Brak konkurencji wywołał letni kryzys energetyczny

03.11.06, 04:57
Pamiętacie tę awarię która pozbawiła prądu północno wschodnią Polskę ?

Właśnie Gazeta Prawna opublikowała artykuł, w którym są podane przyczyny tego
zdarzenia / fragmenty /

Za najrozleglejszą w ostatnich latach awarię systemu energetycznego
odpowiedzialność ponosi PSE-Operator (operator systemu przesyłowego). Latem
przez trzy godziny odbiorcy z północno--wschodniej Polski mieli problemy z
zasilaniem.

Wstępny raport rządowego zespołu ds. analiz zakłóceń w systemie
elektroenergetycznym w roku 2006 wylicza błędy operatora: nie miał kontroli
nad zachodzącymi procesami, przekazał niektórym elektrowniom kontrowersyjną
decyzję o wyłączeniu zabezpieczeń, nie podjął również próby dogłębnego
wyjaśnienia przyczyn awarii. Zespół ustalił również, że wbrew komunikatowi
PSE-Operator, powodem awarii nie było wyłączenie bloków w Zespole Elektrowni
Ostrołęka - nastąpiło ono na skutek nieprawidłowych parametrów pracy sieci
przesyłowej. Ostateczna wersja raportu ma powstać do końca listopada.

Rządowy zespół próbuje ustalić również, jakie były przyczyny letniego kryzysu
energetycznego. Operator systemu alarmował o niskim poziomie rezerw mocy.
Według wstępnych ustaleń ekspertów powodem takiego stanu rzeczy było
ustalenie od czerwca ceny energii z tzw. generacji wymuszonej (czyli
produkcji energii na żądanie operatora w celu rozwiązania problemów
systemowych) na poziomie 117,59 zł/MWh, którą na początku roku na wniosek PSE-
Operator zatwierdził Leszek Juchniewicz, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Problem polega na tym, że ta kwota jest niższa od kosztów ponoszonych przez
wytwórców, którzy w efekcie symulują awarie bloków energetycznych, by uniknąć
strat. Zdaniem rządowych analityków konsekwencją decyzji regulatora jest
obniżenie niezawodności systemu elektroenergetycznego.

- Problemem polskiej elektroenergetyki jest brak rynkowych mechanizmów handlu
i bilansowania usług systemowych oraz wadliwy system wymiany międzynarodowej
w otoczeniu Polski. Obecnie na rynku bilansującym planuje się nieefektywne
rozdziały obciążeń i dobór jednostek wytwórczych do pracy, stosując bardzo
złe mechanizmy bilansowania - mówi Eugeniusz Toczyłowski.

- Polsce potrzebny jest rynek dnia bieżącego - takie rozwiązanie widzi Damian
Kus, senior trader w firmie Vattenfall Trading Services.

Niestety uczestnicy istniejącego u nas rynku mogą składać oferty kupna i
sprzedaży energii elektrycznej z dziennym wyprzedzeniem. Bieżącym
równoważeniem podaży i popytu (czy tzw. bilansowaniem) zajmuje się operator
systemu. Gdyby była możliwość handlowania również w dniu dostawy (tak jak to
dzieje się np. w Niemczech czy Skandynawii), to - zdaniem Damiana Kusa -
operator mógłby siedzieć z założonymi rękami, bo elektrownie, zakłady
energetyczne i firmy zajmujące się obrotem energią same zatroszczyłyby się o
optymalne (tj. najtańsze) bilansowanie.

Operator powinien organizować aukcje i wybierać najkorzystniejsze oferty -
tak brzmi rynkowa recepta Damiana Kusa.

Eugeniusz Toczyłowski od dawna wskazuje na konieczność wykorzystania
wielotowarowych mechanizmów obrotu giełdowego dla zdecentralizowanego rynku
energii, umożliwiających np. jednoczesny obrót energią, prawami przesyłu oraz
opcjami na zakup i sprzedaż energii bilansującej.

Mogą one zapewnić wczesne bilansowanie uczestników rynku krajowego i
regionalnego w otoczeniu Polski z uwzględnieniem rozpływów fizycznych,
dostępności zasobów sieciowych, wymiany międzynarodowej oraz wymagań
bezpieczeństwa związanych z koniecznością zapewnienia planowych rezerw mocy i
rezerw przesyłowych.

Cały artykuł dostępny jest na stronie:
biznes.onet.pl/5,1369377,prasa.html
Pełna wersja