NPR a niepłodność

07.03.08, 12:01
Chciałam się podzielić swoimi refleksjami w nadziei, że może komuś
pomogą.5 lat temu próbowałam zajsć w ciążę.Po roku starań poszłam do
lekarza, który od razu zaordynował lek na wywołanie owulacji
(Clostilbegyt).Byłam przerażona po przeczytaniu ulotki, ale w końcu
zastosowałam kurację,w wyniku której przyszedł na świat synek.Kiedy
po 3 latach znów chcieliśmy dzidziusia, postanowiłam pójść inną
drogą.Dzięki pomocy dziewczyn z forum zaczęłam mierzyć temperaturę i
interpretować wykresy, z których jasno wynikało, że mam owulację i
to dosć regularnie.Po 3 cyklach wyliczyłam, kiedy owulacja następuje
i zadziałalismy z mężęm:-)Udało się od razu(z moich wyliczeń wynika,
że poczęliśmy w dzień rocznicy ślubu:-).Już po kilku dniach
wiedziałam że jestem w ciąży, test zrobiłam tylko dla przekonania
małża.Co jeszcze wspanialsze - dzięki moim obliczeniom(no,pewnie nie
tylko)udało nam się spłodzić dziewczynkę, o której tak marzyłam.Mój
wniosek jest taki:może zamiast promować in vitro(którego nie jestem
wcale przeciwniczką), powinno się uczyć kobiety obserwować własne
ciało, bo czasem same z pomocą lekarzy wmawiamy sobie choroby.
    • kropelka08.2008 Re: NPR a niepłodność 08.03.08, 20:33
      fajnie :)
      a jak mozna "zaprogramowac" choc na 60% synka a jak córeczkę? :)))
      • bystra_26 porządek 09.03.08, 15:03
        Proszę nie podłączać się z własnymi pytaniami pod inne wątki, bo to prowadzi do
        bałaganu na forum i braku odpowiedzi na pytania/kwestie poruszane przez
        autora/kę tematu.

        Co do planowania płci - odsyłam do forumowej wyszkiwarki.
        • kropelka08.2008 Re: porządek 11.03.08, 18:45
          ok, poszukam :)
    • bystra_26 podejście lekarzy 09.03.08, 15:18
      dolores12 napisała:


      > wniosek jest taki:może zamiast promować in vitro(którego nie jestem
      > wcale przeciwniczką), powinno się uczyć kobiety obserwować własne
      > ciało, bo czasem same z pomocą lekarzy wmawiamy sobie choroby.


      Primo - od starań trawających dłużej niż rok do in vitro wiedzie daleka droga, i
      nie jest to metoda łatwodostępna (nie chodzi mi tu o aspekt ekonmiczny) czy "na
      życzenie", ale naprawdę ostateczność.

      Secundo - nie spodzewajmy się, że lekarze będą inni niż społeczeństwo, z którego
      się wywodzą.
      Pomijając aspekt chciwości... Lekarze są pod presja pacjentek, które na każdy
      problem chcą łatwego i szybkiego rozwiązania, panikują po 6 miesiącach starań,
      bo im się to nie zgadza z harmonogramem ściezki kariery, chcą tabletek
      natykoncpecyjnych, żeby na ślub nie dostać okresu itp.
      Wielu lekarzy, nawet jak ma pojęcie o NPR, to nie mówi pacjentce "niech Pani
      spróbuje, to dobra nieinwazyjna metoda diagnostyczna, ..." przez wizję NPR,
      którą w Polsce mamy. U nas NPR wiąże się ściśle z Kościołem katolickim, w którym
      w Polsce dopiero widać pierwsze przebłyski odchodzenia od nauczania "to wolno,
      tego nie wolno". Jak narzeczeni na obowiązkowych spotkaniach w poradni rodzinnej
      o NPR uzyskają niekompletną wiedzę, ale za to usłyszą, że w czasie płodnym
      wszystkie pieszczoty poza pełnym współżyciem są grzechem ciężkim, to uważają NPR
      za ciemnotę totalną.

      Jak takiej współczesnej pacjentce zalecić coś, co ma tak złą famę? Zwłaszcza w
      prywatnym gabinecie? Przecież ryzykuje się, że straci się i ją, i kilka
      kolejnych, bo ona je zniechęci "nawiedzony ten lekarz, zamiast dać mi coś na
      wspomaganie owulacji, chciał mi wcisnąć kościelny termometr" i pójdzie fo innego
      lekarza, który ja potraktuje według jej wytycznych "szybko i łatwo."
      • keltoi chwila, moment... 12.03.08, 00:27
        Rozumiem, że bierzecie kobiety pod uwagę, że tak samo jak istnieją przypadki, gdzie NPR zadziała cuda, tak istnieją takie, gdzie można je o kant (wiadomo czego) potłuc i in vitro jest tak naprawdę jedyną metodą posiadania dziecka, prawda?
    • martucha90 Re: NPR a niepłodność 13.03.08, 10:56
      > Dzięki pomocy dziewczyn z forum zaczęłam mierzyć temperaturę i
      > interpretować wykresy, z których jasno wynikało, że mam owulację i
      > to dosć regularnie.Po 3 cyklach wyliczyłam, kiedy owulacja
      > następuje i zadziałalismy z mężęm:-)Udało się od razu
      [ciach]
      > Mój wniosek jest taki:może zamiast promować in vitro(którego nie
      > jestem wcale przeciwniczką), powinno się uczyć kobiety obserwować
      > własne ciało, bo czasem same z pomocą lekarzy wmawiamy sobie
      > choroby.

      Za daleko idzie ten Twój wniosek. W ogóle jest to wniosek od czapy.
      Co Ty właściwie wywnioskowałaś - że od rzetelnej obserwacji zależy
      zajście w ciążę?! No przecież zaszłaś w ciążę, bo miałaś owulację,
      a Twój mąż dobre plemniki - i to jest jedyny powód.

      Wiesz dla kogo jest in vitro? Np. dla pary, w której mężczyzna ma
      1 mln plemników w militrze, a tych A w okolicach 5%. Tej parze też
      polecisz, żeby się babka poobserwowała, bo im lekarz choroby wmawia?

      A ja na przykład też się obserwuję, a efektu w postaci ciąży nie ma.

      Gratuluję, że Ci się udało i życzę wszystkiego najlepszego,
      naprawdę, ale takie "rady" to sobie zachowaj dla siebie.
      Pozdrawiam!
      • kathrinn82 Re: NPR a niepłodność 13.03.08, 18:00
        zgadzam się z Martą, ale wątpie żeby autorka wątku wiedziała co to
        są plemniki A!:D patrząc na wniosek jaki wysnuła...hmm, no
        pogratulować lotności umysłu:)
Pełna wersja