ironicznie składa, dostaliśmy
                            przy urodzeniu, więc można powiedzieć, że to dar od Boga.

                            Nie wiem, jak dla Bystrej, ale dla mnie Kościół i Bóg, to są dwie różne sprawy,
                            owszem, połączone, ale jednak zupełnie inne. Bóg to doskonałość, niemierzalna i
                            nie do opisania, podobnie jak osobisty z nim kontakt na modlitwie. Kościół to
                            wspólnota ludzi, nas wszystkich, a nie tylko zwierzchników. Jest przez ludzi
                            tworzony, a więc też i niedoskonały, zmieniający się z czasem. I my, jako Jego
                            członkowie, też powinniśmy mieć wpływ na kształt tych zmian, tych zasad, które
                            są już tylko wytworem ludzi i odpowiadają na zmiany zachodzące we współczesnym
                            świecie.
                            • deigratia Re: 02.08.07, 15:26
                              Nie mam dziś czasu, żeby komentować Wasze wypowiedzi (może jutro), ale mi bardzo
                              podoba się wypowiedź s_bieli i lepiej bym tego na pewno nie ujęła. Nie widzę
                              żadnych sprzeczności.

                              Można tak zakręcić księdza na spowiedzi, że da rozgrzeszenie; można siebie
                              usprawiedliwiać i odrzucać głosy, "że to grzech". Jednak Kościół KATOLICKI nie
                              zezwala na używanie prezerwatyw i kropka. Jak się to komuś nie podoba, drzwi
                              otwarte:) Postulaty typu: wierni powinni mieć coś do powiedzenia w kształtowaniu
                              prawd wiary :))) można stawiać, ale nie ten Kościół! Polecam wszystkie
                              protestanckie :)

                              Otwarciem się na życie jest współżycie w fazie płodnej bez zabezpieczeń.
                              Współżycie w fazie niepłodnej jest już tylko zjednoczeniem małżonków (Agafrytka
                              ładnie napisała, Lacitadelle sama ją cytujesz). Współżycie w I fazie ze
                              wspomagaczami i przyjęciem konsekwencji w razie ich zawodności NIE JEST
                              otwarciem się na życie, choć na pewno jest lepsze niż postinor. Czemu? bo
                              niezawodność wspomagaczy jest duża i podejmujący współżycie wierzą w ich
                              skuteczność. Gdyby nie wierzyli, to by ich nie używali. Chyba dobrze myślę,
                              prawda? :)

                              Otwartość na życie w głowie a nie w środkach? A można się otworzyć, łykając
                              pigułki? :))) albo zakładając sobie spiralę? Nie, nie masz na pewno racji :)

                              Tyle dziewczyny. Idę do domu. Spokoju sumień życzę!
                              • lacitadelle Re: 02.08.07, 15:33
                                Albo mnie nie rozumiesz, albo udajesz - nieważne :)

                                ale jedno twierdzenie z Twojej wypowiedzi bardzo zwróciło moją uwagę, a
                                mianowicie zaliczanie zakazu stosowania prezerwatyw do prawd wiary :)

                                Pozdrawiam serdecznie,
                                lacitadelle.
                                • deigratia Re: 03.08.07, 09:23
                                  Lacitadelle, prędzej Cię nie rozumiem, bo po co miałabym udawać? :)
                                  Nie zaliczam użawania prezerwatyw do prawd wiary. Bo w co tu wierzyć? Nie jestem
                                  teologiem, jestem zwykłą praktykującą katoliczką, która nieraz słyszała, że z
                                  używania prezerwatyw trzeba się spowiadać (znaczy, że grzech, nie? tylko to
                                  napisałam. Chodziło Ci o to, że wierzę w to, co słyszę w kościele??). Wyobrażam
                                  sobie, że wielu słyszało to co ja i nie przejęło się, bo im ten zakaz wydaje się
                                  absurdalny, bezczelny, chory, przestarzały itp. itp. Niektórzy próbowali
                                  rozmawiać o tym z księżmi w konfesjonale albo poza nim. Wg mnie powinni byli
                                  wtedy usłyszeć ponownie, jaki jest głos KK w tej sprawie. Co zdecydowali się
                                  robić potem? To chyba zależy znów od ich sumienia. Można to sumienie uwrażliwiać
                                  albo zobojętniać. Jak się robi to drugie, to pewnie nie ma się grzechu :)) Nie
                                  chcę się kłócić :)

                                  Nic nie wiem o indywidualnych pozwoleniach na gumki. AIDS? na pewno nie (bo
                                  wirus jest ok. 100 razy mniejszy niż otworki w prezerwatywie i MOŻNA się zarazić
                                  a to będzie przykazanie 5., sądzę że dlatego nie); choroby typu grzybice? ja
                                  zawsze słyszałam ogólną wykładnię, że (nie)stety trzeba się wtedy powstrzymać od
                                  współżycia. Świrowanie jednego lub obojga małżonków z braku seksu? - zapytam
                                  przy okazji jak się spotkam ze znajomym księdzem. Pewnie i na to jest jakiś sposób.

                                  Jeśli chodzi jeszcze o to otwarcie na życie. Ja to rozumiem jako przyjęcie
                                  swojej płodności, nie niszczenie jej (np. hormonalnie), ale pełną akceptację
                                  (czyli zero zabezpieczeń). No i dalej: możliwość w każdym cyklu DECYZJI o
                                  przyjęciu dziecka (decyzji o podjęciu współżycia w okresie płodnym). Unikania
                                  współżycia w okresie płodnym nie uważam za zamknięcie się na życie, ale za
                                  odpowiedzialne rodzicielstwo (bo Bóg pozwolił nam używać rozumu: nie teraz; nie
                                  możemy już sobie pozwolić na więcej; jesteśmy chorzy i w ogóle nie powinniśmy
                                  itp.). Zabezpieczenia to dla mnie chęć użycia małżonka lub pozwolenie na użycie
                                  siebie, ingerencja w naturalny dar (Boży), jakim jest płodność. Rezygnację ze
                                  współżycia (bo np. jestem zmęczona, bo męża boli głowa, bo mam infekcję, bo
                                  jestem dziś płodna a chcę zrobić odstęp między dziećmi, bo ustaliliśmy, że tyle
                                  a tyle dzieci to nasz kres możliwości itp.) uważam za miłość i okazanie szacunku
                                  ze strony współmałżonka (i uwielbiam mojego męża za ten szacunek, za dyscyplinę
                                  i podziwiam, bo były momenty, że musiał mnie samą trochę otrzeźwić :)
                                  To jest MOJA wykładnia, choć oczywiście wydaje mi się, że zgodna ze stanowiskiem
                                  KK. Nie czytałam ani "Miłość i odpowiedzialność" ani "Humanae Vitae", które ktoś
                                  już tu wymieniał. Z pewnością jednak obraz seksu w KK, jaki opisuje gdzieś wyżej
                                  Bystra, że niby współżycie w małżeństwie tylko w celach prokreacji, jest
                                  nieprawdziwy. Nikt w Kościele ani poza nim nie jest tak głupi, żeby twierdzić,
                                  że współżycie w II fazie może zaowocować poczęciem. Wg mnie współżycie wtedy
                                  jest wyrazem miłości i zjednoczeniem małżonków; cieszeniem się daną przez Boga
                                  bliskością.

                                  A jeśli chodzi o pozwolenie na pigułki ze względów zdrowotnych.. Że niby one
                                  mają coś wyleczyć, a więc rozumiem są przyjmowane czasowo. Nie jestem lekarzem,
                                  ale mam parę problemów hormonalnych i zdarzyło mi się bywać u różnych
                                  endokrynologów. W związku z tym nie wierzę w bajki, że pigułkami można wyleczyć
                                  cerę, "wyregulować" cykl, zmniejszyć bolesność miesiączek i PMSa. Można nimi
                                  natomiast podnieść sobie super prolaktynę (dopiero sobie rozlegulować cykl i
                                  pozbyć się owulacji), w ogóle rozregulować gospodarkę hormonalną (np. późniejsze
                                  problemy z endometrium). Jak człowiek się uprze, to jest coś takiego jak
                                  indywidualna terapia u endokrynologa, która nie ubezpładnia, ale rzeczywiście
                                  leczy pewne schorzenia. Z pewnością są (maciupki procent) przypadki, kiedy
                                  wyłączenie jajników jest rzeczywiście potrzebne, ale w większości przypadków...
                                  sorry, ale to lenistwo, niedouczenie i wycieczki ginów do Egiptu :) No więc, czy
                                  wolno? Pewnie w tym małym procencie wolno, a w pozostałych przypadkach ludzie
                                  (cały czas mowa o katolikach, gdyby ktoś zapomniał) łykają, bo pan doktor
                                  powiedział, że trzeba, a więc ze względów zdrowotnych :) Ich sumienie jest
                                  spokojne i.. znów nie ma grzechu? :) (retorycznie)

                                  Tyle, bo już nie pamiętam, co było w postach wyżej. Jestem zmęczona. Pewnie
                                  można dalej dyskutować i nie zgodzić się z każdym moim zdaniem.
                                  • lacitadelle Re: 03.08.07, 10:29
                                    nie chcę się nie zgadzać z każdym Twoim zdaniem, ale wyjaśnię parę spraw, w
                                    których mnie źle zrozumiałaś.

                                    napisałaś:

                                    >Postulaty typu: wierni powinni mieć coś do powiedzenia w kształtowaniu
                                    >prawd wiary :))) można stawiać, ale nie ten Kościół!

                                    w odpowiedzi na mój post o tym, że wierni powinni mieć wpływ na rozstrzyganie
                                    bieżących kwestii dotyczących wykorzystania przez nich możliwości, jakie stwarza
                                    współczesny świat, np. prezerwatyw, a to nie są na pewno prawdy wiary. Nigdzie
                                    nie napisałam i nie myślę, że wierni powinni mieć coś do powiedzenia w
                                    kształtowaniu prawd wiary.

                                    >Chodziło Ci o to, że wierzę w to, co słyszę w kościele??

                                    o co mi chodziło, wyjaśniłam wcześniej, natomiast jak już jesteśmy w tym
                                    temacie, to słowa zasłyszane w kościele trzeba weryfikować, bo ja np. nieraz
                                    słyszałam z ambony, na jaką partię powinnam głosować i nie mam zamiaru się do
                                    tego stosować. Ciekawe jest też to, jak często słyszymy o zgubnym wpływie na
                                    zdrowie tabletek antykoncepcyjnych, a nie słyszałam nigdy, żeby ktoś z ambony
                                    (czy też jakaś wykładnia zwierzchników kościoła) zabraniała palenia papierosów,
                                    które to przecież też łamie 5 przykazania. W ogóle zastanawiam się, dlaczego
                                    wobec tylu problemów świata współczesnego, obłudy "katolików" i odchodzeniu
                                    wiernych od Kościoła, duchowni skupiają się akurat na kwestii antykoncepcji. Ale
                                    to taka ogólna refleksja, nie do Ciebie :)

                                    > choroby typu grzybice? ja
                                    > zawsze słyszałam ogólną wykładnię, że (nie)stety trzeba się wtedy powstrzymać
                                    > od współżycia.

                                    grzybica to nie jest choroba, którą się człowiek zaraża, leczy i zapomina. To
                                    jest niestety ciągły problem wielu kobiet, które mają naturalne skłonności
                                    zachwiania naturalnej flory bakteryjnej pochwy i do namnażania się tych
                                    wstrętnych grzybów, które w niewielkich ilościach występują przez cały czas w
                                    naszym organizmie. Owszem, w trakcie nawrotu choroby i leczenia
                                    farmakologicznego należy się od współżycia powstrzymać i to jest jasne, ale
                                    później liczy się przede wszystkim zapobieganie, czyli dbanie o utrzymanie
                                    naturalnego kwaśnego środowiska pochwy, a niestety, sperma jest zasadowa i tę
                                    równowagę zakłóca. Dlatego stosowanie prezerwatyw, szczególnie przed miesiączką,
                                    kiedy rozpulchnione endometrium zwiększa naszą podatność na namnażanie się
                                    grzybów, zaleca się kobietom, które mają skłonności do nawrotów grzybicy. To tak
                                    celem wyjaśnienia, mam nadzieję, że nigdy nie będziesz się musiała więcej
                                    dowiadywać o tej chorobie dla swoich własnych potrzeb.

                                    > Jeśli chodzi jeszcze o to otwarcie na życie. Ja to rozumiem jako przyjęcie
                                    > swojej płodności, nie niszczenie jej (np. hormonalnie), ale pełną akceptację
                                    > (czyli zero zabezpieczeń). No i dalej: możliwość w każdym cyklu DECYZJI o
                                    > przyjęciu dziecka (decyzji o podjęciu współżycia w okresie płodnym).

                                    Używając prezerwatyw nie niszczysz płodności i masz możliwość w każdym cyklu
                                    podjęcia decyzji o współżyciu w okresie płodnym. Jeżeli chodzi o zero
                                    zabezpieczeń, to moim zdaniem NPR nie można w ten sposób nazwać, stosowanie tej
                                    metody w celu uniknięcia poczęcia jest zabezpieczaniem się, w dodatku w
                                    przypadku współżycia tylko w okresie poowulacyjnym - jest to zabezpieczenie 100%
                                    pewne. Jestem zwolenniczką podejścia jakościowego, a nie ilościowego i sądzę, że
                                    albo Bóg pozwala na odpowiedzialne rodzicielstwo, czyli dopuszcza stosowanie
                                    środków (oczywiście nie łamiących przykazań) mających na celu zaplanowanie
                                    liczby potomstwa, albo chce, abyśmy realizowali jego plan w sensie dosłownym,
                                    czyli mąż strzela, Bóg kule nosi. Nie wierzę w podejście: ceną za mniejszą
                                    liczbę dzieci ma być mniejsza liczba zbliżeń.

                                    > Zabezpieczenia to dla mnie chęć użycia małżonka lub pozwolenie na
                                    > użycie siebie

                                    I tu niestety nie potrafię Cię zrozumieć, bo nigdy zbliżenie nie było dla nas
                                    użyciem, zawsze w ten sposób okazujemy sobie miłość i szacunek.

                                    > To jest MOJA wykładnia, choć oczywiście wydaje mi się, że zgodna ze
                                    > stanowiskiem KK. Nie czytałam ani "Miłość i odpowiedzialność" ani "Humanae
                                    > Vitae", które ktoś już tu wymieniał. Z pewnością jednak obraz seksu w KK, jaki
                                    > opisuje gdzieś wyżej Bystra, że niby współżycie w małżeństwie tylko w celach
                                    > prokreacji, jest nieprawdziwy. Nikt w Kościele ani poza nim nie jest tak
                                    > głupi, żeby twierdzić, że współżycie w II fazie może zaowocować poczęciem. Wg
                                    > mnie współżycie wtedy jest wyrazem miłości i zjednoczeniem małżonków;
                                    > cieszeniem się daną przez Boga bliskością.

                                    ja czytałam jedno z tych dzieł (nie pamiętam niestety, które) i jasno z niego
                                    wynikało, że elementy "otwartości na życie" i zjednoczenia małżonków nie mogą
                                    istnieć bez siebie, tzn. seks w którym nie otwiera się jakiejś furtki Bogu jest
                                    zabroniony. Zasmuciłam się bardzo, kiedy to przeczytałam, właśnie w kontekście
                                    kobiet, które z powodów zdrowotnych rzeczywiście nie mogą sobie na ciążę pozwolić.

                                    Chciałam jeszcze napisać, jak rozumiem otwarcie na życie. Dla mnie to jest
                                    gotowość na to, że niezależnie od tego, jak się zabezpieczamy, możemy począć
                                    nowe życie. I można o tym pięknie mówić, ale w praktyce to tę gotowość się
                                    sprawdza po reakcji rodziców na nieplanowaną ciążę (btw. nigdy nie pomyślałam o
                                    żadnym dziecku jako o "wpadce", nawet w cudzysłowiu). I powiem tyle, że znam
                                    wiele par, które używały środków antykoncepcyjnych i z radością przyjęły
                                    wiadomość o nieplanowanym zaciążeniu. Zresztą my też, dawno temu, kiedy
                                    używaliśmy tylko prezerwatyw, mieliśmy taką sytuację, że czekaliśmy na wynik
                                    testu ciążowego i czekaliśmy z niecierpliwością, a nie strachem, a wynik
                                    negatywny szczerze mówiąc nas rozczarował.

                                    Pozdrawiam serdecznie,
                                    lacitadelle.

                                    PS: nie dyskutuję po to, żeby się z Tobą kłócić, czy udowadniać, że moja racja
                                    jest mojsza, tylko dlatego, że uważam, że na takie tematy powinno się rozmawiać,
                                    a nie od nich uciekać.
                                  • kiecha3 Re: 03.08.07, 12:09
                                    z góry przepraszam za wtącenie.. moze niezbyt grzeczne i ironiczne.. ale są to
                                    moje własne przemyslenia po przeczytaniu waszego wątku , informuje iz nie należę
                                    do wspólnoty KK, czy jak kto woli jestem "niewierząca"... jednak nurtuje mnie
                                    kilka podanych wyżej zdan, twierdzeń.. a mianowicie:

                                    >Unikania współżycia w okresie płodnym nie uważam za zamknięcie się na życie
                                    a dlaczego.. skoro Bóg dał mozliwość poczęcia.. to nalezaloby wykożystac każdą..
                                    nie marnować żadnej, bo sie jeszcze pan Bóg obrazi za marnotrastwo.. (ironizuję..)

                                    >bo Bóg pozwolił nam używać rozumu
                                    a no własnie.. pozwolił.. to czemu nie możemy korzystać z daru danego nam przez
                                    Boga.. mamu rozum.. i dzięki niemu stworzylismy sposoby zapobiegania ciaży..
                                    nie mówie tu o NPR (bo jak sama nazwa wskazuje jest to metoda planowania , a nie
                                    antykoncepcji - a Wy moim zdaniem, z uporem maniaka mylicie te dwa pojęcia :D)
                                    czemu nie mamy korzystać z (pośredniego) daru boga jakim sa wszelkie srodki
                                    zapobiegania (czesto niechcianej) ciąży.. czemu miałabym nie pozwolic
                                    (hipotetycznej)córce używać prezerwatyw.. myslę, że mniejszłym złem byloby to
                                    dla niej, niz wczesne, niedojrzale i przypadkowe macierzynstwo..
                                    Ponadto.. uwazam iz Bóg nie jest taki zły(o ile istnieje).. (swoją drogą,
                                    ewoluował przez stulecia od groźnego do kochajacego - taka dygresja) i nie chce
                                    aby ludzie byli nieszczęśliwi.. bo co to za kochająca sie rodzina, jak matka ma
                                    7 dzieci, z 8 w ciąży.. gotuje im zupę na ziemniakach, a ojciec zaharowuje się
                                    bo nie starczy na chleb do 1go.. wiem że ubarwiam, jednak mysle że i Bog jest
                                    szczęśliwszy, gdy my jesteśmy szczęśliwi..

                                    musimy wziąc jeszcze pod uwagę fakt iz wiele praw funkcjomujących w KK jest/było
                                    stworzonych przez ludzi.. i to dawno temu.. może straciły one nieco na
                                    aktualności...

                                    jezeli kogos uraziłam.. to z góry przepraszam.. nie było to moim celem..

                          • bystra_26 Agafrytko 02.08.07, 16:32
                            > Poczytaj sobie jeszcze raz BARDZO UWAŻNIE to co napisała s_biela 1.08 g.16.51.
                            > I chociazbyś nie wiem jak zaprzeczała i twierdziła inaczej to Kosciół do
                            >seksu ma takie podejście,o którym napisała s-biela.

                            I szkoda, że na zachodzie Europy, praktykujący katolicy mają inne niż s_biela
                            napisała podejście do seksu, bo na hasło "otwartość na życie" robią wielkie
                            oczy, a do NPR nikt nikogo nie zmusza. Tam chyba jest taki sam Kościół
                            katolicki?

                            Poczytaj sobie BARDZO UWAŻNIE linka, którego podałam do onetu.

                            > Możesz sobie tworzyć swój własny obraz,ale nie przypisuj Kościołowi tego
                            >czego nie ma!

                            Ja tak jak Lacitadelle nie stawiam znaku równości między Bogiem, który się nie
                            myli i kocha człowieka, a Kościołem, który jest grzeszny, omylny i często
                            brakuje w nim miłosierdzia, co po wiekach wyznaje.
                            Bóg mówi do mnie osobiście, w Biblii, w wydarzeniach itd., nie tylko przez
                            Kościół.

                            ja:
                            > > Większość z tych, co stosują robi to TYLKO ZE STRACHU, choć się do tego nie
                            > > przyznają nawet przed samymi sobą. Boją się braku rozgrzeszenia i Komunii. ?
                            > >Dla mnie postępowanie motywowane tylko strachem nie jest dobre

                            agafrytka:
                            > Bardzo uogólniasz!Znam mnóstwo małżeństw,które stosują npr,bynajmniej nie ze
                            > strachu,po prostu przyjeli taki styl życia i bardzo im to odpowiada.
                            > "Boją się braku rozgrzeszenia i Komunii"??????I uwazasz,że zatajają to przed
                            > samymi soba,w końcu i przed samym Bogiem,korzystając z sakr.pojednania?
                            > Pomyśl trochę.

                            Pytanie do tych znajomych - wybrali czy przyjęli, bo nie mieli innego wyboru?
                            Człowiek to ponoć takie stworzenie, że do wielu rzeczy potrafi się
                            przyzwyczaić, tylko, że nie wszystkim idzie to tak samo łatwo.
                            Myślę, że nawet jak ktoś cokolwiek dobrego robi ze strachu, to nie widzi w tej
                            motywacji grzechu - więc się z tego nie będzie spowiadać. "Stosuję MPR", liczy
                            się fakt nie motywacja, "więc postepuję dobrze, nie mam grzechu".


                            > >Księża mogą w indywidulanych przypadkach dawać zezwolenie na gumki - w
                            > >waszej sytuacji macie duże szanse.

                            > Owszem jest to grzech.Można sobie nie uważać,że uzywanie prezerwatywy jest
                            > grzechem,ale stanowisko Koscioła jest jednoznaczne.

                            Niestety Kościół szanuje SUMIENIE człowieka, ma to w swojej nauce. Jak dla
                            kogoś coś nie jest grzechem, to grzechu nie ma. Zwłaszcza jeśli to nie dotyczy
                            materii wprost biblijnej, czyli 10 przykazań.

                            > Pójdę do sklepu coś ukraść i wcale nie będę tego uważać za grzech!A
                            >stanowisko Kościoła jest jasne w tej kwestii.Przykłady można mnożyć.

                            Różnimy się w jednej kwestii. Mi nie wystarcza wiara z drugiej ręki. Nie biorę,
                            jak dają, bo Bóg dał mi rozum i pragnienie poszukiwania prawdy. Kościół wiele
                            razy się mylił. Do II Soboru uważał, że celem małżeństwa jest prokreacja i
                            wzajemna ochrona przed pożądliwością. Potem to zmienił, "odzwierzęcił"
                            pojmowanie człowieka, dowartościował DOBRO MAŁŻONKÓW, które wczesniej nie miało
                            w kościelnym prawie żadnego znaczenia. Miał być kontrakt i dzieci, koniec.


                            > Bystra uświadom mnie,bo umieram z ciekawości w jakich przypadkach ksiądz może
                            > zezwolić na gumkę?

                            Po uważnym rozeznaniu sytuacji penitenta. Każdy przypadek musi rozstrzygnąć
                            indywidualnie.


                            > Stanowisko Kościoła jest takie:seks jest dla ludzi!Ma dwojakie
                            > znaczenie:prokreacyjne:jestem otwarty na życie.Drugie znaczenie:zjednoczenie
                            > seksualne małżonków ma na celu pogłębienie miłości małżeńskiej,jedności itp.
                            > Współżycie w okresach niepłodnych w celu odłożenia poczecia jest jak
                            > najbardziej akceptowane przez Kościół.

                            Tylko jest pewien problem z Humane Vitae, które jest sednem rozumienia
                            dzisiejszej katolickiej etyki seksualnej.
                            Bo seks ma mieć dwojakie znaczenie, dwojaki skutek, zawsze, razem -
                            zjednoczenie i prokreacja ----> za Chiny ludowe seks w fazie niepłodności
                            bezwględnej nie ma obu funkcji!


                            > Mam wrażenie,że dla Ciebie oddzielną sprawą jest Kościół a oddzielną Bóg.Może
                            > się mylę-popraw mnie,jeżeli tak.Tego niestety nie da się oddzielić!

                            W sumie już Ci wyżej odpowiedziałam. Bóg może istnieć bez Kościoła, a Kościół
                            bez Boga nie. Dla mnie to są dwie różne rzeczywistości, choc ze sobą związane.

                            JEDNAK Kościół, to ludzie wierzący w Boga i Bogu, a nie sama hierachia. I wielu
                            wierzących świeckich myśli jak ja, i w pewnych drugorzędnych kwestiach,
                            stworzonych przez ludzi się z hierarchią nie zgadza, bo w praktyce życia im to
                            szkodzi - relacji małżeńskiej, energii życiowej, psychice, ...
                              • fiamma75 Re: Bystra 02.08.07, 22:18
                                agafrytka napisała:

                                > Odpowiedz proszę na jedno pytanie:czy uważasz się za katoliczkę wierzącą i
                                > praktykującą?

                                A jaki to ma zwiazek?
                                Czy katolik nie ma prawa się zastanawiać, szukać odpowiedzi itd.?
                                • agafrytka Re: Bystra 03.08.07, 08:48
                                  Fiamma przedewszystkim to było pytanie do Bystrej,dlatego w temacie zwróciłam
                                  się właśnie do niej.Jeżeli będzie miała ochotę,aby odpowiedzieć na to
                                  pytanie,wtedy może dowiesz się jaki to ma związek.
                              • bystra_26 Re: Bystra 03.08.07, 14:21
                                Odpowiem, jednak najpierw napisz co rozumiesz jako "katoliczka wierząca"
                                oraz "katoliczka praktykująca", bo nasze rozumienie może się różnić i moje
                                <tak> będzie Twoim <nie> lub odwrotnie.
                                • agafrytka Re: Bystra 03.08.07, 16:22
                                  Widzę,że zapowiada się kolejny tasiemiec do napisania...i później do
                                  poczytania.Dlatego odpuszczam temat.Mogłabym napisać kolejny bardzo długi
                                  post,ale ani Ty mnie nie przekonasz,ani ja Ciebie,więc po co ta zabawa.Strata
                                  czasu.
                                  Jestem przekonana o tym,że albo nie rozumiesz do końca istoty tematu Bóg -
                                  Kościół,albo ktoś Cię kiedyś skrzywdził w tym temacie,albo .... nie wiem co tam
                                  jeszcze.
                                  Są nowe wątki,nowe pytania,dziewczyny czekają na odpowiedź.I tym zamierzam się
                                  zająć.Dlatego przestaję się bawić w tę dyskusję,bo ona się nie skończy.
                                  Ale bardzo mi Ciebie szkoda Bystra,ponieważ wydaje mi się,że musi Ci być z tym
                                  wszystkim bardzo źle,bez względu na to co mi napiszesz i co odpowiesz.
                                  Zajmijmy się interpretowaniem wykresów,a nie przepychankami kto ma rację,bo
                                  mnie to już przestało bawić.
                                  Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam
                                  • mam_to_w_nosie Re: Bystra 08.08.07, 13:49
                                    Niezależnie od twojego stanowiska w danej sprawie, pokazałaś właśnie na
                                    ile potrafisz go bronić. Kiedy bystra podała konkretne argumenty (może
                                    one są niespójne, ale to wykaż to), schowałaś głowę w piasek i ucięłaś
                                    dyskusję zadając przy okazji pytanie czy jest ona katoliczką, które
                                    nie ma tutaj nic do rzeczy. W taki właśnie sposób robisz dużą szkodę
                                    Kościołowi i jego nauce, ucinasz dyskusję, kiedy padają konkretne argumenty.
                                    O czym to świadczy jak nie o braku umiejętności podjęcia wyzwania
                                    i bronienia swojego zdania. Przypuszczam, że nie takie były twoje powody,
                                    ale tak to wygląda i tak może być odbierane.

                                    I jeszcze jedna refleksja, to o czym pisała bystra chyba nie miało
                                    na celu nikogo przekonać, odniosłam wrażenie (ale może mylne), że ona
                                    wie jakie jest stanowisko Kościoła, nie zaprzecza mu a jedynie nie
                                    rozumie i zadaje pytania, które miałyby zmusić do refleksji. A temat moim
                                    zdaniem jest jak najbardziej do dyskusji (może nie na tym forum ;))
                                    bo oficjalne stanowisko Kościoła jest wprawdzie jednoznaczne, ale
                                    na niższych szczeblach hierarchii zaczyna już nieco kuleć (tak, nie
                                    powinno tak być, ale skoro jest to o czymś to jednak świadczy),
                                    a przez wiernych często niezrozumiałe. A nie wszyscy lubią przyjmować
                                    tak ważne kwestie na wiarę (wierzyć można w Boga), nie przyjmują
                                    z trzeciej ręki, chcieliby zrozumieć, bo zapewne jest to do ogarnięcia
                                    ludzkim umysłem. Tylko jakoś nikt nie chce wytłumaczyć i nie odpowiada
                                    na stawiane konkretne pytania <- to nie jest zarzut do Ciebie, tylko
                                    moja ogólna refleksja.
                      • bystra_26 s_biela: 4 sprawy jeszcze 01.08.07, 17:26
                        Napisałaś:
                        > lacitadelle nie byłam obecna podczas Twojej spowiedzi, ale w sytuacji, którą
                        > przedstawiłaś ksiądz mógł Ci udzielić rozgrzeszenia jedynie, jeśli miałaś
                        > postanowienie poprawy, czyli rezygnacji z prezerwatyw.

                        Wcale nie. Jeśli osąd sumienia penitenta nie uważa takiego postępowania za
                        grzech, to grzechu nie ma. Katolik ma postępować w zgodzie z sumieniem, nawet
                        jak jest źle ukształtowane, bo gwałcenie swego sumienia jest najcięższym
                        grzechem.
                        Księża mogą w indywidulanych przypadkach dawać zezwolenie na gumki - w waszej
                        sytuacji macie duże szanse.



                        Napisałaś:
                        > Chodzi o otwartość na poczęcie dziecka, o zgodę na przyjęcie planu Boga co do
                        > naszego życia, i przekonanie, że jest miłością i będzie się nami opiekował...

                        Czy masz świadomość, że w świecie działa nie tylko Bóg, ale i Szatan. Większość
                        nieszczęśc, które nas spotykają to nie wola Boża, tylko diabeł, który chce nas
                        okradać z życia w obfitości przyniesionego przez Jezysa (Jan 10.10). Ktoś nawet
                        nazwała Szatana bardzo trafnie "małpa Pana Boga", bo on potrafi podrobić wiele
                        kwestii tak, by to wyglądało na działanie Boże. Nie wszystko, co nam się
                        dzieje, to Boży plan!

                        Polecam John Eldredge "Pełnia Serca"!

                        Bóg nie zrobi wszystkiego za nas. On stoi u boku człowieka, ale większość spraw
                        mamy załatwić swoimi rękami, a nie czekać na mannę z nieba. Kiedyś św.
                        Katarzyna ze Sieny miała bluźniercze myśli na modlitwie i w kościele i prosiła
                        Jezusa, żeby ją od tego uwolnił. I co Jezus na to? Nic nie zrobił!
                        Powiedział jej, że ma SAMA O SIEBIE WALCZYĆ, że jest w stanie dzięki Duchowi
                        Świętemu, którego ma w sobie.

                        Natomiast co do otwartości na życie. Czy ktoś o wyższej płodności jest z góry
                        przeznaczony, by mieć 15 dzieci i mało seksu, a ten o niskiej na odwrót? Czy to
                        sprawiedliwe? Jak ten o wysokiej płodności ma słabą konstrukcję psychiczną i 2
                        to dla niego szczyt możliwości, by nie zwariować?
                      • lacitadelle Re: tak prywatnie 01.08.07, 17:49
                        > lacitadelle nie byłam obecna podczas Twojej spowiedzi, ale w sytuacji, którą
                        > przedstawiłaś ksiądz mógł Ci udzielić rozgrzeszenia jedynie, jeśli miałaś
                        > postanowienie poprawy, czyli rezygnacji z prezerwatyw.

                        tak, jak napisałam, powiedziałam księdzu, że nie wykluczam stosowania
                        prezerwatyw w odległej co prawda przyszłości (w konkretnej opisanej sytuacji) i
                        nie uważam tego za grzech. Nie wiem, czy mógł, wiem, że udzielił mi
                        rozgrzeszanie i z tego, co mi wiadomo, wielu księży tak robi - nie mnie to oceniać.

                        > Chodzi o otwartość na poczęcie dziecka, o zgodę na przyjęcie planu Boga co do
                        > naszego życia, i przekonanie, że jest miłością i będzie się nami opiekował...

                        jeżeli o to chodzi, to hmm, dużo bardziej otwarty na przyjęcie dziecka może być
                        człowiek, który stosuje prezerwatywy od tego, który korzysta tylko ze 100%
                        pewnej niepłodności poowulacyjnej. I przykro mi, ale choć cały czas dużo czytam,
                        rozmawiam i rozmyślam, to ciągle nie potrafię zrozumieć, czym NPR w tej akurat
                        kwestii różni się od antykoncepcji, która - jak powszechnie wiadomo - 100%
                        pewności nie daje.

                        Moim zdaniem gdybyśmy mieli pójść tokiem rozumowania "zgoda na przyjęcia planu
                        Boga co do naszego życia", nie powinniśmy w ogóle stosować żadnych metod
                        regulacji poczęć. Korzystanie tylko z okresu niepłodności 100% pewnego, to nie
                        jest otwarcie na poczęcie. I dlatego moim zdaniem Kościół jest w swojej nauce na
                        ten temat wewnętrznie sprzeczny.

                        W Biblii jest też napisane: popatrzcie na lilie i wróble, jak Bóg się nimi
                        opiekuje. Ale to chyba nie znaczy, że zamiast pracować, mam usiąść i czekać, aż
                        spadnie mi z nieba jedzenie i ubranie (ironizuję). Wynalazki ludzkości to są
                        także dary od Boga, dzięki którym nasze życie staje się lepsze czy wygodniejsze,
                        choć oczywiście znacznie mniej naturalne. Takimi wynalazkami są np. samochód czy
                        komputer, a także leki - choć może, godząc się na plan Boga, nie powinniśmy z
                        nich korzystać, w końcu większość chorób jest od nas niezależna?

                        Miłość małżeńska jest odczuwana przez partnerów także w wymiarze cielesnym i tak
                        zostaliśmy stworzeni, zresztą sama chyba to odczuwasz. I nie po to zawieramy
                        małżeństwo, żeby żyć w celibacie. Jak napisałam, stosuję się do nauki Kościoła,
                        co jednak nie zwalnia mnie od myślenia! I akurat ta kwestia jest ciągłym
                        przedmiotem dyskusji także w samym Kościele, który - jak wiadomo z historii -
                        nieraz swoje stanowisko zmieniał.
            • nati1011 Re: Jak radzicie sobie ze stresem przed "wpadką"? 08.08.07, 22:29
              1. przyzwyczaiłam się do myśli, że nie ma metod 100%. Jak współżyję
              to dopuszczam możliwość ciąży. statystyka jest bez sensu. Co z tego
              że metoda jest w 99 % pewna jeżeli ty będziesz tym 1 %.

              2. korzystałam zawsze z niepłodności przedowulacyjnej. Kilka dni
              swobodnie.

              3. Jak zaczynało się robić niebezpiecznie to
              stosowaliśmy "wspomaganie"

              4. Nikt nie namówi mnie do stosunku - nawet w skafandrze - w okresie
              najwyższej płodności - ok 6-7 dni. Można wtedy robiś coś "w zamian"

              5 też uważam, że lepsze NPR ze wspomaganiem niż hormony -
              zdecydowanie. Zwiększa skuteczność, zmniejsza stres, redukuje ilość
              dni "bez", których przy restrykcyjnym stosowaniu może być i
              kilkadzieśiąt.



        • bystra_26 stres a przerwatywa 01.08.07, 20:05
          Moja odpowiedź - no cóż mamy 40% prawdopodobieństwa na zajście w ciążę i 60% na
          nie zajście, a gumki nie pękają w każdym cyklu.

          Pytanie z innej beczki - a co zrobię jak z seksu w fazie niepłodności względnej
          wyznaczonej według wszelkich reguł będę mieć dziecko?

          Co jest lepsze - mało seksu przy rygoryzmie czystego NPR i nieplanowane dziecko
          z pierwszej fazy, czy dużo seksu ze wspomaganiem prezerwatywami i nieplanowane
          dziecko?

          Przypadki zsunięcia czy pęknięcia prezerwatywy sa rzadkie i związane z
          niedopasowniem tegoż wynalazku. Dzisiaj w dobie internetu dopasować jest łatwo i
          ludzie tez mają głowę na karku jeśli znają swój cykl, to próby związane z
          używniem tegoż środka rozpoczną w najbezpieczniejszej fazie.
    • bystra_26 rozważyć za i przeciw 30.07.07, 15:08
      To zależy od sytuacji. Jak ludzie sa już blisko terminu, który sobie wyznaczyli
      na starania, to stresu nie ma - co tam 2 miesiące wcześniej.
      Mniejszy stres mają też ci, którzy są mniej płodni - naciągaja reguły i do tej
      pory nie wpadli oraz ci, którzy mają okres wstrzemięźliwości w rozsądnych
      wymiarach - poniżej 14 dni.

      To Wasz wybór. Potrzeby seksualne są istotne i zbyt długa wstrzemięźliwość może
      się źle odbijać na związku. Jak bardzo chcecie odłożyc poczęcie, to takie
      dawanie się ponieść nie słuzy waszemu celowi.

      Poza tym - czy ty masz te długaśnie cykle zdiagnozowane i jakoś to leczysz? Bo
      to nienormalne rozbieżności jak pisałaś w innym watku 16-70 dni!
      • s_biela Re: rozważyć za i przeciw 31.07.07, 09:06
        Wiesz, generalnie to my bardzo chcemy mieć dziecko, tylko nasza sytuacja
        życiowa jest... no co tu diżo mówić, cięzko jest nam z utrzymaniem siebie
        samych :(

        Jeśli chodzi o moje leczenie, to byłam już u dwóch endokrynologów, i niestety
        nie mogę znależć dobrego specjalisty, więc siłą rzeczy żadnych leków teraz nie
        biorę. Jutro idę zapisać się do doktórki, którą mi polecono w INER'ze....
        • agafrytka Re: rozważyć za i przeciw 31.07.07, 09:18
          s_biela napisała:

          > Wiesz, generalnie to my bardzo chcemy mieć dziecko, tylko nasza sytuacja
          > życiowa jest... no co tu diżo mówić, cięzko jest nam z utrzymaniem siebie
          > samych :(

          Fakt,że może się wydawać,że sobie nie poradzicie jak urodzi się
          dziecko.Ale...znam kilka przypadków,gdzie młodzi nie mieli mieszkania,cienizna
          finansowa/niestety dziś wielu ludzi mota się z finansami-gdzie się nie obejrzeć
          to kredyty i kredyty/.A kiedy urodziło się dziecko to od razu znalazły się i
          ubranka i inne potrzebne rzeczy.Myslę,że człowiek nie pozostaje sam.Jest dużo
          ludzi dobrej woli,którzy są otwarci i mogą pomóc.
          Może się wydawać,że bedzie trudno,może czasami i będzie,ale trudności można
          przezwyciężyć.Oczywiście sami wiecie najlepiej jaka jest Wasza sytuacja,ale
          wydaje mi się,zresztą nie tylko z własnego doświadczenia,że człowiek może wiele
          pokonać i wiele znieść,oczywiście nie sam.
          Pozdrawiam i naprawdę życzę powodzenia
          Cieszę się,że zdecydowałaś się na ginkę z INERu.Odezwij się po wizycie
        • bystra_26 głos rozsądku 31.07.07, 09:35
          s_biela napisała:

          > Wiesz, generalnie to my bardzo chcemy mieć dziecko, tylko nasza sytuacja
          > życiowa jest... no co tu diżo mówić, cięzko jest nam z utrzymaniem siebie
          > samych :(

          Skoro jest Wam trudno utrzymać samych siebie, to jak dla mnie liczenie na to,
          że jak sie pojawi dziecko, to ktoś z otoczenia Was wspomoże jest nierealne.
          Teraz tez macie trudną sytuację i jakoś nikt was nie wspomaga na tyle, żebyście
          mogli realnie myśleć o dziecku. Nie sądzę, że jak się dziecko pojawi to stanie
          sie cud.

          Same ubranka po dziecku kuzynki czy wózek od sąsiadki, to za mało. Dziecko
          będzie miec potrzeby nie przez rok czy trzy, ale z dwadzieścia - i z taką
          świadomością musicie stawać decydując się na dziecko lub na razie je odkładając.

          Czas odkładania możecie poświęcić dzieciom w ten sposób, że zmienicie pracę na
          lepiej płatną, zdobędziecie nowe kwalifikacje, by poprawić materialne podstawy
          zycia. One są ważne, czy tego chcemy czy nie.

          Myślenie "Bóg dał dzieci, da na dzieci" jest myśleniem komunistyczno-socjalnym.
          Bo tak naprawdę tak myśląc, liczy się nie na Boga ale na otoczenie, a to
          otoczenie nie może zaprotestować, że się do niego rękę wyciąga, choć z decyzją
          o czyimś dziecku nie mieli nic wspólnego. Liczenie na pieniądze z budżetu,
          pomoc społeczną itd., to okradanie innych podatników.

          Im więcej ludzi działą zgodnie z socjalistycznym mysleniem, tym bardziej
          prawdodpodobne jest podwyższanie podatków, a tym samym karanie
          przedsiębiorczych za ich ciężką pracę. To podcinanie gałęzi, na której samemu
          się siedzi, bo to własnie przedsiębiorczy ciagną całą gospodarkę i stwarzają
          nowe miejsca pracy!
          • agafrytka Re: głos rozsądku 31.07.07, 14:29
            Bystra
            chyba musi Ci być bardzo ciężko z takim podejściem do życia.

            Decyzję o dziecku- w ten sposób mysląc-można odkładać w nieskończoność.


            > Skoro jest Wam trudno utrzymać samych siebie, to jak dla mnie liczenie na to,
            > że jak sie pojawi dziecko, to ktoś z otoczenia Was wspomoże jest nierealne.
            > Teraz tez macie trudną sytuację i jakoś nikt was nie wspomaga na tyle,
            żebyście
            >
            > mogli realnie myśleć o dziecku. Nie sądzę, że jak się dziecko pojawi to
            stanie
            > sie cud.

            Bystra,
            a skąd u Ciebie taka pewność,że nie znajdzie się jakaś osoba życzliwa,czy jakaś
            inna pomoc.Współczuję pesymizmu,powiesz pewnie, że realistyczne
            podejście....może i tak,ale z takim podejściem pewnie nie mielibyśmy ani
            jednego dziecka,a przy tym nasze życie byłoby po prostu puste.Decydując się na
            pierwsze dziecko nie miliśmy własnego mieszkania,mąż zmieniał ciągle prace,z
            małym dzieckiem mieliśmy 3 przeprowadzki.Dziecko poczęło się w trakcie
            studiów,a obronę miałam jak mała miała niespełna rok....sytuacja nie za ciekawa
            i nie do pozazdroszczenia.....A jednak dzieci się rodziły, nie powiem,że było
            łatwo.I teraz też często nie jest łatwo.Ale szczęśliwie,bo nie ma pesymizmu.


            > Czas odkładania możecie poświęcić dzieciom w ten sposób, że zmienicie pracę
            na
            > lepiej płatną, zdobędziecie nowe kwalifikacje, by poprawić materialne
            podstawy
            > zycia. One są ważne, czy tego chcemy czy nie.
            >

            Oczywiście,że są to sprawy ważne.Ale... nasi znajomi w ten sposób odkładając
            decyzję o dziecku kiedy już się na nie zdecydowali minęło kilka lat zanim ona
            mogła zajść w ciążę. Po prostu można niekiedy się zdziwić.Nie mówię,że będzie
            tak u s_bieli,ale wszystko może się zdarzyć.


            Mówisz o głosie rozsądku.Oczywiście jestem jak najbardziej za odpowiedzialnym
            rodzicielstwem. I rozmawiamy o pierwszym dziecku,a nie o którymś z
            kolei.

            JESTEM ZA ODPOWIEDZIALNYM RODZICIELSTWEM i właśnie za głosem
            rozsądku.Wcześniej pisząc do s_bieli nie chciałam pokazać
            czarnowidztwa tylko odrobinę pozytywnego spojrzenia na sprawę.Przecież i tak
            decyzja należy do niej,a my możemy jej pomóc w jakiś sposób,a nie
            dołować.Wszystko zależy od podejścia do
            tematu.










            >




            >
          • deigratia Re: głos rozsądku 31.07.07, 14:34
            Pozwolę sobie się wtrącić.
            1. Bardzo często jak pojawia się dziecko, to ludziom OTWIERAJĄ się serca a więc
            wydarza się ten cud, w który nie wierzysz.

            2. W Polsce jest aktualnie baby-boom: rodzą roczniki, które postawiły na
            karierę, dorobienie się itp. oraz wyżowe + młodsze. Dwa ostatnie nie chcą czekać
            tak długo jak te pierwsze. Podobno modne jest nawet rodzenie na studiach, kiedy
            często nie ma się jeszcze pewności, co do bycia razem przez całe życie a o
            zapleczu finansowym nie wspomnę. Coraz mniej więc takich rozsądnych jak Ty :)
            Chcę tu powiedzieć: pozwól innym być nierozsądnymi :) bo nie wiesz, co jest dla
            nich lepsze.

            3. Fajnie gadać o kolejnym odkurzaczu, jak się dziecka nie pragnie. Znam kilka
            świetnym przypadków, kiedy najpierw były dzieci a potem cała reszta, bo facet,
            albo oboje byli po prostu pracowici. Na rynku pracy zresztą lepiej są widziane
            kobitki z dwóją przedszkolaków niż bezdzietne młode mężatki. Te wiadomo zaraz
            pójdą na macierzyński.

            4."Bóg dał dzieci, to da i na dzieci". Całe życie słyszałam to zdanie od mojego
            ojca. Mówił je do nas i do zasmuconych znajomych, którzy przychodzili i mówili,
            że znów są w ciąży. Jakoś nigdzie w tych przypadkach nie ma i nie było
            patologii. Ja, mój ojciec i ci ludzie rozumiemy to jako pewne błogosławieństwo:
            nas po każdym dziecku było tylko finansowo lepiej. Dlaczego? Bo mam pracowitego
            ojca, który czuł zwiększoną odpowiedzialność i jasne było dla niego, że pora
            znaleźć lepszą robotę, bo przy trójce nie pora na państwową fabrykę.

            5. Licząc w Polsce na pieniądze z budżetu, można szybko zasłabnąć z głodu. Nie
            przesadzałabym też z tym straszeniem okradaniem podatników. Przecież nawet
            pracujący idą po odbiór becikowego czy innych dodatków na dziecko. To się zdaje
            się nazywa polityka socjalna. A wszyscy krzyczą, że tej kasy państwo daje mało i
            żeby było tak dobrze jak we Francji czy w Szwecji.
            • bystra_26 do deigratia i agafrytki 31.07.07, 16:41
              deigratia napisała:

              > 1. Bardzo często jak pojawia się dziecko, to ludziom OTWIERAJĄ się serca a
              >więc wydarza się ten cud, w który nie wierzysz.

              Szkoda, że im się nie otwierają serca jak ci młodzi maja problem związać koniec
              z końcem. Ci dobrzy ludzi będa łożyć na utrzymanie cudzego dziecka przez 20 lat
              czy rodzice?

              > 2. W Polsce jest aktualnie baby-boom: rodzą roczniki, które postawiły na
              > karierę, dorobienie się itp. oraz wyżowe + młodsze. Dwa ostatnie nie chcą
              >zekać ak długo jak te pierwsze. Podobno modne jest nawet rodzenie na studiach,
              >iedy zęsto nie ma się jeszcze pewności, co do bycia razem przez całe życie a o
              > zapleczu finansowym nie wspomnę. Coraz mniej więc takich rozsądnych jak Ty :)
              > Chcę tu powiedzieć: pozwól innym być nierozsądnymi :) bo nie wiesz, co jest
              >dla ich lepsze.

              Czy ja gdzieś na s_biela decydowałam? Przedstawiła swoje, odmienne zdanie. To
              jej zycie, jej męża, jej potencjalnych dzieci, i to ONI ZDECYDUJĄ i poniosą
              konsekwencje. Dobrze więc, by podjęli tak poważną decyzję dobrze się wpierw
              zastanowiwszy.

              Rodzenie na studiach Z MODY jest głupotą!
              Natomiast samo wczesne macierzyństwo często jest związane z tym, że się szybko
              zanlazło mężczyznę życia i myśli rozsądnie - na studiach odchowamy, potem
              kariera. Niestety niektórzy znajdują druga połówkę koło 30 dopiero
              niekoniecznie dlatego, że do tej pory żyli tylko karierą.

              Ci co się świadomie decydują na dziecko na studiach źle nie mają - po prostu
              dostają pieniądze od swoich rodziców, i mogą mieć pewność, że nawet jak skończą
              studia i z pracą będzie krucho, to dziadkowie finansowo ze względu chociażby na
              wnuki pomogą. Więc to wcale nie jest taka niewyważona decyzja.

              Są też oczywiście tacy, co odkładają dzieci, bo ich nie stać, a gdyby brali
              pieniądze od rodziców, to rodzice zabytnio by im ustawiali zycie - a to jest
              zabójcze dla małżeństwa!


              5.To się zdaje się nazywa polityka socjalna. A wszyscy krzyczą, że tej kasy
              państwo daje mało i żeby było tak dobrze jak we Francji czy w Szwecji.

              Krzyczą ci, co myślą, że jeszcze żyjemy w komunie i ludzie nie zdający sobie
              sprawy, że pieniądze z budżetu to nie magiczny kuferek bez dna, tylko danina
              ściągnięta z tych, co pracują. Niestety patrząc na wyniki wyborów widać, że
              jeszcze dużo takich jest.
    • kate0012 Re: pękające prezerwatywy 02.08.07, 12:40
      stosuję prezerwatywy od 6 lat;średnio w miesiącu 13 sztuk-co w roku daje 156
      sztuk.,w ciągu tych 6 lat było ich więc 936 szt.(mniej więcej).ŻADNA nie pękła.
      Raz się zsunęła (w fazie poowulacyjnej) ,ale to była kwiestia pozycji,której
      teraz unikamy stosując gumki.Z czytanych wypowiedzi wnioskuję,że prezerwatywy
      najczęściej pękają tym,którzy ich nie używają.Ja mam zaufanie do tej metody
      zapobiegania ciąży,a ostatecznie jest jeszcze Postinor,więc pęknięta czy
      zsunięta prezerwatywa nie oznacza od razu macierzyństwa.
      Zresztą gdybym chciała stosować czysty NPR to miałabym 7-9 dni na seks-a dla
      mnie jest to zdecydowania za mało.
      • deigratia Re: pękające prezerwatywy 02.08.07, 14:47
        A stosujesz w ogóle obserwacje? bo jeśli tak, to po co Ci prezerwatywy w fazie
        poowulacyjnej? no i jeszcze ten postinor.. Brakuje jeszcze jednej bardzo
        "naturalnej" metody a mianowicie stosunku przerywanego. Może nawet wkrótce
        rozpocznie się enpeerowy boom, bo pod tą nazwą zmieści się już wszystko :))
        • kate0012 Re: pękające prezerwatywy 02.08.07, 15:07
          tak stosuję obserwacje;w fazie poowulacyjnej stosuję (czasami)
          prezerwatywy ,ponieważ mam dużą skłonność do grzybicy a sperma zmienia ph
          powchwy i w ten sposób sprzyja rozwojowi grzybów.
          W którymś wątku już pisałam,że nie stosuję NPR(bo NPR to obserwacje oraz
          wstrzymywanie się od współżycia w dni płodne)więc właściwie nie powinnam tu
          zabierać głosu;
          tak,no i jeszcze ten postinor...to już w ogóle zgroza
    • s_biela O nauczaniu KK 03.08.07, 15:35
      Bystra jeśli nie zgadzasz się z kościołem, a wierzysz w Boba, nie musisz do
      niego należeć...

      "Niestety Kościół szanuje SUMIENIE człowieka, ma to w swojej nauce. Jak dla
      kogoś coś nie jest grzechem, to grzechu nie ma. Zwłaszcza jeśli to nie dotyczy
      materii wprost biblijnej, czyli 10 przykazań."

      Kościół bierzę pod uwagę np. zniewolenie czlowieka, np. zapalenie pierwszego
      papierosa jest grzechem cięzkim, ale nałogowy palacz grzeszy już tylko "lekko"
      bo jest uzależniony. nie zmienia to jednak faktu, że po każdej spowiedzi musi
      być postanowienie poprawy, żeby spowieź była ważna. Antykoncepcja jest
      wykroczniem przeciw przykazaniu miłości, jednemu z DWÓCH GŁÓWNYCH PRZYKAZAŃ!!!

      "Tylko jest pewien problem z Humane Vitae, które jest sednem rozumienia
      dzisiejszej katolickiej etyki seksualnej.
      Bo seks ma mieć dwojakie znaczenie, dwojaki skutek, zawsze, razem -
      zjednoczenie i prokreacja ----> za Chiny ludowe seks w fazie niepłodności
      bezwględnej nie ma obu funkcji!"

      W Piśmie Świętym są np. Przypadki kiedy kobieta w bardzo podeszłym wieku, po
      menopauzie zachodził;a w ciążę... Tak samo podstawą do unieważnienia małżeństwa
      nie jest niepłodność w ogóle, ale tak która uniemożliwią stosunek pułciowy.
      Chodzi o to, żeby sie otworzyć na działanie Boże, a stosując prezerwatywy w
      pewnym sensie sie na nie blokujesz. Kościół Katolicki nie uznaje półśrodków.

      "o co mi chodziło, wyjaśniłam wcześniej, natomiast jak już jesteśmy w tym
      temacie, to słowa zasłyszane w kościele trzeba weryfikować, bo ja np. nieraz
      słyszałam z ambony, na jaką partię powinnam głosować i nie mam zamiaru się do
      tego stosować. Ciekawe jest też to, jak często słyszymy o zgubnym wpływie na
      zdrowie tabletek antykoncepcyjnych, a nie słyszałam nigdy, żeby ktoś z ambony
      (czy też jakaś wykładnia zwierzchników kościoła) zabraniała palenia papierosów,
      które to przecież też łamie 5 przykazania. W ogóle zastanawiam się, dlaczego
      wobec tylu problemów świata współczesnego, obłudy "katolików" i odchodzeniu
      wiernych od Kościoła, duchowni skupiają się akurat na kwestii antykoncepcji. Ale
      to taka ogólna refleksja, nie do Ciebie :) "

      Może liczą na to, że jak już zajdą w ciąże to palić przestaną ;)

      Jeśli chodzi o grzybicę, to też jestem kobietą która ma również takie
      skłonnoścki (konkretnie do kandydozy). Pisałam o tym na wątku:
      Bardzo polecam, bo miałam takie problemy kiedy nie współżyłam, a podejżewam że
      właśnie dzięki tym sposobom teraz po ślubie nie miałam na szczeście nawrotu...

      Jeśli chodzi o stosowanie tabletek w "celach leczniczych" to słyszałam tylko o
      jednym przypadku przy PCO, jak już wszystko inne zawiedzie, to stosuje się je w
      celu sprowokowania tzw. sprzężenia zwrotnego.
      Swoją drogą byłam ostatnio u ginekologa po skierowanie do endokrynologa, i
      dziwił mi się strasznie, że chcę się leczyć endokrynologicznie. Stwierdził, że
      i tak bendę musiała łykać hormony, to on już teraz moż przepisać mi tabletki
      (przecież to nie ma znaczenia jakie hormony powinnam łykać, no i na co komu
      diagnostyka)... Po dłuuugiej rozmowie w końcu dał mi skierowanie na
      odczepnego... Jestem młodą kobietą, a byłam już u kilkunastu jesłi nie u
      kilkudziesięciu ginekologów, i ciągle się spotykam z takim podejściem. Mam już
      pewne doświadczenie i nie biorę wszystkiego co mi wciskają, ale jeśli kto inny
      z ulicy byłby w mojej sytuacji, pewnie myślałby, że jest to leczenie. Mimo
      wszystko jeśli podczas łykania tabletek antykoncepcyjnych dojdzie do owulacji i
      zapłodnienia, to takie ślodki zmieniają strukturę endometrium i może dojść do
      wczesnego poronienia, dlatego moim zdanie osoby ubezpłodnione w ten sposób na
      czas leczenia nie powinny współżyć.

      Wiecie co? przyglądam się tej dyskucji i przyglądam... Mniejsza o to, że temat
      wątku był zupełnie inny...
      Pada tu wiele zarzutów co do nauki Kościoła katolickiego

      agafrytka napisała:

      > Odpowiedz proszę na jedno pytanie:czy uważasz się za katoliczkę wierzącą i
      > praktykującą?

      A jaki to ma zwiazek?
      Czy katolik nie ma prawa się zastanawiać, szukać odpowiedzi itd.?


      fiamma75: ma prawo się zastanawiać! ba! nawet powinien... Tylkko że jest
      różnica między poszukiwaniem, a zarzutami, a mam wrażenie, że niestety zmierza
      to w tym drugim kierunku :(
      My możemy odpisywać na to wszystko, ale to i tak będą szczątkowe odpowiedzi na
      szczątkowe pytania, a nauka Kościoła jest spójna lecz dość obszerna, zwłasza
      etyka i teologia. Nie bez pododu ludzie studiują to przez 5 lat, a i tak muszą
      uczyć się dalej. Gdymym miała przytoczyć tu w pełni tą naukę, to mósiałabym
      sobie zrobić wolne w pracy ;) a może i nawet miejsca na forum by zabrakło...

      "Dyskusja o kwestiach moralnych(od stosowania prezerwatyw po legalizację
      eutanazji), nie poprzedzona -jak nieraz bywa -refleksją na temat wiary i jej
      prawdziwości, nie ma siensu, gorzej -prowadzi w fałszywym kierunku. Jeśli Jezus
      nie jest Chrystusem, jakież znaczenie może mieć dla nas chrześcijaństwo i jego
      wymogi etyczne?" -cytat z "Przekroczyć próg nadziei" Vittorio Messori

      Dziwczyny! Ja też miewam czasem wątpliwości, ale nie wolo ich tak sobie
      pozostawić!!!
      jest wiele książek na ten temat, szeroko i dogłębnie opisujące te kwestie. Jest
      portal szansaspotkania.net, są duszpasterstwa małżeństw...
      bystra_26!!! lacitadelle!!! Jeżeli naprawde szukacie, to wierze, że chociaż
      postaracie się z tym zapoznać.

      Nie wyobrażam sobie prawdziwego katolika, który nie miał by wątpliwości...
      Gdybyście znały mnie prywatnie napewno nie musiałabym Was przekonywać, że nie
      stosuję NPR'u ze strachu. Taki mam jakiś ciężki charakter ;) Jeżeli macie
      wątpliwości naprawde nie warto tego tak zostawiać...
        • s_biela Re: s_biela 03.08.07, 16:39
          Wizytę mam dopiero 25-ego września :(
          bez komentarza...

          a czy jestem w ciąży powinnam wiedzieć po urlopie czyli na forum obwieszczę to
          jakoś 26-ego...

          sama nie wiem czy będzie wtedy sens chodzić do endokrynologa, nie wiem czy się
          zgodzi prowadzić moją ciążę, chcociaż wtedy też trzeba by te hormony pewnie
          poobserwować :/
          • agafrytka Re: s_biela 03.08.07, 17:16
            Ale jazda z tym terminem....pewnie kobita ma sporo chętnych,albo urlop...
            Do 26 trochę dni,ale pewnie szybko zleci.
            Jeżeli chodzi o endokrynologa,wydaje mi się,że powiinien się zgodzić.Tak jak
            piszesz trzeba by było trochę obserwacji.
            Znalazłaś jakiegoś dobrego endokrynologa?Kiedyś pisała tu taka Joasia,ona też
            miała z tym problem,ale kurcze teraz się już nie odzywa.
            No nic,powodzonka
            • s_biela Re: s_biela 03.08.07, 17:34
              Wiesz co, termin jest taki długi po to wizyta na NFZ... a zleci szybko napewno,
              bo niedługo mam długi urlop i nie bendę o tym myśleć, poza tym chyba
              praktycznie od pierwszego okresu chodzę państwowow do kinekologów więc jestem
              przyzwyczajona... szok jest jak mam krótszy termin ;)

              Idę do szpitala św. Zofii w Wawrszawie do Dr. Elżbiety Woźnej, i się dziwnie
              czuję bo to zakonnica ;) wiesz, tak nieswojo z zakonnicą o seksie rozmawiać...

              No właśnie joasia006 czy jakoś tak po wątku prolaktyna a starania zniknęła z
              forum... może chce się odstresować na czas "lepienia" bobo?
              • agafrytka Re: s_biela 03.08.07, 17:43
                To Ty nic nie wiesz o Joasi...niestety straciła swoje dziecko.
                Ja tylko przy pierwszym dziecku chodziłam do ginów/musiała to byc
                kobieta/prywatnie.Później pomyslałam,że szkoda kasy i chodzę do faceta,który
                nawet nieźle się zna,oczywiscie chodzę"państwowo".
                Z księdem ginem pewnie miałabym problem,ale,że to zakonnica to spoko.Ha,ha...
                Myslę,że będziesz zadowolona,dobre opinie o niej chodzą.
                Myslę,że na wesoło o seksie można pogaworzyć.....nawet z zakonnicą.
                Myslę,że będziesz mile zaskoczona...mam nadzieje,piszę to i gęba nie przestaje
                mi się śmiać.Nie wiem,czemu ten temat:seks i zakonnica ginka daje mi tyle
                powodów do radości
                Pa
                • s_biela ginekolog 03.08.07, 18:12
                  no popatrz, mi też tak się jakoś śmiać chce... ;)

                  A tak swoją drogą, to ona musie mieć naprawde przerąbane, bo ciągle jak do niej
                  jakiś nowy pacjęt przychodzi to pwenie na początku dziwnie się patrzy.
                  Ty wiesz, że to zakonnica, ja wiem, a część pacjętów może się dowiedzieć
                  dopiero na wizycie... wyobrażasz sobie ich miny? buahaha!!!

                  a ksiądz-ginekolog? tego to chyba by już nikt nie przeżył, nawet ksiąsdz! :))

                  no właśnie wiem jak to było z joasią, i strasznie jestem ciekawa jak ona sie
                  tera z czuje... :/
                  • s_biela Re: ginekolog 03.08.07, 18:15
                    a ten Twój ginekolog to też endokrynolog czy jakiś zwykły??
                    Powiedz prosze jak go znalazłaś, bo ja ostatnio trafiam na totalnych debili
                    Pozwole sobei nie cytować ich wypowiedzi bo to żenada jest... :(
                    • agafrytka Re: ginekolog 03.08.07, 18:51
                      >a ksiądz-ginekolog? tego to chyba by już nikt nie przeżył, nawet ksiąsdz! :))

                      Sprawiłaś mi tyle radości tym zdaniem,że przeczytałam je mężowi i razem nie
                      mogliśmy -nie możemy -się uspokoić.
                      Fakt,nie wiem jak ksiądz by to przeżył....tyle babek w ciągu dnia...i to od
                      pasa w dół!

                      A tak swoją drogą kiedyś mieliśmy okazję spotkać się z Jezuitą,facet ok 80
                      lat.W taki sposób mówił o seksie,że szczęka nam opadła,opisując nawet
                      pozycje.Powiem ci szczerze,że dzięki niemu też zaczęłam bardziej
                      otwarcie,PUBLICZNIE,nazywając rzeczy po imieniu,mówić o seksie.Czasami też
                      widzę lekkie zażenowanie tych co przychodzą do poradni.Ale szybko przestają się
                      czerwienić.

                      Mój gin nie jest endokrynologiem.
                      Chodzę do niego bo chodzę,już wielu ginów w moim mieście"zwiedziłam",ale żaden
                      nie zna się na npr,albo nie chce się znać.
                      Ten "mój"proponował mi już chyba wszystko łącznie z antykoncepcją hormonalną aż
                      do...uwaga!sterylizacji...jak poszłam do niego w 4 m-cu w trzeciej
                      ciąży.Wie,że stosuję npr i ostatnio się tylko podpytuje,czy biorę "coś".
                      Natomiast mam kontakt z bardzo dobrą ginka,ale ona mieszka ok.100 km ode
                      mnie.Mam z nią kontakt telefoniczny,spotykamy się parę razy w roku na
                      szkoleniach czy w INER-ze.Bardzo dobrze zna NPR.
                      Ona sama stwierdziła,że mało jest ginów,którzy chcą zająć się metodami i
                      pokusić się o poznanie ich.Kiedys usłyszałam od niej,że jak jeżdzi na jakieś
                      ogólnopolskie spotkania ginów to tacy gini jak ona są traktowani jak zjawisko.


                      A ten gin jak dowiedział się,że stosuję npr,a byłam wtedy po
                      porodzie,powiedział,że za miesiąc przyjdę do niego w ciąży.Minęło trzy lata od
                      tej jego wypowiedzi zanim poczęła się Julka.


                      No nic,może ta zakonnica przypadnie Ci do gustu.Może do pracy w gabinecie,nie
                      zakłada habitu.Kto to wie?
                      Mam nadzieje,że w końcu trafisz na swojego gina.
                        • agafrytka Re: ginekolog 03.08.07, 20:13
                          No co Ty.Dlatego zaniemówiłam jak mi to zaproponował,szczęka mi opadła
                          Ale dla mojego gina wszystko jest możliwe...

                          Apropo zakonnicy:zawsze jak widzę : "s_biela",to zaraz przypomina mi się nasza
                          wymiana zdań na ten temat i mam niezły ubaw.Fajna z Ciebie kobietka.
                          Chyba włączę TV,bo u mnie niestety I faza i muszę sobie znależć jakiś środek
                          zastępczy... ha,ha.
                      • nati1011 Re: ginekolog 08.08.07, 22:52
                        > do...uwaga!sterylizacji...jak poszłam do niego w 4 m-cu w trzeciej
                        > ciąży.Wie,że stosuję npr i ostatnio się tylko podpytuje,czy biorę "

                        Moja ginka też z "dobrego serca" zdziwiła się, że mnie nie
                        wysterylizowali po takiej ciężkiej ciąży. Na serio się wystraszyłam
                        i oświadczyłam, że przy 3 cesarce to idę tylko z 2 świadkami,
                        najlepiej lekarzami, żeby mi jakiejś "przysługi nie wyświadczyli :/
    • s_biela no i nie jestem w ciąży 19.08.07, 12:30
      Wynik testu ciążowego: negatywny.

      To całe doświadczenie było dla mnie bardzo pozytywne. Nie boję się już tak
      bardzo, że zajdę w ciążę, i wiem lepiej niż przedtem czego się tak naprawdę
      boję, i że bardzo chcę tego dziecka. Bóg dał mi trochę więcej czasu żeby się to
      tego przygotować. Zmotywowało mnie to bardzo, żeby jak najlepiej się przygotować
      na czas, kiedy będę mamą :)

      dziękuję, że mnie wspierałyście, i to tak walecznie ;)
      • agafrytka Re: no i nie jestem w ciąży 19.08.07, 14:57
        Cześć S_biela.
        Tak pozytywnej wypowiedzi dawno nie czytałam.Fajnie,że tak się
        dzielisz.
        Życzę Ci samych radości i cierpliwego przygotowywania się do
        macierzyństwa.
        Mam prośbę.Odezwij się po 25 września jak wrócisz od ginki
        zakonnicy.Jestem ciekawa jak tam wizyta.
        Trzymaj sie,dużo słonka

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka