Najlepszy przyjaciel człowieka!

27.11.06, 11:00
Znów muszę poruszyć temat, do którego myślałem, że nie będę już musiał
powracać. Tym problemem są bezpańskie psy, które na nowo zaczęły błąkać się po
mieście. Gro z nich błąka się po mieście wychodząc przez przysłowiową dziurę w
ogrodzeniu wracając po jakimś czasie do swojego właściciela. Niekiedy są to
duże psy i nie ma pewności jak się zachowają kiedy poczują się zagrożone. I
tutaj ukłon w stronę właścicieli tych podróżników świata ciekawych - zajmijcie
się swoimi czworonogami.
Jak jednak podejść do zagadnienia, kiedy któryś z okolicznych działkowców
wypuszcza psa z samochodu, a następnie szybko odjeżdża? Nie jest to może
zjawisko masowe, ale jednak się zdarza. Trochę to przykre, zwłaszcza, że taki
psiak nie potrafi sobie poradzić! Jest nieprzygotowany do samodzielnej
egzystencji. Zazwyczaj podbiega do samochodów myśląc,że to jego Państwo wraca.
Ale to tylko złuda. Bardzo szybko ginie pod kołami rozpędzonych pojazdów
powodując niejednokrotnie ogromne zagrożenie dla innych uczestników ruchu.
Dlatego może trzeba się najpierw dobrze zastanowić zanim się weźmie stworzenie
do domu. Pies, czy jakiekolwiek inne zwierze to nie zabawka, którą kiedy się
znudzi będzie można wyrzucić!
    • gimnazjalistka2 Re: Najlepszy przyjaciel człowieka! 28.11.06, 17:33
      Nie tylko psy kąsają, wystarczy poczytać niektóre posty, brrr Może poskutkuje
      modlitwa Psa w ich intencji: Carmen Bernos de Gasztold - Panie, waruję na
      straży! Beze mnie, kto będzie strzegł ich domu? Pilnował ich dzieci? Kto będzie
      wierny? Nikt-prócz Ciebie i mnie- nie wie, czym jest wierność. Mówią mi: "Dobry
      piesek! Grzeczny piesek!" To tylko słowa... Klepią mnie, rzucają mi stare kości
      i bardzo się niby cieszą... Przyjmuję wszystko, bo oni myślą, że jest mi
      dobrze. Czasem ktoś mnie kopnie, gdy mi wejdzie w drogę. Przyjmuję i to, bo cóż
      mi szkodzi! Waruję na straży! PANIE, NIE DAJ MI UMRZEĆ, DOPÓKI COKOLWIEK IM
      GROZI. AMEN.
      Pozdrawiam ciebie Jacku501 i wszystkich, którzy mają jeszcze serce.
Pełna wersja